piątek, 30 listopada 2012

Śmiem twierdzić, że nałóg jest zły.

Elizabeth wstała z łóżka z wielkim bólem głowy. Nie to jednak było przyczyną jej posępnego nastroju.

- Kac moralny, tak to się nazywa, idiotko. - rzekła sama do siebie, po czym powoli wstała z łóżka.

Bała się spojrzeć w lustro, stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który włożył maskę i zaczął grać. Czuła, że jej życie to jeden wielki spektakl. Miała dwie twarze, ale jedną odrzuciła dla swojego dobra i ukryła na dnie swojego serca, tam gdzie nikt nie znajdzie jej prawdziwego oblicza.
Weszła do łazienki i przemyła twarz. Stanęła osłupiała i patrzyła się na swoje odbicie w lustrze. Nie poznała siebie, stał tam ktoś zupełnie inny niż się spodziewała.
Była blada, a jej oczy stawały się szare. Nie była w stanie ujrzeć tego "światełka", które najczęściej towarzyszy zakochanym lub po prostu rzecz ujmując ludziom tonącym w emocjach. Dała upust swoim potrzebom, oczywiście, które były przyczyną nadmiernego spożycia alkoholu.
Tłumaczyła się sama przed sobą, że to co się wydarzyło być może było potrzebne, lecz na pewno nieodpowiedzialne.
Minęło kilka ładnych lat od momentu rozstania Elizabeth i Holly. Pamięta jak dziś, gdy Holly stanęła przed nią i powiedziała :
                         
 Nie jestem pewna tego co robię, co myślę. Zastanawiam się czy to wszystko było dobre, czy złe tak jak twierdzili inni. Jedyne co wiem to, że Cię kocham i zawsze będę. Nie chcę żyć w strachu, że ktoś mnie potępi za to kim jestem. Chcę by inni akceptowali mój wybór i moje decyzje, ale nie mam siły by z nimi walczyć. Nie akceptuje sama siebie i nie jestem pewna czy kobieta powinna być z kobietą. Potrzebuje na to czasu, przepraszam.

Łatwo się domyślić co wydarzyło się dalej. Wszystko jest zapisane w gwiazdach i ma swój sens. Być może ukryty bardzo głęboko i musimy dojrzeć, by go zrozumieć.

- Nie powielaj tego błędu. - powiedziała kobiecie stojącej po drugiej stronie lustra.

Wiedziała, że Holly jest wielką zagadką, a ją znudziła już zabawa w detektywa. Miała porównanie tego co było, a co jest. Wiedziała, że nie może dopuścić serca do głosu. Nie po tym wszystkim co zrobiła. Pamięta jak cierpiała, jak jej miłość z sentymentalnej stała się romantyczną.
Czekała, ale Holly nigdy nie była pewna tego czego chciała, dlatego Elizabeth musiała uciec by zapomnieć i zgasić płomień nadziei.
Wzięła szybki prysznic i podeszła do szafy. Jej mokre stopy odznaczały się na podłodze, a wilgotne włosy przylepiały się do skóry. Chwyciła fioletową koszulkę i włożyła ją na siebie. Właściwie ten T-shirt był liliowy, ale to nie miało większego znaczenia, nie lubiła go, ale było w nim coś, co sprawiało, że ta koszulka była wyjątkowa.
Wsunęła bokserki i usiadła na kanapie. Zaparzyła sobie herbaty i spoglądała na cudowny widok za oknem.

- Samotność jest okrutna, ale da się z nią żyć. " Miłość jest jak narkotyk (...)", owszem, ale kto powiedział, że nałóg jest dobry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz