sobota, 29 września 2012

My immortal.

- Muszę was zostawić same, ale jeśli będziesz chciała wrócić do łóżka to poproś pielęgniarkę.
- Dziękuję.

Stażysta postawił wózek koło łóżka, na którym leżała Elizabeth i po chwili zniknął za drzwiami.

- Jestem Holly.
- Kate.
- Co z nią ?
- Powiedzieli tylko tyle, że zagrożenie minęło i teraz może być już tylko lepiej.
- Elizabeth wspominała, że ma się z Tobą spotkać.
- To był przypadek, znalazłyśmy się w tym samym miejscu całkiem niespodziewanie.
- Ostatniego dnia jak się widziałyśmy mówiła mi, że chodziłyście razem do szkoły.
- Też..
- Jak to też ?
- Studiowałyśmy w Anglii, ona po studiach chciała poszerzyć swoje horyzonty.
- A jak to się ma do wszystkiego ?
- Byłyśmy bardzo blisko ze sobą.

Kate ścisnęło w gardle. Poczuła narastające zagrożenie, pojawiła się konkurencja i pewne było, że nie wróży to nic dobrego.

- Więc co się stało ?
- Coś w nas pękło, pojawił się Michaił, a ja nie zdecydowałam się wyjechać z nią.
- Dałaś jej odejść ?
- Tak..
- Miałaś przy sobie taki Skarb.
- Teraz to wiem.
- Nie sądzisz, że ułożyła sobie życie bez Ciebie ?
- A ułożyła ?
- Jej będziesz musiała zapytać.
- Będę miała dużo okazji.
- A to ciekawe.
- Będziemy razem pracować.
- Wspominała, że jestem jej uczniem ?
- A jakie to ma znaczenie ?

Holly czuła, że wchodzi na ścieżkę wojenną.

- Nie muszę Ci się z tego tłumaczyć.

Kate poczuła jak ręka Elizabeth się zaciska, a jej oczy powoli otwierają.
Raziło ją światło i mimo, że chciała zacisnąć powieki to ktoś usilnie starał jej się je otworzyć.

- To niezbyt przyjemne - wyszeptała, niepewnie otwierając spierzchnięte usta.
- Witamy ponownie, jestem Pani lekarzem.

Elizabeth przekonywała się po chwili do światła i po chwili całkowicie otworzyła oczy i rozejrzała się po sali.
Czuła, że Kate trzyma jej rękę, ale jej wzrok powędrował w całkiem innym kierunku.

- Jak się Pani czuję ?
- Całkiem dobrze, mogę się napić wody ?
- Naturalnie, ale dopiero za jakiś czas. Wrócę do Pani za pół godziny i przebadam. Póki co rytm serca nie jest zaburzony, więc nie ma czym się martwić. - odwiesiła kartę pacjenta na obręczy łóżka i z uśmiechem wyszła z sali.

Elizabeth zwróciła głowę w stronę Kate i spojrzała na nią błagalnym wzrokiem.

- Kate..
- Tak ?
- Mogłabyś nas na moment zostawić same ?
- Oczywiście.

Holly przysunęła się bliżej łóżka Elizabeth i odprowadziła Kate wzrokiem prosto do drzwi.

- Wszystko w porządku ?
- Dziękuję...
- Nie masz za co. Jak się czujesz ?
- Jak ja się czuję ? Jakie to ma znaczenie. Ważniejsze jest to jak Ty się czujesz.
- Strasznie chce mi się pić. Pomożesz mi ?
- Nie wiem czy mogę podnieść Ci oparcie.
- Gorzej być nie może.
- Przepraszam, to była moja wina.
- Przestań, pomożesz ?

Holly chwyciła pilota zwisającego tuż obok podparcia. Wcisnęła guzik i powoli zaczęło się podnosić.

- Wystarczy, dziękuję.
- Więc jak się czujesz ?
- Trochę boli mnie noga i klatka piersiowa, ale to nie ma znaczenia.
- Może naleję do kubeczka i wypijesz ze słomki?

Elizabeth nie odpowiedziała, czuła, że traci kontrole nad swoim życiem. Nie była zdolna nawet podnieść głowy i napić się wody jak dawniej.
Przybliżyła kubek z wodą do jej twarzy, a słomka obiła się lekko o jej usta, którymi starała się ją złapać.
Każdy łyk był dla niej jak czerpanie wody z mistycznych źródeł.
Do sali weszła młoda, wysoka, niebieskooka pielęgniarka. Jej włosy niesfornie obijały jej się o twarz.

- Przeproszę Panią na chwilę.

Holly wstała i lekko zakręciło jej się w głowie.

- Holly, wszystko dobrze ?
- Tak. Trochę tylko zakręciło mi się w głowie.
- Idź do siebie i wrócisz jutro, jeśli poczujesz się lepiej.
- Dobrze, uważaj na siebie.

Pielęgniarka chwyciła Holly pod rękę i posadziła na wózku. Po chwili do sali weszła kolejna, nieco starsza kobieta ubrana pielęgniarski mundurek.
Wymieniły między sobą parę słów i brunetka przejęła kontrolę nad wózkiem z pacjentką.

- Mogę prosić Panią o rękę ?
- Ledwo się znamy, a Pani prosi mnie o rękę ? Inaczej wyobrażałam sobie tę chwilę. Nawet się nie uczesałam.
- Jak się kogoś kocha to wygląd nie ma znaczenia. Ale dobrze, że humor Pani dopisuje. Dostanie Pani antybiotyk i środki przeciwbólowe.

Elizabeth spoglądała na kroplówkę i czuła jak zaczyna kręcić jej się w głowie.

- Mam pytanie, co się dzieję z moją nogą ?
- Dlaczego Pani o to pyta ?
- Może dlatego, że mnie boli.
- Był u Pani lekarz ?
- Tak, ale..
- Więc wróci i wszystko Pani powie.
- Mogłaby Pani prosić dziewczynę, która stoi przed salą by weszła, gdy Pani wyjdzie ?
- Oczywiście.

piątek, 7 września 2012

How to save a life...

Nad ciałem Elizabeth zapanował przeszywający chłód. Przed jej oczami ukazał się obraz zamarzającego jeziora. Czuła jak jej ręce zaczynają sztywnieć. Rozejrzała się dookoła, wszystko było pokryte śniegiem.
Upadła na ziemię i zaczęła się trzęść. Wokół rozszalała burza, a ona znów nie miała kontroli nad swoim umysłem. Poczuła wstrząs i ujrzała rażące światło. Wydawało jej się, że to blask błyskawicy z nad jeziora, ale ten obraz wykreowany w jej głowie stawał się coraz mniej realny.
Coś rozrywało jej klatkę piersiową, a w głowie dźwięczały jej słowa najbliższych. Jej serce dało o sobie znać i biło jak dzwon. Zaznała spokoju, uciekając w krainę snu, rozbudzonej wyobraźni małego dziecka.
Gdzieś w oddali słyszała jakieś głosy, ale liczyło się dla niej miejsce, które odebrał jej czas.


                                                                             ***

Holly obudziła się w szpitalnej sali, a przy jej łóżku stał młody stażysta. Spoglądał na kartę wiszącą przy jej łóżku i gdy zauważył, że się obudziła, rzucił jej pełen ciepła uśmiech.

- Długo Pani spała.
- Gdzie jest Elizabeth ?
- Niech się Pani nie denerwuje, wszystko Pani powiem, ale najpierw sprawdzę czy wszystko jest w porządku.
- Czuję się dobrze. - Holly usiadła na krawędzi łóżka i wsunęła kapcie na nogi. - Zaprowadzi mnie Pan czy mam sama jej szukać ?
- A mogę Panią zbadać ?

Holly kiwnęła głową i wykonywała każde polecenie mężczyzny.

- Wygląda na to, że wszystko wraca do normy.
- Możemy iść ?
- Obawiam się, że o własnych siłach jeszcze nie, bo byłoby to zbyt duże obciążenie dla organizmu, zważając na to jak długo Pani spała.

Wyszedł z sali i po chwili wróćił z wózkiem, uprowadzonym z oddziału ortopedycznego.

- Co się z nią działo ?
- Jest Pani jej rodziną ?
- Nie, ale...
- Niestety w takim wypadku nie mogę udzielić Pani żadnych informacji.
- Ale..
- Nie ma żadnego " ale ".
- Posłuchaj, ona mnie uratowała. To ja powinnam tam leżeć, a nie ona. Wszystko było moją winą, więc wyświadcz mi przysługę i powiedz jak ona się czuje.
- Jeżeli dojdzie to do ordynatora to wylecę ze stażu.
- Zostanie to między nami, obiecuję.
- Ekipa ratunkowa dobrze się spisała, jej stan był stabilny, ale po kilku godzinach temperatura ciała zaczęła stopniowo się obniżać, a praca serca nagle ustała. Musieliśmy reanimować, ale na szczęście udało nam się ją uratować. Cały czas ktoś przy niej jest, ale jej stan się ustabilizował. Jest jednak coś co nas martwi.
- Co takiego ?
- Podczas wypadku doszło do rozległego uszkodzenia stawu kolanowego. Miała jakieś zainteresowania jeśli chodzi o sport ?
- Z tego co wiem, trenowała kiedyś sztuki wali. Uwielbiała życie w ruchu.
- Obawiamy się, że długa droga przed nią jeśli będzia chciała odzyskać swoje dawne życie.

Holly nie potrafiła poukładać sobie tego wszystkiego w głowie, nie znała odpowiedzi na nurtujące ją pytanie, jak to się stało ? Wiedziała tylko, że była to jej wina. Zabiła duszę sportowca. Oddałaby wszystko by cofnąć czas.
Wjechała na salę i przy łóżku Elizabeth ujrzała młodą kobietę. Miała blond włosy i jak przyjrzeć jej się dokładniej, niebieskie oczy.
Trzymała dłoń Elizabeth, a po jej policzku spływały łzy.

wtorek, 4 września 2012

So cold.

Miotała się w łóżku, tocząc wojnę z myślami.
Spojrzała na zegarek, 3.27...

- To nie ma sensu, Holly.

Miała tendencję do rozmawiania sama ze sobą. Czuła, że znajdzie odpowiedź myśląc na głos.
Starała się wyrzucić z głowy wszystko co było jej niepotrzebne.
Z każdą sekundą, minutą, godziną zdawała sobie sprawę, że to co było niepotrzebne, jest teraz niezbędne.
Wstała z łóżka i ruszyła w stronę drzwi od sypialni. Uchyliła je niepewnie i maleńkimi krokami przeszła do kuchni. Odkręciła butelkę wody i piła zachłannie jakby chciała ugasić największe pragnienie.
Spojrzała za okno, na niebie kolejną noc był malowniczy obraz rozgwieżdżonego nieba.
Weszła do salonu i usiadła na brzegu kanapy.

- Nie potrafię, Elizabeth. Tak wiele chciałabym Ci powiedzieć, pokazać, ale jeszcze nie czas na to. Wszystko się ułoży i będzie tak jak miało być kiedyś. Żałuję, że wtedy nie dałam Ci dojść do głosu.

Odgarnęła włosy z twarzy kobiety i musnęła ustami jej policzek.

- Nie popełnię tym razem tego samego błędu. Będę walczyć o twoje szczęście, być może ja będę bogactwem, którego tak pragniesz.

Wstała i wróciła do sypialni. Jej życie nagle stało się krótkometrażowym filmem, po czym usnęła.

To nie był chciany odgłos budzika, 7.20 ...
Stanowczo zbyt mało czasu na sen, ot co, człowiek musi jeszcze potem funkcjonować według wymagań pracodawcy.
Wstała energicznie z łóżka, by dłużej nie użalać się nad swoim losem. Za bardzo nie miała nad czym płakać, dobrze płatna praca, kilku oddanych przyjaciół, pasja, którą pielęgnuje.
Z kuchni dobiegł ją smakowity zapach. Czyżby omlety z dżemem ?

- Dzień Dobry, Holly.

Elizabeth była dziś w stosunkowo dobrym humorze. Nuciła pod nosem i przekładała omlety z jednej strony na drugą.

- Wyskoczyłam po świeże owoce do sklepu, więc dzisiaj zjesz normalne śniadanie.
- Omlety z owocami ?
- Polane czekoladą.
- Możesz u mnie sypiać codziennie.
- Skoro mamy pracować razem, to musisz się najeść, bo ze mną dzień bywa męczący i mało, który fotograf ze mną wytrzymywał.
- Jesteś aż tak okropną zołzą ?
- Ej, jestem miła, ale muszę wszędzie zajrzeć. Kiedyś kolega powiedział mi, że wysysam  z ludzi energię.
- Mnie się tak szybko nie pozbędziesz.

Elizabeth przełożyła ostatniego omleta i ułożyła je na wielkim talerzu. Pokroiła truskawki, jabłka i położyła razem z borówkami na omletach, polewając je czekoladą.

- Dawno nie jadłam takiego śniadania.
- Rozumiem, że to znaczy : dziękuję ?
- Nie używam raczej takich słów, ale dziękuję.
- Dlaczego nie używasz ?
- Bo są oklepane.
- Ale świadczą o kulturze człowieka.
- Owszem, ale nadużywane tracą swoją moc. Jak na przykład słowo "kocham".
- To zupełnie co innego.
- Wydaje Ci się, Elizabeth.
- Podyskutujemy o tym później, smacznego.

Na niebie zaczęły gromadzić się chmury, dominując słońce, które przywitało Holly wkradając się przez otwarte okno w sypialni.

- Gdzieś na górze mam parasol.
- Myślisz, że będzie padać ?
- Mogę jedynie przypuszczać i się dobrze zabezpieczyć.
- Jeśli zaraz wyjdziemy to może zdążymy dojść do mojego auta.
- To też  jest całkiem możliwe.

Elizabeth przetarła usta serwetką i wstała od stołu. Holly zastanawiała się ile czasu zajęło jej wyszykowanie się i zrobienie śniadania. Uśmiechnęła się i dokończyła ostatniego omleta.

- Szybko się ubiorę, zażyje porannej toalety i pobiegnę na górę po aparat.
- Dobrze, poczekam w salonie.

Holly wbiegła do łazienki. Przemyła twarz i spojrzała w lustro. Kim była kiedyś, a jakim człowiekiem stała się teraz ? Co się zmieniło w jej życiu, a co stało się rutyną ?
Napełniła dłonie wodą i kolejny raz obmyła twarz. Wyjęła ubranie z małej szafeczki.
Trzymanie części ubrań w łazience świadczyło o tym jak bardzo lubi mieć wszystko pod ręką.
Zsunęła z siebie koszule nocną i zaczęła się w biegu ubierać. Zawsze była niezdarna, ale tym razem trafienie w rękaw koszulki sprawiło jej dużo większą trudność.
Złośliwość przedmiotów martwych. Umyła zęby energicznymi ruchami i wyszła z łazienki.
Stanęła przed Elizabeth i szczęśliwa z czasu w jakim udało jej się to wszystko zrobić, uśmiechnęła się.

- Widać, że robiłaś wszystko najszybciej jak potrafisz.

Elizabeth podeszła bliżej i powstrzymując śmiech, przetarła jej czoło.

- Jak Ty to robisz, że pastę masz na czole ?
- Naprawdę ?
- Czy wyglądam jakbym żartowała ?
- Nie zważając na to, że powstrzymujesz się od śmiechu ?
- Powiedzmy...
- Dlatego zawsze z rana ludzie się na mnie dziwnie patrzą.
- Czyli to już weszło Ci w nawyk.

Holly wysunęła lekko język, a na jej twarzy pojawił się złośliwy grymas.
Wbiegła po schodach na górę i już po chwili zbiegała z różową parasolką.

- Żartujesz sobie ?
- Nie, dlaczego ?
- Nie masz czarnej ?
- Za bardzo się przejmujesz opinią innych.
- Chodźmy już, Holly.

Elizabeth założyła buty i wsunęła sznurówki do środka.

- Nie możesz ich zawiązać ?
- Nie bardzo.
- Dlaczego ?
- Bo po pierwsze tak mi wygodniej, a po drugie tak ładniej wyglądają.

Holly pokręciła głową i wyszły. Przekręciła kluczyk w drzwiach i dostarczyła płucom świeżego powietrza.
Elizabeth spojrzała na niebo i poczuła jak krople deszczu spływają po jej twarzy.
Po chwili mimo, że kolor jej nie pasował, pokochała ten parasol.

- Marcus pewnie już wszystko przygotował, więc od razu pojedziemy do Margaret.

Kobieta radośnie spojrzała na Elizabeth i pewnym krokiem weszła na ulicę.

- Holly !

Poczuła uderzenie w plecy i upadła na beton. Otworzyła oczy i nie wiedziała co się dzieje. Podbiegła do niej kobieta, pytając czy wszystko w porządku.
Czuła rozdzierający ból na dłoniach i wszystko wokół wydawało się niewyraźne.
Podniosła się, a z jej rąk kapała krew.

- Elizabeth, gdzie jesteś ?

Zobaczyła zbiegowisko ludzi i podeszła, ledwo trzymając się na nogach.
Leżała tuż przed czerwonym samochodem. Jak do tego doszło, że go nie zauważyła ?
Dlaczego to zrobiła ? To właśnie Holly mogła tam leżeć, gdyby nie ona...
Znów podeszła do niej kobieta, ta sama co przed chwilą i oznajmiła, że karetka jest już w drodze. Nie docierało do niej co się stało. Miała przed sobą obraz Elizabeth leżącej tam, zakrwawionej.
Nagle ruszyła ku niej, jakby wlano w nią siłę, by wziąć ją stamtąd i biec jak najszybciej po ratunek. Czuła jak łzy spływały jej po policzkach.
Opadła na kolana i gładziła twarz Elizabeth prosząc, by na nią spojrzała, by coś powiedziała.
Czuła, że ta chwila trwa wiecznie, że właśnie traci to co było dla niej tak ważne, a właściwie kogoś tak dla niej ważnego od wielu lat, ale ukrytego w platonicznych, cichych uczuciach.
Wszystko znów zawirowało i ujrzała małą dziewczynkę, która chwyciła ją za rękę.
Straciła kontrolę nad swoim ciałem...