Elizabeth wzięła głęboki oddech i ruszyła w jej stronę.
Biegła ile sił w nogach, czuła się tak jakby goniła najskrytsze marzenia.
Czuła jak wiatr ją rozbiera, a każde spojrzenie gości okrywa ją płaszczem.
Byli wszędzie, gdziekolwiek się ruszyła. Nie było pustego i cichego miejsca.
Przedzierała się między nimi. nie tracąc kobiety z oczu.
Była jej motywacją i nadzieją.
- Cóż za brednie. - pomyślała.
Wybiegły z budynku i zbiegały po schodach.
Kobieta ruszyła w kierunku stawu, na środku, którego stał niewielki pomost.
Elizabeth poczuła przyspieszone bicie serca. Tajemnicza kobieta była na wyciągnięcie jej dłoni.
Nagle skręciła w prawo i Elizabeth nie zdążyła wyhamować.
Zachwiała się na krawędzi stawu, ale ostatkiem sił wyciągnęła rękę.
Złapała nieznajomą za skrawek sukienki i pociągnęła ją za sobą.
Elizabeth wynurzyła się i przetarła twarz.
Nie widziała nigdzie zamaskowanej kobiety. Miała się już zanurzać, gdy zauważyła niesforną istotę wyłaniającą się z wody i machającą rękoma.
Elizabeth podpłynęła do niej, a ta rzuciła jej się na szyję.
Poczuła błogą lekkość i wszystko dookoła ucichło...
- Elizabeth ?
Tajemnicza kobieta zdjęła maskę i uśmiechnęła się do niej.
- Holly ?! Co Ty tu robisz ?
- Długa historia. A Ty ?
- Miałam napisać recenzję z balu.
- Z mojego punktu widzenia, twoja praca polega na czymś innym.
- Na czym ?
- Na uganianiu się za nieznajomymi.
- Lubię zagadki.
- Pamiętam. Teraz to chyba za długo tu nie zabawisz.
- Dzięki Tobie.
- Tak się składa, że dzięki mnie możesz mieć artykuł i zdjęcia.
- Nie bardzo wiem o czym mówisz ?
- Znam tu osobę, która jest niespełnionym dziennikarzem.
Elizabeth przeniosła Holly przez sadzawkę i posadziła ją na trawie, po czym sama wyskoczyła z wody.
Wszystkie oczy gapiów skierowane były w ich kierunku.
Podeszły do jednego z kelnerów, który wyszedł na papierosa.
- Marcus !
- Holly, co Ty tu robisz ?
- Dużo by opowiadać. Mam do Ciebie prośbę.
- Zrobię co tylko zechcesz.
- To moja bardzo dobra znajoma, przeze mnie nie może tu dłużej zostać, a miała napisać recenzję z balu.
- Nie ma sprawy, na jutro ?
- Tak, a cykniesz parę fotek ?
- Przecież to Twoja robota.
- A widzisz jak wyglądam ?
- Racja, zajmę się wszystkim.
- Dziękuję, do jutra.
Posłała mu dziecięce spojrzenie i pomachała na pożegnanie.
- Skąd się znacie ?
- Czuję się jak na przesłuchaniu.
- Czysta ciekawość.
- Znamy się od małego, mieszkaliśmy niedaleko siebie. Praktycznie wychowaliśmy się razem.
- Przyjaźnicie się ?
- To trochę pogmatwane, ale coś w tym rodzaju.
- Mamy czas.
- Dobrze, ale pójdziemy do mnie. To niedaleko, wysuszysz ubrania i będziesz mogła zostać jeśli będziesz chciała.
- Jeśli pozwolisz to chętnie skorzystam.
- Tak jak już wcześniej wspomniałam znamy się od małego i wychowywaliśmy się razem. Mieszka obok mnie, tuż za płotem. Jak byłam mała, wstawałam z łóżka, biegłam do okna i patrzyłam czy Marcus bawi się w ogrodzie. Miał huśtawkę przymocowaną do grubej gałęzi wysokiego drzewa. Wydawało nam się, że ma ponad tysiąc lat. Było ogromne i zdawało się kryć w sobie wiele tajemnic. Zbiegałam na dół, bosymi stopami wychodziłam na taras i krzyczałam do niego : Marcus ! Można do Ciebie ?
On się uśmiechał, machał mi i zapraszał, jakby to było oczywiste. Byliśmy nierozłączni, wspólne wakacje, wypady na miasto, poglądy. Zawsze był przy mnie i dzięki niemu poznałam swoją pierwszą miłość.
- Zaczyna się robić ciekawie.
- Opowiem Ci jak wejdziemy do środka i zaparzę herbatę lub napijemy się wina jeśli wolisz.
- Białego ?
- To również było oczywiste.
Elizabeth nie zauważyła nawet kiedy doszły do jej domu.
Stał na ulicy, która została nazwana na cześć jakiegoś generała, ale umknęło mi jego nazwisko.
Właściwie było to skrzyżowanie dwóch ulic, ale musicie mi wybaczyć, bo nie jestem w stanie sobie przypomnieć ich nazw.
Dookoła ogrodzenia od wewnętrznej strony stały wysokie tuje tworząc żywopłot.
Weszły przez drobną furtkę i przed jej oczami ukazał się piętrowy, skromny domek.
Holly otworzyła przed nią drzwi i miłym gestem zaprosiła do środka.
Obecnym jej położeniem był mały hol wejściowy, natomiast naprzeciwko wejścia, parę kroków dalej znajdowała się sypialnia. Po prawej stronię była łazienka, wyposażona w wielką wannę, w której Holly codziennie zażywała kąpieli.
Skręcając w lewo ukazywał się piękny salon, a na końcu po lewej stronie była kuchnia.
Uwagę Elizabeth przykuły jednak schody prowadzące na górę.
Nie musiała zadawać wielu pytań, ot co, nawet jednego.
- Tam jest moja pracownia i ciemnia, nie ma co tam wchodzić.
- Pokażesz mi swoje zdjęcia ?
- Naturalnie, któregoś dnia będę do tego zmuszona.
- Czemu tak uważasz ?
- Bo od przyszłego tygodnia zaczynamy pracę razem.
- Słucham ?
- Tak jakoś wyszło, też byłam zdziwiona.
- Gdzie Michaił ?
- Rozstaliśmy się.
- Przykro mi.
- Mi nie, to nie było to. Wrócił do Rosji i czasami piszemy do siebie w ramach zgody po związku.
- Wracając do Marcusa i twojej pierwszej miłości.
- Ach tak, usiądź proszę.
Holly wskazała Elizabeth miejsce na kanapie i ruszyła w stronę barku.
Wyjęła dwa kieliszki i postawiła je na stole, po chwili nalewając do nich białego wina.
- Marcus wyjechał na zjazd miłośników adrenaliny, nigdy nie mógł usiedzieć na miejscu. Zawsze robił coś szalonego. Znalazł w internecie forum, gdzie ludzie dzielili się swoimi pomysłami. Któregoś dnia przybiegł do mnie i oznajmił, że wyjeżdża na kilka dni. Kazałam mu uważać na siebie, oczywiście on to i tak zlekceważył, bo wrócił cały poobijany, nie wnikałam. Stanął w moich drzwiach krzycząc, że musi mi kogoś przedstawić. Zza niego wyłonił się wysoki, przystojny niebieskooki blondyn. Miał na imię Tobiasz i był rok starszy ode mnie. Poczułam, że nogi mam jak z waty i nie dałam rady nic z siebie wykrztusić. Zaprosiłam ich do środka. Wypiliśmy herbatę i rozmawialiśmy o ich wyjeździe do wieczora. Marcus ugościł go u siebie i widywałam go codziennie przez tydzień. Któregoś wieczoru zaprosił mnie na spacer. Poszliśmy nad jezioro i usiedliśmy na mostku. Opowiadał mi o ich przygłupich pomysłach. Ogarnął mnie strach, że coś może mu się stać. Zauważył, że posmutniałam i wtedy mnie objął. Spojrzałam na niego i widziałam ten blask w jego oczach. Położył swoją dłoń na moim policzku i pierwszy raz mnie pocałował. W końcu wyjechał, a my jedynie pisaliśmy do siebie i jeździłam na każdy ich zjazd by móc się z nim zobaczyć. Niestety niszczył mnie od środka. Marcus to zauważył, dużo czasu zajęło mu przemówienie mi do rozsądku. Mimo, że wyglądał na mężczyznę, dla którego nic nie jest straszne to miał niskie mniemanie o sobie i zatruwał tym moje życie. Poznałam Michaiła całkiem przypadkiem i dał mi coś czego Tobiasz nie potrafił mi podarować. Poczucie bezpieczeństwa. Był przy mnie i Marcus nie musiał mnie dłużej niańczyć. Coś się skończyło, a coś zaczęło.
Resztę historii już znasz.
- Podobno ta pierwsza miłość zawsze się kończy, aczkolwiek znam wyjątek.
- Zawsze coś się znajdzie.
- Wiesz, cieszę się, że będziemy razem pracować.
- Ja również, Elizabeth.
- Jak byłyśmy na balu to powiedziałaś, że być może czekasz na księżniczkę.
- Kiedyś wrócimy do tego tematu, ale na to potrzeba czasu.
- Dobrze, nie naciskam. Może połóżmy się, bo czeka nas sporo roboty jeśli chodzi o tę recenzję. Margaret nie jest taka miła jak się wydaje, a zwłaszcza jak nie dostarczy się jej artykułu na czas.
- Ty znasz ją lepiej, ale nie chce jej podpaść. Dasz sobie radę z łóżkiem ?
- Jasne.
- W takim razie idę wziąć prysznic i kładę się do siebie.
Pościel masz wewnątrz kanapy.
- Dziękuję. Dobranoc, Holly.
- Miłej nocy, Elizabeth.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz