niedziela, 10 lutego 2013

there's nothing you should fear.

Zupełnie inaczej wyobrażała sobie ten wyjazd. Myślała, że to będzie dla niej źródłem radości i przy okazji napędzi jej karierę, ale tylko jedno okazało się trafne.
Jej myśli wciąż błądziły wokół Holly.
Nie, to nie był sentyment, czy kwestia uczuć. Ona po prostu zupełnie inaczej wyobrażała sobie ten moment.
Wiedziała, że zawsze będzie ją kochać, ale po rozstaniu z Holly wykreowała sobie obraz, że nie zmarnuje szansy, by naprawić to co kiedyś je łączyło. Najwidoczniej był to tylko odruch, a ból, który towarzyszył jej przez większość czasu nie wywodził się z tego, że nie wyobrażała sobie życia bez niej, ale z tego, że ucierpiało na tym jej ego. Wiedziała, że nie może tego zrobić. Los często płata figle, ale wie co robi.
Doprowadza nas na czas w miejsce, w którym powinniśmy się znaleźć.
Elizabeth wiedziała, że obojętność może ją kiedyś uratować i tak właśnie stało się teraz.
Zostały wspomnienia, ucierpiało ego, a cynizm bronił ją przed popełnieniem kolejnego błędu.
Nie lubiła życia w niepewności, a takie właśnie było życie z Holly. Życie z dnia na dzień nie jest zdrowym rozwiązaniem, ale plany bywają złudne.
Nie uciekniemy przed przeznaczeniem, nie damy rady go oszukać. Elizabeth dobrze o tym wiedziała.
Musiało minąć sporo czasu, by każdy mógł to zrozumieć.
Patrząc w przeszłość, możemy nie zauważyć przeszkód jakie szykuje dla nas los, potknąć się i nie wstać.
Ile minęło ? Miesiąc, dwa, może rok ? Nie pamiętam, ale wystarczająco dużo czasu by zrozumieć, wybaczyć sobie i innym, by móc się uwolnić.
Nie ma recepty na miłość, ani na złamane serce. To co zrobimy ze swoim życiem zależy jedynie od nas samych.

                                                                            *****

Jak potoczyły się ich losy ?
Funny story....
Kate zaczęła spotykać się z Gerrym.
Laura poznała Wiktorię i są szczęśliwe.
Holly, właściwie nie wiem, może któregoś dnia uzupełnie luki w mej świadomości, ale mam nadzieję, że dobrze jej się wiedzie i odnalazła to czego ode mnie uzyskać nie mogła. Przede wszystkim, że żyje w zgodzie ze sobą i słucha tego co mówi jej serce.
Elizabeth, tak to ja. Wierzę, że przyjdzie czas i na mnie. Poświęciłam się pracy i pasji. Łączę dobre z pożytecznym. Zamykam wszystkie sprawy i lecę za morze szukać szczęścia.
Pewnie tu wrócę, a jak nie to któregoś dnia zamieszkam w domu niedaleko morza.
Siedząc na tarasie, pijąc "herbi" wspomnę to co było dobre i nie żałując niczego, odnajdę siebie.

wtorek, 22 stycznia 2013

Kochać Cię już dzisiaj za późno.

Elizabeth siedziała całą noc, próbując cokolwiek napisać.
Myślała o tym co powiedziała i co wydarzyło się w przeszłości.
Pamiętała jak błagała Holly, by nie odchodziła, mówiła, że wszystko da się naprawić, ale ona jej nie słuchała.
Nie miała siły ratować tego co je łączyło i chciała zacząć nowe życie z mężczyzną.
Elizabeth zebrała papiery, wyłączyła nagranie i zapukała do drzwi Holly.
Spojrzała na zegarek, była 6.52.
Zapukała jeszcze raz, nie chciała zwlekać i powiedzieć to co czuje.
Czuje ? To złe słowo. Chciała powiedzieć to co myśli.
Nagle drzwi się otworzyły i stanęła w nich zaspana Holly.

- Coś się stało ?
- Możemy porozmawiać ?
- Nie wydaje Ci się, że i tak dużo już powiedziałaś ?
- Wpuścisz mnie ?
- Proszę.

Elizabeth weszła i usiadła na fotelu.
Patrzyła jak wolnym krokiem Holly zmierza do łóżka.
Przypomniała sobie czasy, gdy budziła się obok niej, trzymając ją w objęciach.
Holly wsunęła się pod kołdrę i spoglądała na Elizabeth.

- Słucham. - rzuciła wpatrując się w jej oczy.
- Dużo o tym wszystkim myślałam i chciałabym zapytać czego ode mnie oczekujesz?
- Minęło sporo czasu. Myślałam, że potrafię bez Ciebie żyć, ale tak nie jest.
- Pamiętasz jak do Ciebie przyszłam, kilka dni po tym jak powiedziałaś mi, że to nie ma sensu ?
- Pamiętam, ale zrozum...
- Rozumiem, uwierz mi. Wiem, że popełniłam mnóstwo błędów i być może to był główny problem, ale nie da się usunąć tego z pamięci. Pamiętam to jak dziś. Chciałaś ułożyć sobie życie inaczej, próbowałaś, nie udało się więc wracasz do mnie ?
- Nie, po prostu nie potrafię przestać Cię kochać.
- Nauczyłam się żyć bez Ciebie, mimo wielu wspomnień, zarówno dobrych jak i złych. Dziękuję Ci za wszystko, ale teraz już jest za późno. Co jeśli któregoś dnia, obudzę się, a Ciebie nie będzie? Sama mówiłaś, że to się nie uda, że tak Ci podpowiada twoja kobieca intuicja, pamiętasz ?
- Pamiętam, ale naprawdę minęło sporo czasu i wiem już czego chce.
- Ale ja nie wiem, Holly. Już jest za późno...
- Będę o Ciebie walczyć.
- Nie rób tego.
- Mamy udawać, że nic nas nie łączyło ?
- Wcześniej nie sprawiało Ci to problemu.
- Elizabeth, wiem, że nie było Ci łatwo, mi też nie było. Może trudno w to uwierzyć, ale wtedy myślałam zupełnie innymi kryteriami.
- Holly, teraz ja tak myślę. Jedyne co nas łączy to praca i nic więcej. Jak skończy się turniej, przesyłaj mi zdjęcia na maila. Nasze kontakty nie mają sensu, bo nic z tego nie będzie. Prosiłaś bym uszanowała to, że chcesz odejść, teraz uszanuj moją decyzję.

niedziela, 13 stycznia 2013

I'm about to lose my mind.

Otworzyła oczy, wybudzając się z letargu. Leżała na hotelowym łóżku i patrzyła w sufit.
W jej głowie kłębiło się mnóstwo myśli. Rozmyślała o Kate, chwilę później o Holly.
Chwyciła telefon i wykręciła numer do ucznia.
Poczta głosowa.
Miała jej tyle do powiedzenia, że wciąż ją kocha, że tęskni, że jest dla niej najważniejsza.
Im więcej nagrywała na sekretarkę, tym bardziej zdawała sobie sprawę czemu to służy.
Miała wyrzuty sumienia, że rozkwita w niej ziarno uczucia. Wracała do punktu wyjścia, mimo nienawiści, czuła do Holly coś wyjątkowego.
Ukrywała się pod płaszczem cynizmu i obojętności by zniechęcić ją do siebie. To jej determinacja działała na nią kojąco, przyciągała jak magnes.
Im mocniej czuła coś względem Holly tym częściej chciała dzwonić do Kate, aby nie zapomnieć o niej, by mówić jej to co czuje, by ona była adresatem jej wyznań.
Rozległo się pukanie do drzwi.
Elizabeth zwlokła się z łóżka, podeszła wolnym krokiem i chwyciła za klamkę.

- Nie, proszę, nie teraz.
- Teraz, musimy porozmawiać. - Holly przepchnęła Elizabeth i weszła do środka.
- Cóż jest takie ważne ?
- Dlaczego Cię nie było ?
- Źle się czułam.
- To nie szkoła, tylko praca. Z niej nie możesz tak po prostu uciec.
- Mogę robić co mi się podoba i nikt, a zwłaszcza Ty nie będzie mi mówiła co mam robić. Mam napisać artykuł i napiszę go, a Tobie nic do tego w jaki sposób to zrobię, rozumiesz ?
- To co mówisz jest żałosne, zachowujesz się jak dziecko i uciekasz.
- Ja uciekam ?! A co Ty robiłaś jak miałyśmy problemy ?! Czekałaś aż wszystko samo się rozwiąże, siedziałaś i czekałaś, więc nie pouczaj mnie co mam robić ! Miłość walczy, a nie ucieka.
- Znów to samo, wytykasz mi moje błędy, a nie potrafisz spojrzeć w głąb siebie.
- Patrze i widzę idiotę, który oddał Ci kiedyś swoje serce.
- To nie było na miejscu.
- Prawda bywa bolesna.
- Jaka prawda ?
- Taka, że inni kierowali naszym życiem, bo Ty nie potrafiłaś mieć własnego zdania. Stwarzałaś pozory i przystosowywałaś się do otoczenia. Nie byłaś tym kimś, kogo ja poznałam. Z dnia na dzień stawałaś mi się coraz bardziej obca. Nie chce popełniać twoich błędów i kieruje się tym co ja czuje, a nie tym co inni myślą.

Holly włożyła rękę do torby i wyjęła płytę.

- Tu masz nagranie.
- Dziękuję.

Kobieta odwróciła się na pięcie i wyszła.
Zamykając drzwi rzuciła jedynie chłodne "dobranoc".

niedziela, 9 grudnia 2012

Come on baby, let’s ride.

Elizabeth usiadła na trybunach z zawieszoną na szyi plakietką wstępu. Zmierzyć ze sobą miały się drużyny młodego pokolenia Juventusu Turyn i Celticu Glasgow. Oczywiście kibicowała drużynie biało-zielonych.
Rozległ się pierwszy gwizdek, a kobieta zamiast uważnie śledzić przebieg meczu, spoglądała na Holly stojącą przy balustradach tuż przy murawie.
Zaczął padać deszcz i namoknięta, rozkopana przez natarcie zawodników murawa wydzielała urokliwy i specyficzny zapach. Przypomniało jej to moment, gdy sama grała w piłkę i biegła na trening ( boisko było stosunkowo blisko, więc przebierała się w domu ) z korkami zawieszonymi na szyi. Brała ze sobą jedynie drobny plecak, do którego mama zawsze chowała jej wodę, skarpetki na zmianę i mały ręcznik. Często widywała na trybunach dziadka. Bywał na każdym jej meczu. Pewnego dnia kupił kamerę i nagrywał całe spotkanie. Wiedziała, że był z niej dumny, zresztą wielokrotnie jej to powtarzał. Jego śmierć odbiła swoje piętno na Elizabeth. Nie potrafiła wrócić do gry, była zbyt pogrążona w żałobie. Dużo czasu zajęło jej przyzwyczajenie się do jego nieobecności. Zebrała w sobie wszystkie siły i wyszła na murawę. Tym razem broniła środka pola. Bramkarz przeciwnej drużyny wykopał piłkę na wysokość szóstego piętra. Spanikowała, nie wiedziała co robić, a piłka leciała wprost na nią. Wyskoczyła i odbiła ją głową. Niewiele potem pamiętała. Upadła na murawę i gdy otworzyła oczy, stał nad nią już lekarz. Jedyne co pamiętała z chwili utraty przytomności to to, że był koło niej dziadek. Uśmiechał się i mówił, by realizowała swoje marzenia za wszelką cenę, i że zawsze będzie siedział na trybunach. Za każdym razem czuła jego obecność, ale dwa lata później nawet on nie był w stanie jej pomóc, a jej kariera legła w gruzach.
Wstała z krzesła i skierowała się w stronę speakerki. Zapukała, a w drzwiach stanął młody mężczyzna.

- Mogę w czymś pomóc ?
- Jestem Elizabeth,  dziennikarka z redakcji " 15 minutes of fame". Mam do Pana pytanie.
- Słucham ?
- Czy nagranie dzisiejszego dnia rozgrywek będzie dostępne ?
- Będzie jedynie do dyspozycji organizatora.
- A nie mogłabym tak użyczyć nagrania na jeden wieczór ?
- Nie bardzo rozumiem po co, skoro jest tu Pani osobiście.
- Jestem, ale mogłoby mnie tu nie być, w sumie to tak też się czuję.
- Co ma Pani na myśli ?
- W zasadzie to niewiele, bo nie mogę ich zebrać. Naprawdę mi na tym zależy, nikt się nie dowie, daje swoje słowo.

Mężczyzna gładził dłonią swój podbródek. Spoglądał co chwila na Elizabeth i w końcu odrzekł.

- Dobrze, niech Pani przyjedzie po nagranie wieczorem.
- Dziękuję bardzo, nie wie Pan ile to dla mnie znaczy.
- Przywiezie je Pani jutro rano i proszę o dyskrecje.
- Oczywiście.

Uśmiechnęła się i wybiegła z terenu ośrodka sportowego. Złapała taksówkę i nie powiadamiając Holly wróciła do hotelu.
Czuła jak zaczyna kręcić jej się w głowie, a świat przyodziewał szare barwy. Weszła do pokoju, zdjęła buty, czapkę i położyła się na łóżku.
Tak po prostu, nie wiedząc nawet kiedy, zasnęła.

sobota, 1 grudnia 2012

Chciałam z Tobą spać i budzić się...

Cieszyła się z tego wyjazdu. Dopiła herbatę i odstawiła kubek na stół.
Wyjęła z szafy swoją ulubioną, czarną bluzę i biały podkoszulek. Wsunęła spodnie na bokserki, co często jej się zdarzało. Uwięziła piersi w topie, biustonosze nie były w jej stylu. Założyła podkoszulek i zarzuciła na siebie bluzę.
Podeszła do komody, wyciągnęła notes i swoje szczęśliwe pióro, które podarował jej ojciec przed wyjazdem z kraju. Zawsze wierzył w jej możliwości i wiedział, że osiągnie to czego chce.
Założyła białe adidasy i czapkę z daszkiem na głowę.
Przed drzwiami czekała już Holly, jak zwykle elegancka i nieziemsko seksowna.

- Idziesz tak ?
- Masz coś przeciwko temu ?
- Owszem.
- Nie interesuje mnie to. Będę się ubierać tak jak mi się podoba.
- Nie musisz być niemiła.
- Nie jestem. W przeciwieństwie do Ciebie ja nie zwracam uwagi na innych i nie boję się wygłosić własnego zdania.

Holly weszła do windy i nie odezwała się ani słowem.
Przed hotelem czekała już na nie taksówka, która miała dowieźć je na miejsce.

- Długo będziemy jechać ? - zapytała Elizabeth.
- Kierowca powiedział, że około godziny.
- Świetnie.
- Jeśli chodzi o to, co wydarzyło się wczoraj to przepraszam.
- Nie masz za co, to był tylko seks.
- Tak uważasz ?
- Dokładnie tak, a czego się spodziewałaś?
- Myślałam, że to mogło coś dla Ciebie znaczyć.
- Kiedyś może tak, ale czego Ty ode mnie oczekujesz, że po tym jak mnie potraktowałaś mogę się dopuścić jakichkolwiek uczuć względem twojej osoby ? Kazałaś mi czekać, zrobiłam to, ale twoje słowa nie miały nigdy pokrycia. Wiedziałam, że mnie kochasz, ale Ty po prostu wolałaś utrudnić sobie i mi życie, bo się bałaś tego co powiedzą inni !
- To nie tak.
- Nie ? A jak ?
- Ja musiałam to wszystko sobie poukładać.
- I myślałaś, że będę wiecznie na Ciebie czekać ?
- Szukałam Cię, by wszystko naprawić.
- Posłuchaj tego co mówisz. Byłaś dla mnie całym światem, mogłam zrobić dla Ciebie wszystko, a Tobie się odwidziało z dnia na dzień. Nigdy nie byłaś pewna tego, czego oczekujesz od życia. Nie liczyło się nasze szczęście tylko opinia innych ! I to oni Cię zniszczyli, a Ty skaziłaś nasz związek.
- Elizabeth, zawsze Cię kochałam.
- Nigdy w to nie wątpiłam, ale pozwoliłaś zrównać z ziemią to co zbudowałyśmy i zostawiłaś mnie w tych gruzach.
- Zrozum mnie, jestem skomplikowana.
- Nawet to co mówisz jest paradoksalne. Nie będę budować niczego nowego na niepewności. Skąd mam wiedzieć, że któregoś dnia znów mi nie powiesz, że nie wiesz czy taki związek ma sens ? Pamiętam do dziś tamten dzień i nigdy się tego nie pozbędę. Marzyłam o tym, byś mnie wtedy zatrzymała. Złapała za rękę, spojrzała w oczy i powiedziała, że my dwie stawimy czoło całemu światu, ale Ty tak po prostu dałaś mi odejść.

Holly odwróciła wzrok i otarła łzy. Wiedziała, że jej wątpliwości były niepotrzebne, jedynie utrudniły im życie. Chciała cofnąć czas, lecz nie było takiej możliwości. Gdyby wtedy nie słuchała innych to jej życie dziś wyglądałoby zupełnie inaczej. Byłaby z kobietą, którą kocha. Być może mieszkałyby razem i miały psa. Ich dom przepełniony byłby miłością, a ona byłaby szczęśliwa. Dopiero teraz zrozumiała, że to Elizabeth zapewniała jej bezpieczeństwo i dawała ciepło, którego nikt inny nie potrafił jej dać. Wzięła do serca sobie zdanie innych, bo było ich więcej, lecz nie zawsze liczy się ilość, ale jakość.

- Masz rację, ale nie zrezygnuje z Ciebie.

Taksówkarz zatrzymał auto i oznajmił, że przejazd był z góry opłacony.

- Nie zaczynaj tej gry.
- Nie zamierzam grać, a nawet jeśli to nagroda jest tego warta, bo Cię kocham.
- Czas pokaże. Dla Ciebie wieczność to dla mnie chwila. Odłóżmy to na później, robota czeka.

piątek, 30 listopada 2012

Śmiem twierdzić, że nałóg jest zły.

Elizabeth wstała z łóżka z wielkim bólem głowy. Nie to jednak było przyczyną jej posępnego nastroju.

- Kac moralny, tak to się nazywa, idiotko. - rzekła sama do siebie, po czym powoli wstała z łóżka.

Bała się spojrzeć w lustro, stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który włożył maskę i zaczął grać. Czuła, że jej życie to jeden wielki spektakl. Miała dwie twarze, ale jedną odrzuciła dla swojego dobra i ukryła na dnie swojego serca, tam gdzie nikt nie znajdzie jej prawdziwego oblicza.
Weszła do łazienki i przemyła twarz. Stanęła osłupiała i patrzyła się na swoje odbicie w lustrze. Nie poznała siebie, stał tam ktoś zupełnie inny niż się spodziewała.
Była blada, a jej oczy stawały się szare. Nie była w stanie ujrzeć tego "światełka", które najczęściej towarzyszy zakochanym lub po prostu rzecz ujmując ludziom tonącym w emocjach. Dała upust swoim potrzebom, oczywiście, które były przyczyną nadmiernego spożycia alkoholu.
Tłumaczyła się sama przed sobą, że to co się wydarzyło być może było potrzebne, lecz na pewno nieodpowiedzialne.
Minęło kilka ładnych lat od momentu rozstania Elizabeth i Holly. Pamięta jak dziś, gdy Holly stanęła przed nią i powiedziała :
                         
 Nie jestem pewna tego co robię, co myślę. Zastanawiam się czy to wszystko było dobre, czy złe tak jak twierdzili inni. Jedyne co wiem to, że Cię kocham i zawsze będę. Nie chcę żyć w strachu, że ktoś mnie potępi za to kim jestem. Chcę by inni akceptowali mój wybór i moje decyzje, ale nie mam siły by z nimi walczyć. Nie akceptuje sama siebie i nie jestem pewna czy kobieta powinna być z kobietą. Potrzebuje na to czasu, przepraszam.

Łatwo się domyślić co wydarzyło się dalej. Wszystko jest zapisane w gwiazdach i ma swój sens. Być może ukryty bardzo głęboko i musimy dojrzeć, by go zrozumieć.

- Nie powielaj tego błędu. - powiedziała kobiecie stojącej po drugiej stronie lustra.

Wiedziała, że Holly jest wielką zagadką, a ją znudziła już zabawa w detektywa. Miała porównanie tego co było, a co jest. Wiedziała, że nie może dopuścić serca do głosu. Nie po tym wszystkim co zrobiła. Pamięta jak cierpiała, jak jej miłość z sentymentalnej stała się romantyczną.
Czekała, ale Holly nigdy nie była pewna tego czego chciała, dlatego Elizabeth musiała uciec by zapomnieć i zgasić płomień nadziei.
Wzięła szybki prysznic i podeszła do szafy. Jej mokre stopy odznaczały się na podłodze, a wilgotne włosy przylepiały się do skóry. Chwyciła fioletową koszulkę i włożyła ją na siebie. Właściwie ten T-shirt był liliowy, ale to nie miało większego znaczenia, nie lubiła go, ale było w nim coś, co sprawiało, że ta koszulka była wyjątkowa.
Wsunęła bokserki i usiadła na kanapie. Zaparzyła sobie herbaty i spoglądała na cudowny widok za oknem.

- Samotność jest okrutna, ale da się z nią żyć. " Miłość jest jak narkotyk (...)", owszem, ale kto powiedział, że nałóg jest dobry.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Trying to tell you "no", but my body keeps on telling you "yes"

Lot nie trwał długo, lecz szybowanie pośród chmur bywa wyczerpujące.
Elizabeth czuła, że nadszedł czas by zacząć wszystko od nowa.
Weszła do swojego pokoju i położyła walizkę przy łóżku. Stanęła przy oknie i znieruchomiała.
Ujrzała przepiękną panoramę oświetlonej Warszawy. Nie sądziła, że miasto samo w sobie, może wyrażać tyle emocji.
Otworzyła okno i wsłuchiwała się w miejski gmach.
Z letargu wybudziło ją pukanie do drzwi. Wolnym krokiem podeszła i chwyciła za klamkę.
W drzwiach stała Holly, ubrana w zwiewną, czarną sukienkę. Ramiona okryte miała białym szalem, a sukienka lekko nachodziła na kolana.
Elizabeth przełknęła ślinę i osłupiałym wzrokiem przyglądała się Holly.

- Pozwolisz, że wejdę. Jutro musimy być na obiekcie dopiero około godziny 2, także teraz zabieram Cię do klubu, dla poprawienia nastroju.
- Czyżbyś kiedyś już tu była ?
- Kilka razy, znam parę całkiem ciekawych miejsc.
- Przykładowo ?
- Zobaczysz.

Elizabeth nie miała szans by zaprzeczyć. Poczuła, że to dobry sposób na chwilę zapomnienia.
Wsiadły w taksówkę i Holly rzuciła hasło : vendredi.
Miała to szczęście, że trafiła na młodego kierowcę który w miarę znał  angielski.
Elizabeth przyglądała się ludziom i potępiała ich za głupotę. Szli zadowoleni z siebie, wtuleni i szczęśliwi, ale nie wiedzieli, że kiedyś nastąpi kres ich utopijnego marzenia o miłości.
Samochód zatrzymał się w małej uliczce pomiędzy dwoma budynkami, a naprzeciwko stał nieduży lokal z niebieskim neonem przymocowanym do niewielkiego szyldu.
Holly uiściła kwotę należną za przejazd i wysiadły.

- Masz się dobrze bawić, zapomnieć o tym co było.

Elizabeth skinęła głową i weszła do środka. Spoglądała na ludzi, tańczących blisko siebie, ale również na siedzących przy ścianie i sączących drinki.
Podeszła do baru, a obok niej usiadła Holly.

- Whisky. - rzuciła do barmana i zwróciła się do Holly. - na co masz ochotę ?
- Whisky. - odrzekła spoglądając na Elizabeth. - Tego co było już nie ma, przecież wiesz, że to już nie ma znaczenia.

Elizabeth złapała szklankę i duszkiem wypiła trunek. Holly nie chciała zostać w tyle i zrobiła to samo.
Skinieniem ręki poprosiła o dolewkę. Światła neonów błądziły po ich ciałach, znikając i powracając co jakiś czas.
Holly zapłaciła za 2 kolejki i chwyciła Elizabeth za rękę.

- Chodźmy potańczyć.
- To nie jest dobry pomysł.
- Nie proszę Cię o rękę tylko proponuję dobrą zabawę.

Elizabeth dopiła zawartość swojej szklanki i ruszyła za Holly. Czuła, że zaczyna jej szumieć w uszach, a nogi stają się jak z waty. Widziała sylwetkę kobiety kołyszącej się w rytm muzyki. Mijała pary hetero jak i homoseksualne. Wszystko zdawało się być wielkim złudzeniem.
Holly odwróciła się i złapała Elizabeth za biodra. przyciągając ją tym samym do siebie.
Wodziła dłońmi po jej ciele, dopasowując swoje ciało do sylwetki Elizabeth. Były coraz bliżej siebie, ale nie przekraczając granicy, którą sobie wyznaczyły,.
Elizabeth podbiegła do baru i zamówiła whisky z colą. Narzuciła sobie jeszcze szybsze tempo i wróciła do Holly. Szukała jej wzrokiem pośród tłumu. Szła przy ścianie zarzucając spojrzenie głęboko między tańczących ludzi.
Poczuła jak ktoś przypiera ją do ściany i zaczyna namiętnie całować. Alkohol krążył w jej żyłach, adrenalina wzmagała szybszą pracę serca i podsycała ogień pożądania.
Usta kobiety powędrowały na jej szyję, a po chwili były tuż przy prawym uchu.

- Jedźmy do hotelu.

Elizabeth czuła jedynie jak Holly szarpnęła ją za koszulkę i pociągnęła za sobą. Przed klubem stało 5 taksówek, każda reprezentująca inną firmę.
Holly otworzyła swoją torebkę, wyjęła zwinięty banknot i włożyła go do kieszeni bezrękawnika, który miał na sobie taksówkarz.
Podała nazwę hotelu i prosiła o szybkie dostarczenie na miejsce.
Elizabeth położyła głowę na oparciu, a wszystko wokół wirowało.
Nie minęło więcej niż 7 minut, gdy były na miejscu. Holly kolejny raz opłaciła kurs i wysiadły z samochodu.
Wsiadły do windy, Elizabeth wcisnęła przycisk, przy którym widniała siódemka.
Oparła głowę o ścianę i czuła na sobie wzrok Holly. Nie myliła się, kobieta przyglądała jej się przez cały czas.
Drzwi od windy otworzyły się i Holly szybkim krokiem podeszła do drzwi swojego pokoju. Przyłożyła kartę i otworzyła je przed Elizabeth. Kobieta chwiejnym krokiem weszła do środka.
Poczuła, że Holly ją odwraca i energicznym ruchem pcha na łóżko.
Położyła się na Elizabeth i zaczęła całować. Elizabeth nie miała sił by się sprzeciwić, ani ochoty. W jej głowie roiło się od wielu myśli, ale pożądanie przyćmiewało je wszystkie.
Przewróciła Holly na plecy, pokazując swoją dominację. Zsunęła ramiączka sukienki Holly po czym całkowicie się jej pozbyła. Holly leżała przed nią jedynie w bieliźnie, a jej ręce powędrowały w kierunku sprzączki od paska. Następnie rozpięła jej spodnie i zsunęła je z bioder. Elizabeth zrzuciła je  na podłogę. Pozwoliła sobie zdjąć koszulkę i położyła się na rozgrzanym ciele Holly. Nie potrzeba było wiele czasu, by leżały przy sobie całkiem nagie. Ich zbliżenie było niczym wojna. Miotały się po łóżku, przyciskając swoje ciała jak najbliżej siebie i ocierając się o każdy skrawek ciała drugiej.
Holly chwyciła rękę Elizabeth i poprowadziła ją między swoje uda. Elizabeth poczuła jej mokre łono i delikatnie w nią weszła. Czuła na sobie przyspieszony oddech kobiety, a im więcej zaangażowania w to wkładała, tym bardziej odczuwalny był ból na plecach, w które Holly wbijała swoje paznokcie.
Holly wiła się jak wąż pośród pościeli, krzycząc i jęcząc.
Jej ręka powędrowała między uda Elizabeth i weszła w nią z impetem. Elizabeth odczuwała rozkosz i euforię. Obydwie miotały się po łóżku .i czuły jak ich ciała powoli wiotczeją, ale odczucie orgazmu byłoby kapitulacją w walce.
Holly wyciągnęła palce z łona Elizabeth i przyciągnęła ją do siebie. Jej ciało prosiło o więcej, a jej usta jedynie pojękiwały. Czuła jak temperatura jej ciała jeszcze bardziej wzrasta, aż w końcu jej mięśnie wiotczeją.
Elizabeth położyła się obok Holly wpatrując w sufit.

- Nie zawsze da się naprawić to co było, ale można zbudować coś nowego.
- O czym Ty mówisz? - rzuciła Elizabeth, odczuwając powracające poczucie świadomości.
- O nas.
- Nie ma nas. Nie przyzwyczajaj się do tych czułości.
- To był tylko seks.
- Dokładnie, a ja nigdy nie będę twoja.

Elizabeth wstała i założyła na siebie rzeczy pomijając bieliznę.

- Pójdę już. Do zobaczenia jutro.