czwartek, 19 lipca 2012

I'll spread my wings and I'll learn how to fly.

Gerry rozpalał ogień w kominku, a wokół niego zgromadziło się wielu gości pensjonatu.
Od zawsze lubił opowiadać baśnie i legendy.
Tym razem była to nietypowa opowieść o miłości.

- Biegł ile sił w nogach, przeskakiwał nad kamieniami i omijał każde drzewo, byle szybciej. Dobiegł nad jezioro i nie miał dokąd uciec. Słyszał wycie wilka i wiedział, że jest już tuż, tuż.
Musiał zaryzykować, wbiegł do jeziora i zanurkował. W wiosce mówili, że jeśli ktoś zanurzy się cały w jeziorze, nie wyjdzie z niego jako człowiek. W tym momencie nie miało to największego znaczenia, myślał tylko o tym by przeżyć. Wynurzył się lekko i zobaczył jak wilk biegnie na drugą stronę jeziora.
Był przezorny, więc odczekał jeszcze chwile, czując jak ubrania stają się coraz luźniejsze.
Zaczął tracić grunt pod nogami i przestraszony wybiegł z wody. Odczuł, że jego wzrost się zmniejszył, a jego wzrok stał się wyraźniejszy. Zbliżył się do jeziora i spojrzał na swe odbicie.
Serce podeszło mu do gardła. Miał ciemny dziób, a gdy chciał unieść rękę to zamiast niej zobaczył ciemnobrunatne skrzydło. Spojrzał na swoje dawne stopy i ujrzał żółte szpony. Starał się zrozumieć co się stało, ale nie bardzo wiedział od czego ma zacząć. Zawsze w dzieciństwie marzył by latać więc tak jakby jego życzenie zostało spełnione. Rozłożył skrzydła i uczył się latać.
" To dość zabawne" pomyślał. Będąc dzieckiem, uczył się chodzić, a teraz jako dorosły człowiek uczy się latać. Wrócił myślami do tego zdania i coś mu nie pasowało, nie był już człowiekiem. Zaryzykował i wzbił się ku niebu. Zachwiało nim i spadł na ziemie. To był jego pierwszy wzlot i upadek. Czuł się jak bezradne dziecko. Wziął głęboki oddech, rozłożył skrzydła i wzbił się w powietrze. Ruchy jego skrzydeł były zsynchronizowane. Przedarł się przez barierę, która go ograniczała. Z każdym dniem bardziej doceniał piękno życia. Podróżował nad górami, podziwiał zachody i wschody słońca. Dotarło do niego, że nigdy nie znał życia mimo swojego wieku. Przypomniał sobie o ważnej rzeczy, rodzinie. Nie wiedzieli przecież co się z nim stało. Postanowił polecieć do wioski i chociaż przez chwilę ich obserwować. Jego matka pogrążona była w rozpaczy, a ojciec płakał po kątach, by nie okazywać słabości przy żonie. Jednak obydwoje mieli nadzieję, że ich syn się odnajdzie. Między ludźmi krążyły różne opowieści, m.in. że rozszarpał go wilk, albo niedźwiedź, zależało od człowieka. Nie mógł dłużej patrzeć na cierpienie swojej matki, rozprostował skrzydła i wzleciał wysoko, chciał dotknąć nieba, poczuć lekkość chmur i poczuć dotyk słońca. Mimo milczenia, jego serce krzyczało i chciało wrócić do rzeczywistości. Mijał dzień za dniem, a on nadal nie wiedział jak to zrobić. Wrócił nad jezioro, gdzie wszystko się zaczęło. Wylądował na kamieniu niedaleko wody. Słońce zachodziło powoli i dzień zamieniał się w noc. Każdy ma odmienne zdanie na ten temat, a on chciał zawsze znaleźć określającą to zjawisko definicję. Czy noc i dzień stanowiło parę odwiecznych przyjaciół czy może niespełnionych kochanków. Trwali razem, ale jednak osobno, jedno następowało po drugim, ale nigdy razem. W miejscu słońca na niebie zaczął pojawiać się księżyc. Wokół Paula zaczął szaleć powiew powietrza, wiatr zaczął tańczyć między jego piórami. Nagle jego skrzydła przemieniły się w ręce, a tułów w ciało człowieka. Był nagi, ale szczęśliwy. Pobiegł do wioski i zbudził rodziców, by wszystko im opowiedzieć. Oświadczył, że z rana wyrusza w podróż, by poznać życie na nowo. Wrócił nad jezioro i dostrzegł piękną kobietę, siedziała w jeziorze do pasa i była całkowicie naga. Zwrócona ku księżycowi szeptała coś pod nosem. Podszedł do niej i kazał jej jak najszybciej wyjść. Wystraszona jego obecnością zakryła się i kazała mu natychmiast odejść. Niewiele myśląc skrył się za drzewami i obserwował ją. Była śliczna, miała ciemne włosy i niebieskie oczy, a jej nos ozdabiały drobne piegi. Gdy księżyc żegnał się z Ziemią i na jego miejscu zaczęło pojawiać się Słońce, wokół nich znów zaczął szaleć wiatr, a ich ciała okryły się piórami. Nie spodziewał się takiego przebiegu zdarzeń. Spojrzał na nią, a ona jakby nic się nie stało rozłożyła skrzydła i odleciała. Przylatywał każdego następnego wieczoru by ją zobaczyć, ale ona zawsze kazała mu odejść. Z dnia na dzień  żył z nadzieją, że kiedyś będzie go potrzebować i powie "zostań", ale tego wieczoru zastał ją łkającą na kamieniu. Wtuliła się w niego, a jej dłoń nieustannie krwawiła. Pilnował jej za dnia i zmieniał opatrunek co noc. Nieszczęście jakie się jej przytrafiło, zbliżyło ich do siebie. Gdy Julia wyzdrowiała, Paulo poszedł do wioski i wytłumaczył się rodzicom. Nikt poza nimi nie mógł wiedzieć co się z nim stało. Kazał przestrzegać ludzi przed źródłem zguby. Wrócił nad ranem i zanim zdążył coś powiedzieć, znów stał się ptakiem. Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem i poleciał za nią. Od tamtej pory stali się nierozłączni. Połączyła ich inność i radość z życia. Być może nie słodkiego jak miód, ale gorzkiego, bez wyboru. Zawsze wracali w miejsce gdzie wszystko się zaczęło i może kiedyś tam też się skończy, ale to życie pisze scenariusz, a my tylko odgrywamy taką rolę jaką nam przydzieli. Idąc nad jezioro o świcie nadal możemy zauważyć jak dwa orły cesarskie rozkładają swe skrzydła i razem odlatują w nieznane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz