niedziela, 28 października 2012

Inside your shivering, the silence shouts so loud.

- Zostań, proszę. Nie powinnam, to nie był dobry moment.
- Żaden moment nie jest dobry na taką rozmowę. Pojadę do domu i się położę.
- Możesz położyć się u mnie. Nie ma sensu wracać teraz.
- Wszystko ma swój sens. Czasami nie jesteśmy w stanie go pojąć mimo, że się bardzo staramy.

Kate wstała z łóżka i podeszła do ukochanej.

- Wiem, że to nie było dla Ciebie łatwe, przepraszam. - rzuciła i wtuliła się w Elizabeth.
- Nie chce ukrywać przed Tobą przeszłości mimo, że jest ona bolesna.
- Mówią, że cierpienie uszlachetnia.
- A słyszałaś, że niszczy człowieka ?
- To raczej można znać z autopsji.
- Nieważne, pójdę się umyć i położę się u Ciebie, dobrze ?
- Tak, dziękuję.

Elizabeth wyjęła czysty ręcznik z szafki i ruszyła w kierunku łazienki. Kate założyła szlafrok i wyszła z pokoju. Wiele myśli kłębiło się w jej głowie i rozmyślała nad tym co powiedziała Elizabeth na początku ich znajomości. By uciec od absurdalnego stwierdzenia, że najprawdopodobniej kiedyś się rozejdą, zaczęła sprzątać i zmywać po obiedzie. Błądziła krainie wspomnień, próbując wkraść się w przeszłość Elizabeth.
Oparła się o zlew, spuściła głowę i zamknęła oczy. Pobudzała wyobraźnie by uciec na chwilę gdzieś, gdzie nie musiała się niczym martwić. Usiadła na brzegu jeziora i wpatrywała się w jego taflę. Chłodny wiatr tańczył jej we włosach, a mimo to odczuwała, że temperatura jej ciała lekko wzrasta.
Pustkę, która jej towarzyszyła przez ostatni czas wypełniła mierząca 162 cm kobieta, która stanęła za nią i chwytając mokrymi rękoma za talię, wyrwała ją z letargu.

- To był jakiś rodzaj medytacji ?
- Aż tak dziwnie to wyglądało ?
- Czemu zakładasz, że dziwnie. Dość interesująco.
- No nieważne, już umyta ?
- Tak, tylko chciałam się zapytać czy masz jakąś dodatkową szczoteczkę ?
- A ta co przyniosłam Ci do szpitala?
- Racja. - rzuciła Elizabeth i pocałowała Kate w czoło.
- Pójdę z Tobą do łazienki. Umyję się, a Ty w tym czasie wyszorujesz zęby.
- Będziesz mnie rozpraszać.
- I nie będziesz mogła kręcić kółek by umyć swoje perełki ?
- Dokładnie tak, moja droga.

Pojęcie przyszłości nagle się zmieniło. Nie była pewna tego co się stanie za miesiąc, rok, a być może kilka lat, ale była pewna tego, że Elizabeth pojawiła się w jej życiu, by pokazać jej cud jakim jest miłość.

- Elizabeth, posłuchaj mnie. Możesz spotykać ludzi lepszych ode mnie, zabawniejszych ode mnie, dużo ładniejszych niż ja, ale jest jedna rzecz, którą chcę Ci powiedzieć. Zawsze będę przy Tobie kiedy oni Cie zostawią.
- Nie możesz tego przewidzieć, ale to miłe.
- Akurat tego jestem pewna.
- Czasami myślę o tym, że chciałabym cofnąć czas, podjąć inne decyzje, być może pójść inną drogą, ale jak wyglądałoby moje życie, najprawdopodobniej byłoby puste. Po każdej burzy zawsze wychodzi słońce. Nie zasługuje na to, by z Tobą być, by mieć Cię na własność, ale zawsze gdy upadnę to wstanę by któregoś dnia  podnieść Ciebie.

niedziela, 21 października 2012

Chce mieć jakiś dowód, że gdy minie jakiś czas to nie będę sam.

Przez 10 minut Elizabeth nie odezwała się ani słowem. Odłożyła sztućce na talerzu, wytarła usta serwetką i zwróciła się ku Kate.

- Pycha.
- Ciesze się, że Ci smakowało. Może coś do picia ?
- Wiem, że będzie bolał mnie brzuch, ale mam ochotę na kakao.
- Ciepłe, letnie czy chłodne ?
- Letnie, proszę.

Elizabeth usiadła na kanapie i okryła się kocem. Zamknęła oczy i wróciła na chwilę do miejsca, w którym znajdowała się kilka tygodni temu. Spoglądała na Holly nalewającą białe wino do kieliszków.
Nagle poczuła oddech niedaleko swoich ust. Otworzyła oczy i spojrzała na Kate, która po chwili zamknęła jej usta pocałunkiem. Odstawiła na bok kubek z napojem i usiadła Elizabeth na kolanach.
Czuła jak temperatura jej ciała wzrasta z każdą sekundą.
Elizabeth chwyciła Kate w objęcia i wstała, niosąc ją do sypialni. Położyła ją na łóżku i klęczała nad nią.
Ręce Kate powędrowały w kierunku bioder. Delikatnie rozpięła pasek i spodnie Elizabeth. Jej ręce pragnęły dotykać całego jej ciała. Zsunęła jej spodnie, a kobieta krępującymi ruchami zrzuciła je na podłogę.
Elizabeth rozpięła swoją koszulę, a dziewczyna chwyciła ją i przyciągnęła do siebie. Zdawało się, że był to ułamek sekundy, gdy leżały obok siebie całkiem nagie.
Elizabeth całowała piersi Kate, a ona cicho pojękiwała, gdy kobieta wodziła dłonią po dolnej partii jej ciała.
Wsunęła swoją rękę między je uda i nieśmiałym ruchem dłoni rozchyliła je.
Poczuła, że jej ciało rusza się w rytm całkowicie nieznanej jej melodii. Zachłannie pragnęło jej rąk, uczuć i pasji z jaką dotykała go wtedy.
Kate chwyciła ukochaną za włosy i lekko ścisnęła.
Elizabeth nie miała wątpliwości, chciała tego. Teraz, tu i z nią.
Poczuła mokre łono Kate i powoli w nią wchodziła.
Czuła eksplozje emocji. Pożądanie było coraz większe, a pojękiwania dziewczyny coraz głośniejsze.
Wsunęła kolejny palec, a drugą ręką objęła Kate. Jej ciało prężyło się i rozpaczliwie szukało jakiegokolwiek kontaktu z ciałem Elizabeth.
Jej dłoń rozluźniła się i powędrowała na biodra Elizabeth. Pochłonięta pożądaniem, wsunęła rękę między uda kobiety i zaczęła ją pieścić. Czuły się wzajemnie, jedna w drugiej. Ich ciała stawały się coraz bardziej mokre, a podniecenie sięgało zenitu. Nagle Kate wysunęła rękę i złapała Elizabeth za plecy. Wiła się po łóżku i krzyczała z podniecenia. Wbiła swoje paznokcie w plecy kobiety i nagle jej mięśnie zwiotczały.
Pozbawiona sił, opadła na ramię Elizabeth i uśmiechnęła się do niej.

- Nie myślałam, że to może być tak przyjemne.
- A jakie relaksujące.
- O tym raczej nie trzeba wspominać.

Kate ułożyła się w ramionach ukochanej.

- Myślisz o tym co będzie w przyszłości ?
- Kiedyś mi się zdarzało.
- A teraz ?
- Unikam tego.
- Dlaczego ?
- Zawsze byłaś taka upierdliwa ? - rzuciła Elizabeth, patrząc ukradkiem na dziewczynę.
- Zawsze, więc dlaczego ?
- Bo w życiu nie możesz być niczego pewna, Kate.
- Ja jestem.
- Czego jesteś pewna ?
- Tego, że chce być z Tobą, Elizabeth.
- Nie możesz być pewna. Któregoś dnia może Ci się wszystko zmienić.
- Nie, bo Cię kocham.
- Miłość to nie tylko uczucie, ale i umiejętność.
- Tak, wiem. A Ty nie jesteś pewna tego, że zawsze będziesz moim mistrzem ?
- Nie, któregoś dnia Ty się staniesz mistrzem. Poza tym nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego co stanie się za rok, czy dwa lata.
- To przez Holly, tak ?
- Ale co ?
- Dobrze wiesz. To przez nią nie planujesz swojej przyszłości.
- Przyszłości na ogół nie powinno się planować.
- Opowiesz mi ?
- Muszę akurat teraz ?
- Proszę...
- Jeśli masz swój ogród to pielęgnujesz go i doglądasz. Wyrywasz chwasty, bo może zaszkodzić twoim kwiatom. Tak samo jest w związku. Nie jestem w stanie pojąć tego jak do tego doszło, nie zauważyłam, że ten chwast rozrósł się na pół mojego ogrodu, a moje kwiaty zaczęły więdnąć. Wszystkie plany, marzenia wrzucałyśmy do jednego worka. Było dla nas normalne, że kiedyś rozwiążemy go i będziemy spełniać je, jeden po drugim. Ktoś rozciął sznur, którym go zawiązałyśmy, a wszystkie marzenia i plany rozwiały się na wszystkie strony świata. Jedyne co nam zostało to zwątpienie. Nie wątpiłam w to, że mnie kocha, ale ona zwątpiła, że będzie ze mną zawsze. Nagle wszystko stało się niejasne. Żyłam w strachu, ale kurczowo łapałam się wszystkiego, by nie utonąć. Chciałam znać prawdę, bo przecież Holly była całym moim światem. Ratowałam nas, mimo, że inni dawno nas skreślili. Z czasem, gdy zapomniałam o strachu i pewna naszej miłości oznajmiłam, że chcę wyjechać i prosiłam, by wyjechała ze mną.

Elizabeth przygryzła wargę i wstała z łóżka. Chwyciła ubrania i zaczęła się ubierać.

- Spojrzała na mnie, złapała mnie za rękę i powiedziała, że nie może. Ten chwast, którego starałam się wyrwać skaził już mój ogród, a ona odeszła.

niedziela, 14 października 2012

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy.

Mijały ostatnie dni i Elizabeth czekała już tylko na wypis ze szpitala. Domyśliła się, że Holly i Kate nie chcą widywać się zbyt często. Kate przyjeżdżała rano, zaś Holly bywała późnym popołudniem informując na bieżąco co się dzieje w redakcji.
Kate usiadła na brzegu łóżka szpitalnego i spojrzała na Kate.

- Gotowa ?
- Bardziej już być nie mogę.
- Jak się czujesz ?
- Dobrze, możemy iść ?
- Tak, odebrałam już dokumenty.

Elizabeth odetchnęła z ulgą. Chwyciła torbę i wstała. Złapała Kate za rękę i powiedziała po chwili.

- Zabierz mnie do domu, Dziobaczku.

Kate pocałowała w policzek kobietę i pewnym krokiem opuściły szpital.
Elizabeth obserwowała spacerujących ludzi po ulicy.

- Czemu im się tak przyglądasz ?
- Zastanawiam się jaką skrywają w sobie tajemnicę.
- Co masz na myśli ?
- Spoglądam na ich oczy, spojrzenia. W jaki sposób patrzą na drugiego człowieka.
- Mam wrażenie, że na razie nie zrozumiem twojego toku myślenia. Lubisz chińszczyznę ?
- Tak, a dlaczego pytasz ?
- Bo zabieram Cię na obiad do siebie.

Mijały kolejne skrzyżowania, a Elizabeth starała się przypomnieć sobie co wydarzyło się przed tym, gdy obudziła się w szpitalu.

- Coś Cię trapi ?
- Nie.
- Jesteś taka nieobecna.
- Cieszę się na ten obiad, bardzo.

Samochód nagle stanął.

- Jesteśmy na miejscu.

Kate wysiadła i przebiegła przed maską swojego samochodu po czym otworzyła drzwi od strony Elizabeth i podała jej rękę.
Kate wsadziła kluczyk do drzwi wejściowych, przekręciła i mocno pchnęła.
Weszły na dziedziniec po czym skierowały się ku klatce po prawej stronie.
Dziewczyna wstukała numer mieszkania, a potem kilka liczb. Drzwi machinalnie się otworzyły.

- Które piętro ?
- Czwarte.
- Możemy jechać windą ?
- Oczywiście.

Schody wydawały się zbyt męczące. Ich układ był dość pospolity. Długie schody prowadzące od razu na piętro, żeby dojść do następnych trzeba było przejść przez korytarz, a ich położenie było "jedno nad drugim".
Kate otworzyła windę i podeszła do drzwi po prawej stronie.

- Witam w moim małym królestwie.

Po lewej stronie znajdowała się mała przestronna kuchnia z okienkiem na salon. Po prawej stronie znajdowała się mała łazienka, a na wprost sypialnia. Między sypialnią, a kuchnią było wejście do salonu.
Elizabeth zdążyła przekroczyć tylko próg domu, gdy podbiegł do niej bokser, Sam.

- Rak ?
- Tak, musieli usunąć ucho.

Elizabeth zdjęła bluzę i powiesiła na wieszaku.

- Przejdź do salonu, jeśli chcesz to włącz sobie telewizję, a ja przygotuję obiad.
- Przepraszam.
- Ciągle mnie przepraszasz, a ja nie wiem za co.
- Powinnam Ci powiedzieć o Holly.
- Widocznie nie było to aż takie ważne.
- Bo to już nie ma znaczenia.
- Słyszałam, że będziecie razem pracować.

Elizabeth usiadła w salonie na kanapie i spojrzała na Kate.

- Nie będzie Ci to przeszkadzało ?
- A Tobie ?
- Nauczysz się kiedyś, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie ?
- Może kiedyś.
- To tylko praca.
- Więc ja Ci wierzę.
- To za ile ten obiad ?
- Niedługo, paskudo.

Kate poczuła przepływ szczęścia.

- Masz świeczki ?
- Takie małe, mogą być ?
- Obojętne jakie.
- Są w tamtej szafce, w pudełeczku drewnianym.

Elizabeth podeszła do regału i wyjęła wskazane pudełko. Otworzyła je i wyciągnęła 15 świeczek.
Zasłoniła okna i kazała Kate zamknąć oczy.
Zapaliła świeczki i ułożyła je na stoliku.
Podbiegła do Kate i zakryła jej oczy, by mieć pewność, że nie patrzy.

- To konieczne ?
- Tak, bo będziesz podglądać.
- Nie ufasz mi ?
- Dobrze wiesz, że to nie kwestia zaufania, ale ciekawości.

Stanęły przed stolikiem i Elizabeth zdjęła dłonie z jej twarzy.

- Już.


Kate odwróciła się, zarzuciła Elizabeth ręce na szyję i pocałowała ukochaną.

- Jesteś głodna, a robisz wszystko by odciągnąć mnie od kuchni.
- Nie wszystko.
- Nie czaruj, idę zająć się obiadem.

niedziela, 7 października 2012

Everybody Lies.

Kate wślizgnęła się do sali, rozglądając na prawo i lewo. Na jej twarzy malował się lekki, dziecięcy uśmiech.

- Usiądziesz koło mnie ? - zapytała Elizabeth.

Kate skinęła głową i usiadła na brzegu łóżka szpitalnego, Chwyciła ją za rękę i patrzyła głęboko w oczy. Wbiła w nią wzrok jakby chciała przeniknąć do jej duszy.

- Przepraszam.
- Elizabeth, za co ?
- Za to, że jestem idiotką i musimy się spotykać w takich okolicznościach.
- Nie sądzisz, że najważniejsze jest to, że nic Ci nie jest ?
- Może masz racje, ale nie czuję się z tym najlepiej.
- Mogę Cie o coś zapytać ?
- Oczywiście.
- Co się wydarzyło między Tobą, a Holly ?
- Co masz na myśli ?
- Jak była wcześniej to weszłyśmy na ten temat.
- Czasami im dłużej z kimś żyjesz tym bardziej utwierdzasz się w tym, że go nie znasz. Byłam cholernie szczęśliwa, historia z moim Mistrzem została przyciemniona przez moją miłość do Holly. Byłam dla niej oparciem, niosłam ją gdy upadła, ale z czasem nie miałam siły i sama upadłam. Zaproponowałam jej by ze mną wyjechała. Myślałam, że zmiana otoczenia, środowiska wpłynie pozytywnie na nasze relacje. Wtedy ona mi odmówiła...
- Potem był Michaił ?
- Tak. Każdy nosi w sobie jakiś sekret, najwidoczniej uczucie do niego było jej małą tajemnicą.

Kate spuściła wzrok.

- Nie musisz się bać. To, że komuś wybaczysz, nie znaczy, że zapomnisz.
- A co ze stwierdzeniem, że stara miłość nie rdzewieje ?
- Ta zardzewiała.
- Ona będzie o Ciebie walczyć.
- To nie daj jej wygrać. Odchodząc od tematu, mówili kiedy mnie wypuszczą ?
- Wiesz, że nie powinni udzielać mi żadnych informacji.
- Wiem, ale i tak pewnie to zrobili.
- Zostawią Cię przez tydzień na obserwacji.
- A co z Holly ?
- Jutro dostanie wypis.
- Czyli zainteresowałaś się nią ?
- Z ciekawości.
- Śmiem wątpić, cynizm to tylko obrona. W głębi duszy jest zupełnie inaczej.
- Pójdę już, ale będę Cię odwiedzać, słowo.
- Skoro tak mówisz.
- Trzymaj się.
- A Ty nie puszczaj. - Elizabeth uśmiechnęła się i puściła Kate oczko.

Z każdą minutą czuła w sobie coraz więcej sił do życia i wiary w lepsze jutro.