niedziela, 9 grudnia 2012

Come on baby, let’s ride.

Elizabeth usiadła na trybunach z zawieszoną na szyi plakietką wstępu. Zmierzyć ze sobą miały się drużyny młodego pokolenia Juventusu Turyn i Celticu Glasgow. Oczywiście kibicowała drużynie biało-zielonych.
Rozległ się pierwszy gwizdek, a kobieta zamiast uważnie śledzić przebieg meczu, spoglądała na Holly stojącą przy balustradach tuż przy murawie.
Zaczął padać deszcz i namoknięta, rozkopana przez natarcie zawodników murawa wydzielała urokliwy i specyficzny zapach. Przypomniało jej to moment, gdy sama grała w piłkę i biegła na trening ( boisko było stosunkowo blisko, więc przebierała się w domu ) z korkami zawieszonymi na szyi. Brała ze sobą jedynie drobny plecak, do którego mama zawsze chowała jej wodę, skarpetki na zmianę i mały ręcznik. Często widywała na trybunach dziadka. Bywał na każdym jej meczu. Pewnego dnia kupił kamerę i nagrywał całe spotkanie. Wiedziała, że był z niej dumny, zresztą wielokrotnie jej to powtarzał. Jego śmierć odbiła swoje piętno na Elizabeth. Nie potrafiła wrócić do gry, była zbyt pogrążona w żałobie. Dużo czasu zajęło jej przyzwyczajenie się do jego nieobecności. Zebrała w sobie wszystkie siły i wyszła na murawę. Tym razem broniła środka pola. Bramkarz przeciwnej drużyny wykopał piłkę na wysokość szóstego piętra. Spanikowała, nie wiedziała co robić, a piłka leciała wprost na nią. Wyskoczyła i odbiła ją głową. Niewiele potem pamiętała. Upadła na murawę i gdy otworzyła oczy, stał nad nią już lekarz. Jedyne co pamiętała z chwili utraty przytomności to to, że był koło niej dziadek. Uśmiechał się i mówił, by realizowała swoje marzenia za wszelką cenę, i że zawsze będzie siedział na trybunach. Za każdym razem czuła jego obecność, ale dwa lata później nawet on nie był w stanie jej pomóc, a jej kariera legła w gruzach.
Wstała z krzesła i skierowała się w stronę speakerki. Zapukała, a w drzwiach stanął młody mężczyzna.

- Mogę w czymś pomóc ?
- Jestem Elizabeth,  dziennikarka z redakcji " 15 minutes of fame". Mam do Pana pytanie.
- Słucham ?
- Czy nagranie dzisiejszego dnia rozgrywek będzie dostępne ?
- Będzie jedynie do dyspozycji organizatora.
- A nie mogłabym tak użyczyć nagrania na jeden wieczór ?
- Nie bardzo rozumiem po co, skoro jest tu Pani osobiście.
- Jestem, ale mogłoby mnie tu nie być, w sumie to tak też się czuję.
- Co ma Pani na myśli ?
- W zasadzie to niewiele, bo nie mogę ich zebrać. Naprawdę mi na tym zależy, nikt się nie dowie, daje swoje słowo.

Mężczyzna gładził dłonią swój podbródek. Spoglądał co chwila na Elizabeth i w końcu odrzekł.

- Dobrze, niech Pani przyjedzie po nagranie wieczorem.
- Dziękuję bardzo, nie wie Pan ile to dla mnie znaczy.
- Przywiezie je Pani jutro rano i proszę o dyskrecje.
- Oczywiście.

Uśmiechnęła się i wybiegła z terenu ośrodka sportowego. Złapała taksówkę i nie powiadamiając Holly wróciła do hotelu.
Czuła jak zaczyna kręcić jej się w głowie, a świat przyodziewał szare barwy. Weszła do pokoju, zdjęła buty, czapkę i położyła się na łóżku.
Tak po prostu, nie wiedząc nawet kiedy, zasnęła.

sobota, 1 grudnia 2012

Chciałam z Tobą spać i budzić się...

Cieszyła się z tego wyjazdu. Dopiła herbatę i odstawiła kubek na stół.
Wyjęła z szafy swoją ulubioną, czarną bluzę i biały podkoszulek. Wsunęła spodnie na bokserki, co często jej się zdarzało. Uwięziła piersi w topie, biustonosze nie były w jej stylu. Założyła podkoszulek i zarzuciła na siebie bluzę.
Podeszła do komody, wyciągnęła notes i swoje szczęśliwe pióro, które podarował jej ojciec przed wyjazdem z kraju. Zawsze wierzył w jej możliwości i wiedział, że osiągnie to czego chce.
Założyła białe adidasy i czapkę z daszkiem na głowę.
Przed drzwiami czekała już Holly, jak zwykle elegancka i nieziemsko seksowna.

- Idziesz tak ?
- Masz coś przeciwko temu ?
- Owszem.
- Nie interesuje mnie to. Będę się ubierać tak jak mi się podoba.
- Nie musisz być niemiła.
- Nie jestem. W przeciwieństwie do Ciebie ja nie zwracam uwagi na innych i nie boję się wygłosić własnego zdania.

Holly weszła do windy i nie odezwała się ani słowem.
Przed hotelem czekała już na nie taksówka, która miała dowieźć je na miejsce.

- Długo będziemy jechać ? - zapytała Elizabeth.
- Kierowca powiedział, że około godziny.
- Świetnie.
- Jeśli chodzi o to, co wydarzyło się wczoraj to przepraszam.
- Nie masz za co, to był tylko seks.
- Tak uważasz ?
- Dokładnie tak, a czego się spodziewałaś?
- Myślałam, że to mogło coś dla Ciebie znaczyć.
- Kiedyś może tak, ale czego Ty ode mnie oczekujesz, że po tym jak mnie potraktowałaś mogę się dopuścić jakichkolwiek uczuć względem twojej osoby ? Kazałaś mi czekać, zrobiłam to, ale twoje słowa nie miały nigdy pokrycia. Wiedziałam, że mnie kochasz, ale Ty po prostu wolałaś utrudnić sobie i mi życie, bo się bałaś tego co powiedzą inni !
- To nie tak.
- Nie ? A jak ?
- Ja musiałam to wszystko sobie poukładać.
- I myślałaś, że będę wiecznie na Ciebie czekać ?
- Szukałam Cię, by wszystko naprawić.
- Posłuchaj tego co mówisz. Byłaś dla mnie całym światem, mogłam zrobić dla Ciebie wszystko, a Tobie się odwidziało z dnia na dzień. Nigdy nie byłaś pewna tego, czego oczekujesz od życia. Nie liczyło się nasze szczęście tylko opinia innych ! I to oni Cię zniszczyli, a Ty skaziłaś nasz związek.
- Elizabeth, zawsze Cię kochałam.
- Nigdy w to nie wątpiłam, ale pozwoliłaś zrównać z ziemią to co zbudowałyśmy i zostawiłaś mnie w tych gruzach.
- Zrozum mnie, jestem skomplikowana.
- Nawet to co mówisz jest paradoksalne. Nie będę budować niczego nowego na niepewności. Skąd mam wiedzieć, że któregoś dnia znów mi nie powiesz, że nie wiesz czy taki związek ma sens ? Pamiętam do dziś tamten dzień i nigdy się tego nie pozbędę. Marzyłam o tym, byś mnie wtedy zatrzymała. Złapała za rękę, spojrzała w oczy i powiedziała, że my dwie stawimy czoło całemu światu, ale Ty tak po prostu dałaś mi odejść.

Holly odwróciła wzrok i otarła łzy. Wiedziała, że jej wątpliwości były niepotrzebne, jedynie utrudniły im życie. Chciała cofnąć czas, lecz nie było takiej możliwości. Gdyby wtedy nie słuchała innych to jej życie dziś wyglądałoby zupełnie inaczej. Byłaby z kobietą, którą kocha. Być może mieszkałyby razem i miały psa. Ich dom przepełniony byłby miłością, a ona byłaby szczęśliwa. Dopiero teraz zrozumiała, że to Elizabeth zapewniała jej bezpieczeństwo i dawała ciepło, którego nikt inny nie potrafił jej dać. Wzięła do serca sobie zdanie innych, bo było ich więcej, lecz nie zawsze liczy się ilość, ale jakość.

- Masz rację, ale nie zrezygnuje z Ciebie.

Taksówkarz zatrzymał auto i oznajmił, że przejazd był z góry opłacony.

- Nie zaczynaj tej gry.
- Nie zamierzam grać, a nawet jeśli to nagroda jest tego warta, bo Cię kocham.
- Czas pokaże. Dla Ciebie wieczność to dla mnie chwila. Odłóżmy to na później, robota czeka.