Zdecydowała się przewrócić na brzuch i spojrzeć w stronę drzew. Powoli otwierała oczy, nie ufając do końca dziennemu światłu.
Przeciągnęła się uciekając na chwilę w świat błogiego uniesienia.
Spojrzała na zegarek, była 8.43.
Przysunęła się w stronę Kate i objęła ją. Nie potrafiła już zasnąć, oparła się na łokciu i obserwowała jak Kate uśmiecha się przez sen.
Myślała o wszystkim i o niczym.
O momencie ich poznania.
O pierwszym spotkaniu.
O pierwszym wykreowanym śnie.
O pierwszej poważnej rozmowie i o pierwszym pocałunku.
Kate odwróciła się w jej stronę i mocno w nią wtuliła. Elizabeth gładziła ją po włosach i delikatnie musnęła wargami jej czoła.
Dziewczyna otworzyła oczy i uśmiechnęła się do kobiety.
Jej perełki lśniły za każdym razem gdy tylko na jej twarzy pojawiał się uśmiech.
- Dzień dobry, Dziobaczku.
- Dzień dobry, Mistrzu.
- Musimy się powoli zbierać.
Kate słysząc to wtuliła się jeszcze bardziej w Elizabeth.
- Zostańmy tu, na zawsze.
- Mam dziś wieczorem spotkanie, mówiłam Ci.
- To je odwołaj, proszę.
- Wrócimy tu kiedyś, obiecuje.
- No dobrze, a która jest godzina ?
Elizabeth wyciągnęła rękę i spojrzała na zegarek.
- 9.06
- To wstajemy, jeśli zaraz wyruszymy to może zdążysz jeszcze zajść do domu.
- Mam taką nadzieję.
- A o której ta kolacja ?
- 19.
Kate niechętnie wstała. Podeszła do rzeki i obmyła twarz.
- Możemy iść.
- Zjemy śniadanie, weźmiemy prysznic i ruszymy.
- Razem ?
- Co razem ?
- Prysznic.
- Nie.
- Dlaczego ?
- Bo potrzebuję chwili wyciszenia.
Wracając do pensjonatu Elizabeth podśpiewywała sobie pod nosem różne piosenki.
Zmieniała tonację i mimikę twarzy, by tylko rozbawić Kate.
Pierwszy raz widziała, że Elizabeth jest pełna radości i energii.
- Idź zjeść, ja się pójdę umyć, a potem na odwrót.
- Dobrze.
Elizabeth pobiegła schodami ku górze i weszła do pokoju. Włączyła muzykę jak najgłośniej się dało.
Mimo, że Gerry informował ją o skargach, nie zwracała na to uwagi.
Zależało jej na czasie, więc zdjęła ubrania w pokoju, chwyciła ręcznik i weszła do łazienki.
Wskoczyła pod prysznic i poczuła jak lekki strumień wody otula jej ciało.
Oparła głowę o ścianę i czuła jak krople spływają jej po karku, gładząc piersi.
Po chwili poczuła na swojej skórze czyjś dotyk. Odwróciła się i nie zdążyła nic powiedzieć, bo Kate przyparła ją do ściany i zaczęła całować.
Bała się swoich słabości, a wiedziała, że ta dziewczyna jest jej największą słabością.
Kate zaczęła całować delikatnie Elizabeth po szyi i czuła jak jej mokre włosy przylegają do klatki piersiowej kobiety.
Serce zaczęło mocniej bić i przejęło kontrolę nad rozumem.
Jej ręce wędrowały coraz niżej i błądziły po ciele Kate dosyć długo, aż w końcu odnalazły to czego szukały.
Elizabeth zaczęła pieścić jej łono, a dziewczyna cicho pojękiwała.
Kate złapała ją za włosy i lekko za nie ciągnęła.
- Kocham Cię, Elizabeth.
Kobieta znieruchomiała i zaprzestała.
- Słucham ?
- Kocham Cię. Nie powiesz mi, że nic do mnie nie czujesz, bo obie wiemy, że jest inaczej.
- Zależy mi na Tobie, ale nie chcę Cie skrzywdzić. Powinnyśmy już wyjść, zaraz musimy ruszać.
- I będziesz tak uciekać od tego ?
- Czego konkretnie ?
- Od rozmowy.
- Porozmawiamy o tym, ale nie teraz.
- Będę o Ciebie walczyć.
- Ale nie musisz.
- Jeśli będę musiała. Chcę z Tobą być i nie wstydzę się tego. Będę codziennie przypominać Ci jaki masz piękny uśmiech, który Bóg sam malował na twojej twarzy. Będę Ci przypominać o tym ile dla mnie znaczysz i jak ważna dla mnie jesteś. Jesteś jedynym co mam.
Elizabeth pocałowała Kate i złapała za rękę.
- Jesteś kochana, ale naprawdę musimy jechać. Ubierz się , a ja poproszę o coś do jedzenia na podróż.
Kate wyszła z łazienki i zaczęła się powoli szykować.
Ubrała się, spakowała wszystkie rzeczy jakie miały przy sobie i czekała na Elizabeth.
Usłyszała stukanie na schodach i po chwili ujrzała swojego Mistrza.
- Gotowa ? To jedziemy.
Kate wstała, rozejrzała się po pokoju, jakby zostawiała tu najwspanialsze wspomnienia.
Zeszła po schodach na dół, gdzie stał Gerry. Przytulał właśnie Elizabeth i coś szeptał jej do ucha.
Uśmiechnęła się do niego i podziękowała za gościnę.
Elizabeth pobiegła po samochód i podjechała pod pensjonat.
Dziewczyna wrzuciła wszystkie rzeczy i pomachała mężczyźnie na pożegnanie.
Wsiadła i pocałowała Elizabeth w policzek.
- Dziękuję.
- Za co ?
- Za wspomnienia. Nieważne co się stanie, one zawsze zostaną.
Elizabeth zaczęła pieścić jej łono, a dziewczyna cicho pojękiwała.
Kate złapała ją za włosy i lekko za nie ciągnęła.
- Kocham Cię, Elizabeth.
Kobieta znieruchomiała i zaprzestała.
- Słucham ?
- Kocham Cię. Nie powiesz mi, że nic do mnie nie czujesz, bo obie wiemy, że jest inaczej.
- Zależy mi na Tobie, ale nie chcę Cie skrzywdzić. Powinnyśmy już wyjść, zaraz musimy ruszać.
- I będziesz tak uciekać od tego ?
- Czego konkretnie ?
- Od rozmowy.
- Porozmawiamy o tym, ale nie teraz.
- Będę o Ciebie walczyć.
- Ale nie musisz.
- Jeśli będę musiała. Chcę z Tobą być i nie wstydzę się tego. Będę codziennie przypominać Ci jaki masz piękny uśmiech, który Bóg sam malował na twojej twarzy. Będę Ci przypominać o tym ile dla mnie znaczysz i jak ważna dla mnie jesteś. Jesteś jedynym co mam.
Elizabeth pocałowała Kate i złapała za rękę.
- Jesteś kochana, ale naprawdę musimy jechać. Ubierz się , a ja poproszę o coś do jedzenia na podróż.
Kate wyszła z łazienki i zaczęła się powoli szykować.
Ubrała się, spakowała wszystkie rzeczy jakie miały przy sobie i czekała na Elizabeth.
Usłyszała stukanie na schodach i po chwili ujrzała swojego Mistrza.
- Gotowa ? To jedziemy.
Kate wstała, rozejrzała się po pokoju, jakby zostawiała tu najwspanialsze wspomnienia.
Zeszła po schodach na dół, gdzie stał Gerry. Przytulał właśnie Elizabeth i coś szeptał jej do ucha.
Uśmiechnęła się do niego i podziękowała za gościnę.
Elizabeth pobiegła po samochód i podjechała pod pensjonat.
Dziewczyna wrzuciła wszystkie rzeczy i pomachała mężczyźnie na pożegnanie.
Wsiadła i pocałowała Elizabeth w policzek.
- Dziękuję.
- Za co ?
- Za wspomnienia. Nieważne co się stanie, one zawsze zostaną.