środa, 22 sierpnia 2012

Someone like you.

Elizabeth wzięła głęboki oddech i ruszyła w jej stronę.
Biegła ile sił w nogach, czuła się tak jakby goniła najskrytsze marzenia.
Czuła jak wiatr ją rozbiera, a każde spojrzenie gości okrywa ją płaszczem.
Byli wszędzie, gdziekolwiek się ruszyła. Nie było pustego i cichego miejsca.
Przedzierała się między nimi. nie tracąc kobiety z oczu.
Była jej motywacją i nadzieją.

- Cóż za brednie. - pomyślała.

Wybiegły z budynku i zbiegały po schodach.
Kobieta ruszyła w kierunku stawu, na środku, którego stał niewielki pomost.
Elizabeth poczuła przyspieszone bicie serca. Tajemnicza kobieta była na wyciągnięcie jej dłoni.
Nagle skręciła w prawo i Elizabeth nie zdążyła wyhamować.
Zachwiała się na krawędzi stawu, ale ostatkiem sił wyciągnęła rękę.
Złapała nieznajomą za skrawek sukienki i pociągnęła ją za sobą.
Elizabeth wynurzyła się i przetarła twarz.
Nie widziała nigdzie zamaskowanej kobiety. Miała się już zanurzać, gdy zauważyła niesforną istotę wyłaniającą się z wody i machającą rękoma.
Elizabeth podpłynęła do niej, a ta rzuciła jej się na szyję.
Poczuła błogą lekkość i wszystko dookoła ucichło...

- Elizabeth ?

Tajemnicza kobieta zdjęła maskę i uśmiechnęła się do niej.

- Holly ?! Co Ty tu robisz ?
- Długa historia. A Ty ?
- Miałam napisać recenzję z balu.
- Z mojego punktu widzenia, twoja praca polega na czymś innym.
- Na czym ?
- Na uganianiu się za nieznajomymi.
- Lubię zagadki.
- Pamiętam. Teraz to chyba za długo tu nie zabawisz.
- Dzięki Tobie.
- Tak się składa, że dzięki mnie możesz mieć artykuł i zdjęcia.
- Nie bardzo wiem o czym mówisz ?
- Znam tu osobę, która jest niespełnionym dziennikarzem.

Elizabeth przeniosła Holly przez sadzawkę i posadziła ją na trawie, po czym sama wyskoczyła z wody.
Wszystkie oczy gapiów skierowane były w ich kierunku.
Podeszły do jednego z kelnerów, który wyszedł na papierosa.

- Marcus !
- Holly, co Ty tu robisz ?
- Dużo by opowiadać. Mam do Ciebie prośbę.
- Zrobię co tylko zechcesz.
- To moja bardzo dobra znajoma, przeze mnie nie może tu dłużej zostać, a miała napisać recenzję z balu.
- Nie ma sprawy, na jutro ?
- Tak, a cykniesz parę fotek ?
- Przecież to Twoja robota.
- A widzisz jak wyglądam ?
- Racja, zajmę się wszystkim.
- Dziękuję, do jutra.

Posłała mu dziecięce spojrzenie i pomachała na pożegnanie.

- Skąd się znacie ?
- Czuję się jak na przesłuchaniu.
- Czysta ciekawość.
- Znamy się od małego, mieszkaliśmy niedaleko siebie. Praktycznie wychowaliśmy się razem.
- Przyjaźnicie się ?
- To trochę pogmatwane, ale coś w tym rodzaju.
- Mamy czas.
- Dobrze, ale pójdziemy do mnie. To niedaleko, wysuszysz ubrania i będziesz mogła zostać jeśli będziesz chciała.
- Jeśli pozwolisz to chętnie skorzystam.
- Tak jak już wcześniej wspomniałam znamy się od małego i wychowywaliśmy się razem. Mieszka obok mnie, tuż za płotem. Jak byłam mała, wstawałam z łóżka, biegłam do okna i patrzyłam czy Marcus bawi się w ogrodzie. Miał huśtawkę przymocowaną do grubej gałęzi wysokiego drzewa. Wydawało nam się, że ma ponad tysiąc lat. Było ogromne i zdawało się kryć w sobie wiele tajemnic. Zbiegałam na dół, bosymi stopami wychodziłam na taras i krzyczałam do niego : Marcus ! Można do Ciebie ?
On się uśmiechał, machał mi i zapraszał, jakby to było oczywiste. Byliśmy nierozłączni, wspólne wakacje, wypady na miasto, poglądy. Zawsze był przy mnie i dzięki niemu poznałam swoją pierwszą miłość.
- Zaczyna się robić ciekawie.
- Opowiem Ci jak wejdziemy do środka i zaparzę herbatę lub napijemy się wina jeśli wolisz.
- Białego ?
- To również było oczywiste.

Elizabeth nie zauważyła nawet kiedy doszły do jej domu.
Stał na ulicy, która została nazwana na cześć jakiegoś generała, ale umknęło mi jego nazwisko.
Właściwie było to skrzyżowanie dwóch ulic, ale musicie mi wybaczyć, bo nie jestem w stanie sobie przypomnieć ich nazw.
Dookoła ogrodzenia od wewnętrznej strony stały wysokie tuje tworząc żywopłot.
Weszły przez drobną furtkę i przed jej oczami ukazał się piętrowy, skromny domek.
Holly otworzyła przed nią drzwi i miłym gestem zaprosiła do środka.
Obecnym jej położeniem był mały hol wejściowy, natomiast naprzeciwko wejścia, parę kroków dalej znajdowała się sypialnia. Po prawej stronię była łazienka, wyposażona w wielką wannę, w której Holly codziennie zażywała kąpieli.
Skręcając w lewo ukazywał się piękny salon, a na końcu po lewej stronie była kuchnia.
Uwagę Elizabeth przykuły jednak schody prowadzące na górę.
Nie musiała zadawać wielu pytań, ot co, nawet jednego.

- Tam jest moja pracownia i ciemnia, nie ma co tam wchodzić.
- Pokażesz mi swoje zdjęcia ?
- Naturalnie, któregoś dnia będę do tego zmuszona.
- Czemu tak uważasz ?
- Bo od przyszłego tygodnia zaczynamy pracę razem.
- Słucham ?
- Tak jakoś wyszło, też byłam zdziwiona.
- Gdzie Michaił ?
- Rozstaliśmy się.
- Przykro mi.
- Mi nie, to nie było to. Wrócił do Rosji i czasami piszemy do siebie w ramach zgody po związku.
- Wracając do Marcusa i twojej pierwszej miłości.
- Ach tak, usiądź proszę.

Holly wskazała Elizabeth miejsce na kanapie i ruszyła w stronę barku.
Wyjęła dwa kieliszki i postawiła je na stole, po chwili nalewając do nich białego wina.

- Marcus wyjechał na zjazd miłośników adrenaliny, nigdy nie mógł usiedzieć na miejscu. Zawsze robił coś szalonego. Znalazł w internecie forum, gdzie ludzie dzielili się swoimi pomysłami. Któregoś dnia przybiegł do mnie i oznajmił, że wyjeżdża na kilka dni. Kazałam mu uważać na siebie, oczywiście on to i tak zlekceważył, bo wrócił cały poobijany, nie wnikałam. Stanął w moich drzwiach krzycząc, że musi mi kogoś przedstawić. Zza niego wyłonił się wysoki, przystojny niebieskooki blondyn. Miał na imię Tobiasz i był rok starszy ode mnie. Poczułam, że nogi mam jak z waty i nie dałam rady nic z siebie wykrztusić. Zaprosiłam ich do środka. Wypiliśmy herbatę i rozmawialiśmy o ich wyjeździe do wieczora. Marcus ugościł go u siebie i widywałam go codziennie przez tydzień. Któregoś wieczoru zaprosił mnie na spacer. Poszliśmy nad jezioro i usiedliśmy na mostku. Opowiadał mi o ich przygłupich pomysłach. Ogarnął mnie strach, że coś może mu się stać. Zauważył, że posmutniałam i wtedy mnie objął. Spojrzałam na niego i widziałam ten blask w jego oczach. Położył swoją dłoń na moim policzku i pierwszy raz mnie pocałował. W końcu wyjechał, a my jedynie pisaliśmy do siebie i jeździłam na każdy ich zjazd by móc się z nim zobaczyć. Niestety niszczył mnie od środka. Marcus to zauważył, dużo czasu zajęło mu przemówienie mi do rozsądku. Mimo, że wyglądał na mężczyznę, dla którego nic nie jest straszne to miał niskie mniemanie o sobie i zatruwał tym moje życie. Poznałam Michaiła całkiem przypadkiem i dał mi coś czego Tobiasz nie potrafił mi podarować. Poczucie bezpieczeństwa. Był przy mnie i Marcus nie musiał mnie dłużej niańczyć. Coś się skończyło, a coś zaczęło.
Resztę historii już znasz.
- Podobno ta pierwsza miłość zawsze się kończy, aczkolwiek znam wyjątek.
- Zawsze coś się znajdzie.
- Wiesz, cieszę się, że będziemy razem pracować.
- Ja również, Elizabeth.
- Jak byłyśmy na balu to powiedziałaś, że być może czekasz na księżniczkę.
- Kiedyś wrócimy do tego tematu, ale na to potrzeba czasu.
- Dobrze, nie naciskam. Może połóżmy się, bo czeka nas sporo roboty jeśli chodzi o tę recenzję. Margaret nie jest taka miła jak się wydaje, a zwłaszcza jak nie dostarczy się jej artykułu na czas.
- Ty znasz ją lepiej, ale nie chce jej podpaść. Dasz sobie radę z łóżkiem ?
- Jasne.
- W takim razie idę wziąć prysznic i kładę się do siebie. Pościel masz wewnątrz kanapy. 
- Dziękuję. Dobranoc, Holly.
- Miłej nocy, Elizabeth.

środa, 8 sierpnia 2012

Nieodporny rozum.

Kate zasnęła z uśmiechem na twarzy i pełna spokoju.
Rozległ się dzwonek telefonu.

- Halo.
- Elizabeth ?
- Tak, o co chodzi.
- Wracasz już, prawda ?
- Tak, ale dopiero jutro miałam wrócić do redakcji.
- Do redakcji tak, ale wypadło coś ważnego.
- Nie dam rady.
- Owszem, dasz.
- Co się stało ?
- Pójdziesz dziś na przyjęcie.
- W jakim klimacie ?
- Bal maskowy.
- Jestem umówiona.
- To przełożysz to.
- Ale...
- Sprawozdanie chce mieć na jutrzejszy wieczór.

Nagle sygnał się urwał.
Elizabeth miała ochotę cisnąć telefonem za okno samochodu, ale starała się zachować spokój.
Wybrała inny numer i przyłożyła słuchawkę do ucha.

- Holly ?
- Tak ?
- Zabijesz mnie...
- Co się stało, Elizabeth ?
- Wypadło mi coś dzisiaj wieczorem.
- Nie ma sprawy. Miałam Ci powiedzieć, że nie będę mogła dzisiaj poświęcić Ci dużo czasu.
- W takim razie może przełożymy to na jutro ?
- Jasne, o tej samej porze ?
- Tak, odezwę się jeszcze.
- W takim razie będę czekać.
- Do usłyszenia.

Elizabeth rozłączyła się i zauważyła tabliczkę z napisem " Galway ".

- Kate, dziobaczku, wstawaj. Jesteśmy już prawie w domu.

Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na zegarek. Elizabeth miała niewiele czasu do spotkania.

- Zdążysz wrócić do domu przed kolacją ?
- Nie idę na kolację z Holly. Muszę iść na przyjęcie, służbowo oczywiście.
- Jakie przyjęcie ?
- Bal maskowy.
- Zawieźć Cię do domu, czy podjedziesz ze mną jeszcze do sklepu kupić jakieś ubranie ?
- Pojadę.

Elizabeth zatrzymała się przy małym sklepiku z ubraniami. Znała właścicielkę i odkąd pamięta kupowała u niej ubrania na wypady służbowe.

- Witam, Pani Victorio.
- O, miło Cię znów widzieć, Elizabeth. Co tym razem ?
- Bal maskowy.
- Suknia czy spodnie ?
- Może tradycyjnie.
- Więc proponuję białą koszulę, czarne spodnie, czarny frak i biały kapelusz.
- Ma Pani może jakieś maski ?
- Biało-czarna ?
- Idealnie.
- Na firmę ?
- Jak dotychczas.
- Spakować ?
- Niekoniecznie. Jeśli nie będzie problemu to od razu założę.
- Ależ oczywiście.

Kate usiadła na pufie i czekała aż Elizabeth wyjdzie z przymierzalni.
Kobieta nie pozwoliła by upłynęło wiele czasu.
Wyszła przebrana z założoną już maską.

- I jak ?

Kate nie mogła wydusić z siebie ani słowa.

- Fenomenalnie.
- Dziękuję.

Elizabeth zwróciła się ku właścicielce.

- W takim razie miłego wieczoru i do zobaczenia.
- Miłej zabawy, Elizabeth.

Kobieta chwyciła ucznia za rękę i wyszły szybkim krokiem ze sklepu. Wsiadły do samochodu i Elizabeth odwiozła dziewczynę do domu.

- Odezwę się do Ciebie jak będę miała chwilę czasu.
- Kiedy mam się spodziewać telefonu ?
- Pojutrze najwcześniej.
- A co robisz jutro ?
- Kate, nie mam teraz czasu.
- Dobrze, miłej zabawy.

Pocałowała kobietę na pożegnanie i wysiadła z samochodu.
Elizabeth czym prędzej ruszyła i zawróciła by znów opuścić miasto.
Była to dość duża posesja. Wjechała  przez dwumetrową bramę na podwórze i od razu podbiegł do niej młody blondyn.

- Zaparkować ?
- Nie trzeba, poradzę sobie. - rzuciła do chłopaka, który zaraz podbiegł do kolejnego samochodu.

Bal już się rozpoczął. Weszła do wielkiej sali i od razu zauważyła, że ludzie już zdążyli podzielić się na grupy.
W jednej stali miłośnicy muzyki klasycznej, a w innej zaś zagorzali kibice piłki nożnej.
Nie rozpoznała nikogo, ale jej uwagę przykuła dziewczyna ubrana w czarną sukienkę i białą maskę.
W prawym ręku trzymała kieliszek, a w lewym czarno-biały wachlarz.
Poczuła na sobie wzrok Elizabeth.
Spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko, po czym zniknęła gdzieś w tłumie.
Na scenie przy orkiestrze pojawił się gospodarz imprezy i zachęcił wszystkich do tańca.
Elizabeth ruszyła w pogoni za nieznajomą.
Przedzierała się między tańczącymi parami, aż w końcu poczuła jak ktoś ją odwraca, łapie za rękę i energicznym ruchem obraca w tańcu.

- Miałam nadzieję, że to Ty.
- Widziałam jak na mnie patrzysz.
- Co tak piękna kobieta robi tu sama ?
- Skąd wiesz, że jestem sama ?
- Będąc z kimś nie byłabyś tu ze mną.
- Błyskotliwe.
- Odpowiesz mi ?
- Tańczę z Tobą.
- Potem też poświęcisz mi swój czas ?
- To zależy.
- Od czego ?
- Od tego czy dobrze tańczysz.
- To ma coś do rzeczy ?
- Tak. Nie słyszałaś, że życie jest jak taniec ?
- Coś mi się obiło o uszy. Szukasz w ten sposób swojego księcia ?
- Być może księżniczki.
- Nasza znajomość zaczyna się na tym tańcu czy kończy ?
- Może trwać do końca wieczora, ale pod jednym warunkiem.
- Dopiero się poznałyśmy, a Ty już stawiasz warunki.
- Pod żadnym pozorem nie zdejmiesz swojej maski.
- Tylko tyle ?
- Aż tyle, ale jeśli chcesz ze mną go spędzić to musisz mnie złapać.

Nim Elizabeth zdążyła cokolwiek powiedzieć, dziewczyna wyrwała jej się z rąk i wybiegła z sali.