środa, 8 sierpnia 2012

Nieodporny rozum.

Kate zasnęła z uśmiechem na twarzy i pełna spokoju.
Rozległ się dzwonek telefonu.

- Halo.
- Elizabeth ?
- Tak, o co chodzi.
- Wracasz już, prawda ?
- Tak, ale dopiero jutro miałam wrócić do redakcji.
- Do redakcji tak, ale wypadło coś ważnego.
- Nie dam rady.
- Owszem, dasz.
- Co się stało ?
- Pójdziesz dziś na przyjęcie.
- W jakim klimacie ?
- Bal maskowy.
- Jestem umówiona.
- To przełożysz to.
- Ale...
- Sprawozdanie chce mieć na jutrzejszy wieczór.

Nagle sygnał się urwał.
Elizabeth miała ochotę cisnąć telefonem za okno samochodu, ale starała się zachować spokój.
Wybrała inny numer i przyłożyła słuchawkę do ucha.

- Holly ?
- Tak ?
- Zabijesz mnie...
- Co się stało, Elizabeth ?
- Wypadło mi coś dzisiaj wieczorem.
- Nie ma sprawy. Miałam Ci powiedzieć, że nie będę mogła dzisiaj poświęcić Ci dużo czasu.
- W takim razie może przełożymy to na jutro ?
- Jasne, o tej samej porze ?
- Tak, odezwę się jeszcze.
- W takim razie będę czekać.
- Do usłyszenia.

Elizabeth rozłączyła się i zauważyła tabliczkę z napisem " Galway ".

- Kate, dziobaczku, wstawaj. Jesteśmy już prawie w domu.

Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na zegarek. Elizabeth miała niewiele czasu do spotkania.

- Zdążysz wrócić do domu przed kolacją ?
- Nie idę na kolację z Holly. Muszę iść na przyjęcie, służbowo oczywiście.
- Jakie przyjęcie ?
- Bal maskowy.
- Zawieźć Cię do domu, czy podjedziesz ze mną jeszcze do sklepu kupić jakieś ubranie ?
- Pojadę.

Elizabeth zatrzymała się przy małym sklepiku z ubraniami. Znała właścicielkę i odkąd pamięta kupowała u niej ubrania na wypady służbowe.

- Witam, Pani Victorio.
- O, miło Cię znów widzieć, Elizabeth. Co tym razem ?
- Bal maskowy.
- Suknia czy spodnie ?
- Może tradycyjnie.
- Więc proponuję białą koszulę, czarne spodnie, czarny frak i biały kapelusz.
- Ma Pani może jakieś maski ?
- Biało-czarna ?
- Idealnie.
- Na firmę ?
- Jak dotychczas.
- Spakować ?
- Niekoniecznie. Jeśli nie będzie problemu to od razu założę.
- Ależ oczywiście.

Kate usiadła na pufie i czekała aż Elizabeth wyjdzie z przymierzalni.
Kobieta nie pozwoliła by upłynęło wiele czasu.
Wyszła przebrana z założoną już maską.

- I jak ?

Kate nie mogła wydusić z siebie ani słowa.

- Fenomenalnie.
- Dziękuję.

Elizabeth zwróciła się ku właścicielce.

- W takim razie miłego wieczoru i do zobaczenia.
- Miłej zabawy, Elizabeth.

Kobieta chwyciła ucznia za rękę i wyszły szybkim krokiem ze sklepu. Wsiadły do samochodu i Elizabeth odwiozła dziewczynę do domu.

- Odezwę się do Ciebie jak będę miała chwilę czasu.
- Kiedy mam się spodziewać telefonu ?
- Pojutrze najwcześniej.
- A co robisz jutro ?
- Kate, nie mam teraz czasu.
- Dobrze, miłej zabawy.

Pocałowała kobietę na pożegnanie i wysiadła z samochodu.
Elizabeth czym prędzej ruszyła i zawróciła by znów opuścić miasto.
Była to dość duża posesja. Wjechała  przez dwumetrową bramę na podwórze i od razu podbiegł do niej młody blondyn.

- Zaparkować ?
- Nie trzeba, poradzę sobie. - rzuciła do chłopaka, który zaraz podbiegł do kolejnego samochodu.

Bal już się rozpoczął. Weszła do wielkiej sali i od razu zauważyła, że ludzie już zdążyli podzielić się na grupy.
W jednej stali miłośnicy muzyki klasycznej, a w innej zaś zagorzali kibice piłki nożnej.
Nie rozpoznała nikogo, ale jej uwagę przykuła dziewczyna ubrana w czarną sukienkę i białą maskę.
W prawym ręku trzymała kieliszek, a w lewym czarno-biały wachlarz.
Poczuła na sobie wzrok Elizabeth.
Spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko, po czym zniknęła gdzieś w tłumie.
Na scenie przy orkiestrze pojawił się gospodarz imprezy i zachęcił wszystkich do tańca.
Elizabeth ruszyła w pogoni za nieznajomą.
Przedzierała się między tańczącymi parami, aż w końcu poczuła jak ktoś ją odwraca, łapie za rękę i energicznym ruchem obraca w tańcu.

- Miałam nadzieję, że to Ty.
- Widziałam jak na mnie patrzysz.
- Co tak piękna kobieta robi tu sama ?
- Skąd wiesz, że jestem sama ?
- Będąc z kimś nie byłabyś tu ze mną.
- Błyskotliwe.
- Odpowiesz mi ?
- Tańczę z Tobą.
- Potem też poświęcisz mi swój czas ?
- To zależy.
- Od czego ?
- Od tego czy dobrze tańczysz.
- To ma coś do rzeczy ?
- Tak. Nie słyszałaś, że życie jest jak taniec ?
- Coś mi się obiło o uszy. Szukasz w ten sposób swojego księcia ?
- Być może księżniczki.
- Nasza znajomość zaczyna się na tym tańcu czy kończy ?
- Może trwać do końca wieczora, ale pod jednym warunkiem.
- Dopiero się poznałyśmy, a Ty już stawiasz warunki.
- Pod żadnym pozorem nie zdejmiesz swojej maski.
- Tylko tyle ?
- Aż tyle, ale jeśli chcesz ze mną go spędzić to musisz mnie złapać.

Nim Elizabeth zdążyła cokolwiek powiedzieć, dziewczyna wyrwała jej się z rąk i wybiegła z sali.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz