wtorek, 31 lipca 2012

You make my life complete.

Elizabeth poczuła jak jej twarz gładzą promienie słońca, otworzyła oczy i oślepiła ją jasna poświata nieba.
Zdecydowała się przewrócić na brzuch i spojrzeć w stronę drzew. Powoli otwierała oczy, nie ufając do końca dziennemu światłu.
Przeciągnęła się uciekając na chwilę w świat błogiego uniesienia.
Spojrzała na zegarek, była 8.43.
Przysunęła się w stronę Kate i objęła ją. Nie potrafiła już zasnąć, oparła się na łokciu i obserwowała jak Kate uśmiecha się przez sen.
Myślała o wszystkim i o niczym.
O momencie ich poznania.
O pierwszym spotkaniu.
O pierwszym wykreowanym śnie.
O pierwszej poważnej rozmowie i o pierwszym pocałunku.
Kate odwróciła się w jej stronę i mocno w nią wtuliła. Elizabeth gładziła ją po włosach i delikatnie musnęła wargami jej czoła.
Dziewczyna otworzyła oczy i uśmiechnęła się do kobiety.
Jej perełki lśniły za każdym razem gdy tylko na jej twarzy pojawiał się uśmiech.

- Dzień dobry, Dziobaczku.
- Dzień dobry, Mistrzu.
- Musimy się powoli zbierać.

Kate słysząc to wtuliła się jeszcze bardziej w Elizabeth.

- Zostańmy tu, na zawsze.
- Mam dziś wieczorem spotkanie, mówiłam Ci.
- To je odwołaj, proszę.
- Wrócimy tu kiedyś, obiecuje.
- No dobrze, a która jest godzina ?

Elizabeth wyciągnęła rękę i spojrzała na zegarek.

- 9.06
- To wstajemy, jeśli zaraz wyruszymy to może zdążysz jeszcze zajść do domu.
- Mam taką nadzieję.
- A o której ta kolacja ?
- 19.

Kate niechętnie wstała. Podeszła do rzeki i obmyła twarz.

- Możemy iść.
- Zjemy śniadanie, weźmiemy prysznic i ruszymy.
- Razem ?
- Co razem ?
- Prysznic.
- Nie.
- Dlaczego ?
- Bo potrzebuję chwili wyciszenia.

Wracając do pensjonatu Elizabeth podśpiewywała sobie pod nosem różne piosenki.
Zmieniała tonację i mimikę twarzy, by tylko rozbawić Kate.
Pierwszy raz widziała, że Elizabeth jest pełna radości i energii.

- Idź zjeść, ja się pójdę umyć, a potem na odwrót.
- Dobrze.

Elizabeth pobiegła schodami ku górze i weszła do pokoju. Włączyła muzykę jak najgłośniej się dało.
Mimo, że Gerry informował ją o skargach, nie zwracała na to uwagi.
Zależało jej na czasie, więc zdjęła ubrania w pokoju, chwyciła ręcznik i weszła do łazienki.
Wskoczyła pod prysznic i poczuła jak lekki strumień wody otula jej ciało.
Oparła głowę o ścianę i czuła jak krople spływają jej po karku, gładząc piersi.
Po chwili poczuła na swojej skórze czyjś dotyk. Odwróciła się i nie zdążyła nic powiedzieć, bo Kate przyparła ją do ściany i zaczęła całować.
Bała się swoich słabości, a wiedziała, że ta dziewczyna jest jej największą słabością.
Kate zaczęła całować delikatnie Elizabeth po szyi i czuła jak jej mokre włosy przylegają do klatki piersiowej kobiety.
Serce zaczęło mocniej bić i przejęło kontrolę nad rozumem.
Jej ręce wędrowały coraz niżej i błądziły po ciele Kate dosyć długo, aż w końcu odnalazły to czego szukały.
Elizabeth zaczęła pieścić jej łono, a dziewczyna cicho pojękiwała.
Kate złapała ją za włosy i lekko za nie ciągnęła.

- Kocham Cię, Elizabeth.

Kobieta znieruchomiała i zaprzestała.

- Słucham ?
- Kocham Cię. Nie powiesz mi, że nic do mnie nie czujesz, bo obie wiemy, że jest inaczej.
- Zależy mi na Tobie, ale nie chcę Cie skrzywdzić. Powinnyśmy już wyjść, zaraz musimy ruszać.
- I będziesz tak uciekać od tego ?
- Czego konkretnie ?
- Od rozmowy.
- Porozmawiamy o tym, ale nie teraz.
- Będę o Ciebie walczyć.
- Ale nie musisz.
- Jeśli będę musiała. Chcę z Tobą być i nie wstydzę się tego. Będę codziennie przypominać Ci jaki masz piękny uśmiech, który Bóg sam malował na twojej twarzy. Będę Ci przypominać o tym ile dla mnie znaczysz i jak ważna dla mnie jesteś. Jesteś jedynym co mam.

Elizabeth pocałowała Kate i złapała za rękę.

- Jesteś kochana, ale naprawdę musimy jechać. Ubierz się , a ja poproszę o coś do jedzenia na podróż.

Kate wyszła z łazienki i zaczęła się powoli szykować.
Ubrała się, spakowała wszystkie rzeczy jakie miały przy sobie i czekała na Elizabeth.
Usłyszała stukanie na schodach i po chwili ujrzała swojego Mistrza.

- Gotowa ? To jedziemy.

Kate wstała, rozejrzała się po pokoju, jakby zostawiała tu najwspanialsze wspomnienia.
Zeszła po schodach na dół, gdzie stał Gerry. Przytulał właśnie Elizabeth i coś szeptał jej do ucha.
Uśmiechnęła się do niego i podziękowała za gościnę.
Elizabeth pobiegła po samochód i podjechała pod pensjonat.
Dziewczyna wrzuciła wszystkie rzeczy i pomachała mężczyźnie na pożegnanie.
Wsiadła i pocałowała Elizabeth w policzek.

- Dziękuję.
- Za co ?
- Za wspomnienia. Nieważne co się stanie, one zawsze zostaną.

niedziela, 29 lipca 2012

Will you stay with me, will you be my love ?

Kate spojrzała na jezioro i zaciągnęła się górskim powietrzem.
Jej błękitne oczy przyćmiewały piękno rozgwieżdżonego nieba.

- Zatańczymy ?
- Gdzie ?
- W wodzie.
- Ale nie ma muzyki.
- Jest, w twoim sercu, a także w otaczającej Cię przyrodzie.
- Nic nie słyszę.
- Musisz się wsłuchać, a ona Cię poprowadzi.

Elizabeth wyciągnęła rękę w kierunku Kate.
Każdy z nas ma chwilę zwątpienia we własne umiejętności, teraz właśnie ta chwila towarzyszyła dziewczynie.
Podała dłoń Mistrzowi i ruszyła z nim ku nowej przygodzie.
Woda była zimna, a dno kamieniste.
Trzymała kurczowo dłoń Elizabeth, strachem paraliżując własne instynkty.
Potknęła się o kamień i czuła już na sobie zimną wodę, ale Elizabeth złapała ją w swoje objęcia.

- Dobrze, że jesteś.

Kate uśmiechnęła się i zebrała na odwagę.

- Długo o tym wszystkim myślałam i zdałam sobie z czegoś sprawę...
- Mianowicie ?
- Jesteś przy mnie zawsze. Gdy podupadam Ty mnie łapiesz, gdy płaczę Ty ocierasz mi łzy i mogłabym wymieniać tak w nieskończoność, nie mówiąc już o tym jak bardzo Ci ufam. Jak byłam mała bałam się wielu rzeczy, ciemności, pająków, ale mama mówiła mi, że czuwa przy mnie Anioł Stróż. Dość długo wierzyłam, że on przy mnie jest i chroni mnie przed złem, aż do pewnego momentu.
- Jakiego ?
- Do momentu, gdy osobiście go poznałam. Stanął przede mną jak gdyby nigdy nic, mówiąc mi, że miłość jest najwyższym prawem i najważniejszą lekcją. Mój Anioł Stróż nosi  Twoje imię, Elizabeth.

Nie jestem w stanie chociażby przybliżyć jak poczuła się Elizabeth, ogarnęła ją duma i błogość.
Być może przeżyła już połowę swojego życia, a może dopiero 1/3, ale to nie miało znaczenia. Dla tej chwili warto było tyle czekać.

- Chodź ze mną.
- Dokąd ?
- Musimy wejść głębiej.

Nurt był słabszy niż za dnia, ale mimo wszystko ten żywioł wywoływał w Kate swego rodzaju niepokój.
Stawiała niepewne kroki, prosząc w duchu, by jej Anioł był przy niej zawsze.
Elizabeth spojrzała na księżyc, potem na wodę w rzece.
Stanęła przodem do Kate i przyciągnęła ją do siebie. Jedyne co je dzieliło to lekki strumyk wody otaczający ich ciała.

- Chwyć moją rękę, a drugą połóż na moim ramieniu.

Elizabeth niepewnie wędrowała ręką po ciele swojego ucznia. Ostatecznie jej ręka spoczęła na biodrze Kate.

- Wsłuchaj się w melodię jaką tworzy dla nas natura. Szum wody, świst wiatru i szelest liści.

Kate zamknęła oczy i dała się porwać emocjom. Zaczęły tańczyć, nie zwracając uwagi na czas, chłód.
Zasmakowały odrobiny szaleństwa, zwiększając wartość swojej osobowości.
Tylko człowiek nienormalny jest coś wart.
Kate zbliżyła się jeszcze bardziej i położyła głowę na klatce piersiowej Elizabeth.
To co usłyszała, było najpiękniejszą melodią jaką kiedykolwiek zdążyła poznać.
Przez jej ciało przeszedł impuls dźwięków, które usłyszała w ciele kobiety.
Nie musiała więcej słuchać, wystarczało jej, że to poczuła.

- Dziękuję.
- Za co ?
- Wypełniłaś moje życie, do tej pory było puste. Zanim się pojawiłaś nie umiałam oceniać ludzi miarą serca, a wyglądu. Zmieniłaś nie tylko mój światopogląd i zwyczaje, ale całą mnie.
- Muszę wrócić do miasta.
- Coś nie tak ?
- Czemu tak uważasz ?
- Bo nagle chcesz wrócić do miasta.
- Nie, wszystko w porządku. Mam do załatwienia pewną sprawę i spotkanie.
- Z kim ?
- Uważasz, że to pytanie było na miejscu ?
- Chciałabym tylko wiedzieć.
- Nie za gorąco Ci ?
- Nie, dlaczego pytasz ?
- Bo przez swoją ciekawość jesteś coraz bliżej piekła.
- Nawet jeśli to warto było.
- Idę jutro na kolację z Holly.
- Kto to ?
- Czuję się jak na przesłuchaniu. Może chociaż wyjdźmy z wody ?

Zdumiewająco szybko Kate znalazła się na brzegu. Zastanawia mnie czy to przez ciekawość, a może fakt, że to droga na brzeg, a nie głąb rzeki.
Odpowiedź przyszła bardzo szybko.

- Więc kto to ?
- Koleżanka ze szkoły.
- Tylko ?
- Jak na razie.
- Rozumiem...

Kate odwróciła głowę,a w jej oczach można było dostrzec coś, co w dziwności swej nieopisane.
Elizabeth zbliżyła się i pocałowała ją w czoło.

- Żartowałam, to coś w stylu przyjaźni.
- Skoro tak mówisz.
- Uśmiechnij się, to nic nie boli.
- Nie bawi mnie to.
- Posłuchaj, dla mnie liczysz się Ty. Tobie poświęcam całą uwagę. Wrócimy tu kiedyś, ale rano musimy wyjechać.
- Moje rano czy twoje rano ?
-  A jakie to ma znaczenie ?
- To, że Ty wstajesz o 11 i mówisz, że to rano.

Elizabeth zaczęła się śmiać i złapała Kate w objęcia.
Położyła ją na piasku i pocałowała.
Niebo błyszczało jak nigdy przedtem.
Powietrze delikatnie gładziło ich twarze, a szelest liści ukołysał je do snu.

sobota, 21 lipca 2012

Do you think I'm special? Do you think I'm nice?

- Ładna historia.
- Zna dużo takich, zawsze mówi, że Bóg szepce mu je do ucha przed snem.
- To niedorzeczne !
- Wcale nie. To co Tobie wydaje się bez sensu dla innych stanowi jego źródło.

Kate nie chciała ciągnąć dalej tego tematu, uwierał ją jak niewygodny but. Istnienie Boga było dla niej absurdalne, ale wolała pozostawić resztę swoich myśli tylko dla siebie.
Weszły do pokoju i Elizabeth od razu podeszła do barku.

- Chcesz coś mocniejszego ?
- Po co pijesz ?
- Jak na razie po to, żeby rozgrzać organizm.
- Może troszkę.
- A dlaczego pytasz ?
- Gerry mówił, że kiedyś lubiłaś się zabawić.

Elizabeth spojrzała na swojego ucznia i uśmiechnęła się prowokująco.

- Tak, to prawda.
- Po co Ci to było ?
- Antoine de saint-exupéry w Małym Księciu napisał " piję, bo chcę zapomnieć, że się wstydzę ", a wstydził się tego, że pił.
- Ale Ty chyba miałaś jakiś konkretny powód ?
- Było ich wiele, ale to zamknięty rozdział.
- Nie boisz się, że to może wrócić ?
- Trzeba znać umiar.

Elizabeth podała Kate wino i po chwili usiadła na łóżku ze szklanką whisky w dłoni.
Wiedziała, że jeśli napije się chociaż kroplę to jej wyobraźnia zostanie pobudzona do maksimum.
Złapała swego ucznia za rękę i spojrzała z uczuciem jakby miała powiedzieć coś bardzo ważnego.

- Zanim napijemy się za Twoje zdrowie musisz mi coś obiecać.
- Co takiego ?
- Jeśli będę chciała posunąć się za daleko, odepchniesz mnie.
- Dlaczego mam Ci to obiecać ?
- Bo nie chcę Cie skrzywdzić.
- A jeśli ja też będę chciała tego co Ty ?
- Obiecaj mi to, proszę.
- Dobrze, masz moje słowo.
- Dziękuję.

Elizabeth uśmiechnęła się i wzniosła obiecany toast.
Kate zaczęła żałować tego co przed chwilą zrobiła. Wstała z łóżka i dolała sobie wina.
Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co działo się w jej psychice.
Wszystkie wspólnie spędzone chwile z Mistrzem przeleciały jej przed oczami niczym krótkometrażowy film.
Czasami szczęście ukochanej osoby jest ważniejsze od naszego.
Nie rozumiała dlaczego Elizabeth ją o to poprosiła, przecież pragnęły tego obydwie tak samo.
Może to miał być przełom tej złej passy, pozbycie się odwiecznego fatum ciążącego nad Mistrzem i jego podopiecznym.
Ta myśl w jej głowie była jak niepasujący do układanki puzzel.
Mimo to zaufała Mistrzowi.
Spojrzała na nią i mimo, że siedziała przed nią dorosła kobieta to ona nadal widziała w niej dziecko.
Jej oczy były pełne nadziei, a każde słowo przepełnione było dziecięcym optymizmem.
Nie oczekiwała dużo od życia, wierzyła, że jeśli się czegoś pragnie to wszystko da się osiągnąć.

- Ubierz się ciepło, pójdziemy na ławkę.
- Było Ci zimno.
- Nie martw się, założę polar.
- Kobiety jednak bywają bardzo zmienne.

Przy kominku nie było już nikogo, a drzwi do pokoju Gerry'ego były lekko uchylone.
Gdy otworzyły drzwi wejściowe, Kate poczuła na swojej twarzy zimny powiew wiatru.

- Na pewno nie będzie Ci zimno ?
- Nie przejmuj się tym.

Była to zwykła, niczym nie różniąca się od innych, drewniana ławka.
Postawiona była kilkanaście lat temu przez byłego właściciela pensjonatu.
Trzy metry od ławki znajdował się staw o niezbyt wielkiej powierzchni.
Elizabeth usiadła i oparła głowę o górną część ławki.

- Alkohol bywa zdradliwy.
- Dlaczego tak sądzisz ?
- Bo teraz powiem Ci wszystko o co mnie zapytasz.
- Myślisz, że będzie to działało w dwie strony ?
- Tak.
- A jakieś uzasadnienie tej tezy ?
- Jesteśmy podobne, dlatego przy każdej możliwej kłótni to ja będę musiała ustąpić, bo Ty jesteś bardziej uparta ze względu na to, iż jesteś młodsza.
- Skąd to możesz wiedzieć ?
- Po prostu wiem, taka moja rola.
- Może masz rację, ale wolę się kłócić z Tobą  niż całować kogoś innego.
- Wiedziałaś, że istnieje życie wśród roślin ?
- Raczej o tym nie słyszałam, aczkolwiek mówią, że to też istoty żywe.

Elizabeth podniosła głowę i zwróciła wzrok ku niewielkiemu drzewu za jej plecami.

- To jest Leon.
- Skąd wiesz ?
- Powiedział mi.
- Chyba za dużo wypiłaś.
- Twierdzisz, że kłamie ?
- Ty to powiedziałaś.
- Ale Ty pomyślałaś.
- Nie siedzisz w mojej głowie.
- Ja nie, ale Leon mówi, że zapowiadała się kwitnąca znajomość.
- Tak ?
- Ale i tak mi nie uwierzysz.
- Ile ma lat ?

Elizabeth wstała i podeszła do drzewa. Jeśli ktoś wtedy na nie patrzył to z pewnością uznał by, że jest niespełna rozumu. To był niecodzienny widok, 23 letnia kobieta przytulająca się do drzewa.

- 111 lat.
- Powiedział Ci , tak ?
- No tak.
- Zatem, Leon 111 ?
- Owszem.
- Za stary dla mnie.
- Wiek nie gra roli.
- Postaw się w mojej sytuacji, mężczyzna starszy o 90 lat ?
- Jemu to nie przeszkadza.
- Dlaczego nie porozmawia więc ze mną ?
- Bo się wstydzi.
- Mnie ? Przecież chce mnie poznać.
- A co Ty myślałaś, że w ramiona Ci się rzuci ? Kochana, mężczyźni już tacy są.
- Wracaj tu, Głuptasie.

Kate nie rozumiała tego w jaki sposób całkiem z dnia na dzień Elizabeth zdobyła jej serce. Może to przez to niewinne spojrzenie dziecka. Albo przez stanowczy ton dorosłej kobiety.
Nie znalazła konkretnego powodu do miłości, bo taki nie istnieje.
Nie mogła oderwać od niej wzroku. Była wyjątkowa, subtelna i taka bezbronna.

- Kate ...
- Tak ?
- To jest jedyna taka noc, możesz mi powiedzieć o wszystkim co czujesz.
- Nie rozumiem o czym mówisz.
- Widzę jak bijesz się z myślami. Wszystko o czym myślisz możesz powiedzieć na głos.
- Boję się.
- Czego ?
- Że któregoś dnia Cie stracę, że odejdziesz, a Ja nie będę potrafiła Cię zatrzymać.
- Jeśli coś pójdzie nie tak, nie będę potrafiła sobie tego wybaczyć, ale zawsze będę przy Tobie.
- Nie myślałam, że wszystko tak się potoczy, że nie będę mogła przestać o Tobie myśleć, że będziesz pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed pójściem spać.
- Gdy pierwszy raz Cie zobaczyłam, wiedziałam, że jesteś tą osobą, której szukam. Wiedziałam jak wszystko się zacznie i jak się skończy, ale czasami lepiej jest nie wiedzieć. Proszę Cię tylko, żebyś potrafiła mi wybaczyć jeśli przyjdzie na to czas. Ale nie rozmawiajmy o tym. Chcę byś nauczyła się słuchać.
Jeśli będziesz mnie potrzebować, zamkniesz oczy i wsłuchasz się w to co Cię otacza.
- A Ty wtedy gdzie będziesz ?
- Będę między tym dźwiękiem, który lubisz i tym, który słyszysz.

czwartek, 19 lipca 2012

I'll spread my wings and I'll learn how to fly.

Gerry rozpalał ogień w kominku, a wokół niego zgromadziło się wielu gości pensjonatu.
Od zawsze lubił opowiadać baśnie i legendy.
Tym razem była to nietypowa opowieść o miłości.

- Biegł ile sił w nogach, przeskakiwał nad kamieniami i omijał każde drzewo, byle szybciej. Dobiegł nad jezioro i nie miał dokąd uciec. Słyszał wycie wilka i wiedział, że jest już tuż, tuż.
Musiał zaryzykować, wbiegł do jeziora i zanurkował. W wiosce mówili, że jeśli ktoś zanurzy się cały w jeziorze, nie wyjdzie z niego jako człowiek. W tym momencie nie miało to największego znaczenia, myślał tylko o tym by przeżyć. Wynurzył się lekko i zobaczył jak wilk biegnie na drugą stronę jeziora.
Był przezorny, więc odczekał jeszcze chwile, czując jak ubrania stają się coraz luźniejsze.
Zaczął tracić grunt pod nogami i przestraszony wybiegł z wody. Odczuł, że jego wzrost się zmniejszył, a jego wzrok stał się wyraźniejszy. Zbliżył się do jeziora i spojrzał na swe odbicie.
Serce podeszło mu do gardła. Miał ciemny dziób, a gdy chciał unieść rękę to zamiast niej zobaczył ciemnobrunatne skrzydło. Spojrzał na swoje dawne stopy i ujrzał żółte szpony. Starał się zrozumieć co się stało, ale nie bardzo wiedział od czego ma zacząć. Zawsze w dzieciństwie marzył by latać więc tak jakby jego życzenie zostało spełnione. Rozłożył skrzydła i uczył się latać.
" To dość zabawne" pomyślał. Będąc dzieckiem, uczył się chodzić, a teraz jako dorosły człowiek uczy się latać. Wrócił myślami do tego zdania i coś mu nie pasowało, nie był już człowiekiem. Zaryzykował i wzbił się ku niebu. Zachwiało nim i spadł na ziemie. To był jego pierwszy wzlot i upadek. Czuł się jak bezradne dziecko. Wziął głęboki oddech, rozłożył skrzydła i wzbił się w powietrze. Ruchy jego skrzydeł były zsynchronizowane. Przedarł się przez barierę, która go ograniczała. Z każdym dniem bardziej doceniał piękno życia. Podróżował nad górami, podziwiał zachody i wschody słońca. Dotarło do niego, że nigdy nie znał życia mimo swojego wieku. Przypomniał sobie o ważnej rzeczy, rodzinie. Nie wiedzieli przecież co się z nim stało. Postanowił polecieć do wioski i chociaż przez chwilę ich obserwować. Jego matka pogrążona była w rozpaczy, a ojciec płakał po kątach, by nie okazywać słabości przy żonie. Jednak obydwoje mieli nadzieję, że ich syn się odnajdzie. Między ludźmi krążyły różne opowieści, m.in. że rozszarpał go wilk, albo niedźwiedź, zależało od człowieka. Nie mógł dłużej patrzeć na cierpienie swojej matki, rozprostował skrzydła i wzleciał wysoko, chciał dotknąć nieba, poczuć lekkość chmur i poczuć dotyk słońca. Mimo milczenia, jego serce krzyczało i chciało wrócić do rzeczywistości. Mijał dzień za dniem, a on nadal nie wiedział jak to zrobić. Wrócił nad jezioro, gdzie wszystko się zaczęło. Wylądował na kamieniu niedaleko wody. Słońce zachodziło powoli i dzień zamieniał się w noc. Każdy ma odmienne zdanie na ten temat, a on chciał zawsze znaleźć określającą to zjawisko definicję. Czy noc i dzień stanowiło parę odwiecznych przyjaciół czy może niespełnionych kochanków. Trwali razem, ale jednak osobno, jedno następowało po drugim, ale nigdy razem. W miejscu słońca na niebie zaczął pojawiać się księżyc. Wokół Paula zaczął szaleć powiew powietrza, wiatr zaczął tańczyć między jego piórami. Nagle jego skrzydła przemieniły się w ręce, a tułów w ciało człowieka. Był nagi, ale szczęśliwy. Pobiegł do wioski i zbudził rodziców, by wszystko im opowiedzieć. Oświadczył, że z rana wyrusza w podróż, by poznać życie na nowo. Wrócił nad jezioro i dostrzegł piękną kobietę, siedziała w jeziorze do pasa i była całkowicie naga. Zwrócona ku księżycowi szeptała coś pod nosem. Podszedł do niej i kazał jej jak najszybciej wyjść. Wystraszona jego obecnością zakryła się i kazała mu natychmiast odejść. Niewiele myśląc skrył się za drzewami i obserwował ją. Była śliczna, miała ciemne włosy i niebieskie oczy, a jej nos ozdabiały drobne piegi. Gdy księżyc żegnał się z Ziemią i na jego miejscu zaczęło pojawiać się Słońce, wokół nich znów zaczął szaleć wiatr, a ich ciała okryły się piórami. Nie spodziewał się takiego przebiegu zdarzeń. Spojrzał na nią, a ona jakby nic się nie stało rozłożyła skrzydła i odleciała. Przylatywał każdego następnego wieczoru by ją zobaczyć, ale ona zawsze kazała mu odejść. Z dnia na dzień  żył z nadzieją, że kiedyś będzie go potrzebować i powie "zostań", ale tego wieczoru zastał ją łkającą na kamieniu. Wtuliła się w niego, a jej dłoń nieustannie krwawiła. Pilnował jej za dnia i zmieniał opatrunek co noc. Nieszczęście jakie się jej przytrafiło, zbliżyło ich do siebie. Gdy Julia wyzdrowiała, Paulo poszedł do wioski i wytłumaczył się rodzicom. Nikt poza nimi nie mógł wiedzieć co się z nim stało. Kazał przestrzegać ludzi przed źródłem zguby. Wrócił nad ranem i zanim zdążył coś powiedzieć, znów stał się ptakiem. Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem i poleciał za nią. Od tamtej pory stali się nierozłączni. Połączyła ich inność i radość z życia. Być może nie słodkiego jak miód, ale gorzkiego, bez wyboru. Zawsze wracali w miejsce gdzie wszystko się zaczęło i może kiedyś tam też się skończy, ale to życie pisze scenariusz, a my tylko odgrywamy taką rolę jaką nam przydzieli. Idąc nad jezioro o świcie nadal możemy zauważyć jak dwa orły cesarskie rozkładają swe skrzydła i razem odlatują w nieznane.

poniedziałek, 16 lipca 2012

You stole my star.

Zgubiły poczucie czasu. W swoim towarzystwie czuły się bezpiecznie, a przede wszystkim niczego nie brakowało im do szczęścia.
Kate wstała i wyciągnęła rękę ku Elizabeth.

- Chodźmy, pójdziemy nad rzekę i spędzimy tam noc.
- Jesteś pewna ?
- Tak.
- Ale nic dziś nie jadłaś.
- Czuje przesyt emocji i euforię przez to wszystko co się dzieje wokół, natura szaleje, jeśli nie pójdziemy możemy tego żałować.
- Tak sądzisz ?
- Tak, żałujesz czegoś co Ci się przytrafiło ?
- Niczego w życiu nie żałuję, niektórzy są świadomi tego co zamyślają dla nas, by zapewnić nam przyszłość jakiej jesteśmy godni.
- Więc chodźmy.

Kate podniosła Elizabeth i ruszyły w stronę rzeki.
Przez chmury zaczął przebijać się blask księżyca i jak za sprawą magicznej siły obłoki ustąpiły mu miejsca na niebie.
Zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy na niebie i świeciły tak jasno jak szalejący ogień w sercach tej nietypowej pary.
Aczkolwiek nie wiem czy można by to tak nazwać, to dość skomplikowane co je łączyło.
Elizabeth położyła się na piasku, a Kate wtuliła się w jej ramiona.

- Piękne niebo. Wygląda tak jakbyś układała dla mnie gwiazdy, Mistrzu.
- Będę układać dla Ciebie gwiazdy co noc, zmienię bieg rzeki jeśli będzie trzeba i będę kreować twoje sny, a każdy koszmar rozwieję jak wiatr te chmury na niebie.
- Elizabeth...
- Tak ?
- Czy to też nie jest skazane na niepowodzenie ?
- Kiedy wchodziłyśmy na szczyt góry to myślałaś o tym jak wysiadałaś z samochodu ?
- Nie.
- A myślałaś o tym co jest na szczycie ?
- Nie, podziwiałam piękno otaczającej nas natury.
- Mam mówić dalej ?
- Nie, nie musisz. Mam pytanie.
- Zamieniam się w słuch.
- Po co ludzie są ze sobą jeśli się nie kochają ?
- Różnie bywa. Łączy ich np. dziecko, albo strach przed samotnością.
- Tak chyba nie powinno być.
- Tak zdecydowanie nie powinno być.

Elizabeth wzięła głęboki oddech i pocałowała Kate w czoło.
Zwróciła się ku niej, jej oczy błyszczały.
Można było w nich dostrzec wszystko co najpiękniejsze.
Dla Elizabeth był to kolejny cud świata.
Widziała w nich lazurowe morze, tonęła w jej spojrzeniu i czuła ogarniające ją ciepło.

- A jak jest z Tobą ?
- Nie byłabym z kimś, kogo nie kocham.
- Uważam, że to uszczęśliwianie się na siłę, a przecież to serce powinno nas kierować w życiu, a rozum powinien je jedynie asekurować.
- Byłabyś z kimś, kogo nie kochasz ?
- Nie, nie potrafiłabym.
- Miłość jest jak kwiat. Zasadzisz ziarno uczucia, pielęgnujesz je, aż w końcu wyrasta piękny kwiat i możesz podziwiać jego piękno.
- Ale nie da się w tak krótkim czasie kogoś pokochać.
- Przestać kochać ot tak też się nie da. Trzeba poznać drugiego człowieka, nieważne czy będzie to mężczyzna czy kobieta. Ludzie zbyt zachłannie chcą być szczęśliwi, ale to nie o to chodzi. Musimy uporządkować nasze serce, by można było wpuścić kogoś do środka. No chyba, że wchodzi bez pukania i niczym się nie przejmuje.
- Co wtedy ?
- Nic. Pojawia się w naszym życiu znienacka i wywraca je do góry nogami. To nie jest zła zmiana, trzeba mieć wiarę na lepsze jutro.
- Kazałaś mi cieszyć się obecną chwilą.
- Nie kazałam, radziłam.
- To prawie to samo.
- Często jedno słowo robi wielką różnicę.

Kate uniosła głowę i skrzywiła usta w akcie rozkojarzenia.
Elizabeth wybuchnęła śmiechem.

- Co Cię tak rozbawiło ?
- Zrobiłaś cudny dzióbek.
- Wcale nie !
- Ależ oczywiście ! Cudnie wyglądałaś.
- Już się bałam, że zawsze bywasz poważna.
- Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, ale mamy czas. Cały czas drzemie we mnie dziecko.
- Czyli teraz nie dasz mi spokoju ?
- Nie ma nawet takiej opcji, Dziobaku.
- Jesteś niemożliwa !

Elizabeth uniosła wzrok na bezchmurne niebo.

- Spójrz ! Samolot.
- To dość normalne, że samoloty latają.
- Nie rozumiesz. Są pewne ludzkie nawyki i dziwoty.
- A co ma do tego samolot ?
- Możemy udawać, że samoloty na niebie to spadające gwiazdy i mocno wierzyć, że nasze marzenia się spełnią.
- No dobrze, w takim razie.... już.

Elizabeth nie wiedziała czego może sobie życzyć, może tego, by ta historia nie skończyła się tak jak z jej Mistrzem.
Nie, to by było zbyt egoistyczne.
" Chciałabym by była szczęśliwa, niezależnie od tego czy ze mną, czy z kimś innym. "

- Już. - wykrztusiła z siebie i uśmiechnęła.
- Zrobiło się zimno, może jednak wróćmy do pensjonatu ?
- Dobry pomysł.

Od tej pory ich małe szaleństwo stało się rutyną, a życzenie Elizabeth zawsze było to samo.

czwartek, 12 lipca 2012

When everything’s made to be broken I just want you to know who I am .

Gerry przywitał ich z otwartymi ramionami.
Podczas drogi do pensjonatu, Elizabeth dużo o nim opowiadała.
Poznali się w szkole i wiedzieli, że zawsze mogą na siebie liczyć.
Byli zaprzeczeniem tezy, że nie istnieje przyjaźń damsko-męska.

- To mój najlepszy pokój z widokiem na dolinę.
- Mam nadzieję, że są tam dwa łóżka.
- Niestety nie. Jest małżeńskie łoże.
- Elizabeth, nie martw się, poradzimy sobie jakoś. - wtrąciła Kate.

Elizabeth podziękowała przyjacielowi za gościnę i razem ze swym uczniem powędrowały do pokoju.
Gdy weszły do środka zaniemówiły.
W pokoju było wielkie okno z widokiem na dolinę i góry.
Kate wzięła szybki prysznic i położyła się do łóżka.
Elizabeth siedziała na skraju i z zachwytem patrzyła jak księżyc oświetla płynącą, niedaleko rzekę.

- Nie kładziesz się ?
- Już idę, nie musisz na mnie czekać.

Weszła do łazienki, ściągnęła z siebie ubrania i wskoczyła pod prysznic.
Miała wrażenie, że spędza tam wieki.
Zwiększała strumień wody, by poczuć jak krople rozbijają się o jej ciało.
Chciała poczuć moc żywiołu chociaż w taki sposób.
Okryła się ręcznikiem i spojrzała na zegarek.
Minęło 40 minut, Kate na pewno usnęła.
Wyszła z łazienki owinięta jedynie w ręcznik. Światło było zgaszone, a jedynym co oświetlało skrawek pokoju był księżyc wkradający się do pokoju.
Elizabeth opadł ręcznik na ziemię i szła dumnie przed siebie.
Nagle w ciemności dostrzegła szklisty blask. Jej ciało przeszył dreszcz, a sutki stwardniały.
Chwyciła koszulkę i szybko ją na siebie włożyła.

- Masz piękne ciało.
- Myślałam, że śpisz.
- Przebudziłam się, głos mi kazał.
- Jaki głos ?
- W śnie, kazał mi się zbudzić.
- Mogłabyś się odwrócić ?
- Dlaczego ?
- Bo to nieco krępujące.
- Nie masz czego się wstydzić.
- Lepiej się odwróć i połóż spać.

Elizabeth wślizgnęła się w dolną część ubrania i położyła do łóżka.
Czuła się skrępowana, ale nie miała ochoty spać na podłodze.

- Dobranoc, Kate.
- Dobranoc, Mistrzu.

Szelest za oknem rozbudził Elizabeth. Spojrzała na zegarek, 6:48.
Zwróciła wzrok ku Kate. Wyglądała jak mała dziewczynka, taka bezbronna i niewinna.
Elizabeth odgarnęła jej włosy z policzka i lekko musnęła ustami.
Chwyciła ubrania i czym prędzej je odziała.
Ruszyła szlakiem nad rzekę i wsłuchiwała się w otaczającą ją przyrodę.
Straciła rachubę czasu, poczuła się znów pełna energii, nadziei i wiary.
Rozebrała się do naga i weszła do rzeki.
Woda była wyjątkowo ciepła, a Elizabeth czuła jak Matka Natura trzyma ją w ramionach.
Wyszła na brzeg i spojrzała na zegarek, była 10:57.
Ubrała się i powoli wracała do pensjonatu, zatrzymując się to tu, to tam.
Gdy doszła na miejsce zobaczyła, że przed domem siedzi Gerry i pali fajkę.

- Ładny dzień, Elizabeth.
- Każdy dzień jest piękny, trzeba tylko umieć docenić jego piękno.
- Nie wpakuj się znowu w jakieś kłopoty.
- Nie musisz się o mnie martwić.
- Zawsze będę , bo jesteś częścią mnie.
- Gerry, wszystko jest w porządku.
- Skoro tak twierdzisz to tak musi być.
- Zaufaj mi.
- Twoja znajoma Cię szukała, kłóciłyście się ?
- Kate ?
- Bardzo możliwe, dość niekulturalne z twojej strony było nie przedstawienie mi jej.
- A kto Ci powiedział, że jestem kulturalna, powinieneś wiedzieć po tych wszystkich latach.Nie kłóciłyśmy się, czemu pytasz ?
- Bo wybiegła cała zapłakana.
- Gdzie teraz jest ?
- Gdy ją ostatnio widziałem to siedziała na wzgórzu w sadzie.

Elizabeth odwróciła się plecami do właściciela pensjonatu i zaczęła biec w stronę sadu.
Zatrzymała się na chwilę tuż przed ogrodem i dostrzegła zwiniętą w kulkę Kate, leżącą na ziemi.
Zaczęła biec szybciej z nadzieją, że nic jej nie jest.
Kate uniosła głowę i spojrzała w stronę nadbiegającej kobiety.

- Elizabeth ?
- A kogo się spodziewałaś ?
- Jak dobrze, że jesteś.

Elizabeth przykucnęła przy Kate, a ta utonęła w jej objęciach.

- Kate, co się stało ?
- Myślałam, że odeszłaś. Obudziłam się, a Ciebie już nie było. Gdy byłaś przy mnie czułam się bezpiecznie, czułam, że nic mi nie grozi. Śniło mi się, że pocałowałaś mnie w policzek i to znów było tak realistyczne.
- Przecież powiedziałam, że Cie nie zostawię.
- Wiem, ale twój Mistrz też tak mówił.
- Ja nie jestem jak ona.
- Przestraszyłam się, że mogę Cię stracić. Wiem, że to głupie, ale wtedy zrozumiałam jak bardzo Cię potrzebuje. Stałaś się częścią mnie, a być może to ja stałam się odbiciem Ciebie. Wiem, że gdybyś odeszła , umarłaby cząstka mnie.
- Zawsze będę przy Tobie, gdy będziesz mnie potrzebować.

Kate wtuliła się w Elizabeth, było to zdecydowanie najbezpieczniejsze miejsce dla małej, zagubionej dziewczynki.
Kolejne łzy napływały jej do oczu, ale nie wstydziła się tego.
Elizabeth położyła dłoń na policzku Kate i odsunęła od siebie.
Spojrzały na siebie i dostrzegły w sobie coś więcej niż do tej pory.
Elizabeth zbliżyła się do Kate i musnęła jej usta swoimi, a ta przyciągnęła ją do siebie.
Piękno chwili prowadzące do zguby ? Nie liczyło się to co się wydarzy,ale to co trwa.

środa, 11 lipca 2012

Cause she really hurt me, no you really hurt me.

W głowie Kate kłębiło się mnóstwo pytań na które tylko jej Mistrz mógł znać odpowiedź.
Bała się rozmawiać z Elizabeth o uczuciach, krępował ją ten temat, a gdy patrzyła jej głęboko w oczy to czuła jak jej policzki się rumienią.

- Czego uczy nas miłość ?

Elizabeth uśmiechnęła się lekko i spojrzała w stronę gór jakby szukała gdzieś tam odpowiedzi.

- Góry skrywają w sobie wiele tajemnic, uczą pokory i cierpliwości tak samo jak miłość. Uczy nas najważniejszych wartości, którymi powinniśmy się kierować w życiu. Trzeba być cierpliwym by jej doznać i wytrwałym, by przetrwać cierpienie jakie ze sobą niesie.
- Można powiedzieć, że człowiek zasłużony, walczący na wojnie, mający zasługi dla kraju i ludzi, nie potrzebuje miłości, bo czuje się spełniony ?
- Miarą prawdziwego bohaterstwa nigdy nie była siła mięśni, ale miara serca. Każdy człowiek potrzebuje miłości, ale jesteśmy zbyt powierzchowni by od razu ją dostrzec. Czasami nawet nie wiemy o tym, że osoba, która trwa przy nas od wielu lat jest naszą drugą połową. Nie potrzebujemy zacieśniania relacji między ludźmi, skupiamy się na tym co dla nas ważne w danej chwili, na karierze, nauce, ale wszystko to z czasem przemija, sława, bogactwa, a miłość nigdy.
- Czyli mam rozumieć, że pokochać kogoś można tylko raz ?
- Nic takiego nie zostało powiedziane. Można kochać wielu ludzi, nawet w jednym momencie. Nie jest sztuką zadurzyć się w kilku osobach na raz i je w sobie rozkochać. Sztuką jest mądrze i godnie wybrać, bez zawahania, ale także w taki sposób by liczyć się z uczuciami innych. Ale to już odległy temat, skupmy się na  tej prawdziwej. Może ty mi coś o niej opowiesz.
- Tylko ja w tym temacie nie mam nic do powiedzenia, bo jej nie znam. Chciałabym tego kiedyś doznać, by miłość zawładnęła całym moim ciałem, bym czuła ją każdą komórką swojego ciała. Wiem jakie jest ryzyko, ale myślę, że warto. Należy szukać głębiej, bo tam ukryte są diamenty.

Elizabeth spojrzała na Kate i była dumna, że dokonała właściwego wyboru.

- Zbliżał się wieczór, klęczałam na tym kamieniu z moim Mistrzem, nasze głowy się stykały. Patrzyłam jej głęboko w oczy, uczyła mnie jak oczami dostrzec to co widzi serce. Widziałam jak kolor jej oczu zmieniał się wraz z porą dnia. Moje serce zaczęło płonąć, zobaczyłam coś czego ona nie chciała bym ujrzała. Pocałowała swojego Mistrza w policzek i odeszła wraz ze mną. Zostawiła go dla mnie.
- Elizabeth, czy.. - nie zdążyła dokończyć, gdy kobieta zaczęła mówić dalej.
- Ujrzałam w jej oczach blask, który rozpromienił moje życie. Łzy napłynęły mi do oczu,a serce zaczęło bić jak oszalałe. Nie wiedziałam co mam zrobić, co powiedzieć. Byłam zagubiona, czułam, że jestem  z tym sama i wtedy złapałam Laurę za rękę i pierwszy raz powiedziałam " Kocham Cię ".
Nauczyła mnie wielu przydatnych rzeczy, ale nigdy nie potrafiłam zrozumieć dlaczego złamała dane mi słowo i po prostu odeszła. Trudno było mi się z tym wszystkim uporać, ale po dwóch latach poznałam Ciebie i wiedziałam, że taka jest kolej rzeczy i nic nie mogę na to poradzić. Wywróciłaś moje życie do góry nogami.
Wiem jaka jest przyszłość, ale cieszę się tym co jest teraz.
- Opowiesz mi chociaż trochę o tym co się stanie ?
- Ona mnie zraniła, ale Ty zranisz mnie bardziej.
- Nie zrobię tego.
- Nie przejmuj się tym, zawsze będziesz częścią mnie, która będzie wieczna.

Kate uklęknęła na kamieniu.

- Naucz mnie tego.
- Czego ?
- Jak dostrzec to co widzi serce.
-  A co Ci mówi twoje serce ?
- Że chce znać prawdę. Chce poznać Ciebie i twoje uczucia.

Elizabeth uklęknęła naprzeciwko swojego ucznia.
Ujrzała w nich spokój i opanowanie. Wiedziała, że ona jest tą osobą, którą pokocha, ale coś stanie im na drodze.
Chciała poczuć jakie emocje towarzyszyły Kate podczas snu. Chwyciła rękę ucznia i przyciągnęła ją do siebie.
Kate poczuła się słabo, wszystko wokół zaczęło wirować, a ona znów stała przed łóżkiem i patrzyła na leżącą Elizabeth.
Wszystko co teraz odczuwała zamknięte było w jej ciele.
Czuła kołatanie serca i pożądanie.
Ułamek sekundy i czuła ją blisko przy sobie, znów ten sam smak jej ust.
Elizabeth zaczęła pieścić jej ciało, poczuła, że świat zwalnia.
Odchyliła głowę i zamknęła oczy.

- Spójrz na mnie.

Kate otworzyła oczy i spojrzała na Elizabeth. Znów klęczały na kamieniu, a otaczał je piękny, górski pejzaż.
Nie była w stanie wykrztusić z siebie słowa. Wszystko wydawało jej się takie realne.

- Myślę, że sama odpowiesz na swoje pytanie.
- Chwile są zbyt ulotne, musimy się cieszyć każdą, bo szybko przemijają.
- Musimy wracać.
- Nie możemy tu zostać ?
- Chciałabyś ?
- Niekoniecznie tu, ale zatrzymajmy się na parę dni gdzieś w pobliżu.
- Niedaleko jest pensjonat, znam właściciela, na pewno chętnie nas ugości.

Poczuła, że zasadzony kwiat w jej sercu zaczyna powoli rozkwitać.
Nauczyła się dostrzegać piękno chwil i wiedziała, że nie wszystko jest takim jakim się wydaje.

wtorek, 10 lipca 2012

Zamów mnie jak z menu swobodnie.

Kate wpadła do kawiarni z mokrymi jeszcze włosami.

- Nie uprzedzałaś, że przyjedziesz.
- Wiedziałaś o tym.

Elizabeth podniosła rękę i skinęła, że chce złożyć nowe zamówienie.
Do ich stolika podeszła dość atrakcyjna kobieta.
Miała krótkie, rudawe włosy i duże, zielone oczy, kryjące w sobie jakąś tajemnicę.

- Lauro dla mnie jeszcze raz to samo, a dla mojej koleżanki...

Koleżanki ?! Serce zaczęło jej bić mocniej, a łzy napłynęły do oczu.
Nie potrafiła sobie wytłumaczyć dlaczego tak bardzo się tym przejęła.
Może oczekiwała innego słowa.

- Herbatę malinową, poproszę.

Spojrzała na kelnerkę i na swojego Mistrza. W ich spojrzeniach dostrzegła coś magicznego.
Widać było, że Laura ma zdecydowaną przewagę wiekową.

- Elizabeth...
- Tak ?
- Chcesz mi coś powiedzieć ?
- Może kiedyś, ale najpierw opowiesz mi o swoim śnie.
- Skąd... To co się dzieje w mojej głowie jest dla mnie zbyt intymne by o tym mówić.
- Mogłabyś mi o tym nie mówić, ale musisz oczyścić swój umysł.
- Co masz na myśli ?
- Jeśli nie będziesz resetować minionych wydarzeń w twojej głowie to zaczniesz zagłębiać bieg ich zdarzeń.
- A co w tym złego ?
- Utoniesz w oceanie paranoi.

Bywało, że Kate nie rozumiała toku myślenia Elizabeth, ale miała do niej bezgraniczne zaufanie.
Wiele razy zastanawiała się nad tym, jak to możliwe po tak krótkim czasie znajomości.
Wpatrywała się w nią jak w bóstwo.
Nie wiedziała skąd to nagłe zainteresowanie jej osobą.
Być może szukała kurczowo odpowiedzi na pytanie dlaczego była w ciele Mistrza podczas aktu w swoim śnie.

- Elizabeth, możemy porozmawiać ?

Nie zauważyła kiedy Laura podeszła do ich stolika.

- Oczywiście. Kate poczekaj tu na mnie. Dopij herbatę i wyruszamy w drogę.

Nie odezwała się ani słowem. Czuła się jak mała dziewczynka, bezradna, a przede wszystkim urażona.
Co jakiś czas rzucała ukradkowe spojrzenie w stronę dwóch dojrzałych kobiet przy stoliku po drugiej stronie lokalu.

- Lauro, dobrze wiesz jak jest.
- To nie ma żadnego znaczenia.
- Ma, teraz Ja mam swojego ucznia, jej poświęcam swoją uwagę, bo wiem, że to moja następczyni.
- Jesteś pewna ?
- A Ty byłaś ?
- Nie zapominaj się, ani tego czego Cię nauczyłam.
- Jestem pewna, a Ty byłaś wybierając mnie spośród tłumu innych dzieciaków ?
- Tak, wiedziałam, że to Ciebie szukam.
- Szukałaś i znalazłaś, ale nie wiem czy dobrze.
- Dlaczego tak uważasz ?
- Czy będąc Mistrzem, nie powinniśmy przestrzegać naszych podopiecznych o powtarzającym się biegu historii ?
- Masz mi to za złe ?
- Jestem Ci wdzięczna za wszystko.
- Ale i tak mnie nienawidzisz.
- Mocne słowa, ale to nie tak. Nie wiem jak mam postąpić, by nie popełnić tego samego błędu co Ty.
- Nie chciałam Cię zranić, chciałam dla Ciebie jak najlepiej, nie mogłam sobie pozwolić na to, by z Tobą być.
- Jeśli kocha się dwoje ludzi to reszta nie ma znaczenia, Chciałam ułożyć sobie życie na nowo po tym jak odeszłaś, ale gdy już prawie mi się to udawało Ty pojawiałaś się na nowo i wszystko wracało. Jesteś moim fatum, przekleństwem. Nigdy nie zrozumiem dlaczego odeszłaś i złamałaś dane mi słowo.
- Dzisiaj postąpiłabym inaczej, ale to już nie ma żadnego znaczenia. Kiedyś to zrozumiesz.

Elizabeth wstała i pocałowała Laurę w policzek.
Ruszyła w stronę wyjścia i skinieniem głowy dała Kate do zrozumienia, że ma ruszyć za nią.
Laura odprowadziła je wzrokiem, a gdy Elizabeth wsiadając do samochodu, spojrzała w jej stronę, uśmiechnęła się.
Kate ledwo zdążyła wsiąść do samochodu, gdy ten ruszył z piskiem opon.
Dziewczyna nie wytrzymała i wybuchnęła.

- Co to do cholery miało być ?!
- Nie zapominaj się.
- Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia, nie uważasz ?
- Nie oszukujmy się, nic nas nie łączy . Jestem twoim Mistrzem, mam nauczyć Cię tego czego nauczył mnie mój Mistrz, żebyś mogła to przekazać swojemu uczniowi.

Pierwszy raz usłyszała taki zdecydowany i zarazem agresywny głos Elizabeth.
Jechały ponad sześć godzin i żadna nie odezwała się ani słowem.
Samochód nagle stanął na poboczu, a Elizabeth przerwała panującą między nimi ciszę.

- Jesteśmy na miejscu.
- Co teraz ?
- Wysiądź i idziemy.
- Dokąd ?
- Na sam szczyt.

Dookoła widać było jedynie lasy pokrywające niemal każdą górę, a gdy dziewczyna spojrzała w dół ujrzała płynącą w dolinie rzekę.
Szły ku górze, a im były wyżej tym zalesienie zdawało się być nieco mniejsze.
Na samej górze, na środku leżał ogromny, płaski kamień. Przypominał ołtarz, na którym składano ofiary i odprawiano sekretne rytuały.

- Co to za miejsce ?
- Usiądź tu.
- Po co ?
- Jak mama każe Ci iść spać to też pytasz po co ?
- Mama już mnie nie pilnuje, sama wydzielam sobie porę.

Były słowa, które paraliżowały Kate. Jej rozum stwarzał barierę, której pyskata dziewczyna nie była w stanie przekroczyć.
Usiadła na kamieniu i poczuła jak o jej plecy opiera się Elizabeth.

- Nie widzisz mnie, więc nie musisz czuć wstydu. Możesz opowiedzieć mi o wszystkim czego doświadczyłaś tej nocy.
- Nie potrafię z Tobą o tym rozmawiać.
- Możesz porozmawiać ze mną swobodnie.
- Wydaje mi się, że jeszcze nie pora.
- Ufasz mi ?
- Skąd to pytanie ?
- Ufasz mi ?
- Tak.
- Więc zamieniam się w słuch.
- Nie rozumiem dlaczego czułam to co Ty.
- Opowiedz mi o wszystkim.
- Przyszłaś do mnie do domu, a właściwie Ja do Ciebie, to było jak zamiana dusz. Krótko ze sobą rozmawiałyśmy, bo nie o to właściwie chodziło.
- A o co ?
- Mam wrażenie, że dobrze wiesz o wszystkim, tylko dlaczego każesz mi o tym mówić ?
- Chcę byś nauczyła się rozmawiać. O co chodziło ?
- Chodziło o seks, o jedność naszych ciał. wszystko wydawało się tak realne. Czułam Cię przy sobie i wszystko o czym wcześniej mówiłaś stawało się mniej absurdalne. Dzisiaj gdy podeszła do Ciebie ta kelnerka to serce zaczęło bić mi mocniej, starałam się uspokoić i wytłumaczyć je przed rozumem.
- Co byś chciała wiedzieć ?
- Dlaczego w śnie nasze dusze się zamieniły ?
- Pamiętaj, że sny to często tylko wytwór naszej wyobraźni.
- Ale to na pewno nie była tylko wyobraźnia ! Czułam ciepło twojego ciała, czułam Cie w sobie i czułam jak rusza się twoje ciało, gdy ja w nim goszczę.

Elizabeth słuchała jak jej uczeń opowiada o sennych, ale realistycznych doznaniach erotyki we własnej głowie. Puściła wodze fantazji i jej ciało przeszył dreszcz.

- Pamiętasz jak powiedziałam Ci o tym, że mnie pokochasz ?
- Pamiętam.
- Od wieków było tak , że uczeń zakochiwał się w swoim Mistrzu, utożsamiał się z nim. On nie mógł nic zrobić. To jest wpisane w historię świata i z góry skazane na niepowodzenie. Mistrz wybiera swojego ucznia kierując się własnymi uczuciami. Najważniejszą lekcją jakiej doświadczamy jest nauka miłości. Być może niespełnionej i nieszczęśliwej, ale największej.
- Chciałaś, żeby mi się to przyśniło. To ty kierujesz moimi snami, tak ?
- Co czułaś po przebudzeniu ?
- Byłam zawiedziona, że to tylko sen, ale także zmienił się mój tok myślenia.
- Byłaś zazdrosna, gdy podeszła do mnie Laura.
- Byłam... Co się stało z twoim Mistrzem ?
- Odszedł, widujemy się raz na jakiś czas.
- Ty też ode mnie odejdziesz ?
- Ja będę przy Tobie zawsze, choćbym musiała złamać reguły gry...