niedziela, 14 października 2012

Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy.

Mijały ostatnie dni i Elizabeth czekała już tylko na wypis ze szpitala. Domyśliła się, że Holly i Kate nie chcą widywać się zbyt często. Kate przyjeżdżała rano, zaś Holly bywała późnym popołudniem informując na bieżąco co się dzieje w redakcji.
Kate usiadła na brzegu łóżka szpitalnego i spojrzała na Kate.

- Gotowa ?
- Bardziej już być nie mogę.
- Jak się czujesz ?
- Dobrze, możemy iść ?
- Tak, odebrałam już dokumenty.

Elizabeth odetchnęła z ulgą. Chwyciła torbę i wstała. Złapała Kate za rękę i powiedziała po chwili.

- Zabierz mnie do domu, Dziobaczku.

Kate pocałowała w policzek kobietę i pewnym krokiem opuściły szpital.
Elizabeth obserwowała spacerujących ludzi po ulicy.

- Czemu im się tak przyglądasz ?
- Zastanawiam się jaką skrywają w sobie tajemnicę.
- Co masz na myśli ?
- Spoglądam na ich oczy, spojrzenia. W jaki sposób patrzą na drugiego człowieka.
- Mam wrażenie, że na razie nie zrozumiem twojego toku myślenia. Lubisz chińszczyznę ?
- Tak, a dlaczego pytasz ?
- Bo zabieram Cię na obiad do siebie.

Mijały kolejne skrzyżowania, a Elizabeth starała się przypomnieć sobie co wydarzyło się przed tym, gdy obudziła się w szpitalu.

- Coś Cię trapi ?
- Nie.
- Jesteś taka nieobecna.
- Cieszę się na ten obiad, bardzo.

Samochód nagle stanął.

- Jesteśmy na miejscu.

Kate wysiadła i przebiegła przed maską swojego samochodu po czym otworzyła drzwi od strony Elizabeth i podała jej rękę.
Kate wsadziła kluczyk do drzwi wejściowych, przekręciła i mocno pchnęła.
Weszły na dziedziniec po czym skierowały się ku klatce po prawej stronie.
Dziewczyna wstukała numer mieszkania, a potem kilka liczb. Drzwi machinalnie się otworzyły.

- Które piętro ?
- Czwarte.
- Możemy jechać windą ?
- Oczywiście.

Schody wydawały się zbyt męczące. Ich układ był dość pospolity. Długie schody prowadzące od razu na piętro, żeby dojść do następnych trzeba było przejść przez korytarz, a ich położenie było "jedno nad drugim".
Kate otworzyła windę i podeszła do drzwi po prawej stronie.

- Witam w moim małym królestwie.

Po lewej stronie znajdowała się mała przestronna kuchnia z okienkiem na salon. Po prawej stronie znajdowała się mała łazienka, a na wprost sypialnia. Między sypialnią, a kuchnią było wejście do salonu.
Elizabeth zdążyła przekroczyć tylko próg domu, gdy podbiegł do niej bokser, Sam.

- Rak ?
- Tak, musieli usunąć ucho.

Elizabeth zdjęła bluzę i powiesiła na wieszaku.

- Przejdź do salonu, jeśli chcesz to włącz sobie telewizję, a ja przygotuję obiad.
- Przepraszam.
- Ciągle mnie przepraszasz, a ja nie wiem za co.
- Powinnam Ci powiedzieć o Holly.
- Widocznie nie było to aż takie ważne.
- Bo to już nie ma znaczenia.
- Słyszałam, że będziecie razem pracować.

Elizabeth usiadła w salonie na kanapie i spojrzała na Kate.

- Nie będzie Ci to przeszkadzało ?
- A Tobie ?
- Nauczysz się kiedyś, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie ?
- Może kiedyś.
- To tylko praca.
- Więc ja Ci wierzę.
- To za ile ten obiad ?
- Niedługo, paskudo.

Kate poczuła przepływ szczęścia.

- Masz świeczki ?
- Takie małe, mogą być ?
- Obojętne jakie.
- Są w tamtej szafce, w pudełeczku drewnianym.

Elizabeth podeszła do regału i wyjęła wskazane pudełko. Otworzyła je i wyciągnęła 15 świeczek.
Zasłoniła okna i kazała Kate zamknąć oczy.
Zapaliła świeczki i ułożyła je na stoliku.
Podbiegła do Kate i zakryła jej oczy, by mieć pewność, że nie patrzy.

- To konieczne ?
- Tak, bo będziesz podglądać.
- Nie ufasz mi ?
- Dobrze wiesz, że to nie kwestia zaufania, ale ciekawości.

Stanęły przed stolikiem i Elizabeth zdjęła dłonie z jej twarzy.

- Już.


Kate odwróciła się, zarzuciła Elizabeth ręce na szyję i pocałowała ukochaną.

- Jesteś głodna, a robisz wszystko by odciągnąć mnie od kuchni.
- Nie wszystko.
- Nie czaruj, idę zająć się obiadem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz