Kate spojrzała na jezioro i zaciągnęła się górskim powietrzem.
Jej błękitne oczy przyćmiewały piękno rozgwieżdżonego nieba.
- Zatańczymy ?
- Gdzie ?
- W wodzie.
- Ale nie ma muzyki.
- Jest, w twoim sercu, a także w otaczającej Cię przyrodzie.
- Nic nie słyszę.
- Musisz się wsłuchać, a ona Cię poprowadzi.
Elizabeth wyciągnęła rękę w kierunku Kate.
Każdy z nas ma chwilę zwątpienia we własne umiejętności, teraz właśnie ta chwila towarzyszyła dziewczynie.
Podała dłoń Mistrzowi i ruszyła z nim ku nowej przygodzie.
Woda była zimna, a dno kamieniste.
Trzymała kurczowo dłoń Elizabeth, strachem paraliżując własne instynkty.
Potknęła się o kamień i czuła już na sobie zimną wodę, ale Elizabeth złapała ją w swoje objęcia.
- Dobrze, że jesteś.
Kate uśmiechnęła się i zebrała na odwagę.
- Długo o tym wszystkim myślałam i zdałam sobie z czegoś sprawę...
- Mianowicie ?
- Jesteś przy mnie zawsze. Gdy podupadam Ty mnie łapiesz, gdy płaczę Ty ocierasz mi łzy i mogłabym wymieniać tak w nieskończoność, nie mówiąc już o tym jak bardzo Ci ufam. Jak byłam mała bałam się wielu rzeczy, ciemności, pająków, ale mama mówiła mi, że czuwa przy mnie Anioł Stróż. Dość długo wierzyłam, że on przy mnie jest i chroni mnie przed złem, aż do pewnego momentu.
- Jakiego ?
- Do momentu, gdy osobiście go poznałam. Stanął przede mną jak gdyby nigdy nic, mówiąc mi, że miłość jest najwyższym prawem i najważniejszą lekcją. Mój Anioł Stróż nosi Twoje imię, Elizabeth.
Nie jestem w stanie chociażby przybliżyć jak poczuła się Elizabeth, ogarnęła ją duma i błogość.
Być może przeżyła już połowę swojego życia, a może dopiero 1/3, ale to nie miało znaczenia. Dla tej chwili warto było tyle czekać.
- Chodź ze mną.
- Dokąd ?
- Musimy wejść głębiej.
Nurt był słabszy niż za dnia, ale mimo wszystko ten żywioł wywoływał w Kate swego rodzaju niepokój.
Stawiała niepewne kroki, prosząc w duchu, by jej Anioł był przy niej zawsze.
Elizabeth spojrzała na księżyc, potem na wodę w rzece.
Stanęła przodem do Kate i przyciągnęła ją do siebie. Jedyne co je dzieliło to lekki strumyk wody otaczający ich ciała.
- Chwyć moją rękę, a drugą połóż na moim ramieniu.
Elizabeth niepewnie wędrowała ręką po ciele swojego ucznia. Ostatecznie jej ręka spoczęła na biodrze Kate.
- Wsłuchaj się w melodię jaką tworzy dla nas natura. Szum wody, świst wiatru i szelest liści.
Kate zamknęła oczy i dała się porwać emocjom. Zaczęły tańczyć, nie zwracając uwagi na czas, chłód.
Zasmakowały odrobiny szaleństwa, zwiększając wartość swojej osobowości.
Tylko człowiek nienormalny jest coś wart.
Kate zbliżyła się jeszcze bardziej i położyła głowę na klatce piersiowej Elizabeth.
To co usłyszała, było najpiękniejszą melodią jaką kiedykolwiek zdążyła poznać.
Przez jej ciało przeszedł impuls dźwięków, które usłyszała w ciele kobiety.
Nie musiała więcej słuchać, wystarczało jej, że to poczuła.
- Dziękuję.
- Za co ?
- Wypełniłaś moje życie, do tej pory było puste. Zanim się pojawiłaś nie umiałam oceniać ludzi miarą serca, a wyglądu. Zmieniłaś nie tylko mój światopogląd i zwyczaje, ale całą mnie.
- Muszę wrócić do miasta.
- Coś nie tak ?
- Czemu tak uważasz ?
- Bo nagle chcesz wrócić do miasta.
- Nie, wszystko w porządku. Mam do załatwienia pewną sprawę i spotkanie.
- Z kim ?
- Uważasz, że to pytanie było na miejscu ?
- Chciałabym tylko wiedzieć.
- Nie za gorąco Ci ?
- Nie, dlaczego pytasz ?
- Bo przez swoją ciekawość jesteś coraz bliżej piekła.
- Nawet jeśli to warto było.
- Idę jutro na kolację z Holly.
- Kto to ?
- Czuję się jak na przesłuchaniu. Może chociaż wyjdźmy z wody ?
Zdumiewająco szybko Kate znalazła się na brzegu. Zastanawia mnie czy to przez ciekawość, a może fakt, że to droga na brzeg, a nie głąb rzeki.
Odpowiedź przyszła bardzo szybko.
- Więc kto to ?
- Koleżanka ze szkoły.
- Tylko ?
- Jak na razie.
- Rozumiem...
Kate odwróciła głowę,a w jej oczach można było dostrzec coś, co w dziwności swej nieopisane.
Elizabeth zbliżyła się i pocałowała ją w czoło.
- Żartowałam, to coś w stylu przyjaźni.
- Skoro tak mówisz.
- Uśmiechnij się, to nic nie boli.
- Nie bawi mnie to.
- Posłuchaj, dla mnie liczysz się Ty. Tobie poświęcam całą uwagę. Wrócimy tu kiedyś, ale rano musimy wyjechać.
- Moje rano czy twoje rano ?
- A jakie to ma znaczenie ?
- To, że Ty wstajesz o 11 i mówisz, że to rano.
Elizabeth zaczęła się śmiać i złapała Kate w objęcia.
Położyła ją na piasku i pocałowała.
Niebo błyszczało jak nigdy przedtem.
Powietrze delikatnie gładziło ich twarze, a szelest liści ukołysał je do snu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz