Elizabeth wstała z łóżka z wielkim bólem głowy. Nie to jednak było przyczyną jej posępnego nastroju.
- Kac moralny, tak to się nazywa, idiotko. - rzekła sama do siebie, po czym powoli wstała z łóżka.
Bała się spojrzeć w lustro, stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który włożył maskę i zaczął grać. Czuła, że jej życie to jeden wielki spektakl. Miała dwie twarze, ale jedną odrzuciła dla swojego dobra i ukryła na dnie swojego serca, tam gdzie nikt nie znajdzie jej prawdziwego oblicza.
Weszła do łazienki i przemyła twarz. Stanęła osłupiała i patrzyła się na swoje odbicie w lustrze. Nie poznała siebie, stał tam ktoś zupełnie inny niż się spodziewała.
Była blada, a jej oczy stawały się szare. Nie była w stanie ujrzeć tego "światełka", które najczęściej towarzyszy zakochanym lub po prostu rzecz ujmując ludziom tonącym w emocjach. Dała upust swoim potrzebom, oczywiście, które były przyczyną nadmiernego spożycia alkoholu.
Tłumaczyła się sama przed sobą, że to co się wydarzyło być może było potrzebne, lecz na pewno nieodpowiedzialne.
Minęło kilka ładnych lat od momentu rozstania Elizabeth i Holly. Pamięta jak dziś, gdy Holly stanęła przed nią i powiedziała :
Nie jestem pewna tego co robię, co myślę. Zastanawiam się czy to wszystko było dobre, czy złe tak jak twierdzili inni. Jedyne co wiem to, że Cię kocham i zawsze będę. Nie chcę żyć w strachu, że ktoś mnie potępi za to kim jestem. Chcę by inni akceptowali mój wybór i moje decyzje, ale nie mam siły by z nimi walczyć. Nie akceptuje sama siebie i nie jestem pewna czy kobieta powinna być z kobietą. Potrzebuje na to czasu, przepraszam.
Łatwo się domyślić co wydarzyło się dalej. Wszystko jest zapisane w gwiazdach i ma swój sens. Być może ukryty bardzo głęboko i musimy dojrzeć, by go zrozumieć.
- Nie powielaj tego błędu. - powiedziała kobiecie stojącej po drugiej stronie lustra.
Wiedziała, że Holly jest wielką zagadką, a ją znudziła już zabawa w detektywa. Miała porównanie tego co było, a co jest. Wiedziała, że nie może dopuścić serca do głosu. Nie po tym wszystkim co zrobiła. Pamięta jak cierpiała, jak jej miłość z sentymentalnej stała się romantyczną.
Czekała, ale Holly nigdy nie była pewna tego czego chciała, dlatego Elizabeth musiała uciec by zapomnieć i zgasić płomień nadziei.
Wzięła szybki prysznic i podeszła do szafy. Jej mokre stopy odznaczały się na podłodze, a wilgotne włosy przylepiały się do skóry. Chwyciła fioletową koszulkę i włożyła ją na siebie. Właściwie ten T-shirt był liliowy, ale to nie miało większego znaczenia, nie lubiła go, ale było w nim coś, co sprawiało, że ta koszulka była wyjątkowa.
Wsunęła bokserki i usiadła na kanapie. Zaparzyła sobie herbaty i spoglądała na cudowny widok za oknem.
- Samotność jest okrutna, ale da się z nią żyć. " Miłość jest jak narkotyk (...)", owszem, ale kto powiedział, że nałóg jest dobry.
piątek, 30 listopada 2012
poniedziałek, 19 listopada 2012
Trying to tell you "no", but my body keeps on telling you "yes"
Lot nie trwał długo, lecz szybowanie pośród chmur bywa wyczerpujące.
Elizabeth czuła, że nadszedł czas by zacząć wszystko od nowa.
Weszła do swojego pokoju i położyła walizkę przy łóżku. Stanęła przy oknie i znieruchomiała.
Ujrzała przepiękną panoramę oświetlonej Warszawy. Nie sądziła, że miasto samo w sobie, może wyrażać tyle emocji.
Otworzyła okno i wsłuchiwała się w miejski gmach.
Z letargu wybudziło ją pukanie do drzwi. Wolnym krokiem podeszła i chwyciła za klamkę.
W drzwiach stała Holly, ubrana w zwiewną, czarną sukienkę. Ramiona okryte miała białym szalem, a sukienka lekko nachodziła na kolana.
Elizabeth przełknęła ślinę i osłupiałym wzrokiem przyglądała się Holly.
- Pozwolisz, że wejdę. Jutro musimy być na obiekcie dopiero około godziny 2, także teraz zabieram Cię do klubu, dla poprawienia nastroju.
- Czyżbyś kiedyś już tu była ?
- Kilka razy, znam parę całkiem ciekawych miejsc.
- Przykładowo ?
- Zobaczysz.
Elizabeth nie miała szans by zaprzeczyć. Poczuła, że to dobry sposób na chwilę zapomnienia.
Wsiadły w taksówkę i Holly rzuciła hasło : vendredi.
Miała to szczęście, że trafiła na młodego kierowcę który w miarę znał angielski.
Elizabeth przyglądała się ludziom i potępiała ich za głupotę. Szli zadowoleni z siebie, wtuleni i szczęśliwi, ale nie wiedzieli, że kiedyś nastąpi kres ich utopijnego marzenia o miłości.
Samochód zatrzymał się w małej uliczce pomiędzy dwoma budynkami, a naprzeciwko stał nieduży lokal z niebieskim neonem przymocowanym do niewielkiego szyldu.
Holly uiściła kwotę należną za przejazd i wysiadły.
- Masz się dobrze bawić, zapomnieć o tym co było.
Elizabeth skinęła głową i weszła do środka. Spoglądała na ludzi, tańczących blisko siebie, ale również na siedzących przy ścianie i sączących drinki.
Podeszła do baru, a obok niej usiadła Holly.
- Whisky. - rzuciła do barmana i zwróciła się do Holly. - na co masz ochotę ?
- Whisky. - odrzekła spoglądając na Elizabeth. - Tego co było już nie ma, przecież wiesz, że to już nie ma znaczenia.
Elizabeth złapała szklankę i duszkiem wypiła trunek. Holly nie chciała zostać w tyle i zrobiła to samo.
Skinieniem ręki poprosiła o dolewkę. Światła neonów błądziły po ich ciałach, znikając i powracając co jakiś czas.
Holly zapłaciła za 2 kolejki i chwyciła Elizabeth za rękę.
- Chodźmy potańczyć.
- To nie jest dobry pomysł.
- Nie proszę Cię o rękę tylko proponuję dobrą zabawę.
Elizabeth dopiła zawartość swojej szklanki i ruszyła za Holly. Czuła, że zaczyna jej szumieć w uszach, a nogi stają się jak z waty. Widziała sylwetkę kobiety kołyszącej się w rytm muzyki. Mijała pary hetero jak i homoseksualne. Wszystko zdawało się być wielkim złudzeniem.
Holly odwróciła się i złapała Elizabeth za biodra. przyciągając ją tym samym do siebie.
Wodziła dłońmi po jej ciele, dopasowując swoje ciało do sylwetki Elizabeth. Były coraz bliżej siebie, ale nie przekraczając granicy, którą sobie wyznaczyły,.
Elizabeth podbiegła do baru i zamówiła whisky z colą. Narzuciła sobie jeszcze szybsze tempo i wróciła do Holly. Szukała jej wzrokiem pośród tłumu. Szła przy ścianie zarzucając spojrzenie głęboko między tańczących ludzi.
Poczuła jak ktoś przypiera ją do ściany i zaczyna namiętnie całować. Alkohol krążył w jej żyłach, adrenalina wzmagała szybszą pracę serca i podsycała ogień pożądania.
Usta kobiety powędrowały na jej szyję, a po chwili były tuż przy prawym uchu.
- Jedźmy do hotelu.
Elizabeth czuła jedynie jak Holly szarpnęła ją za koszulkę i pociągnęła za sobą. Przed klubem stało 5 taksówek, każda reprezentująca inną firmę.
Holly otworzyła swoją torebkę, wyjęła zwinięty banknot i włożyła go do kieszeni bezrękawnika, który miał na sobie taksówkarz.
Podała nazwę hotelu i prosiła o szybkie dostarczenie na miejsce.
Elizabeth położyła głowę na oparciu, a wszystko wokół wirowało.
Nie minęło więcej niż 7 minut, gdy były na miejscu. Holly kolejny raz opłaciła kurs i wysiadły z samochodu.
Wsiadły do windy, Elizabeth wcisnęła przycisk, przy którym widniała siódemka.
Oparła głowę o ścianę i czuła na sobie wzrok Holly. Nie myliła się, kobieta przyglądała jej się przez cały czas.
Drzwi od windy otworzyły się i Holly szybkim krokiem podeszła do drzwi swojego pokoju. Przyłożyła kartę i otworzyła je przed Elizabeth. Kobieta chwiejnym krokiem weszła do środka.
Poczuła, że Holly ją odwraca i energicznym ruchem pcha na łóżko.
Położyła się na Elizabeth i zaczęła całować. Elizabeth nie miała sił by się sprzeciwić, ani ochoty. W jej głowie roiło się od wielu myśli, ale pożądanie przyćmiewało je wszystkie.
Przewróciła Holly na plecy, pokazując swoją dominację. Zsunęła ramiączka sukienki Holly po czym całkowicie się jej pozbyła. Holly leżała przed nią jedynie w bieliźnie, a jej ręce powędrowały w kierunku sprzączki od paska. Następnie rozpięła jej spodnie i zsunęła je z bioder. Elizabeth zrzuciła je na podłogę. Pozwoliła sobie zdjąć koszulkę i położyła się na rozgrzanym ciele Holly. Nie potrzeba było wiele czasu, by leżały przy sobie całkiem nagie. Ich zbliżenie było niczym wojna. Miotały się po łóżku, przyciskając swoje ciała jak najbliżej siebie i ocierając się o każdy skrawek ciała drugiej.
Holly chwyciła rękę Elizabeth i poprowadziła ją między swoje uda. Elizabeth poczuła jej mokre łono i delikatnie w nią weszła. Czuła na sobie przyspieszony oddech kobiety, a im więcej zaangażowania w to wkładała, tym bardziej odczuwalny był ból na plecach, w które Holly wbijała swoje paznokcie.
Holly wiła się jak wąż pośród pościeli, krzycząc i jęcząc.
Jej ręka powędrowała między uda Elizabeth i weszła w nią z impetem. Elizabeth odczuwała rozkosz i euforię. Obydwie miotały się po łóżku .i czuły jak ich ciała powoli wiotczeją, ale odczucie orgazmu byłoby kapitulacją w walce.
Holly wyciągnęła palce z łona Elizabeth i przyciągnęła ją do siebie. Jej ciało prosiło o więcej, a jej usta jedynie pojękiwały. Czuła jak temperatura jej ciała jeszcze bardziej wzrasta, aż w końcu jej mięśnie wiotczeją.
Elizabeth położyła się obok Holly wpatrując w sufit.
- Nie zawsze da się naprawić to co było, ale można zbudować coś nowego.
- O czym Ty mówisz? - rzuciła Elizabeth, odczuwając powracające poczucie świadomości.
- O nas.
- Nie ma nas. Nie przyzwyczajaj się do tych czułości.
- To był tylko seks.
- Dokładnie, a ja nigdy nie będę twoja.
Elizabeth wstała i założyła na siebie rzeczy pomijając bieliznę.
- Pójdę już. Do zobaczenia jutro.
Elizabeth czuła, że nadszedł czas by zacząć wszystko od nowa.
Weszła do swojego pokoju i położyła walizkę przy łóżku. Stanęła przy oknie i znieruchomiała.
Ujrzała przepiękną panoramę oświetlonej Warszawy. Nie sądziła, że miasto samo w sobie, może wyrażać tyle emocji.
Otworzyła okno i wsłuchiwała się w miejski gmach.
Z letargu wybudziło ją pukanie do drzwi. Wolnym krokiem podeszła i chwyciła za klamkę.
W drzwiach stała Holly, ubrana w zwiewną, czarną sukienkę. Ramiona okryte miała białym szalem, a sukienka lekko nachodziła na kolana.
Elizabeth przełknęła ślinę i osłupiałym wzrokiem przyglądała się Holly.
- Pozwolisz, że wejdę. Jutro musimy być na obiekcie dopiero około godziny 2, także teraz zabieram Cię do klubu, dla poprawienia nastroju.
- Czyżbyś kiedyś już tu była ?
- Kilka razy, znam parę całkiem ciekawych miejsc.
- Przykładowo ?
- Zobaczysz.
Elizabeth nie miała szans by zaprzeczyć. Poczuła, że to dobry sposób na chwilę zapomnienia.
Wsiadły w taksówkę i Holly rzuciła hasło : vendredi.
Miała to szczęście, że trafiła na młodego kierowcę który w miarę znał angielski.
Elizabeth przyglądała się ludziom i potępiała ich za głupotę. Szli zadowoleni z siebie, wtuleni i szczęśliwi, ale nie wiedzieli, że kiedyś nastąpi kres ich utopijnego marzenia o miłości.
Samochód zatrzymał się w małej uliczce pomiędzy dwoma budynkami, a naprzeciwko stał nieduży lokal z niebieskim neonem przymocowanym do niewielkiego szyldu.
Holly uiściła kwotę należną za przejazd i wysiadły.
- Masz się dobrze bawić, zapomnieć o tym co było.
Elizabeth skinęła głową i weszła do środka. Spoglądała na ludzi, tańczących blisko siebie, ale również na siedzących przy ścianie i sączących drinki.
Podeszła do baru, a obok niej usiadła Holly.
- Whisky. - rzuciła do barmana i zwróciła się do Holly. - na co masz ochotę ?
- Whisky. - odrzekła spoglądając na Elizabeth. - Tego co było już nie ma, przecież wiesz, że to już nie ma znaczenia.
Elizabeth złapała szklankę i duszkiem wypiła trunek. Holly nie chciała zostać w tyle i zrobiła to samo.
Skinieniem ręki poprosiła o dolewkę. Światła neonów błądziły po ich ciałach, znikając i powracając co jakiś czas.
Holly zapłaciła za 2 kolejki i chwyciła Elizabeth za rękę.
- Chodźmy potańczyć.
- To nie jest dobry pomysł.
- Nie proszę Cię o rękę tylko proponuję dobrą zabawę.
Elizabeth dopiła zawartość swojej szklanki i ruszyła za Holly. Czuła, że zaczyna jej szumieć w uszach, a nogi stają się jak z waty. Widziała sylwetkę kobiety kołyszącej się w rytm muzyki. Mijała pary hetero jak i homoseksualne. Wszystko zdawało się być wielkim złudzeniem.
Holly odwróciła się i złapała Elizabeth za biodra. przyciągając ją tym samym do siebie.
Wodziła dłońmi po jej ciele, dopasowując swoje ciało do sylwetki Elizabeth. Były coraz bliżej siebie, ale nie przekraczając granicy, którą sobie wyznaczyły,.
Elizabeth podbiegła do baru i zamówiła whisky z colą. Narzuciła sobie jeszcze szybsze tempo i wróciła do Holly. Szukała jej wzrokiem pośród tłumu. Szła przy ścianie zarzucając spojrzenie głęboko między tańczących ludzi.
Poczuła jak ktoś przypiera ją do ściany i zaczyna namiętnie całować. Alkohol krążył w jej żyłach, adrenalina wzmagała szybszą pracę serca i podsycała ogień pożądania.
Usta kobiety powędrowały na jej szyję, a po chwili były tuż przy prawym uchu.
- Jedźmy do hotelu.
Elizabeth czuła jedynie jak Holly szarpnęła ją za koszulkę i pociągnęła za sobą. Przed klubem stało 5 taksówek, każda reprezentująca inną firmę.
Holly otworzyła swoją torebkę, wyjęła zwinięty banknot i włożyła go do kieszeni bezrękawnika, który miał na sobie taksówkarz.
Podała nazwę hotelu i prosiła o szybkie dostarczenie na miejsce.
Elizabeth położyła głowę na oparciu, a wszystko wokół wirowało.
Nie minęło więcej niż 7 minut, gdy były na miejscu. Holly kolejny raz opłaciła kurs i wysiadły z samochodu.
Wsiadły do windy, Elizabeth wcisnęła przycisk, przy którym widniała siódemka.
Oparła głowę o ścianę i czuła na sobie wzrok Holly. Nie myliła się, kobieta przyglądała jej się przez cały czas.
Drzwi od windy otworzyły się i Holly szybkim krokiem podeszła do drzwi swojego pokoju. Przyłożyła kartę i otworzyła je przed Elizabeth. Kobieta chwiejnym krokiem weszła do środka.
Poczuła, że Holly ją odwraca i energicznym ruchem pcha na łóżko.
Położyła się na Elizabeth i zaczęła całować. Elizabeth nie miała sił by się sprzeciwić, ani ochoty. W jej głowie roiło się od wielu myśli, ale pożądanie przyćmiewało je wszystkie.
Przewróciła Holly na plecy, pokazując swoją dominację. Zsunęła ramiączka sukienki Holly po czym całkowicie się jej pozbyła. Holly leżała przed nią jedynie w bieliźnie, a jej ręce powędrowały w kierunku sprzączki od paska. Następnie rozpięła jej spodnie i zsunęła je z bioder. Elizabeth zrzuciła je na podłogę. Pozwoliła sobie zdjąć koszulkę i położyła się na rozgrzanym ciele Holly. Nie potrzeba było wiele czasu, by leżały przy sobie całkiem nagie. Ich zbliżenie było niczym wojna. Miotały się po łóżku, przyciskając swoje ciała jak najbliżej siebie i ocierając się o każdy skrawek ciała drugiej.
Holly chwyciła rękę Elizabeth i poprowadziła ją między swoje uda. Elizabeth poczuła jej mokre łono i delikatnie w nią weszła. Czuła na sobie przyspieszony oddech kobiety, a im więcej zaangażowania w to wkładała, tym bardziej odczuwalny był ból na plecach, w które Holly wbijała swoje paznokcie.
Holly wiła się jak wąż pośród pościeli, krzycząc i jęcząc.
Jej ręka powędrowała między uda Elizabeth i weszła w nią z impetem. Elizabeth odczuwała rozkosz i euforię. Obydwie miotały się po łóżku .i czuły jak ich ciała powoli wiotczeją, ale odczucie orgazmu byłoby kapitulacją w walce.
Holly wyciągnęła palce z łona Elizabeth i przyciągnęła ją do siebie. Jej ciało prosiło o więcej, a jej usta jedynie pojękiwały. Czuła jak temperatura jej ciała jeszcze bardziej wzrasta, aż w końcu jej mięśnie wiotczeją.
Elizabeth położyła się obok Holly wpatrując w sufit.
- Nie zawsze da się naprawić to co było, ale można zbudować coś nowego.
- O czym Ty mówisz? - rzuciła Elizabeth, odczuwając powracające poczucie świadomości.
- O nas.
- Nie ma nas. Nie przyzwyczajaj się do tych czułości.
- To był tylko seks.
- Dokładnie, a ja nigdy nie będę twoja.
Elizabeth wstała i założyła na siebie rzeczy pomijając bieliznę.
- Pójdę już. Do zobaczenia jutro.
niedziela, 18 listopada 2012
Kolejny dzień staram się zrozumieć, co zdarzyło się.
Elizabeth siedziała kolejny dzień w domu ze szklanką whisky w dłoni. Gorączkowo spoglądała na telefon, a gdy wracała myślami do wspólnie spędzonych chwil, spuszczała głowę i płakała ukradkiem.
- To nic nie znaczy. - próbowała oszukać sama siebie i tłumaczyć zaistniałą sytuację.
Ostatnie kilka dni minęły jej na nic nie robieniu. Nie była w ogóle przygotowana do wyjazdu.
Chwyciła leżącego na stole pilota i włączyła ostatnio nagraną płytę.Wstała z kanapy i ruszyła w stronę szafy. Wyjęła walizkę i wyrzuciła rzeczy z szafy.
Miała 3 godziny do wylotu.
Holly miała zjawić się niedługo, a Elizabeth była w kompletnej rozsypce.
Układała rzeczy w torbie, nie siląc się na składanie ich.
Usłyszała dzwonek do drzwi i w głębi duszy miała nadzieje, że stanie w nich Kate.
Otworzyła drzwi i cała jej wizja napotkania dziewczyny na swej drodze, zniknęła.
- Nie wyglądasz najlepiej.
- Zawsze byłaś nietaktowna.
- A Ty ciągle mi to powtarzałaś. Mogę ?
- Oczywiście. - odpowiedziała Elizabeth i skinieniem głowy zaprosiła Holly do środka.
Holly stanęła po środku pokoju i spojrzała wymownie na kobietę.
- Powiedz mi, że to żart, a w kuchni stoi spakowana walizka.
- Wolisz usłyszeć prawdę czy piękne kłamstwo ?
- Zdajesz sobie sprawę.. - nie zdążyła dokończyć, bo Elizabeth głośno krzyknęła :
- Wiem !
Holly zrozumiała co mogło się wydarzyć. Nie widziała jej takiej od momentu, gdy się rozstały.
- Chodzi o Kate ?
- Zaraz się spakuje.
- Czyli tak.
- Skoro wiesz to po co pytasz ?!
- Mogę się jedynie domyślać, nie wiem wszystkiego.
- Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Ułoży się z czasem, jesteś jeszcze młoda, całe życie przed tobą.
- Może kupie Ci puzzle składające się z tysiąca, maluteńkich kawałków i zobaczymy ile czasu zajmie Ci ułożenie ich ?!
- Jeśli masz ochotę nie ma sprawy, ale pomożesz mi je ułożyć, bo z kimś zawsze jest łatwiej.
Elizabeth stanęła przy szafie i kontynuowała czynność, którą przerwała jej Holly wraz z dzwonkiem.
Czuła na sobie wzrok kobiety i zastanawiała się co mogłaby jej powiedzieć. Nie miała szczęścia w miłości, a poruszanie tematu ze swoją byłą partnerką, nie było najlepszym pomysłem.
Starała się pozbyć maski ze swojej twarzy, chciała by ktoś poznał jej wnętrze i pokochał ją za nie. Nie wymagała wiele, a dawała od siebie jak najwięcej. Poświęcała się drugiej osobie, zupełnie zapominając o sobie. Wiedziała, że teraz znów musi ją założyć.
Holly siedziała przez godzinę wpatrując się w zdjęcia wiszące na ścianie. Wiedziała, że Elizabeth ma w sobie siłę mimo, że sparzyła się wiele razy.
Elizabeth zamknęła walizkę i zwróciła się do Holly.
- Jestem gotowa. Czas na zmiany.
- To nic nie znaczy. - próbowała oszukać sama siebie i tłumaczyć zaistniałą sytuację.
Ostatnie kilka dni minęły jej na nic nie robieniu. Nie była w ogóle przygotowana do wyjazdu.
Chwyciła leżącego na stole pilota i włączyła ostatnio nagraną płytę.Wstała z kanapy i ruszyła w stronę szafy. Wyjęła walizkę i wyrzuciła rzeczy z szafy.
Miała 3 godziny do wylotu.
Holly miała zjawić się niedługo, a Elizabeth była w kompletnej rozsypce.
Układała rzeczy w torbie, nie siląc się na składanie ich.
Usłyszała dzwonek do drzwi i w głębi duszy miała nadzieje, że stanie w nich Kate.
Otworzyła drzwi i cała jej wizja napotkania dziewczyny na swej drodze, zniknęła.
- Nie wyglądasz najlepiej.
- Zawsze byłaś nietaktowna.
- A Ty ciągle mi to powtarzałaś. Mogę ?
- Oczywiście. - odpowiedziała Elizabeth i skinieniem głowy zaprosiła Holly do środka.
Holly stanęła po środku pokoju i spojrzała wymownie na kobietę.
- Powiedz mi, że to żart, a w kuchni stoi spakowana walizka.
- Wolisz usłyszeć prawdę czy piękne kłamstwo ?
- Zdajesz sobie sprawę.. - nie zdążyła dokończyć, bo Elizabeth głośno krzyknęła :
- Wiem !
Holly zrozumiała co mogło się wydarzyć. Nie widziała jej takiej od momentu, gdy się rozstały.
- Chodzi o Kate ?
- Zaraz się spakuje.
- Czyli tak.
- Skoro wiesz to po co pytasz ?!
- Mogę się jedynie domyślać, nie wiem wszystkiego.
- Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Ułoży się z czasem, jesteś jeszcze młoda, całe życie przed tobą.
- Może kupie Ci puzzle składające się z tysiąca, maluteńkich kawałków i zobaczymy ile czasu zajmie Ci ułożenie ich ?!
- Jeśli masz ochotę nie ma sprawy, ale pomożesz mi je ułożyć, bo z kimś zawsze jest łatwiej.
Elizabeth stanęła przy szafie i kontynuowała czynność, którą przerwała jej Holly wraz z dzwonkiem.
Czuła na sobie wzrok kobiety i zastanawiała się co mogłaby jej powiedzieć. Nie miała szczęścia w miłości, a poruszanie tematu ze swoją byłą partnerką, nie było najlepszym pomysłem.
Starała się pozbyć maski ze swojej twarzy, chciała by ktoś poznał jej wnętrze i pokochał ją za nie. Nie wymagała wiele, a dawała od siebie jak najwięcej. Poświęcała się drugiej osobie, zupełnie zapominając o sobie. Wiedziała, że teraz znów musi ją założyć.
Holly siedziała przez godzinę wpatrując się w zdjęcia wiszące na ścianie. Wiedziała, że Elizabeth ma w sobie siłę mimo, że sparzyła się wiele razy.
Elizabeth zamknęła walizkę i zwróciła się do Holly.
- Jestem gotowa. Czas na zmiany.
czwartek, 8 listopada 2012
You stuck on my body like a tatoo.
- Elizabeth ! Spóźnimy się.
- Mamy jeszcze dużo czasu, spokojnie.
Kate stała przy drzwiach, ubrana od 15 minut.
- Możemy już iść ?
- Możemy, ale po co się denerwujesz, kochanie.
- Nie lubię się spóźniać, a zwłaszcza, że idziemy na piechotę.
- Tak ?
- Elizabeth, proszę Cie...
- Żartuje, kochanie. Przecież wiem. - uśmiechnęła się i chwyciła Kate za rękę, tym samym wyprowadzając ją z domu.
Był chłodny wieczór, latarnie rozświetlały ciemne uliczki, a mijające ich samochody nadawały rytm w samym sercu miasta.
- Przepraszam.
- Słusznie, tylko powiedz mi za co ?
- Nie lubię się spóźniać i zawsze się denerwuję.
- Rozumiem, nie musisz przepraszać.
- Elizabeth, wierzysz w prawdziwą miłość ?
- Taką na całe życie ?
- Tak.
- Dość trudne pytanie. Wychodzę z założenia, że jeśli pokochamy kogoś to zawsze płomień miłości do niego będzie w nas. Jeśli spotkamy właściwą osobę to któregoś dnia płomień może się przerodzić w ognisko domowe. Co do związku to różnie bywa, przecież wiesz. Niepewność wytrąca nas z równowagi, a niewierność jak zaraza, zalewa świat jak powodzie. Czasami zbyt wielka jest pokusa, a teraz mało kto jest czegokolwiek pewien w życiu.
Kate spojrzała na Elizabeth wymownie, nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Chciała wypowiedzieć swoje zdanie, ale w tym czasie na szyję rzuciła jej się Julia. Rękę miała obwiązana trzema balonami, a w lewym ręku trzymała torebkę z prezentem.
- Wiem, nawaliłam, że jutro mnie nie będzie, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz, a to taka mała rekompensata.
- Co to ?
- E, e, otworzysz w domu !
Kate wyrwała się z uścisku i przedstawiła przyjaciółce Elizabeth.
- Bardzo mi miło. Usiądę na murku i poczekam, a wy zajmijcie się sobą na spokojnie. - rzekła kobieta.
Spoglądała w stronę ukochanej i zachwycała się widokiem dwóch nierozłącznych osób. Wiedziała, że miłość nie jest w stanie pokonać wszystkich przeszkód, ale miała świadomość, że przyjaźń stawia czoła największemu złu i wychodzi z tej walki zwycięsko.
Schowała twarz za zasłoną rąk, gdy nagle poczuła jak ktoś lekko klepie ją po ramieniu.
Podniosła głowę i zauważyła nieco starszą od siebie kobietę. Miała czarne, długie i lekko kręcone włosy. Jej pełne usta wspaniale komponowały się z dużymi, niebieskimi oczami.
- Wie Pani może jak dojść do Brogan's Pubu ?
- Jasne, mogę Panią zaprowadzić, bo akurat mam chwilę.
Elizabeth wstała i ruszyła w stronę skrzyżowania. Skręciła w lewo i słuchała opowieści kobiety o podróży i ... tęsknoty za swoim mężem. Elizabeth wyobraziła sobie swoją przyszłość. Prawdziwy dom pełen miłości, wspólnego zaufania i bezpieczeństwa.
- Musi Pani iść cały czas prosto, aż do następnych świateł. Tam będzie ten pub, ja niestety muszę wracać.
Nieznajoma kobieta skinęła głową i podziękowała. Elizabeth odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem maszerowała w stronę Kate. Przyspieszyła kroku, by jak najszybciej ujrzeć ukochaną. Skręciła przy skrzyżowaniu i uśmiechem na twarzy podeszła do Kate.
- Co to miało być do cholery ?! - krzyknęła uderzając ją pięścią w klatkę piersiową.
- O co Ci chodzi ?
- O co mi chodzi ? O to, że poleciałaś za tą dziewczyną ze spuszczonym jęzorem. Zapomniałaś, że tu jestem ?!
- Uspokój się ! O niczym nie zapomniałam. Nie wiedziała gdzie ma iść, a umówiła się z mężem pod pubem.
- Biedna, a Ty oczywiście musiałaś bawić się w bohatera.
- Przestaniesz zachowywać się jak dziecko ?
- Jesteś taka sama jak poprzedni Mistrzowie ! Wystarczy, że pojawi się ktoś i już do niego lecisz.
Elizabeth była w szoku. Nie mogła wykrztusić z siebie ani słowa. Te dwa zdania sparaliżowały ją całą.
Łzy napłynęły jej do oczu, a ręce drżały.
- To ja już pójdę. Chyba musicie zostać same. Odezwę się jak wrócę.
- Dziękuję.
Kate przemyślała trzy razy co powiedziała. Podeszła do Elizabeth i chciała ją przytulić.
Kobieta odepchnęła ją.
- Są pewne granice, których przekraczać nie wolno.
- Wiem, przepraszam.
- Nie zrobiłam nic, żebyś mi nie ufała.
- Wiem, przepraszam, nie przemyślałam tego co powiedziałam.
Elizabeth spojrzała na Kate oczami pełnymi łez.
- Wrócę do domu, odechciało mi się kina.
- Jak uważasz. - rzuciła Kate, odwróciła się i ruszyła w stronę domu.
- Mamy jeszcze dużo czasu, spokojnie.
Kate stała przy drzwiach, ubrana od 15 minut.
- Możemy już iść ?
- Możemy, ale po co się denerwujesz, kochanie.
- Nie lubię się spóźniać, a zwłaszcza, że idziemy na piechotę.
- Tak ?
- Elizabeth, proszę Cie...
- Żartuje, kochanie. Przecież wiem. - uśmiechnęła się i chwyciła Kate za rękę, tym samym wyprowadzając ją z domu.
Był chłodny wieczór, latarnie rozświetlały ciemne uliczki, a mijające ich samochody nadawały rytm w samym sercu miasta.
- Przepraszam.
- Słusznie, tylko powiedz mi za co ?
- Nie lubię się spóźniać i zawsze się denerwuję.
- Rozumiem, nie musisz przepraszać.
- Elizabeth, wierzysz w prawdziwą miłość ?
- Taką na całe życie ?
- Tak.
- Dość trudne pytanie. Wychodzę z założenia, że jeśli pokochamy kogoś to zawsze płomień miłości do niego będzie w nas. Jeśli spotkamy właściwą osobę to któregoś dnia płomień może się przerodzić w ognisko domowe. Co do związku to różnie bywa, przecież wiesz. Niepewność wytrąca nas z równowagi, a niewierność jak zaraza, zalewa świat jak powodzie. Czasami zbyt wielka jest pokusa, a teraz mało kto jest czegokolwiek pewien w życiu.
Kate spojrzała na Elizabeth wymownie, nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Chciała wypowiedzieć swoje zdanie, ale w tym czasie na szyję rzuciła jej się Julia. Rękę miała obwiązana trzema balonami, a w lewym ręku trzymała torebkę z prezentem.
- Wiem, nawaliłam, że jutro mnie nie będzie, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz, a to taka mała rekompensata.
- Co to ?
- E, e, otworzysz w domu !
Kate wyrwała się z uścisku i przedstawiła przyjaciółce Elizabeth.
- Bardzo mi miło. Usiądę na murku i poczekam, a wy zajmijcie się sobą na spokojnie. - rzekła kobieta.
Spoglądała w stronę ukochanej i zachwycała się widokiem dwóch nierozłącznych osób. Wiedziała, że miłość nie jest w stanie pokonać wszystkich przeszkód, ale miała świadomość, że przyjaźń stawia czoła największemu złu i wychodzi z tej walki zwycięsko.
Schowała twarz za zasłoną rąk, gdy nagle poczuła jak ktoś lekko klepie ją po ramieniu.
Podniosła głowę i zauważyła nieco starszą od siebie kobietę. Miała czarne, długie i lekko kręcone włosy. Jej pełne usta wspaniale komponowały się z dużymi, niebieskimi oczami.
- Wie Pani może jak dojść do Brogan's Pubu ?
- Jasne, mogę Panią zaprowadzić, bo akurat mam chwilę.
Elizabeth wstała i ruszyła w stronę skrzyżowania. Skręciła w lewo i słuchała opowieści kobiety o podróży i ... tęsknoty za swoim mężem. Elizabeth wyobraziła sobie swoją przyszłość. Prawdziwy dom pełen miłości, wspólnego zaufania i bezpieczeństwa.
- Musi Pani iść cały czas prosto, aż do następnych świateł. Tam będzie ten pub, ja niestety muszę wracać.
Nieznajoma kobieta skinęła głową i podziękowała. Elizabeth odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem maszerowała w stronę Kate. Przyspieszyła kroku, by jak najszybciej ujrzeć ukochaną. Skręciła przy skrzyżowaniu i uśmiechem na twarzy podeszła do Kate.
- Co to miało być do cholery ?! - krzyknęła uderzając ją pięścią w klatkę piersiową.
- O co Ci chodzi ?
- O co mi chodzi ? O to, że poleciałaś za tą dziewczyną ze spuszczonym jęzorem. Zapomniałaś, że tu jestem ?!
- Uspokój się ! O niczym nie zapomniałam. Nie wiedziała gdzie ma iść, a umówiła się z mężem pod pubem.
- Biedna, a Ty oczywiście musiałaś bawić się w bohatera.
- Przestaniesz zachowywać się jak dziecko ?
- Jesteś taka sama jak poprzedni Mistrzowie ! Wystarczy, że pojawi się ktoś i już do niego lecisz.
Elizabeth była w szoku. Nie mogła wykrztusić z siebie ani słowa. Te dwa zdania sparaliżowały ją całą.
Łzy napłynęły jej do oczu, a ręce drżały.
- To ja już pójdę. Chyba musicie zostać same. Odezwę się jak wrócę.
- Dziękuję.
Kate przemyślała trzy razy co powiedziała. Podeszła do Elizabeth i chciała ją przytulić.
Kobieta odepchnęła ją.
- Są pewne granice, których przekraczać nie wolno.
- Wiem, przepraszam.
- Nie zrobiłam nic, żebyś mi nie ufała.
- Wiem, przepraszam, nie przemyślałam tego co powiedziałam.
Elizabeth spojrzała na Kate oczami pełnymi łez.
- Wrócę do domu, odechciało mi się kina.
- Jak uważasz. - rzuciła Kate, odwróciła się i ruszyła w stronę domu.
wtorek, 6 listopada 2012
There we are again..
Kate obudziła się tuż przed budzikiem. Spoglądała na Elizabeth i gładziła jej twarz.
- Dzień dobry.
Elizabeth rozciągnęła się i energicznym ruchem przyciągnęła dziewczynę do siebie.
Objęła ją jakby chciała uchronić ją przed całym światem.
- Dobrze, że zostałam.
- Przygotuje Ci śniadanie.
- A mogę zostać w łóżku ?
- Możesz zjeść w łóżku, ale musisz iść do redakcji, pamiętaj.
Elizabeth wtuliła się w poduszkę i czekała aż ukochana wróci.
Minęło pół roku od momentu, gdy spotkały się pierwszy raz.
- Może wyskoczymy gdzieś wieczorem ? - krzyknęła.
Kate weszła do pokoju z tacą na której stał sok pomarańczowy i tosty.
- Nie musisz krzyczeć, bardzo chętnie. Smacznego.
- Dziękuję. - wykrztusiła Elizabeth gryząc tosta.- A może dasz się zaprosić jutro do mnie na kolację ?
- Z jakiej okazji ?
- Twoich imienin.
- Myślałam, że zapomnisz. Julia chce się ze mną dzisiaj zobaczyć.
- Jakaś okazja ?
- Wyjeżdża jutro rano i powiedziała, że coś dla mnie ma. Możemy podejść razem, a potem pójdziemy do kina, co Ty na to ?
- Dobrze.
Elizabeth zrzuciła okruszki, pocałowała Kate i pobiegła wziąć prysznic.
Miała pół godziny by się ubrać i dotrzeć do redakcji.
- O której będziesz ?
- Postaram się o 17 być już u Ciebie.
- Zarezerwować bilety ?
- Tak, na co tylko chcesz. - rzuciła Elizabeth wybiegając z łazienki.
- A jeśli Ci się nie spodoba ?
- To będę Ci to wypominać do końca życia.
Elizabeth pożegnała Kate namiętnym pocałunkiem i zbiegła do samochodu. W prawdzie droga do redakcji nie trwała dłużej niż 15 minut pieszo to Elizabeth wolała ułatwiać sobie życie.
Wjechała windą na 7 piętro i serdecznie witała każdego kto ją mijał.
Weszła do swojego gabinetu i ku jej zaskoczeniu na biurku siedziała Holly z założonymi na siebie nogami.
- Co Ty tu robisz ?
- Dzień dobry. Właśnie przeglądałam zlecenia. Jak się czujesz ?
- Zdecydowanie lepiej. Nie mogłaś zrobić tego siedząc na fotelu ?
- Będziemy musiały wyjechać na 5 dni.
- Proszę ?
- Takie zlecenie.
- Gdzie ?
- Polska.
- Żartujesz ?
- Nie, Warszawa.
- A co to za wydarzenie ?
- Turniej sportowy.
- Zawsze chciałam napisać sprawozdanie z czegoś takiego !
- Wiem, dlatego poszukałam, trochę podzwoniłam i redakcja wyraziła zgodę.
- Jesteś niesamowita.
- Kiedy to będzie ?
- W przyszłym tygodniu.
- A dokładniej ?
- Bilety mamy na poniedziałek.
- Świetnie, w takim razie ja lecę teraz do domu, mamy jeszcze jakieś zlecenia do tego czasu ?
- Na szczęście nie.
- W takim razie uciekam i opowiem wszystko Kate.
Elizabeth włożyła na siebie jesionkę i wybiegła z redakcji. Wróciła do domu i zaczęła przygotowywać rzeczy do wyjazdu. Zawsze lubiła podróżować, kolekcjonować wspomnienia.
Usiadła na kanapie, chwyciła telefon i zadzwoniła do ucznia.
- Słucham ? - rzekła dziewczyna po drugiej stronie słuchawki.
- Kate, jesteś w domu ?
- Niedługo będę.
- Dobrze, mogę przyjechać wcześniej ?
- Tak, ale pamiętasz, że mamy dwie godziny do spotkania z Julią ?
- Oczywiście.
- W takim razie do zobaczenia u mnie.
Elizabeth nie mogła usiedzieć w miejscu. Krzątała się po domu, niczym cień.
Nie mogła uwierzyć, że trafia jej się taka szansa. Wpatrywała się w zegarek i po krótkim czasie złapała kluczyki od samochodu. Wybiegła i pojechała do mieszkania Kate.
Zaparkowała przed blokiem i zauważyła, że dziewczyna zmierza do wejścia.
Energicznym ruchem otworzyła drzwi i wysiadła.
- Kate !
Dziewczyna odwróciła się i z malowniczym uśmiechem na twarzy, pomaszerowała w stronę ukochanej.
Elizabeth podbiegła do niej i chwyciła w ramiona.
- Nie spodziewałam się, że tak się za mną stęsknisz.
- Potrafię zaskakiwać. Nie uwierzysz co się dzisiaj stało.
- Chodźmy na górę i wszystko mi opowiesz.
Elizabeth miała w sobie tyle dziecięcej radości. Podskakiwała i podśpiewywała piosenki, których tekstu zapewne nawet nie znała, tylko wymyślała kolejne słowa.
Kate otworzyła drzwi od mieszkania i padła na kanapę. Nie widziała wcześniej by cokolwiek sprawiło ukochanej taką radość.
- Dowiem się w końcu co się stało ?
Elizabeth wskoczyła na kanapę i pocałowała Kate.
- W poniedziałek lecę do Polski.
- W jakim celu ? - Zapytała Kate niezbyt zadowolona z tej wiadomości.
- Będę pisać sprawozdanie z turnieju sportowego.
- To świetnie. - rzekła nieco bardziej entuzjastycznie.
- Wytrzymasz beze mnie 5 dni ?
- A mam inne wyjście ?
Elizabeth chwyciła Kate za bluzę i przyciągnęła do siebie.
- Nie masz. - wyszeptała, po czym zamknęła jej usta pocałunkiem.
- Dzień dobry.
Elizabeth rozciągnęła się i energicznym ruchem przyciągnęła dziewczynę do siebie.
Objęła ją jakby chciała uchronić ją przed całym światem.
- Dobrze, że zostałam.
- Przygotuje Ci śniadanie.
- A mogę zostać w łóżku ?
- Możesz zjeść w łóżku, ale musisz iść do redakcji, pamiętaj.
Elizabeth wtuliła się w poduszkę i czekała aż ukochana wróci.
Minęło pół roku od momentu, gdy spotkały się pierwszy raz.
- Może wyskoczymy gdzieś wieczorem ? - krzyknęła.
Kate weszła do pokoju z tacą na której stał sok pomarańczowy i tosty.
- Nie musisz krzyczeć, bardzo chętnie. Smacznego.
- Dziękuję. - wykrztusiła Elizabeth gryząc tosta.- A może dasz się zaprosić jutro do mnie na kolację ?
- Z jakiej okazji ?
- Twoich imienin.
- Myślałam, że zapomnisz. Julia chce się ze mną dzisiaj zobaczyć.
- Jakaś okazja ?
- Wyjeżdża jutro rano i powiedziała, że coś dla mnie ma. Możemy podejść razem, a potem pójdziemy do kina, co Ty na to ?
- Dobrze.
Elizabeth zrzuciła okruszki, pocałowała Kate i pobiegła wziąć prysznic.
Miała pół godziny by się ubrać i dotrzeć do redakcji.
- O której będziesz ?
- Postaram się o 17 być już u Ciebie.
- Zarezerwować bilety ?
- Tak, na co tylko chcesz. - rzuciła Elizabeth wybiegając z łazienki.
- A jeśli Ci się nie spodoba ?
- To będę Ci to wypominać do końca życia.
Elizabeth pożegnała Kate namiętnym pocałunkiem i zbiegła do samochodu. W prawdzie droga do redakcji nie trwała dłużej niż 15 minut pieszo to Elizabeth wolała ułatwiać sobie życie.
Wjechała windą na 7 piętro i serdecznie witała każdego kto ją mijał.
Weszła do swojego gabinetu i ku jej zaskoczeniu na biurku siedziała Holly z założonymi na siebie nogami.
- Co Ty tu robisz ?
- Dzień dobry. Właśnie przeglądałam zlecenia. Jak się czujesz ?
- Zdecydowanie lepiej. Nie mogłaś zrobić tego siedząc na fotelu ?
- Będziemy musiały wyjechać na 5 dni.
- Proszę ?
- Takie zlecenie.
- Gdzie ?
- Polska.
- Żartujesz ?
- Nie, Warszawa.
- A co to za wydarzenie ?
- Turniej sportowy.
- Zawsze chciałam napisać sprawozdanie z czegoś takiego !
- Wiem, dlatego poszukałam, trochę podzwoniłam i redakcja wyraziła zgodę.
- Jesteś niesamowita.
- Kiedy to będzie ?
- W przyszłym tygodniu.
- A dokładniej ?
- Bilety mamy na poniedziałek.
- Świetnie, w takim razie ja lecę teraz do domu, mamy jeszcze jakieś zlecenia do tego czasu ?
- Na szczęście nie.
- W takim razie uciekam i opowiem wszystko Kate.
Elizabeth włożyła na siebie jesionkę i wybiegła z redakcji. Wróciła do domu i zaczęła przygotowywać rzeczy do wyjazdu. Zawsze lubiła podróżować, kolekcjonować wspomnienia.
Usiadła na kanapie, chwyciła telefon i zadzwoniła do ucznia.
- Słucham ? - rzekła dziewczyna po drugiej stronie słuchawki.
- Kate, jesteś w domu ?
- Niedługo będę.
- Dobrze, mogę przyjechać wcześniej ?
- Tak, ale pamiętasz, że mamy dwie godziny do spotkania z Julią ?
- Oczywiście.
- W takim razie do zobaczenia u mnie.
Elizabeth nie mogła usiedzieć w miejscu. Krzątała się po domu, niczym cień.
Nie mogła uwierzyć, że trafia jej się taka szansa. Wpatrywała się w zegarek i po krótkim czasie złapała kluczyki od samochodu. Wybiegła i pojechała do mieszkania Kate.
Zaparkowała przed blokiem i zauważyła, że dziewczyna zmierza do wejścia.
Energicznym ruchem otworzyła drzwi i wysiadła.
- Kate !
Dziewczyna odwróciła się i z malowniczym uśmiechem na twarzy, pomaszerowała w stronę ukochanej.
Elizabeth podbiegła do niej i chwyciła w ramiona.
- Nie spodziewałam się, że tak się za mną stęsknisz.
- Potrafię zaskakiwać. Nie uwierzysz co się dzisiaj stało.
- Chodźmy na górę i wszystko mi opowiesz.
Elizabeth miała w sobie tyle dziecięcej radości. Podskakiwała i podśpiewywała piosenki, których tekstu zapewne nawet nie znała, tylko wymyślała kolejne słowa.
Kate otworzyła drzwi od mieszkania i padła na kanapę. Nie widziała wcześniej by cokolwiek sprawiło ukochanej taką radość.
- Dowiem się w końcu co się stało ?
Elizabeth wskoczyła na kanapę i pocałowała Kate.
- W poniedziałek lecę do Polski.
- W jakim celu ? - Zapytała Kate niezbyt zadowolona z tej wiadomości.
- Będę pisać sprawozdanie z turnieju sportowego.
- To świetnie. - rzekła nieco bardziej entuzjastycznie.
- Wytrzymasz beze mnie 5 dni ?
- A mam inne wyjście ?
Elizabeth chwyciła Kate za bluzę i przyciągnęła do siebie.
- Nie masz. - wyszeptała, po czym zamknęła jej usta pocałunkiem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)