- Elizabeth ! Spóźnimy się.
- Mamy jeszcze dużo czasu, spokojnie.
Kate stała przy drzwiach, ubrana od 15 minut.
- Możemy już iść ?
- Możemy, ale po co się denerwujesz, kochanie.
- Nie lubię się spóźniać, a zwłaszcza, że idziemy na piechotę.
- Tak ?
- Elizabeth, proszę Cie...
- Żartuje, kochanie. Przecież wiem. - uśmiechnęła się i chwyciła Kate za rękę, tym samym wyprowadzając ją z domu.
Był chłodny wieczór, latarnie rozświetlały ciemne uliczki, a mijające ich samochody nadawały rytm w samym sercu miasta.
- Przepraszam.
- Słusznie, tylko powiedz mi za co ?
- Nie lubię się spóźniać i zawsze się denerwuję.
- Rozumiem, nie musisz przepraszać.
- Elizabeth, wierzysz w prawdziwą miłość ?
- Taką na całe życie ?
- Tak.
- Dość trudne pytanie. Wychodzę z założenia, że jeśli pokochamy kogoś to zawsze płomień miłości do niego będzie w nas. Jeśli spotkamy właściwą osobę to któregoś dnia płomień może się przerodzić w ognisko domowe. Co do związku to różnie bywa, przecież wiesz. Niepewność wytrąca nas z równowagi, a niewierność jak zaraza, zalewa świat jak powodzie. Czasami zbyt wielka jest pokusa, a teraz mało kto jest czegokolwiek pewien w życiu.
Kate spojrzała na Elizabeth wymownie, nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Chciała wypowiedzieć swoje zdanie, ale w tym czasie na szyję rzuciła jej się Julia. Rękę miała obwiązana trzema balonami, a w lewym ręku trzymała torebkę z prezentem.
- Wiem, nawaliłam, że jutro mnie nie będzie, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz, a to taka mała rekompensata.
- Co to ?
- E, e, otworzysz w domu !
Kate wyrwała się z uścisku i przedstawiła przyjaciółce Elizabeth.
- Bardzo mi miło. Usiądę na murku i poczekam, a wy zajmijcie się sobą na spokojnie. - rzekła kobieta.
Spoglądała w stronę ukochanej i zachwycała się widokiem dwóch nierozłącznych osób. Wiedziała, że miłość nie jest w stanie pokonać wszystkich przeszkód, ale miała świadomość, że przyjaźń stawia czoła największemu złu i wychodzi z tej walki zwycięsko.
Schowała twarz za zasłoną rąk, gdy nagle poczuła jak ktoś lekko klepie ją po ramieniu.
Podniosła głowę i zauważyła nieco starszą od siebie kobietę. Miała czarne, długie i lekko kręcone włosy. Jej pełne usta wspaniale komponowały się z dużymi, niebieskimi oczami.
- Wie Pani może jak dojść do Brogan's Pubu ?
- Jasne, mogę Panią zaprowadzić, bo akurat mam chwilę.
Elizabeth wstała i ruszyła w stronę skrzyżowania. Skręciła w lewo i słuchała opowieści kobiety o podróży i ... tęsknoty za swoim mężem. Elizabeth wyobraziła sobie swoją przyszłość. Prawdziwy dom pełen miłości, wspólnego zaufania i bezpieczeństwa.
- Musi Pani iść cały czas prosto, aż do następnych świateł. Tam będzie ten pub, ja niestety muszę wracać.
Nieznajoma kobieta skinęła głową i podziękowała. Elizabeth odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem maszerowała w stronę Kate. Przyspieszyła kroku, by jak najszybciej ujrzeć ukochaną. Skręciła przy skrzyżowaniu i uśmiechem na twarzy podeszła do Kate.
- Co to miało być do cholery ?! - krzyknęła uderzając ją pięścią w klatkę piersiową.
- O co Ci chodzi ?
- O co mi chodzi ? O to, że poleciałaś za tą dziewczyną ze spuszczonym jęzorem. Zapomniałaś, że tu jestem ?!
- Uspokój się ! O niczym nie zapomniałam. Nie wiedziała gdzie ma iść, a umówiła się z mężem pod pubem.
- Biedna, a Ty oczywiście musiałaś bawić się w bohatera.
- Przestaniesz zachowywać się jak dziecko ?
- Jesteś taka sama jak poprzedni Mistrzowie ! Wystarczy, że pojawi się ktoś i już do niego lecisz.
Elizabeth była w szoku. Nie mogła wykrztusić z siebie ani słowa. Te dwa zdania sparaliżowały ją całą.
Łzy napłynęły jej do oczu, a ręce drżały.
- To ja już pójdę. Chyba musicie zostać same. Odezwę się jak wrócę.
- Dziękuję.
Kate przemyślała trzy razy co powiedziała. Podeszła do Elizabeth i chciała ją przytulić.
Kobieta odepchnęła ją.
- Są pewne granice, których przekraczać nie wolno.
- Wiem, przepraszam.
- Nie zrobiłam nic, żebyś mi nie ufała.
- Wiem, przepraszam, nie przemyślałam tego co powiedziałam.
Elizabeth spojrzała na Kate oczami pełnymi łez.
- Wrócę do domu, odechciało mi się kina.
- Jak uważasz. - rzuciła Kate, odwróciła się i ruszyła w stronę domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz