Elizabeth usiadła na trybunach z zawieszoną na szyi plakietką wstępu. Zmierzyć ze sobą miały się drużyny młodego pokolenia Juventusu Turyn i Celticu Glasgow. Oczywiście kibicowała drużynie biało-zielonych.
Rozległ się pierwszy gwizdek, a kobieta zamiast uważnie śledzić przebieg meczu, spoglądała na Holly stojącą przy balustradach tuż przy murawie.
Zaczął padać deszcz i namoknięta, rozkopana przez natarcie zawodników murawa wydzielała urokliwy i specyficzny zapach. Przypomniało jej to moment, gdy sama grała w piłkę i biegła na trening ( boisko było stosunkowo blisko, więc przebierała się w domu ) z korkami zawieszonymi na szyi. Brała ze sobą jedynie drobny plecak, do którego mama zawsze chowała jej wodę, skarpetki na zmianę i mały ręcznik. Często widywała na trybunach dziadka. Bywał na każdym jej meczu. Pewnego dnia kupił kamerę i nagrywał całe spotkanie. Wiedziała, że był z niej dumny, zresztą wielokrotnie jej to powtarzał. Jego śmierć odbiła swoje piętno na Elizabeth. Nie potrafiła wrócić do gry, była zbyt pogrążona w żałobie. Dużo czasu zajęło jej przyzwyczajenie się do jego nieobecności. Zebrała w sobie wszystkie siły i wyszła na murawę. Tym razem broniła środka pola. Bramkarz przeciwnej drużyny wykopał piłkę na wysokość szóstego piętra. Spanikowała, nie wiedziała co robić, a piłka leciała wprost na nią. Wyskoczyła i odbiła ją głową. Niewiele potem pamiętała. Upadła na murawę i gdy otworzyła oczy, stał nad nią już lekarz. Jedyne co pamiętała z chwili utraty przytomności to to, że był koło niej dziadek. Uśmiechał się i mówił, by realizowała swoje marzenia za wszelką cenę, i że zawsze będzie siedział na trybunach. Za każdym razem czuła jego obecność, ale dwa lata później nawet on nie był w stanie jej pomóc, a jej kariera legła w gruzach.
Wstała z krzesła i skierowała się w stronę speakerki. Zapukała, a w drzwiach stanął młody mężczyzna.
- Mogę w czymś pomóc ?
- Jestem Elizabeth, dziennikarka z redakcji " 15 minutes of fame". Mam do Pana pytanie.
- Słucham ?
- Czy nagranie dzisiejszego dnia rozgrywek będzie dostępne ?
- Będzie jedynie do dyspozycji organizatora.
- A nie mogłabym tak użyczyć nagrania na jeden wieczór ?
- Nie bardzo rozumiem po co, skoro jest tu Pani osobiście.
- Jestem, ale mogłoby mnie tu nie być, w sumie to tak też się czuję.
- Co ma Pani na myśli ?
- W zasadzie to niewiele, bo nie mogę ich zebrać. Naprawdę mi na tym zależy, nikt się nie dowie, daje swoje słowo.
Mężczyzna gładził dłonią swój podbródek. Spoglądał co chwila na Elizabeth i w końcu odrzekł.
- Dobrze, niech Pani przyjedzie po nagranie wieczorem.
- Dziękuję bardzo, nie wie Pan ile to dla mnie znaczy.
- Przywiezie je Pani jutro rano i proszę o dyskrecje.
- Oczywiście.
Uśmiechnęła się i wybiegła z terenu ośrodka sportowego. Złapała taksówkę i nie powiadamiając Holly wróciła do hotelu.
Czuła jak zaczyna kręcić jej się w głowie, a świat przyodziewał szare barwy. Weszła do pokoju, zdjęła buty, czapkę i położyła się na łóżku.
Tak po prostu, nie wiedząc nawet kiedy, zasnęła.
niedziela, 9 grudnia 2012
sobota, 1 grudnia 2012
Chciałam z Tobą spać i budzić się...
Cieszyła się z tego wyjazdu. Dopiła herbatę i odstawiła kubek na stół.
Wyjęła z szafy swoją ulubioną, czarną bluzę i biały podkoszulek. Wsunęła spodnie na bokserki, co często jej się zdarzało. Uwięziła piersi w topie, biustonosze nie były w jej stylu. Założyła podkoszulek i zarzuciła na siebie bluzę.
Podeszła do komody, wyciągnęła notes i swoje szczęśliwe pióro, które podarował jej ojciec przed wyjazdem z kraju. Zawsze wierzył w jej możliwości i wiedział, że osiągnie to czego chce.
Założyła białe adidasy i czapkę z daszkiem na głowę.
Przed drzwiami czekała już Holly, jak zwykle elegancka i nieziemsko seksowna.
- Idziesz tak ?
- Masz coś przeciwko temu ?
- Owszem.
- Nie interesuje mnie to. Będę się ubierać tak jak mi się podoba.
- Nie musisz być niemiła.
- Nie jestem. W przeciwieństwie do Ciebie ja nie zwracam uwagi na innych i nie boję się wygłosić własnego zdania.
Holly weszła do windy i nie odezwała się ani słowem.
Przed hotelem czekała już na nie taksówka, która miała dowieźć je na miejsce.
- Długo będziemy jechać ? - zapytała Elizabeth.
- Kierowca powiedział, że około godziny.
- Świetnie.
- Jeśli chodzi o to, co wydarzyło się wczoraj to przepraszam.
- Nie masz za co, to był tylko seks.
- Tak uważasz ?
- Dokładnie tak, a czego się spodziewałaś?
- Myślałam, że to mogło coś dla Ciebie znaczyć.
- Kiedyś może tak, ale czego Ty ode mnie oczekujesz, że po tym jak mnie potraktowałaś mogę się dopuścić jakichkolwiek uczuć względem twojej osoby ? Kazałaś mi czekać, zrobiłam to, ale twoje słowa nie miały nigdy pokrycia. Wiedziałam, że mnie kochasz, ale Ty po prostu wolałaś utrudnić sobie i mi życie, bo się bałaś tego co powiedzą inni !
- To nie tak.
- Nie ? A jak ?
- Ja musiałam to wszystko sobie poukładać.
- I myślałaś, że będę wiecznie na Ciebie czekać ?
- Szukałam Cię, by wszystko naprawić.
- Posłuchaj tego co mówisz. Byłaś dla mnie całym światem, mogłam zrobić dla Ciebie wszystko, a Tobie się odwidziało z dnia na dzień. Nigdy nie byłaś pewna tego, czego oczekujesz od życia. Nie liczyło się nasze szczęście tylko opinia innych ! I to oni Cię zniszczyli, a Ty skaziłaś nasz związek.
- Elizabeth, zawsze Cię kochałam.
- Nigdy w to nie wątpiłam, ale pozwoliłaś zrównać z ziemią to co zbudowałyśmy i zostawiłaś mnie w tych gruzach.
- Zrozum mnie, jestem skomplikowana.
- Nawet to co mówisz jest paradoksalne. Nie będę budować niczego nowego na niepewności. Skąd mam wiedzieć, że któregoś dnia znów mi nie powiesz, że nie wiesz czy taki związek ma sens ? Pamiętam do dziś tamten dzień i nigdy się tego nie pozbędę. Marzyłam o tym, byś mnie wtedy zatrzymała. Złapała za rękę, spojrzała w oczy i powiedziała, że my dwie stawimy czoło całemu światu, ale Ty tak po prostu dałaś mi odejść.
Holly odwróciła wzrok i otarła łzy. Wiedziała, że jej wątpliwości były niepotrzebne, jedynie utrudniły im życie. Chciała cofnąć czas, lecz nie było takiej możliwości. Gdyby wtedy nie słuchała innych to jej życie dziś wyglądałoby zupełnie inaczej. Byłaby z kobietą, którą kocha. Być może mieszkałyby razem i miały psa. Ich dom przepełniony byłby miłością, a ona byłaby szczęśliwa. Dopiero teraz zrozumiała, że to Elizabeth zapewniała jej bezpieczeństwo i dawała ciepło, którego nikt inny nie potrafił jej dać. Wzięła do serca sobie zdanie innych, bo było ich więcej, lecz nie zawsze liczy się ilość, ale jakość.
- Masz rację, ale nie zrezygnuje z Ciebie.
Taksówkarz zatrzymał auto i oznajmił, że przejazd był z góry opłacony.
- Nie zaczynaj tej gry.
- Nie zamierzam grać, a nawet jeśli to nagroda jest tego warta, bo Cię kocham.
- Czas pokaże. Dla Ciebie wieczność to dla mnie chwila. Odłóżmy to na później, robota czeka.
Wyjęła z szafy swoją ulubioną, czarną bluzę i biały podkoszulek. Wsunęła spodnie na bokserki, co często jej się zdarzało. Uwięziła piersi w topie, biustonosze nie były w jej stylu. Założyła podkoszulek i zarzuciła na siebie bluzę.
Podeszła do komody, wyciągnęła notes i swoje szczęśliwe pióro, które podarował jej ojciec przed wyjazdem z kraju. Zawsze wierzył w jej możliwości i wiedział, że osiągnie to czego chce.
Założyła białe adidasy i czapkę z daszkiem na głowę.
Przed drzwiami czekała już Holly, jak zwykle elegancka i nieziemsko seksowna.
- Idziesz tak ?
- Masz coś przeciwko temu ?
- Owszem.
- Nie interesuje mnie to. Będę się ubierać tak jak mi się podoba.
- Nie musisz być niemiła.
- Nie jestem. W przeciwieństwie do Ciebie ja nie zwracam uwagi na innych i nie boję się wygłosić własnego zdania.
Holly weszła do windy i nie odezwała się ani słowem.
Przed hotelem czekała już na nie taksówka, która miała dowieźć je na miejsce.
- Długo będziemy jechać ? - zapytała Elizabeth.
- Kierowca powiedział, że około godziny.
- Świetnie.
- Jeśli chodzi o to, co wydarzyło się wczoraj to przepraszam.
- Nie masz za co, to był tylko seks.
- Tak uważasz ?
- Dokładnie tak, a czego się spodziewałaś?
- Myślałam, że to mogło coś dla Ciebie znaczyć.
- Kiedyś może tak, ale czego Ty ode mnie oczekujesz, że po tym jak mnie potraktowałaś mogę się dopuścić jakichkolwiek uczuć względem twojej osoby ? Kazałaś mi czekać, zrobiłam to, ale twoje słowa nie miały nigdy pokrycia. Wiedziałam, że mnie kochasz, ale Ty po prostu wolałaś utrudnić sobie i mi życie, bo się bałaś tego co powiedzą inni !
- To nie tak.
- Nie ? A jak ?
- Ja musiałam to wszystko sobie poukładać.
- I myślałaś, że będę wiecznie na Ciebie czekać ?
- Szukałam Cię, by wszystko naprawić.
- Posłuchaj tego co mówisz. Byłaś dla mnie całym światem, mogłam zrobić dla Ciebie wszystko, a Tobie się odwidziało z dnia na dzień. Nigdy nie byłaś pewna tego, czego oczekujesz od życia. Nie liczyło się nasze szczęście tylko opinia innych ! I to oni Cię zniszczyli, a Ty skaziłaś nasz związek.
- Elizabeth, zawsze Cię kochałam.
- Nigdy w to nie wątpiłam, ale pozwoliłaś zrównać z ziemią to co zbudowałyśmy i zostawiłaś mnie w tych gruzach.
- Zrozum mnie, jestem skomplikowana.
- Nawet to co mówisz jest paradoksalne. Nie będę budować niczego nowego na niepewności. Skąd mam wiedzieć, że któregoś dnia znów mi nie powiesz, że nie wiesz czy taki związek ma sens ? Pamiętam do dziś tamten dzień i nigdy się tego nie pozbędę. Marzyłam o tym, byś mnie wtedy zatrzymała. Złapała za rękę, spojrzała w oczy i powiedziała, że my dwie stawimy czoło całemu światu, ale Ty tak po prostu dałaś mi odejść.
Holly odwróciła wzrok i otarła łzy. Wiedziała, że jej wątpliwości były niepotrzebne, jedynie utrudniły im życie. Chciała cofnąć czas, lecz nie było takiej możliwości. Gdyby wtedy nie słuchała innych to jej życie dziś wyglądałoby zupełnie inaczej. Byłaby z kobietą, którą kocha. Być może mieszkałyby razem i miały psa. Ich dom przepełniony byłby miłością, a ona byłaby szczęśliwa. Dopiero teraz zrozumiała, że to Elizabeth zapewniała jej bezpieczeństwo i dawała ciepło, którego nikt inny nie potrafił jej dać. Wzięła do serca sobie zdanie innych, bo było ich więcej, lecz nie zawsze liczy się ilość, ale jakość.
- Masz rację, ale nie zrezygnuje z Ciebie.
Taksówkarz zatrzymał auto i oznajmił, że przejazd był z góry opłacony.
- Nie zaczynaj tej gry.
- Nie zamierzam grać, a nawet jeśli to nagroda jest tego warta, bo Cię kocham.
- Czas pokaże. Dla Ciebie wieczność to dla mnie chwila. Odłóżmy to na później, robota czeka.
piątek, 30 listopada 2012
Śmiem twierdzić, że nałóg jest zły.
Elizabeth wstała z łóżka z wielkim bólem głowy. Nie to jednak było przyczyną jej posępnego nastroju.
- Kac moralny, tak to się nazywa, idiotko. - rzekła sama do siebie, po czym powoli wstała z łóżka.
Bała się spojrzeć w lustro, stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który włożył maskę i zaczął grać. Czuła, że jej życie to jeden wielki spektakl. Miała dwie twarze, ale jedną odrzuciła dla swojego dobra i ukryła na dnie swojego serca, tam gdzie nikt nie znajdzie jej prawdziwego oblicza.
Weszła do łazienki i przemyła twarz. Stanęła osłupiała i patrzyła się na swoje odbicie w lustrze. Nie poznała siebie, stał tam ktoś zupełnie inny niż się spodziewała.
Była blada, a jej oczy stawały się szare. Nie była w stanie ujrzeć tego "światełka", które najczęściej towarzyszy zakochanym lub po prostu rzecz ujmując ludziom tonącym w emocjach. Dała upust swoim potrzebom, oczywiście, które były przyczyną nadmiernego spożycia alkoholu.
Tłumaczyła się sama przed sobą, że to co się wydarzyło być może było potrzebne, lecz na pewno nieodpowiedzialne.
Minęło kilka ładnych lat od momentu rozstania Elizabeth i Holly. Pamięta jak dziś, gdy Holly stanęła przed nią i powiedziała :
Nie jestem pewna tego co robię, co myślę. Zastanawiam się czy to wszystko było dobre, czy złe tak jak twierdzili inni. Jedyne co wiem to, że Cię kocham i zawsze będę. Nie chcę żyć w strachu, że ktoś mnie potępi za to kim jestem. Chcę by inni akceptowali mój wybór i moje decyzje, ale nie mam siły by z nimi walczyć. Nie akceptuje sama siebie i nie jestem pewna czy kobieta powinna być z kobietą. Potrzebuje na to czasu, przepraszam.
Łatwo się domyślić co wydarzyło się dalej. Wszystko jest zapisane w gwiazdach i ma swój sens. Być może ukryty bardzo głęboko i musimy dojrzeć, by go zrozumieć.
- Nie powielaj tego błędu. - powiedziała kobiecie stojącej po drugiej stronie lustra.
Wiedziała, że Holly jest wielką zagadką, a ją znudziła już zabawa w detektywa. Miała porównanie tego co było, a co jest. Wiedziała, że nie może dopuścić serca do głosu. Nie po tym wszystkim co zrobiła. Pamięta jak cierpiała, jak jej miłość z sentymentalnej stała się romantyczną.
Czekała, ale Holly nigdy nie była pewna tego czego chciała, dlatego Elizabeth musiała uciec by zapomnieć i zgasić płomień nadziei.
Wzięła szybki prysznic i podeszła do szafy. Jej mokre stopy odznaczały się na podłodze, a wilgotne włosy przylepiały się do skóry. Chwyciła fioletową koszulkę i włożyła ją na siebie. Właściwie ten T-shirt był liliowy, ale to nie miało większego znaczenia, nie lubiła go, ale było w nim coś, co sprawiało, że ta koszulka była wyjątkowa.
Wsunęła bokserki i usiadła na kanapie. Zaparzyła sobie herbaty i spoglądała na cudowny widok za oknem.
- Samotność jest okrutna, ale da się z nią żyć. " Miłość jest jak narkotyk (...)", owszem, ale kto powiedział, że nałóg jest dobry.
- Kac moralny, tak to się nazywa, idiotko. - rzekła sama do siebie, po czym powoli wstała z łóżka.
Bała się spojrzeć w lustro, stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który włożył maskę i zaczął grać. Czuła, że jej życie to jeden wielki spektakl. Miała dwie twarze, ale jedną odrzuciła dla swojego dobra i ukryła na dnie swojego serca, tam gdzie nikt nie znajdzie jej prawdziwego oblicza.
Weszła do łazienki i przemyła twarz. Stanęła osłupiała i patrzyła się na swoje odbicie w lustrze. Nie poznała siebie, stał tam ktoś zupełnie inny niż się spodziewała.
Była blada, a jej oczy stawały się szare. Nie była w stanie ujrzeć tego "światełka", które najczęściej towarzyszy zakochanym lub po prostu rzecz ujmując ludziom tonącym w emocjach. Dała upust swoim potrzebom, oczywiście, które były przyczyną nadmiernego spożycia alkoholu.
Tłumaczyła się sama przed sobą, że to co się wydarzyło być może było potrzebne, lecz na pewno nieodpowiedzialne.
Minęło kilka ładnych lat od momentu rozstania Elizabeth i Holly. Pamięta jak dziś, gdy Holly stanęła przed nią i powiedziała :
Nie jestem pewna tego co robię, co myślę. Zastanawiam się czy to wszystko było dobre, czy złe tak jak twierdzili inni. Jedyne co wiem to, że Cię kocham i zawsze będę. Nie chcę żyć w strachu, że ktoś mnie potępi za to kim jestem. Chcę by inni akceptowali mój wybór i moje decyzje, ale nie mam siły by z nimi walczyć. Nie akceptuje sama siebie i nie jestem pewna czy kobieta powinna być z kobietą. Potrzebuje na to czasu, przepraszam.
Łatwo się domyślić co wydarzyło się dalej. Wszystko jest zapisane w gwiazdach i ma swój sens. Być może ukryty bardzo głęboko i musimy dojrzeć, by go zrozumieć.
- Nie powielaj tego błędu. - powiedziała kobiecie stojącej po drugiej stronie lustra.
Wiedziała, że Holly jest wielką zagadką, a ją znudziła już zabawa w detektywa. Miała porównanie tego co było, a co jest. Wiedziała, że nie może dopuścić serca do głosu. Nie po tym wszystkim co zrobiła. Pamięta jak cierpiała, jak jej miłość z sentymentalnej stała się romantyczną.
Czekała, ale Holly nigdy nie była pewna tego czego chciała, dlatego Elizabeth musiała uciec by zapomnieć i zgasić płomień nadziei.
Wzięła szybki prysznic i podeszła do szafy. Jej mokre stopy odznaczały się na podłodze, a wilgotne włosy przylepiały się do skóry. Chwyciła fioletową koszulkę i włożyła ją na siebie. Właściwie ten T-shirt był liliowy, ale to nie miało większego znaczenia, nie lubiła go, ale było w nim coś, co sprawiało, że ta koszulka była wyjątkowa.
Wsunęła bokserki i usiadła na kanapie. Zaparzyła sobie herbaty i spoglądała na cudowny widok za oknem.
- Samotność jest okrutna, ale da się z nią żyć. " Miłość jest jak narkotyk (...)", owszem, ale kto powiedział, że nałóg jest dobry.
poniedziałek, 19 listopada 2012
Trying to tell you "no", but my body keeps on telling you "yes"
Lot nie trwał długo, lecz szybowanie pośród chmur bywa wyczerpujące.
Elizabeth czuła, że nadszedł czas by zacząć wszystko od nowa.
Weszła do swojego pokoju i położyła walizkę przy łóżku. Stanęła przy oknie i znieruchomiała.
Ujrzała przepiękną panoramę oświetlonej Warszawy. Nie sądziła, że miasto samo w sobie, może wyrażać tyle emocji.
Otworzyła okno i wsłuchiwała się w miejski gmach.
Z letargu wybudziło ją pukanie do drzwi. Wolnym krokiem podeszła i chwyciła za klamkę.
W drzwiach stała Holly, ubrana w zwiewną, czarną sukienkę. Ramiona okryte miała białym szalem, a sukienka lekko nachodziła na kolana.
Elizabeth przełknęła ślinę i osłupiałym wzrokiem przyglądała się Holly.
- Pozwolisz, że wejdę. Jutro musimy być na obiekcie dopiero około godziny 2, także teraz zabieram Cię do klubu, dla poprawienia nastroju.
- Czyżbyś kiedyś już tu była ?
- Kilka razy, znam parę całkiem ciekawych miejsc.
- Przykładowo ?
- Zobaczysz.
Elizabeth nie miała szans by zaprzeczyć. Poczuła, że to dobry sposób na chwilę zapomnienia.
Wsiadły w taksówkę i Holly rzuciła hasło : vendredi.
Miała to szczęście, że trafiła na młodego kierowcę który w miarę znał angielski.
Elizabeth przyglądała się ludziom i potępiała ich za głupotę. Szli zadowoleni z siebie, wtuleni i szczęśliwi, ale nie wiedzieli, że kiedyś nastąpi kres ich utopijnego marzenia o miłości.
Samochód zatrzymał się w małej uliczce pomiędzy dwoma budynkami, a naprzeciwko stał nieduży lokal z niebieskim neonem przymocowanym do niewielkiego szyldu.
Holly uiściła kwotę należną za przejazd i wysiadły.
- Masz się dobrze bawić, zapomnieć o tym co było.
Elizabeth skinęła głową i weszła do środka. Spoglądała na ludzi, tańczących blisko siebie, ale również na siedzących przy ścianie i sączących drinki.
Podeszła do baru, a obok niej usiadła Holly.
- Whisky. - rzuciła do barmana i zwróciła się do Holly. - na co masz ochotę ?
- Whisky. - odrzekła spoglądając na Elizabeth. - Tego co było już nie ma, przecież wiesz, że to już nie ma znaczenia.
Elizabeth złapała szklankę i duszkiem wypiła trunek. Holly nie chciała zostać w tyle i zrobiła to samo.
Skinieniem ręki poprosiła o dolewkę. Światła neonów błądziły po ich ciałach, znikając i powracając co jakiś czas.
Holly zapłaciła za 2 kolejki i chwyciła Elizabeth za rękę.
- Chodźmy potańczyć.
- To nie jest dobry pomysł.
- Nie proszę Cię o rękę tylko proponuję dobrą zabawę.
Elizabeth dopiła zawartość swojej szklanki i ruszyła za Holly. Czuła, że zaczyna jej szumieć w uszach, a nogi stają się jak z waty. Widziała sylwetkę kobiety kołyszącej się w rytm muzyki. Mijała pary hetero jak i homoseksualne. Wszystko zdawało się być wielkim złudzeniem.
Holly odwróciła się i złapała Elizabeth za biodra. przyciągając ją tym samym do siebie.
Wodziła dłońmi po jej ciele, dopasowując swoje ciało do sylwetki Elizabeth. Były coraz bliżej siebie, ale nie przekraczając granicy, którą sobie wyznaczyły,.
Elizabeth podbiegła do baru i zamówiła whisky z colą. Narzuciła sobie jeszcze szybsze tempo i wróciła do Holly. Szukała jej wzrokiem pośród tłumu. Szła przy ścianie zarzucając spojrzenie głęboko między tańczących ludzi.
Poczuła jak ktoś przypiera ją do ściany i zaczyna namiętnie całować. Alkohol krążył w jej żyłach, adrenalina wzmagała szybszą pracę serca i podsycała ogień pożądania.
Usta kobiety powędrowały na jej szyję, a po chwili były tuż przy prawym uchu.
- Jedźmy do hotelu.
Elizabeth czuła jedynie jak Holly szarpnęła ją za koszulkę i pociągnęła za sobą. Przed klubem stało 5 taksówek, każda reprezentująca inną firmę.
Holly otworzyła swoją torebkę, wyjęła zwinięty banknot i włożyła go do kieszeni bezrękawnika, który miał na sobie taksówkarz.
Podała nazwę hotelu i prosiła o szybkie dostarczenie na miejsce.
Elizabeth położyła głowę na oparciu, a wszystko wokół wirowało.
Nie minęło więcej niż 7 minut, gdy były na miejscu. Holly kolejny raz opłaciła kurs i wysiadły z samochodu.
Wsiadły do windy, Elizabeth wcisnęła przycisk, przy którym widniała siódemka.
Oparła głowę o ścianę i czuła na sobie wzrok Holly. Nie myliła się, kobieta przyglądała jej się przez cały czas.
Drzwi od windy otworzyły się i Holly szybkim krokiem podeszła do drzwi swojego pokoju. Przyłożyła kartę i otworzyła je przed Elizabeth. Kobieta chwiejnym krokiem weszła do środka.
Poczuła, że Holly ją odwraca i energicznym ruchem pcha na łóżko.
Położyła się na Elizabeth i zaczęła całować. Elizabeth nie miała sił by się sprzeciwić, ani ochoty. W jej głowie roiło się od wielu myśli, ale pożądanie przyćmiewało je wszystkie.
Przewróciła Holly na plecy, pokazując swoją dominację. Zsunęła ramiączka sukienki Holly po czym całkowicie się jej pozbyła. Holly leżała przed nią jedynie w bieliźnie, a jej ręce powędrowały w kierunku sprzączki od paska. Następnie rozpięła jej spodnie i zsunęła je z bioder. Elizabeth zrzuciła je na podłogę. Pozwoliła sobie zdjąć koszulkę i położyła się na rozgrzanym ciele Holly. Nie potrzeba było wiele czasu, by leżały przy sobie całkiem nagie. Ich zbliżenie było niczym wojna. Miotały się po łóżku, przyciskając swoje ciała jak najbliżej siebie i ocierając się o każdy skrawek ciała drugiej.
Holly chwyciła rękę Elizabeth i poprowadziła ją między swoje uda. Elizabeth poczuła jej mokre łono i delikatnie w nią weszła. Czuła na sobie przyspieszony oddech kobiety, a im więcej zaangażowania w to wkładała, tym bardziej odczuwalny był ból na plecach, w które Holly wbijała swoje paznokcie.
Holly wiła się jak wąż pośród pościeli, krzycząc i jęcząc.
Jej ręka powędrowała między uda Elizabeth i weszła w nią z impetem. Elizabeth odczuwała rozkosz i euforię. Obydwie miotały się po łóżku .i czuły jak ich ciała powoli wiotczeją, ale odczucie orgazmu byłoby kapitulacją w walce.
Holly wyciągnęła palce z łona Elizabeth i przyciągnęła ją do siebie. Jej ciało prosiło o więcej, a jej usta jedynie pojękiwały. Czuła jak temperatura jej ciała jeszcze bardziej wzrasta, aż w końcu jej mięśnie wiotczeją.
Elizabeth położyła się obok Holly wpatrując w sufit.
- Nie zawsze da się naprawić to co było, ale można zbudować coś nowego.
- O czym Ty mówisz? - rzuciła Elizabeth, odczuwając powracające poczucie świadomości.
- O nas.
- Nie ma nas. Nie przyzwyczajaj się do tych czułości.
- To był tylko seks.
- Dokładnie, a ja nigdy nie będę twoja.
Elizabeth wstała i założyła na siebie rzeczy pomijając bieliznę.
- Pójdę już. Do zobaczenia jutro.
Elizabeth czuła, że nadszedł czas by zacząć wszystko od nowa.
Weszła do swojego pokoju i położyła walizkę przy łóżku. Stanęła przy oknie i znieruchomiała.
Ujrzała przepiękną panoramę oświetlonej Warszawy. Nie sądziła, że miasto samo w sobie, może wyrażać tyle emocji.
Otworzyła okno i wsłuchiwała się w miejski gmach.
Z letargu wybudziło ją pukanie do drzwi. Wolnym krokiem podeszła i chwyciła za klamkę.
W drzwiach stała Holly, ubrana w zwiewną, czarną sukienkę. Ramiona okryte miała białym szalem, a sukienka lekko nachodziła na kolana.
Elizabeth przełknęła ślinę i osłupiałym wzrokiem przyglądała się Holly.
- Pozwolisz, że wejdę. Jutro musimy być na obiekcie dopiero około godziny 2, także teraz zabieram Cię do klubu, dla poprawienia nastroju.
- Czyżbyś kiedyś już tu była ?
- Kilka razy, znam parę całkiem ciekawych miejsc.
- Przykładowo ?
- Zobaczysz.
Elizabeth nie miała szans by zaprzeczyć. Poczuła, że to dobry sposób na chwilę zapomnienia.
Wsiadły w taksówkę i Holly rzuciła hasło : vendredi.
Miała to szczęście, że trafiła na młodego kierowcę który w miarę znał angielski.
Elizabeth przyglądała się ludziom i potępiała ich za głupotę. Szli zadowoleni z siebie, wtuleni i szczęśliwi, ale nie wiedzieli, że kiedyś nastąpi kres ich utopijnego marzenia o miłości.
Samochód zatrzymał się w małej uliczce pomiędzy dwoma budynkami, a naprzeciwko stał nieduży lokal z niebieskim neonem przymocowanym do niewielkiego szyldu.
Holly uiściła kwotę należną za przejazd i wysiadły.
- Masz się dobrze bawić, zapomnieć o tym co było.
Elizabeth skinęła głową i weszła do środka. Spoglądała na ludzi, tańczących blisko siebie, ale również na siedzących przy ścianie i sączących drinki.
Podeszła do baru, a obok niej usiadła Holly.
- Whisky. - rzuciła do barmana i zwróciła się do Holly. - na co masz ochotę ?
- Whisky. - odrzekła spoglądając na Elizabeth. - Tego co było już nie ma, przecież wiesz, że to już nie ma znaczenia.
Elizabeth złapała szklankę i duszkiem wypiła trunek. Holly nie chciała zostać w tyle i zrobiła to samo.
Skinieniem ręki poprosiła o dolewkę. Światła neonów błądziły po ich ciałach, znikając i powracając co jakiś czas.
Holly zapłaciła za 2 kolejki i chwyciła Elizabeth za rękę.
- Chodźmy potańczyć.
- To nie jest dobry pomysł.
- Nie proszę Cię o rękę tylko proponuję dobrą zabawę.
Elizabeth dopiła zawartość swojej szklanki i ruszyła za Holly. Czuła, że zaczyna jej szumieć w uszach, a nogi stają się jak z waty. Widziała sylwetkę kobiety kołyszącej się w rytm muzyki. Mijała pary hetero jak i homoseksualne. Wszystko zdawało się być wielkim złudzeniem.
Holly odwróciła się i złapała Elizabeth za biodra. przyciągając ją tym samym do siebie.
Wodziła dłońmi po jej ciele, dopasowując swoje ciało do sylwetki Elizabeth. Były coraz bliżej siebie, ale nie przekraczając granicy, którą sobie wyznaczyły,.
Elizabeth podbiegła do baru i zamówiła whisky z colą. Narzuciła sobie jeszcze szybsze tempo i wróciła do Holly. Szukała jej wzrokiem pośród tłumu. Szła przy ścianie zarzucając spojrzenie głęboko między tańczących ludzi.
Poczuła jak ktoś przypiera ją do ściany i zaczyna namiętnie całować. Alkohol krążył w jej żyłach, adrenalina wzmagała szybszą pracę serca i podsycała ogień pożądania.
Usta kobiety powędrowały na jej szyję, a po chwili były tuż przy prawym uchu.
- Jedźmy do hotelu.
Elizabeth czuła jedynie jak Holly szarpnęła ją za koszulkę i pociągnęła za sobą. Przed klubem stało 5 taksówek, każda reprezentująca inną firmę.
Holly otworzyła swoją torebkę, wyjęła zwinięty banknot i włożyła go do kieszeni bezrękawnika, który miał na sobie taksówkarz.
Podała nazwę hotelu i prosiła o szybkie dostarczenie na miejsce.
Elizabeth położyła głowę na oparciu, a wszystko wokół wirowało.
Nie minęło więcej niż 7 minut, gdy były na miejscu. Holly kolejny raz opłaciła kurs i wysiadły z samochodu.
Wsiadły do windy, Elizabeth wcisnęła przycisk, przy którym widniała siódemka.
Oparła głowę o ścianę i czuła na sobie wzrok Holly. Nie myliła się, kobieta przyglądała jej się przez cały czas.
Drzwi od windy otworzyły się i Holly szybkim krokiem podeszła do drzwi swojego pokoju. Przyłożyła kartę i otworzyła je przed Elizabeth. Kobieta chwiejnym krokiem weszła do środka.
Poczuła, że Holly ją odwraca i energicznym ruchem pcha na łóżko.
Położyła się na Elizabeth i zaczęła całować. Elizabeth nie miała sił by się sprzeciwić, ani ochoty. W jej głowie roiło się od wielu myśli, ale pożądanie przyćmiewało je wszystkie.
Przewróciła Holly na plecy, pokazując swoją dominację. Zsunęła ramiączka sukienki Holly po czym całkowicie się jej pozbyła. Holly leżała przed nią jedynie w bieliźnie, a jej ręce powędrowały w kierunku sprzączki od paska. Następnie rozpięła jej spodnie i zsunęła je z bioder. Elizabeth zrzuciła je na podłogę. Pozwoliła sobie zdjąć koszulkę i położyła się na rozgrzanym ciele Holly. Nie potrzeba było wiele czasu, by leżały przy sobie całkiem nagie. Ich zbliżenie było niczym wojna. Miotały się po łóżku, przyciskając swoje ciała jak najbliżej siebie i ocierając się o każdy skrawek ciała drugiej.
Holly chwyciła rękę Elizabeth i poprowadziła ją między swoje uda. Elizabeth poczuła jej mokre łono i delikatnie w nią weszła. Czuła na sobie przyspieszony oddech kobiety, a im więcej zaangażowania w to wkładała, tym bardziej odczuwalny był ból na plecach, w które Holly wbijała swoje paznokcie.
Holly wiła się jak wąż pośród pościeli, krzycząc i jęcząc.
Jej ręka powędrowała między uda Elizabeth i weszła w nią z impetem. Elizabeth odczuwała rozkosz i euforię. Obydwie miotały się po łóżku .i czuły jak ich ciała powoli wiotczeją, ale odczucie orgazmu byłoby kapitulacją w walce.
Holly wyciągnęła palce z łona Elizabeth i przyciągnęła ją do siebie. Jej ciało prosiło o więcej, a jej usta jedynie pojękiwały. Czuła jak temperatura jej ciała jeszcze bardziej wzrasta, aż w końcu jej mięśnie wiotczeją.
Elizabeth położyła się obok Holly wpatrując w sufit.
- Nie zawsze da się naprawić to co było, ale można zbudować coś nowego.
- O czym Ty mówisz? - rzuciła Elizabeth, odczuwając powracające poczucie świadomości.
- O nas.
- Nie ma nas. Nie przyzwyczajaj się do tych czułości.
- To był tylko seks.
- Dokładnie, a ja nigdy nie będę twoja.
Elizabeth wstała i założyła na siebie rzeczy pomijając bieliznę.
- Pójdę już. Do zobaczenia jutro.
niedziela, 18 listopada 2012
Kolejny dzień staram się zrozumieć, co zdarzyło się.
Elizabeth siedziała kolejny dzień w domu ze szklanką whisky w dłoni. Gorączkowo spoglądała na telefon, a gdy wracała myślami do wspólnie spędzonych chwil, spuszczała głowę i płakała ukradkiem.
- To nic nie znaczy. - próbowała oszukać sama siebie i tłumaczyć zaistniałą sytuację.
Ostatnie kilka dni minęły jej na nic nie robieniu. Nie była w ogóle przygotowana do wyjazdu.
Chwyciła leżącego na stole pilota i włączyła ostatnio nagraną płytę.Wstała z kanapy i ruszyła w stronę szafy. Wyjęła walizkę i wyrzuciła rzeczy z szafy.
Miała 3 godziny do wylotu.
Holly miała zjawić się niedługo, a Elizabeth była w kompletnej rozsypce.
Układała rzeczy w torbie, nie siląc się na składanie ich.
Usłyszała dzwonek do drzwi i w głębi duszy miała nadzieje, że stanie w nich Kate.
Otworzyła drzwi i cała jej wizja napotkania dziewczyny na swej drodze, zniknęła.
- Nie wyglądasz najlepiej.
- Zawsze byłaś nietaktowna.
- A Ty ciągle mi to powtarzałaś. Mogę ?
- Oczywiście. - odpowiedziała Elizabeth i skinieniem głowy zaprosiła Holly do środka.
Holly stanęła po środku pokoju i spojrzała wymownie na kobietę.
- Powiedz mi, że to żart, a w kuchni stoi spakowana walizka.
- Wolisz usłyszeć prawdę czy piękne kłamstwo ?
- Zdajesz sobie sprawę.. - nie zdążyła dokończyć, bo Elizabeth głośno krzyknęła :
- Wiem !
Holly zrozumiała co mogło się wydarzyć. Nie widziała jej takiej od momentu, gdy się rozstały.
- Chodzi o Kate ?
- Zaraz się spakuje.
- Czyli tak.
- Skoro wiesz to po co pytasz ?!
- Mogę się jedynie domyślać, nie wiem wszystkiego.
- Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Ułoży się z czasem, jesteś jeszcze młoda, całe życie przed tobą.
- Może kupie Ci puzzle składające się z tysiąca, maluteńkich kawałków i zobaczymy ile czasu zajmie Ci ułożenie ich ?!
- Jeśli masz ochotę nie ma sprawy, ale pomożesz mi je ułożyć, bo z kimś zawsze jest łatwiej.
Elizabeth stanęła przy szafie i kontynuowała czynność, którą przerwała jej Holly wraz z dzwonkiem.
Czuła na sobie wzrok kobiety i zastanawiała się co mogłaby jej powiedzieć. Nie miała szczęścia w miłości, a poruszanie tematu ze swoją byłą partnerką, nie było najlepszym pomysłem.
Starała się pozbyć maski ze swojej twarzy, chciała by ktoś poznał jej wnętrze i pokochał ją za nie. Nie wymagała wiele, a dawała od siebie jak najwięcej. Poświęcała się drugiej osobie, zupełnie zapominając o sobie. Wiedziała, że teraz znów musi ją założyć.
Holly siedziała przez godzinę wpatrując się w zdjęcia wiszące na ścianie. Wiedziała, że Elizabeth ma w sobie siłę mimo, że sparzyła się wiele razy.
Elizabeth zamknęła walizkę i zwróciła się do Holly.
- Jestem gotowa. Czas na zmiany.
- To nic nie znaczy. - próbowała oszukać sama siebie i tłumaczyć zaistniałą sytuację.
Ostatnie kilka dni minęły jej na nic nie robieniu. Nie była w ogóle przygotowana do wyjazdu.
Chwyciła leżącego na stole pilota i włączyła ostatnio nagraną płytę.Wstała z kanapy i ruszyła w stronę szafy. Wyjęła walizkę i wyrzuciła rzeczy z szafy.
Miała 3 godziny do wylotu.
Holly miała zjawić się niedługo, a Elizabeth była w kompletnej rozsypce.
Układała rzeczy w torbie, nie siląc się na składanie ich.
Usłyszała dzwonek do drzwi i w głębi duszy miała nadzieje, że stanie w nich Kate.
Otworzyła drzwi i cała jej wizja napotkania dziewczyny na swej drodze, zniknęła.
- Nie wyglądasz najlepiej.
- Zawsze byłaś nietaktowna.
- A Ty ciągle mi to powtarzałaś. Mogę ?
- Oczywiście. - odpowiedziała Elizabeth i skinieniem głowy zaprosiła Holly do środka.
Holly stanęła po środku pokoju i spojrzała wymownie na kobietę.
- Powiedz mi, że to żart, a w kuchni stoi spakowana walizka.
- Wolisz usłyszeć prawdę czy piękne kłamstwo ?
- Zdajesz sobie sprawę.. - nie zdążyła dokończyć, bo Elizabeth głośno krzyknęła :
- Wiem !
Holly zrozumiała co mogło się wydarzyć. Nie widziała jej takiej od momentu, gdy się rozstały.
- Chodzi o Kate ?
- Zaraz się spakuje.
- Czyli tak.
- Skoro wiesz to po co pytasz ?!
- Mogę się jedynie domyślać, nie wiem wszystkiego.
- Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem.
- Ułoży się z czasem, jesteś jeszcze młoda, całe życie przed tobą.
- Może kupie Ci puzzle składające się z tysiąca, maluteńkich kawałków i zobaczymy ile czasu zajmie Ci ułożenie ich ?!
- Jeśli masz ochotę nie ma sprawy, ale pomożesz mi je ułożyć, bo z kimś zawsze jest łatwiej.
Elizabeth stanęła przy szafie i kontynuowała czynność, którą przerwała jej Holly wraz z dzwonkiem.
Czuła na sobie wzrok kobiety i zastanawiała się co mogłaby jej powiedzieć. Nie miała szczęścia w miłości, a poruszanie tematu ze swoją byłą partnerką, nie było najlepszym pomysłem.
Starała się pozbyć maski ze swojej twarzy, chciała by ktoś poznał jej wnętrze i pokochał ją za nie. Nie wymagała wiele, a dawała od siebie jak najwięcej. Poświęcała się drugiej osobie, zupełnie zapominając o sobie. Wiedziała, że teraz znów musi ją założyć.
Holly siedziała przez godzinę wpatrując się w zdjęcia wiszące na ścianie. Wiedziała, że Elizabeth ma w sobie siłę mimo, że sparzyła się wiele razy.
Elizabeth zamknęła walizkę i zwróciła się do Holly.
- Jestem gotowa. Czas na zmiany.
czwartek, 8 listopada 2012
You stuck on my body like a tatoo.
- Elizabeth ! Spóźnimy się.
- Mamy jeszcze dużo czasu, spokojnie.
Kate stała przy drzwiach, ubrana od 15 minut.
- Możemy już iść ?
- Możemy, ale po co się denerwujesz, kochanie.
- Nie lubię się spóźniać, a zwłaszcza, że idziemy na piechotę.
- Tak ?
- Elizabeth, proszę Cie...
- Żartuje, kochanie. Przecież wiem. - uśmiechnęła się i chwyciła Kate za rękę, tym samym wyprowadzając ją z domu.
Był chłodny wieczór, latarnie rozświetlały ciemne uliczki, a mijające ich samochody nadawały rytm w samym sercu miasta.
- Przepraszam.
- Słusznie, tylko powiedz mi za co ?
- Nie lubię się spóźniać i zawsze się denerwuję.
- Rozumiem, nie musisz przepraszać.
- Elizabeth, wierzysz w prawdziwą miłość ?
- Taką na całe życie ?
- Tak.
- Dość trudne pytanie. Wychodzę z założenia, że jeśli pokochamy kogoś to zawsze płomień miłości do niego będzie w nas. Jeśli spotkamy właściwą osobę to któregoś dnia płomień może się przerodzić w ognisko domowe. Co do związku to różnie bywa, przecież wiesz. Niepewność wytrąca nas z równowagi, a niewierność jak zaraza, zalewa świat jak powodzie. Czasami zbyt wielka jest pokusa, a teraz mało kto jest czegokolwiek pewien w życiu.
Kate spojrzała na Elizabeth wymownie, nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Chciała wypowiedzieć swoje zdanie, ale w tym czasie na szyję rzuciła jej się Julia. Rękę miała obwiązana trzema balonami, a w lewym ręku trzymała torebkę z prezentem.
- Wiem, nawaliłam, że jutro mnie nie będzie, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz, a to taka mała rekompensata.
- Co to ?
- E, e, otworzysz w domu !
Kate wyrwała się z uścisku i przedstawiła przyjaciółce Elizabeth.
- Bardzo mi miło. Usiądę na murku i poczekam, a wy zajmijcie się sobą na spokojnie. - rzekła kobieta.
Spoglądała w stronę ukochanej i zachwycała się widokiem dwóch nierozłącznych osób. Wiedziała, że miłość nie jest w stanie pokonać wszystkich przeszkód, ale miała świadomość, że przyjaźń stawia czoła największemu złu i wychodzi z tej walki zwycięsko.
Schowała twarz za zasłoną rąk, gdy nagle poczuła jak ktoś lekko klepie ją po ramieniu.
Podniosła głowę i zauważyła nieco starszą od siebie kobietę. Miała czarne, długie i lekko kręcone włosy. Jej pełne usta wspaniale komponowały się z dużymi, niebieskimi oczami.
- Wie Pani może jak dojść do Brogan's Pubu ?
- Jasne, mogę Panią zaprowadzić, bo akurat mam chwilę.
Elizabeth wstała i ruszyła w stronę skrzyżowania. Skręciła w lewo i słuchała opowieści kobiety o podróży i ... tęsknoty za swoim mężem. Elizabeth wyobraziła sobie swoją przyszłość. Prawdziwy dom pełen miłości, wspólnego zaufania i bezpieczeństwa.
- Musi Pani iść cały czas prosto, aż do następnych świateł. Tam będzie ten pub, ja niestety muszę wracać.
Nieznajoma kobieta skinęła głową i podziękowała. Elizabeth odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem maszerowała w stronę Kate. Przyspieszyła kroku, by jak najszybciej ujrzeć ukochaną. Skręciła przy skrzyżowaniu i uśmiechem na twarzy podeszła do Kate.
- Co to miało być do cholery ?! - krzyknęła uderzając ją pięścią w klatkę piersiową.
- O co Ci chodzi ?
- O co mi chodzi ? O to, że poleciałaś za tą dziewczyną ze spuszczonym jęzorem. Zapomniałaś, że tu jestem ?!
- Uspokój się ! O niczym nie zapomniałam. Nie wiedziała gdzie ma iść, a umówiła się z mężem pod pubem.
- Biedna, a Ty oczywiście musiałaś bawić się w bohatera.
- Przestaniesz zachowywać się jak dziecko ?
- Jesteś taka sama jak poprzedni Mistrzowie ! Wystarczy, że pojawi się ktoś i już do niego lecisz.
Elizabeth była w szoku. Nie mogła wykrztusić z siebie ani słowa. Te dwa zdania sparaliżowały ją całą.
Łzy napłynęły jej do oczu, a ręce drżały.
- To ja już pójdę. Chyba musicie zostać same. Odezwę się jak wrócę.
- Dziękuję.
Kate przemyślała trzy razy co powiedziała. Podeszła do Elizabeth i chciała ją przytulić.
Kobieta odepchnęła ją.
- Są pewne granice, których przekraczać nie wolno.
- Wiem, przepraszam.
- Nie zrobiłam nic, żebyś mi nie ufała.
- Wiem, przepraszam, nie przemyślałam tego co powiedziałam.
Elizabeth spojrzała na Kate oczami pełnymi łez.
- Wrócę do domu, odechciało mi się kina.
- Jak uważasz. - rzuciła Kate, odwróciła się i ruszyła w stronę domu.
- Mamy jeszcze dużo czasu, spokojnie.
Kate stała przy drzwiach, ubrana od 15 minut.
- Możemy już iść ?
- Możemy, ale po co się denerwujesz, kochanie.
- Nie lubię się spóźniać, a zwłaszcza, że idziemy na piechotę.
- Tak ?
- Elizabeth, proszę Cie...
- Żartuje, kochanie. Przecież wiem. - uśmiechnęła się i chwyciła Kate za rękę, tym samym wyprowadzając ją z domu.
Był chłodny wieczór, latarnie rozświetlały ciemne uliczki, a mijające ich samochody nadawały rytm w samym sercu miasta.
- Przepraszam.
- Słusznie, tylko powiedz mi za co ?
- Nie lubię się spóźniać i zawsze się denerwuję.
- Rozumiem, nie musisz przepraszać.
- Elizabeth, wierzysz w prawdziwą miłość ?
- Taką na całe życie ?
- Tak.
- Dość trudne pytanie. Wychodzę z założenia, że jeśli pokochamy kogoś to zawsze płomień miłości do niego będzie w nas. Jeśli spotkamy właściwą osobę to któregoś dnia płomień może się przerodzić w ognisko domowe. Co do związku to różnie bywa, przecież wiesz. Niepewność wytrąca nas z równowagi, a niewierność jak zaraza, zalewa świat jak powodzie. Czasami zbyt wielka jest pokusa, a teraz mało kto jest czegokolwiek pewien w życiu.
Kate spojrzała na Elizabeth wymownie, nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Chciała wypowiedzieć swoje zdanie, ale w tym czasie na szyję rzuciła jej się Julia. Rękę miała obwiązana trzema balonami, a w lewym ręku trzymała torebkę z prezentem.
- Wiem, nawaliłam, że jutro mnie nie będzie, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz, a to taka mała rekompensata.
- Co to ?
- E, e, otworzysz w domu !
Kate wyrwała się z uścisku i przedstawiła przyjaciółce Elizabeth.
- Bardzo mi miło. Usiądę na murku i poczekam, a wy zajmijcie się sobą na spokojnie. - rzekła kobieta.
Spoglądała w stronę ukochanej i zachwycała się widokiem dwóch nierozłącznych osób. Wiedziała, że miłość nie jest w stanie pokonać wszystkich przeszkód, ale miała świadomość, że przyjaźń stawia czoła największemu złu i wychodzi z tej walki zwycięsko.
Schowała twarz za zasłoną rąk, gdy nagle poczuła jak ktoś lekko klepie ją po ramieniu.
Podniosła głowę i zauważyła nieco starszą od siebie kobietę. Miała czarne, długie i lekko kręcone włosy. Jej pełne usta wspaniale komponowały się z dużymi, niebieskimi oczami.
- Wie Pani może jak dojść do Brogan's Pubu ?
- Jasne, mogę Panią zaprowadzić, bo akurat mam chwilę.
Elizabeth wstała i ruszyła w stronę skrzyżowania. Skręciła w lewo i słuchała opowieści kobiety o podróży i ... tęsknoty za swoim mężem. Elizabeth wyobraziła sobie swoją przyszłość. Prawdziwy dom pełen miłości, wspólnego zaufania i bezpieczeństwa.
- Musi Pani iść cały czas prosto, aż do następnych świateł. Tam będzie ten pub, ja niestety muszę wracać.
Nieznajoma kobieta skinęła głową i podziękowała. Elizabeth odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem maszerowała w stronę Kate. Przyspieszyła kroku, by jak najszybciej ujrzeć ukochaną. Skręciła przy skrzyżowaniu i uśmiechem na twarzy podeszła do Kate.
- Co to miało być do cholery ?! - krzyknęła uderzając ją pięścią w klatkę piersiową.
- O co Ci chodzi ?
- O co mi chodzi ? O to, że poleciałaś za tą dziewczyną ze spuszczonym jęzorem. Zapomniałaś, że tu jestem ?!
- Uspokój się ! O niczym nie zapomniałam. Nie wiedziała gdzie ma iść, a umówiła się z mężem pod pubem.
- Biedna, a Ty oczywiście musiałaś bawić się w bohatera.
- Przestaniesz zachowywać się jak dziecko ?
- Jesteś taka sama jak poprzedni Mistrzowie ! Wystarczy, że pojawi się ktoś i już do niego lecisz.
Elizabeth była w szoku. Nie mogła wykrztusić z siebie ani słowa. Te dwa zdania sparaliżowały ją całą.
Łzy napłynęły jej do oczu, a ręce drżały.
- To ja już pójdę. Chyba musicie zostać same. Odezwę się jak wrócę.
- Dziękuję.
Kate przemyślała trzy razy co powiedziała. Podeszła do Elizabeth i chciała ją przytulić.
Kobieta odepchnęła ją.
- Są pewne granice, których przekraczać nie wolno.
- Wiem, przepraszam.
- Nie zrobiłam nic, żebyś mi nie ufała.
- Wiem, przepraszam, nie przemyślałam tego co powiedziałam.
Elizabeth spojrzała na Kate oczami pełnymi łez.
- Wrócę do domu, odechciało mi się kina.
- Jak uważasz. - rzuciła Kate, odwróciła się i ruszyła w stronę domu.
wtorek, 6 listopada 2012
There we are again..
Kate obudziła się tuż przed budzikiem. Spoglądała na Elizabeth i gładziła jej twarz.
- Dzień dobry.
Elizabeth rozciągnęła się i energicznym ruchem przyciągnęła dziewczynę do siebie.
Objęła ją jakby chciała uchronić ją przed całym światem.
- Dobrze, że zostałam.
- Przygotuje Ci śniadanie.
- A mogę zostać w łóżku ?
- Możesz zjeść w łóżku, ale musisz iść do redakcji, pamiętaj.
Elizabeth wtuliła się w poduszkę i czekała aż ukochana wróci.
Minęło pół roku od momentu, gdy spotkały się pierwszy raz.
- Może wyskoczymy gdzieś wieczorem ? - krzyknęła.
Kate weszła do pokoju z tacą na której stał sok pomarańczowy i tosty.
- Nie musisz krzyczeć, bardzo chętnie. Smacznego.
- Dziękuję. - wykrztusiła Elizabeth gryząc tosta.- A może dasz się zaprosić jutro do mnie na kolację ?
- Z jakiej okazji ?
- Twoich imienin.
- Myślałam, że zapomnisz. Julia chce się ze mną dzisiaj zobaczyć.
- Jakaś okazja ?
- Wyjeżdża jutro rano i powiedziała, że coś dla mnie ma. Możemy podejść razem, a potem pójdziemy do kina, co Ty na to ?
- Dobrze.
Elizabeth zrzuciła okruszki, pocałowała Kate i pobiegła wziąć prysznic.
Miała pół godziny by się ubrać i dotrzeć do redakcji.
- O której będziesz ?
- Postaram się o 17 być już u Ciebie.
- Zarezerwować bilety ?
- Tak, na co tylko chcesz. - rzuciła Elizabeth wybiegając z łazienki.
- A jeśli Ci się nie spodoba ?
- To będę Ci to wypominać do końca życia.
Elizabeth pożegnała Kate namiętnym pocałunkiem i zbiegła do samochodu. W prawdzie droga do redakcji nie trwała dłużej niż 15 minut pieszo to Elizabeth wolała ułatwiać sobie życie.
Wjechała windą na 7 piętro i serdecznie witała każdego kto ją mijał.
Weszła do swojego gabinetu i ku jej zaskoczeniu na biurku siedziała Holly z założonymi na siebie nogami.
- Co Ty tu robisz ?
- Dzień dobry. Właśnie przeglądałam zlecenia. Jak się czujesz ?
- Zdecydowanie lepiej. Nie mogłaś zrobić tego siedząc na fotelu ?
- Będziemy musiały wyjechać na 5 dni.
- Proszę ?
- Takie zlecenie.
- Gdzie ?
- Polska.
- Żartujesz ?
- Nie, Warszawa.
- A co to za wydarzenie ?
- Turniej sportowy.
- Zawsze chciałam napisać sprawozdanie z czegoś takiego !
- Wiem, dlatego poszukałam, trochę podzwoniłam i redakcja wyraziła zgodę.
- Jesteś niesamowita.
- Kiedy to będzie ?
- W przyszłym tygodniu.
- A dokładniej ?
- Bilety mamy na poniedziałek.
- Świetnie, w takim razie ja lecę teraz do domu, mamy jeszcze jakieś zlecenia do tego czasu ?
- Na szczęście nie.
- W takim razie uciekam i opowiem wszystko Kate.
Elizabeth włożyła na siebie jesionkę i wybiegła z redakcji. Wróciła do domu i zaczęła przygotowywać rzeczy do wyjazdu. Zawsze lubiła podróżować, kolekcjonować wspomnienia.
Usiadła na kanapie, chwyciła telefon i zadzwoniła do ucznia.
- Słucham ? - rzekła dziewczyna po drugiej stronie słuchawki.
- Kate, jesteś w domu ?
- Niedługo będę.
- Dobrze, mogę przyjechać wcześniej ?
- Tak, ale pamiętasz, że mamy dwie godziny do spotkania z Julią ?
- Oczywiście.
- W takim razie do zobaczenia u mnie.
Elizabeth nie mogła usiedzieć w miejscu. Krzątała się po domu, niczym cień.
Nie mogła uwierzyć, że trafia jej się taka szansa. Wpatrywała się w zegarek i po krótkim czasie złapała kluczyki od samochodu. Wybiegła i pojechała do mieszkania Kate.
Zaparkowała przed blokiem i zauważyła, że dziewczyna zmierza do wejścia.
Energicznym ruchem otworzyła drzwi i wysiadła.
- Kate !
Dziewczyna odwróciła się i z malowniczym uśmiechem na twarzy, pomaszerowała w stronę ukochanej.
Elizabeth podbiegła do niej i chwyciła w ramiona.
- Nie spodziewałam się, że tak się za mną stęsknisz.
- Potrafię zaskakiwać. Nie uwierzysz co się dzisiaj stało.
- Chodźmy na górę i wszystko mi opowiesz.
Elizabeth miała w sobie tyle dziecięcej radości. Podskakiwała i podśpiewywała piosenki, których tekstu zapewne nawet nie znała, tylko wymyślała kolejne słowa.
Kate otworzyła drzwi od mieszkania i padła na kanapę. Nie widziała wcześniej by cokolwiek sprawiło ukochanej taką radość.
- Dowiem się w końcu co się stało ?
Elizabeth wskoczyła na kanapę i pocałowała Kate.
- W poniedziałek lecę do Polski.
- W jakim celu ? - Zapytała Kate niezbyt zadowolona z tej wiadomości.
- Będę pisać sprawozdanie z turnieju sportowego.
- To świetnie. - rzekła nieco bardziej entuzjastycznie.
- Wytrzymasz beze mnie 5 dni ?
- A mam inne wyjście ?
Elizabeth chwyciła Kate za bluzę i przyciągnęła do siebie.
- Nie masz. - wyszeptała, po czym zamknęła jej usta pocałunkiem.
- Dzień dobry.
Elizabeth rozciągnęła się i energicznym ruchem przyciągnęła dziewczynę do siebie.
Objęła ją jakby chciała uchronić ją przed całym światem.
- Dobrze, że zostałam.
- Przygotuje Ci śniadanie.
- A mogę zostać w łóżku ?
- Możesz zjeść w łóżku, ale musisz iść do redakcji, pamiętaj.
Elizabeth wtuliła się w poduszkę i czekała aż ukochana wróci.
Minęło pół roku od momentu, gdy spotkały się pierwszy raz.
- Może wyskoczymy gdzieś wieczorem ? - krzyknęła.
Kate weszła do pokoju z tacą na której stał sok pomarańczowy i tosty.
- Nie musisz krzyczeć, bardzo chętnie. Smacznego.
- Dziękuję. - wykrztusiła Elizabeth gryząc tosta.- A może dasz się zaprosić jutro do mnie na kolację ?
- Z jakiej okazji ?
- Twoich imienin.
- Myślałam, że zapomnisz. Julia chce się ze mną dzisiaj zobaczyć.
- Jakaś okazja ?
- Wyjeżdża jutro rano i powiedziała, że coś dla mnie ma. Możemy podejść razem, a potem pójdziemy do kina, co Ty na to ?
- Dobrze.
Elizabeth zrzuciła okruszki, pocałowała Kate i pobiegła wziąć prysznic.
Miała pół godziny by się ubrać i dotrzeć do redakcji.
- O której będziesz ?
- Postaram się o 17 być już u Ciebie.
- Zarezerwować bilety ?
- Tak, na co tylko chcesz. - rzuciła Elizabeth wybiegając z łazienki.
- A jeśli Ci się nie spodoba ?
- To będę Ci to wypominać do końca życia.
Elizabeth pożegnała Kate namiętnym pocałunkiem i zbiegła do samochodu. W prawdzie droga do redakcji nie trwała dłużej niż 15 minut pieszo to Elizabeth wolała ułatwiać sobie życie.
Wjechała windą na 7 piętro i serdecznie witała każdego kto ją mijał.
Weszła do swojego gabinetu i ku jej zaskoczeniu na biurku siedziała Holly z założonymi na siebie nogami.
- Co Ty tu robisz ?
- Dzień dobry. Właśnie przeglądałam zlecenia. Jak się czujesz ?
- Zdecydowanie lepiej. Nie mogłaś zrobić tego siedząc na fotelu ?
- Będziemy musiały wyjechać na 5 dni.
- Proszę ?
- Takie zlecenie.
- Gdzie ?
- Polska.
- Żartujesz ?
- Nie, Warszawa.
- A co to za wydarzenie ?
- Turniej sportowy.
- Zawsze chciałam napisać sprawozdanie z czegoś takiego !
- Wiem, dlatego poszukałam, trochę podzwoniłam i redakcja wyraziła zgodę.
- Jesteś niesamowita.
- Kiedy to będzie ?
- W przyszłym tygodniu.
- A dokładniej ?
- Bilety mamy na poniedziałek.
- Świetnie, w takim razie ja lecę teraz do domu, mamy jeszcze jakieś zlecenia do tego czasu ?
- Na szczęście nie.
- W takim razie uciekam i opowiem wszystko Kate.
Elizabeth włożyła na siebie jesionkę i wybiegła z redakcji. Wróciła do domu i zaczęła przygotowywać rzeczy do wyjazdu. Zawsze lubiła podróżować, kolekcjonować wspomnienia.
Usiadła na kanapie, chwyciła telefon i zadzwoniła do ucznia.
- Słucham ? - rzekła dziewczyna po drugiej stronie słuchawki.
- Kate, jesteś w domu ?
- Niedługo będę.
- Dobrze, mogę przyjechać wcześniej ?
- Tak, ale pamiętasz, że mamy dwie godziny do spotkania z Julią ?
- Oczywiście.
- W takim razie do zobaczenia u mnie.
Elizabeth nie mogła usiedzieć w miejscu. Krzątała się po domu, niczym cień.
Nie mogła uwierzyć, że trafia jej się taka szansa. Wpatrywała się w zegarek i po krótkim czasie złapała kluczyki od samochodu. Wybiegła i pojechała do mieszkania Kate.
Zaparkowała przed blokiem i zauważyła, że dziewczyna zmierza do wejścia.
Energicznym ruchem otworzyła drzwi i wysiadła.
- Kate !
Dziewczyna odwróciła się i z malowniczym uśmiechem na twarzy, pomaszerowała w stronę ukochanej.
Elizabeth podbiegła do niej i chwyciła w ramiona.
- Nie spodziewałam się, że tak się za mną stęsknisz.
- Potrafię zaskakiwać. Nie uwierzysz co się dzisiaj stało.
- Chodźmy na górę i wszystko mi opowiesz.
Elizabeth miała w sobie tyle dziecięcej radości. Podskakiwała i podśpiewywała piosenki, których tekstu zapewne nawet nie znała, tylko wymyślała kolejne słowa.
Kate otworzyła drzwi od mieszkania i padła na kanapę. Nie widziała wcześniej by cokolwiek sprawiło ukochanej taką radość.
- Dowiem się w końcu co się stało ?
Elizabeth wskoczyła na kanapę i pocałowała Kate.
- W poniedziałek lecę do Polski.
- W jakim celu ? - Zapytała Kate niezbyt zadowolona z tej wiadomości.
- Będę pisać sprawozdanie z turnieju sportowego.
- To świetnie. - rzekła nieco bardziej entuzjastycznie.
- Wytrzymasz beze mnie 5 dni ?
- A mam inne wyjście ?
Elizabeth chwyciła Kate za bluzę i przyciągnęła do siebie.
- Nie masz. - wyszeptała, po czym zamknęła jej usta pocałunkiem.
niedziela, 28 października 2012
Inside your shivering, the silence shouts so loud.
- Zostań, proszę. Nie powinnam, to nie był dobry moment.
- Żaden moment nie jest dobry na taką rozmowę. Pojadę do domu i się położę.
- Możesz położyć się u mnie. Nie ma sensu wracać teraz.
- Wszystko ma swój sens. Czasami nie jesteśmy w stanie go pojąć mimo, że się bardzo staramy.
Kate wstała z łóżka i podeszła do ukochanej.
- Wiem, że to nie było dla Ciebie łatwe, przepraszam. - rzuciła i wtuliła się w Elizabeth.
- Nie chce ukrywać przed Tobą przeszłości mimo, że jest ona bolesna.
- Mówią, że cierpienie uszlachetnia.
- A słyszałaś, że niszczy człowieka ?
- To raczej można znać z autopsji.
- Nieważne, pójdę się umyć i położę się u Ciebie, dobrze ?
- Tak, dziękuję.
Elizabeth wyjęła czysty ręcznik z szafki i ruszyła w kierunku łazienki. Kate założyła szlafrok i wyszła z pokoju. Wiele myśli kłębiło się w jej głowie i rozmyślała nad tym co powiedziała Elizabeth na początku ich znajomości. By uciec od absurdalnego stwierdzenia, że najprawdopodobniej kiedyś się rozejdą, zaczęła sprzątać i zmywać po obiedzie. Błądziła krainie wspomnień, próbując wkraść się w przeszłość Elizabeth.
Oparła się o zlew, spuściła głowę i zamknęła oczy. Pobudzała wyobraźnie by uciec na chwilę gdzieś, gdzie nie musiała się niczym martwić. Usiadła na brzegu jeziora i wpatrywała się w jego taflę. Chłodny wiatr tańczył jej we włosach, a mimo to odczuwała, że temperatura jej ciała lekko wzrasta.
Pustkę, która jej towarzyszyła przez ostatni czas wypełniła mierząca 162 cm kobieta, która stanęła za nią i chwytając mokrymi rękoma za talię, wyrwała ją z letargu.
- To był jakiś rodzaj medytacji ?
- Aż tak dziwnie to wyglądało ?
- Czemu zakładasz, że dziwnie. Dość interesująco.
- No nieważne, już umyta ?
- Tak, tylko chciałam się zapytać czy masz jakąś dodatkową szczoteczkę ?
- A ta co przyniosłam Ci do szpitala?
- Racja. - rzuciła Elizabeth i pocałowała Kate w czoło.
- Pójdę z Tobą do łazienki. Umyję się, a Ty w tym czasie wyszorujesz zęby.
- Będziesz mnie rozpraszać.
- I nie będziesz mogła kręcić kółek by umyć swoje perełki ?
- Dokładnie tak, moja droga.
Pojęcie przyszłości nagle się zmieniło. Nie była pewna tego co się stanie za miesiąc, rok, a być może kilka lat, ale była pewna tego, że Elizabeth pojawiła się w jej życiu, by pokazać jej cud jakim jest miłość.
- Elizabeth, posłuchaj mnie. Możesz spotykać ludzi lepszych ode mnie, zabawniejszych ode mnie, dużo ładniejszych niż ja, ale jest jedna rzecz, którą chcę Ci powiedzieć. Zawsze będę przy Tobie kiedy oni Cie zostawią.
- Nie możesz tego przewidzieć, ale to miłe.
- Akurat tego jestem pewna.
- Czasami myślę o tym, że chciałabym cofnąć czas, podjąć inne decyzje, być może pójść inną drogą, ale jak wyglądałoby moje życie, najprawdopodobniej byłoby puste. Po każdej burzy zawsze wychodzi słońce. Nie zasługuje na to, by z Tobą być, by mieć Cię na własność, ale zawsze gdy upadnę to wstanę by któregoś dnia podnieść Ciebie.
- Żaden moment nie jest dobry na taką rozmowę. Pojadę do domu i się położę.
- Możesz położyć się u mnie. Nie ma sensu wracać teraz.
- Wszystko ma swój sens. Czasami nie jesteśmy w stanie go pojąć mimo, że się bardzo staramy.
Kate wstała z łóżka i podeszła do ukochanej.
- Wiem, że to nie było dla Ciebie łatwe, przepraszam. - rzuciła i wtuliła się w Elizabeth.
- Nie chce ukrywać przed Tobą przeszłości mimo, że jest ona bolesna.
- Mówią, że cierpienie uszlachetnia.
- A słyszałaś, że niszczy człowieka ?
- To raczej można znać z autopsji.
- Nieważne, pójdę się umyć i położę się u Ciebie, dobrze ?
- Tak, dziękuję.
Elizabeth wyjęła czysty ręcznik z szafki i ruszyła w kierunku łazienki. Kate założyła szlafrok i wyszła z pokoju. Wiele myśli kłębiło się w jej głowie i rozmyślała nad tym co powiedziała Elizabeth na początku ich znajomości. By uciec od absurdalnego stwierdzenia, że najprawdopodobniej kiedyś się rozejdą, zaczęła sprzątać i zmywać po obiedzie. Błądziła krainie wspomnień, próbując wkraść się w przeszłość Elizabeth.
Oparła się o zlew, spuściła głowę i zamknęła oczy. Pobudzała wyobraźnie by uciec na chwilę gdzieś, gdzie nie musiała się niczym martwić. Usiadła na brzegu jeziora i wpatrywała się w jego taflę. Chłodny wiatr tańczył jej we włosach, a mimo to odczuwała, że temperatura jej ciała lekko wzrasta.
Pustkę, która jej towarzyszyła przez ostatni czas wypełniła mierząca 162 cm kobieta, która stanęła za nią i chwytając mokrymi rękoma za talię, wyrwała ją z letargu.
- To był jakiś rodzaj medytacji ?
- Aż tak dziwnie to wyglądało ?
- Czemu zakładasz, że dziwnie. Dość interesująco.
- No nieważne, już umyta ?
- Tak, tylko chciałam się zapytać czy masz jakąś dodatkową szczoteczkę ?
- A ta co przyniosłam Ci do szpitala?
- Racja. - rzuciła Elizabeth i pocałowała Kate w czoło.
- Pójdę z Tobą do łazienki. Umyję się, a Ty w tym czasie wyszorujesz zęby.
- Będziesz mnie rozpraszać.
- I nie będziesz mogła kręcić kółek by umyć swoje perełki ?
- Dokładnie tak, moja droga.
Pojęcie przyszłości nagle się zmieniło. Nie była pewna tego co się stanie za miesiąc, rok, a być może kilka lat, ale była pewna tego, że Elizabeth pojawiła się w jej życiu, by pokazać jej cud jakim jest miłość.
- Elizabeth, posłuchaj mnie. Możesz spotykać ludzi lepszych ode mnie, zabawniejszych ode mnie, dużo ładniejszych niż ja, ale jest jedna rzecz, którą chcę Ci powiedzieć. Zawsze będę przy Tobie kiedy oni Cie zostawią.
- Nie możesz tego przewidzieć, ale to miłe.
- Akurat tego jestem pewna.
- Czasami myślę o tym, że chciałabym cofnąć czas, podjąć inne decyzje, być może pójść inną drogą, ale jak wyglądałoby moje życie, najprawdopodobniej byłoby puste. Po każdej burzy zawsze wychodzi słońce. Nie zasługuje na to, by z Tobą być, by mieć Cię na własność, ale zawsze gdy upadnę to wstanę by któregoś dnia podnieść Ciebie.
niedziela, 21 października 2012
Chce mieć jakiś dowód, że gdy minie jakiś czas to nie będę sam.
Przez 10 minut Elizabeth nie odezwała się ani słowem. Odłożyła sztućce na talerzu, wytarła usta serwetką i zwróciła się ku Kate.
- Pycha.
- Ciesze się, że Ci smakowało. Może coś do picia ?
- Wiem, że będzie bolał mnie brzuch, ale mam ochotę na kakao.
- Ciepłe, letnie czy chłodne ?
- Letnie, proszę.
Elizabeth usiadła na kanapie i okryła się kocem. Zamknęła oczy i wróciła na chwilę do miejsca, w którym znajdowała się kilka tygodni temu. Spoglądała na Holly nalewającą białe wino do kieliszków.
Nagle poczuła oddech niedaleko swoich ust. Otworzyła oczy i spojrzała na Kate, która po chwili zamknęła jej usta pocałunkiem. Odstawiła na bok kubek z napojem i usiadła Elizabeth na kolanach.
Czuła jak temperatura jej ciała wzrasta z każdą sekundą.
Elizabeth chwyciła Kate w objęcia i wstała, niosąc ją do sypialni. Położyła ją na łóżku i klęczała nad nią.
Ręce Kate powędrowały w kierunku bioder. Delikatnie rozpięła pasek i spodnie Elizabeth. Jej ręce pragnęły dotykać całego jej ciała. Zsunęła jej spodnie, a kobieta krępującymi ruchami zrzuciła je na podłogę.
Elizabeth rozpięła swoją koszulę, a dziewczyna chwyciła ją i przyciągnęła do siebie. Zdawało się, że był to ułamek sekundy, gdy leżały obok siebie całkiem nagie.
Elizabeth całowała piersi Kate, a ona cicho pojękiwała, gdy kobieta wodziła dłonią po dolnej partii jej ciała.
Wsunęła swoją rękę między je uda i nieśmiałym ruchem dłoni rozchyliła je.
Poczuła, że jej ciało rusza się w rytm całkowicie nieznanej jej melodii. Zachłannie pragnęło jej rąk, uczuć i pasji z jaką dotykała go wtedy.
Kate chwyciła ukochaną za włosy i lekko ścisnęła.
Elizabeth nie miała wątpliwości, chciała tego. Teraz, tu i z nią.
Poczuła mokre łono Kate i powoli w nią wchodziła.
Czuła eksplozje emocji. Pożądanie było coraz większe, a pojękiwania dziewczyny coraz głośniejsze.
Wsunęła kolejny palec, a drugą ręką objęła Kate. Jej ciało prężyło się i rozpaczliwie szukało jakiegokolwiek kontaktu z ciałem Elizabeth.
Jej dłoń rozluźniła się i powędrowała na biodra Elizabeth. Pochłonięta pożądaniem, wsunęła rękę między uda kobiety i zaczęła ją pieścić. Czuły się wzajemnie, jedna w drugiej. Ich ciała stawały się coraz bardziej mokre, a podniecenie sięgało zenitu. Nagle Kate wysunęła rękę i złapała Elizabeth za plecy. Wiła się po łóżku i krzyczała z podniecenia. Wbiła swoje paznokcie w plecy kobiety i nagle jej mięśnie zwiotczały.
Pozbawiona sił, opadła na ramię Elizabeth i uśmiechnęła się do niej.
- Nie myślałam, że to może być tak przyjemne.
- A jakie relaksujące.
- O tym raczej nie trzeba wspominać.
Kate ułożyła się w ramionach ukochanej.
- Myślisz o tym co będzie w przyszłości ?
- Kiedyś mi się zdarzało.
- A teraz ?
- Unikam tego.
- Dlaczego ?
- Zawsze byłaś taka upierdliwa ? - rzuciła Elizabeth, patrząc ukradkiem na dziewczynę.
- Zawsze, więc dlaczego ?
- Bo w życiu nie możesz być niczego pewna, Kate.
- Ja jestem.
- Czego jesteś pewna ?
- Tego, że chce być z Tobą, Elizabeth.
- Nie możesz być pewna. Któregoś dnia może Ci się wszystko zmienić.
- Nie, bo Cię kocham.
- Miłość to nie tylko uczucie, ale i umiejętność.
- Tak, wiem. A Ty nie jesteś pewna tego, że zawsze będziesz moim mistrzem ?
- Nie, któregoś dnia Ty się staniesz mistrzem. Poza tym nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego co stanie się za rok, czy dwa lata.
- To przez Holly, tak ?
- Ale co ?
- Dobrze wiesz. To przez nią nie planujesz swojej przyszłości.
- Przyszłości na ogół nie powinno się planować.
- Opowiesz mi ?
- Muszę akurat teraz ?
- Proszę...
- Jeśli masz swój ogród to pielęgnujesz go i doglądasz. Wyrywasz chwasty, bo może zaszkodzić twoim kwiatom. Tak samo jest w związku. Nie jestem w stanie pojąć tego jak do tego doszło, nie zauważyłam, że ten chwast rozrósł się na pół mojego ogrodu, a moje kwiaty zaczęły więdnąć. Wszystkie plany, marzenia wrzucałyśmy do jednego worka. Było dla nas normalne, że kiedyś rozwiążemy go i będziemy spełniać je, jeden po drugim. Ktoś rozciął sznur, którym go zawiązałyśmy, a wszystkie marzenia i plany rozwiały się na wszystkie strony świata. Jedyne co nam zostało to zwątpienie. Nie wątpiłam w to, że mnie kocha, ale ona zwątpiła, że będzie ze mną zawsze. Nagle wszystko stało się niejasne. Żyłam w strachu, ale kurczowo łapałam się wszystkiego, by nie utonąć. Chciałam znać prawdę, bo przecież Holly była całym moim światem. Ratowałam nas, mimo, że inni dawno nas skreślili. Z czasem, gdy zapomniałam o strachu i pewna naszej miłości oznajmiłam, że chcę wyjechać i prosiłam, by wyjechała ze mną.
Elizabeth przygryzła wargę i wstała z łóżka. Chwyciła ubrania i zaczęła się ubierać.
- Spojrzała na mnie, złapała mnie za rękę i powiedziała, że nie może. Ten chwast, którego starałam się wyrwać skaził już mój ogród, a ona odeszła.
- Pycha.
- Ciesze się, że Ci smakowało. Może coś do picia ?
- Wiem, że będzie bolał mnie brzuch, ale mam ochotę na kakao.
- Ciepłe, letnie czy chłodne ?
- Letnie, proszę.
Elizabeth usiadła na kanapie i okryła się kocem. Zamknęła oczy i wróciła na chwilę do miejsca, w którym znajdowała się kilka tygodni temu. Spoglądała na Holly nalewającą białe wino do kieliszków.
Nagle poczuła oddech niedaleko swoich ust. Otworzyła oczy i spojrzała na Kate, która po chwili zamknęła jej usta pocałunkiem. Odstawiła na bok kubek z napojem i usiadła Elizabeth na kolanach.
Czuła jak temperatura jej ciała wzrasta z każdą sekundą.
Elizabeth chwyciła Kate w objęcia i wstała, niosąc ją do sypialni. Położyła ją na łóżku i klęczała nad nią.
Ręce Kate powędrowały w kierunku bioder. Delikatnie rozpięła pasek i spodnie Elizabeth. Jej ręce pragnęły dotykać całego jej ciała. Zsunęła jej spodnie, a kobieta krępującymi ruchami zrzuciła je na podłogę.
Elizabeth rozpięła swoją koszulę, a dziewczyna chwyciła ją i przyciągnęła do siebie. Zdawało się, że był to ułamek sekundy, gdy leżały obok siebie całkiem nagie.
Elizabeth całowała piersi Kate, a ona cicho pojękiwała, gdy kobieta wodziła dłonią po dolnej partii jej ciała.
Wsunęła swoją rękę między je uda i nieśmiałym ruchem dłoni rozchyliła je.
Poczuła, że jej ciało rusza się w rytm całkowicie nieznanej jej melodii. Zachłannie pragnęło jej rąk, uczuć i pasji z jaką dotykała go wtedy.
Kate chwyciła ukochaną za włosy i lekko ścisnęła.
Elizabeth nie miała wątpliwości, chciała tego. Teraz, tu i z nią.
Poczuła mokre łono Kate i powoli w nią wchodziła.
Czuła eksplozje emocji. Pożądanie było coraz większe, a pojękiwania dziewczyny coraz głośniejsze.
Wsunęła kolejny palec, a drugą ręką objęła Kate. Jej ciało prężyło się i rozpaczliwie szukało jakiegokolwiek kontaktu z ciałem Elizabeth.
Jej dłoń rozluźniła się i powędrowała na biodra Elizabeth. Pochłonięta pożądaniem, wsunęła rękę między uda kobiety i zaczęła ją pieścić. Czuły się wzajemnie, jedna w drugiej. Ich ciała stawały się coraz bardziej mokre, a podniecenie sięgało zenitu. Nagle Kate wysunęła rękę i złapała Elizabeth za plecy. Wiła się po łóżku i krzyczała z podniecenia. Wbiła swoje paznokcie w plecy kobiety i nagle jej mięśnie zwiotczały.
Pozbawiona sił, opadła na ramię Elizabeth i uśmiechnęła się do niej.
- Nie myślałam, że to może być tak przyjemne.
- A jakie relaksujące.
- O tym raczej nie trzeba wspominać.
Kate ułożyła się w ramionach ukochanej.
- Myślisz o tym co będzie w przyszłości ?
- Kiedyś mi się zdarzało.
- A teraz ?
- Unikam tego.
- Dlaczego ?
- Zawsze byłaś taka upierdliwa ? - rzuciła Elizabeth, patrząc ukradkiem na dziewczynę.
- Zawsze, więc dlaczego ?
- Bo w życiu nie możesz być niczego pewna, Kate.
- Ja jestem.
- Czego jesteś pewna ?
- Tego, że chce być z Tobą, Elizabeth.
- Nie możesz być pewna. Któregoś dnia może Ci się wszystko zmienić.
- Nie, bo Cię kocham.
- Miłość to nie tylko uczucie, ale i umiejętność.
- Tak, wiem. A Ty nie jesteś pewna tego, że zawsze będziesz moim mistrzem ?
- Nie, któregoś dnia Ty się staniesz mistrzem. Poza tym nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego co stanie się za rok, czy dwa lata.
- To przez Holly, tak ?
- Ale co ?
- Dobrze wiesz. To przez nią nie planujesz swojej przyszłości.
- Przyszłości na ogół nie powinno się planować.
- Opowiesz mi ?
- Muszę akurat teraz ?
- Proszę...
- Jeśli masz swój ogród to pielęgnujesz go i doglądasz. Wyrywasz chwasty, bo może zaszkodzić twoim kwiatom. Tak samo jest w związku. Nie jestem w stanie pojąć tego jak do tego doszło, nie zauważyłam, że ten chwast rozrósł się na pół mojego ogrodu, a moje kwiaty zaczęły więdnąć. Wszystkie plany, marzenia wrzucałyśmy do jednego worka. Było dla nas normalne, że kiedyś rozwiążemy go i będziemy spełniać je, jeden po drugim. Ktoś rozciął sznur, którym go zawiązałyśmy, a wszystkie marzenia i plany rozwiały się na wszystkie strony świata. Jedyne co nam zostało to zwątpienie. Nie wątpiłam w to, że mnie kocha, ale ona zwątpiła, że będzie ze mną zawsze. Nagle wszystko stało się niejasne. Żyłam w strachu, ale kurczowo łapałam się wszystkiego, by nie utonąć. Chciałam znać prawdę, bo przecież Holly była całym moim światem. Ratowałam nas, mimo, że inni dawno nas skreślili. Z czasem, gdy zapomniałam o strachu i pewna naszej miłości oznajmiłam, że chcę wyjechać i prosiłam, by wyjechała ze mną.
Elizabeth przygryzła wargę i wstała z łóżka. Chwyciła ubrania i zaczęła się ubierać.
- Spojrzała na mnie, złapała mnie za rękę i powiedziała, że nie może. Ten chwast, którego starałam się wyrwać skaził już mój ogród, a ona odeszła.
niedziela, 14 października 2012
Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy.
Mijały ostatnie dni i Elizabeth czekała już tylko na wypis ze szpitala. Domyśliła się, że Holly i Kate nie chcą widywać się zbyt często. Kate przyjeżdżała rano, zaś Holly bywała późnym popołudniem informując na bieżąco co się dzieje w redakcji.
Kate usiadła na brzegu łóżka szpitalnego i spojrzała na Kate.
- Gotowa ?
- Bardziej już być nie mogę.
- Jak się czujesz ?
- Dobrze, możemy iść ?
- Tak, odebrałam już dokumenty.
Elizabeth odetchnęła z ulgą. Chwyciła torbę i wstała. Złapała Kate za rękę i powiedziała po chwili.
- Zabierz mnie do domu, Dziobaczku.
Kate pocałowała w policzek kobietę i pewnym krokiem opuściły szpital.
Elizabeth obserwowała spacerujących ludzi po ulicy.
- Czemu im się tak przyglądasz ?
- Zastanawiam się jaką skrywają w sobie tajemnicę.
- Co masz na myśli ?
- Spoglądam na ich oczy, spojrzenia. W jaki sposób patrzą na drugiego człowieka.
- Mam wrażenie, że na razie nie zrozumiem twojego toku myślenia. Lubisz chińszczyznę ?
- Tak, a dlaczego pytasz ?
- Bo zabieram Cię na obiad do siebie.
Mijały kolejne skrzyżowania, a Elizabeth starała się przypomnieć sobie co wydarzyło się przed tym, gdy obudziła się w szpitalu.
- Coś Cię trapi ?
- Nie.
- Jesteś taka nieobecna.
- Cieszę się na ten obiad, bardzo.
Samochód nagle stanął.
- Jesteśmy na miejscu.
Kate wysiadła i przebiegła przed maską swojego samochodu po czym otworzyła drzwi od strony Elizabeth i podała jej rękę.
Kate wsadziła kluczyk do drzwi wejściowych, przekręciła i mocno pchnęła.
Weszły na dziedziniec po czym skierowały się ku klatce po prawej stronie.
Dziewczyna wstukała numer mieszkania, a potem kilka liczb. Drzwi machinalnie się otworzyły.
- Które piętro ?
- Czwarte.
- Możemy jechać windą ?
- Oczywiście.
Schody wydawały się zbyt męczące. Ich układ był dość pospolity. Długie schody prowadzące od razu na piętro, żeby dojść do następnych trzeba było przejść przez korytarz, a ich położenie było "jedno nad drugim".
Kate otworzyła windę i podeszła do drzwi po prawej stronie.
- Witam w moim małym królestwie.
Po lewej stronie znajdowała się mała przestronna kuchnia z okienkiem na salon. Po prawej stronie znajdowała się mała łazienka, a na wprost sypialnia. Między sypialnią, a kuchnią było wejście do salonu.
Elizabeth zdążyła przekroczyć tylko próg domu, gdy podbiegł do niej bokser, Sam.
- Rak ?
- Tak, musieli usunąć ucho.
Elizabeth zdjęła bluzę i powiesiła na wieszaku.
- Przejdź do salonu, jeśli chcesz to włącz sobie telewizję, a ja przygotuję obiad.
- Przepraszam.
- Ciągle mnie przepraszasz, a ja nie wiem za co.
- Powinnam Ci powiedzieć o Holly.
- Widocznie nie było to aż takie ważne.
- Bo to już nie ma znaczenia.
- Słyszałam, że będziecie razem pracować.
Elizabeth usiadła w salonie na kanapie i spojrzała na Kate.
- Nie będzie Ci to przeszkadzało ?
- A Tobie ?
- Nauczysz się kiedyś, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie ?
- Może kiedyś.
- To tylko praca.
- Więc ja Ci wierzę.
- To za ile ten obiad ?
- Niedługo, paskudo.
Kate poczuła przepływ szczęścia.
- Masz świeczki ?
- Takie małe, mogą być ?
- Obojętne jakie.
- Są w tamtej szafce, w pudełeczku drewnianym.
Elizabeth podeszła do regału i wyjęła wskazane pudełko. Otworzyła je i wyciągnęła 15 świeczek.
Zasłoniła okna i kazała Kate zamknąć oczy.
Zapaliła świeczki i ułożyła je na stoliku.
Podbiegła do Kate i zakryła jej oczy, by mieć pewność, że nie patrzy.
- To konieczne ?
- Tak, bo będziesz podglądać.
- Nie ufasz mi ?
- Dobrze wiesz, że to nie kwestia zaufania, ale ciekawości.
Stanęły przed stolikiem i Elizabeth zdjęła dłonie z jej twarzy.
- Już.
Kate odwróciła się, zarzuciła Elizabeth ręce na szyję i pocałowała ukochaną.
- Jesteś głodna, a robisz wszystko by odciągnąć mnie od kuchni.
- Nie wszystko.
- Nie czaruj, idę zająć się obiadem.
Kate usiadła na brzegu łóżka szpitalnego i spojrzała na Kate.
- Gotowa ?
- Bardziej już być nie mogę.
- Jak się czujesz ?
- Dobrze, możemy iść ?
- Tak, odebrałam już dokumenty.
Elizabeth odetchnęła z ulgą. Chwyciła torbę i wstała. Złapała Kate za rękę i powiedziała po chwili.
- Zabierz mnie do domu, Dziobaczku.
Kate pocałowała w policzek kobietę i pewnym krokiem opuściły szpital.
Elizabeth obserwowała spacerujących ludzi po ulicy.
- Czemu im się tak przyglądasz ?
- Zastanawiam się jaką skrywają w sobie tajemnicę.
- Co masz na myśli ?
- Spoglądam na ich oczy, spojrzenia. W jaki sposób patrzą na drugiego człowieka.
- Mam wrażenie, że na razie nie zrozumiem twojego toku myślenia. Lubisz chińszczyznę ?
- Tak, a dlaczego pytasz ?
- Bo zabieram Cię na obiad do siebie.
Mijały kolejne skrzyżowania, a Elizabeth starała się przypomnieć sobie co wydarzyło się przed tym, gdy obudziła się w szpitalu.
- Coś Cię trapi ?
- Nie.
- Jesteś taka nieobecna.
- Cieszę się na ten obiad, bardzo.
Samochód nagle stanął.
- Jesteśmy na miejscu.
Kate wysiadła i przebiegła przed maską swojego samochodu po czym otworzyła drzwi od strony Elizabeth i podała jej rękę.
Kate wsadziła kluczyk do drzwi wejściowych, przekręciła i mocno pchnęła.
Weszły na dziedziniec po czym skierowały się ku klatce po prawej stronie.
Dziewczyna wstukała numer mieszkania, a potem kilka liczb. Drzwi machinalnie się otworzyły.
- Które piętro ?
- Czwarte.
- Możemy jechać windą ?
- Oczywiście.
Schody wydawały się zbyt męczące. Ich układ był dość pospolity. Długie schody prowadzące od razu na piętro, żeby dojść do następnych trzeba było przejść przez korytarz, a ich położenie było "jedno nad drugim".
Kate otworzyła windę i podeszła do drzwi po prawej stronie.
- Witam w moim małym królestwie.
Po lewej stronie znajdowała się mała przestronna kuchnia z okienkiem na salon. Po prawej stronie znajdowała się mała łazienka, a na wprost sypialnia. Między sypialnią, a kuchnią było wejście do salonu.
Elizabeth zdążyła przekroczyć tylko próg domu, gdy podbiegł do niej bokser, Sam.
- Rak ?
- Tak, musieli usunąć ucho.
Elizabeth zdjęła bluzę i powiesiła na wieszaku.
- Przejdź do salonu, jeśli chcesz to włącz sobie telewizję, a ja przygotuję obiad.
- Przepraszam.
- Ciągle mnie przepraszasz, a ja nie wiem za co.
- Powinnam Ci powiedzieć o Holly.
- Widocznie nie było to aż takie ważne.
- Bo to już nie ma znaczenia.
- Słyszałam, że będziecie razem pracować.
Elizabeth usiadła w salonie na kanapie i spojrzała na Kate.
- Nie będzie Ci to przeszkadzało ?
- A Tobie ?
- Nauczysz się kiedyś, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie ?
- Może kiedyś.
- To tylko praca.
- Więc ja Ci wierzę.
- To za ile ten obiad ?
- Niedługo, paskudo.
Kate poczuła przepływ szczęścia.
- Masz świeczki ?
- Takie małe, mogą być ?
- Obojętne jakie.
- Są w tamtej szafce, w pudełeczku drewnianym.
Elizabeth podeszła do regału i wyjęła wskazane pudełko. Otworzyła je i wyciągnęła 15 świeczek.
Zasłoniła okna i kazała Kate zamknąć oczy.
Zapaliła świeczki i ułożyła je na stoliku.
Podbiegła do Kate i zakryła jej oczy, by mieć pewność, że nie patrzy.
- To konieczne ?
- Tak, bo będziesz podglądać.
- Nie ufasz mi ?
- Dobrze wiesz, że to nie kwestia zaufania, ale ciekawości.
Stanęły przed stolikiem i Elizabeth zdjęła dłonie z jej twarzy.
- Już.
Kate odwróciła się, zarzuciła Elizabeth ręce na szyję i pocałowała ukochaną.
- Jesteś głodna, a robisz wszystko by odciągnąć mnie od kuchni.
- Nie wszystko.
- Nie czaruj, idę zająć się obiadem.
niedziela, 7 października 2012
Everybody Lies.
Kate wślizgnęła się do sali, rozglądając na prawo i lewo. Na jej twarzy malował się lekki, dziecięcy uśmiech.
- Usiądziesz koło mnie ? - zapytała Elizabeth.
Kate skinęła głową i usiadła na brzegu łóżka szpitalnego, Chwyciła ją za rękę i patrzyła głęboko w oczy. Wbiła w nią wzrok jakby chciała przeniknąć do jej duszy.
- Przepraszam.
- Elizabeth, za co ?
- Za to, że jestem idiotką i musimy się spotykać w takich okolicznościach.
- Nie sądzisz, że najważniejsze jest to, że nic Ci nie jest ?
- Może masz racje, ale nie czuję się z tym najlepiej.
- Mogę Cie o coś zapytać ?
- Oczywiście.
- Co się wydarzyło między Tobą, a Holly ?
- Co masz na myśli ?
- Jak była wcześniej to weszłyśmy na ten temat.
- Czasami im dłużej z kimś żyjesz tym bardziej utwierdzasz się w tym, że go nie znasz. Byłam cholernie szczęśliwa, historia z moim Mistrzem została przyciemniona przez moją miłość do Holly. Byłam dla niej oparciem, niosłam ją gdy upadła, ale z czasem nie miałam siły i sama upadłam. Zaproponowałam jej by ze mną wyjechała. Myślałam, że zmiana otoczenia, środowiska wpłynie pozytywnie na nasze relacje. Wtedy ona mi odmówiła...
- Potem był Michaił ?
- Tak. Każdy nosi w sobie jakiś sekret, najwidoczniej uczucie do niego było jej małą tajemnicą.
Kate spuściła wzrok.
- Nie musisz się bać. To, że komuś wybaczysz, nie znaczy, że zapomnisz.
- A co ze stwierdzeniem, że stara miłość nie rdzewieje ?
- Ta zardzewiała.
- Ona będzie o Ciebie walczyć.
- To nie daj jej wygrać. Odchodząc od tematu, mówili kiedy mnie wypuszczą ?
- Wiesz, że nie powinni udzielać mi żadnych informacji.
- Wiem, ale i tak pewnie to zrobili.
- Zostawią Cię przez tydzień na obserwacji.
- A co z Holly ?
- Jutro dostanie wypis.
- Czyli zainteresowałaś się nią ?
- Z ciekawości.
- Śmiem wątpić, cynizm to tylko obrona. W głębi duszy jest zupełnie inaczej.
- Pójdę już, ale będę Cię odwiedzać, słowo.
- Skoro tak mówisz.
- Trzymaj się.
- A Ty nie puszczaj. - Elizabeth uśmiechnęła się i puściła Kate oczko.
Z każdą minutą czuła w sobie coraz więcej sił do życia i wiary w lepsze jutro.
- Usiądziesz koło mnie ? - zapytała Elizabeth.
Kate skinęła głową i usiadła na brzegu łóżka szpitalnego, Chwyciła ją za rękę i patrzyła głęboko w oczy. Wbiła w nią wzrok jakby chciała przeniknąć do jej duszy.
- Przepraszam.
- Elizabeth, za co ?
- Za to, że jestem idiotką i musimy się spotykać w takich okolicznościach.
- Nie sądzisz, że najważniejsze jest to, że nic Ci nie jest ?
- Może masz racje, ale nie czuję się z tym najlepiej.
- Mogę Cie o coś zapytać ?
- Oczywiście.
- Co się wydarzyło między Tobą, a Holly ?
- Co masz na myśli ?
- Jak była wcześniej to weszłyśmy na ten temat.
- Czasami im dłużej z kimś żyjesz tym bardziej utwierdzasz się w tym, że go nie znasz. Byłam cholernie szczęśliwa, historia z moim Mistrzem została przyciemniona przez moją miłość do Holly. Byłam dla niej oparciem, niosłam ją gdy upadła, ale z czasem nie miałam siły i sama upadłam. Zaproponowałam jej by ze mną wyjechała. Myślałam, że zmiana otoczenia, środowiska wpłynie pozytywnie na nasze relacje. Wtedy ona mi odmówiła...
- Potem był Michaił ?
- Tak. Każdy nosi w sobie jakiś sekret, najwidoczniej uczucie do niego było jej małą tajemnicą.
Kate spuściła wzrok.
- Nie musisz się bać. To, że komuś wybaczysz, nie znaczy, że zapomnisz.
- A co ze stwierdzeniem, że stara miłość nie rdzewieje ?
- Ta zardzewiała.
- Ona będzie o Ciebie walczyć.
- To nie daj jej wygrać. Odchodząc od tematu, mówili kiedy mnie wypuszczą ?
- Wiesz, że nie powinni udzielać mi żadnych informacji.
- Wiem, ale i tak pewnie to zrobili.
- Zostawią Cię przez tydzień na obserwacji.
- A co z Holly ?
- Jutro dostanie wypis.
- Czyli zainteresowałaś się nią ?
- Z ciekawości.
- Śmiem wątpić, cynizm to tylko obrona. W głębi duszy jest zupełnie inaczej.
- Pójdę już, ale będę Cię odwiedzać, słowo.
- Skoro tak mówisz.
- Trzymaj się.
- A Ty nie puszczaj. - Elizabeth uśmiechnęła się i puściła Kate oczko.
Z każdą minutą czuła w sobie coraz więcej sił do życia i wiary w lepsze jutro.
sobota, 29 września 2012
My immortal.
- Muszę was zostawić same, ale jeśli będziesz chciała wrócić do łóżka to poproś pielęgniarkę.
- Dziękuję.
Stażysta postawił wózek koło łóżka, na którym leżała Elizabeth i po chwili zniknął za drzwiami.
- Jestem Holly.
- Kate.
- Co z nią ?
- Powiedzieli tylko tyle, że zagrożenie minęło i teraz może być już tylko lepiej.
- Elizabeth wspominała, że ma się z Tobą spotkać.
- To był przypadek, znalazłyśmy się w tym samym miejscu całkiem niespodziewanie.
- Ostatniego dnia jak się widziałyśmy mówiła mi, że chodziłyście razem do szkoły.
- Też..
- Jak to też ?
- Studiowałyśmy w Anglii, ona po studiach chciała poszerzyć swoje horyzonty.
- A jak to się ma do wszystkiego ?
- Byłyśmy bardzo blisko ze sobą.
Kate ścisnęło w gardle. Poczuła narastające zagrożenie, pojawiła się konkurencja i pewne było, że nie wróży to nic dobrego.
- Więc co się stało ?
- Coś w nas pękło, pojawił się Michaił, a ja nie zdecydowałam się wyjechać z nią.
- Dałaś jej odejść ?
- Tak..
- Miałaś przy sobie taki Skarb.
- Teraz to wiem.
- Nie sądzisz, że ułożyła sobie życie bez Ciebie ?
- A ułożyła ?
- Jej będziesz musiała zapytać.
- Będę miała dużo okazji.
- A to ciekawe.
- Będziemy razem pracować.
- Wspominała, że jestem jej uczniem ?
- A jakie to ma znaczenie ?
Holly czuła, że wchodzi na ścieżkę wojenną.
- Nie muszę Ci się z tego tłumaczyć.
Kate poczuła jak ręka Elizabeth się zaciska, a jej oczy powoli otwierają.
Raziło ją światło i mimo, że chciała zacisnąć powieki to ktoś usilnie starał jej się je otworzyć.
- To niezbyt przyjemne - wyszeptała, niepewnie otwierając spierzchnięte usta.
- Witamy ponownie, jestem Pani lekarzem.
Elizabeth przekonywała się po chwili do światła i po chwili całkowicie otworzyła oczy i rozejrzała się po sali.
Czuła, że Kate trzyma jej rękę, ale jej wzrok powędrował w całkiem innym kierunku.
- Jak się Pani czuję ?
- Całkiem dobrze, mogę się napić wody ?
- Naturalnie, ale dopiero za jakiś czas. Wrócę do Pani za pół godziny i przebadam. Póki co rytm serca nie jest zaburzony, więc nie ma czym się martwić. - odwiesiła kartę pacjenta na obręczy łóżka i z uśmiechem wyszła z sali.
Elizabeth zwróciła głowę w stronę Kate i spojrzała na nią błagalnym wzrokiem.
- Kate..
- Tak ?
- Mogłabyś nas na moment zostawić same ?
- Oczywiście.
Holly przysunęła się bliżej łóżka Elizabeth i odprowadziła Kate wzrokiem prosto do drzwi.
- Wszystko w porządku ?
- Dziękuję...
- Nie masz za co. Jak się czujesz ?
- Jak ja się czuję ? Jakie to ma znaczenie. Ważniejsze jest to jak Ty się czujesz.
- Strasznie chce mi się pić. Pomożesz mi ?
- Nie wiem czy mogę podnieść Ci oparcie.
- Gorzej być nie może.
- Przepraszam, to była moja wina.
- Przestań, pomożesz ?
Holly chwyciła pilota zwisającego tuż obok podparcia. Wcisnęła guzik i powoli zaczęło się podnosić.
- Wystarczy, dziękuję.
- Więc jak się czujesz ?
- Trochę boli mnie noga i klatka piersiowa, ale to nie ma znaczenia.
- Może naleję do kubeczka i wypijesz ze słomki?
Elizabeth nie odpowiedziała, czuła, że traci kontrole nad swoim życiem. Nie była zdolna nawet podnieść głowy i napić się wody jak dawniej.
Przybliżyła kubek z wodą do jej twarzy, a słomka obiła się lekko o jej usta, którymi starała się ją złapać.
Każdy łyk był dla niej jak czerpanie wody z mistycznych źródeł.
Do sali weszła młoda, wysoka, niebieskooka pielęgniarka. Jej włosy niesfornie obijały jej się o twarz.
- Przeproszę Panią na chwilę.
Holly wstała i lekko zakręciło jej się w głowie.
- Holly, wszystko dobrze ?
- Tak. Trochę tylko zakręciło mi się w głowie.
- Idź do siebie i wrócisz jutro, jeśli poczujesz się lepiej.
- Dobrze, uważaj na siebie.
Pielęgniarka chwyciła Holly pod rękę i posadziła na wózku. Po chwili do sali weszła kolejna, nieco starsza kobieta ubrana pielęgniarski mundurek.
Wymieniły między sobą parę słów i brunetka przejęła kontrolę nad wózkiem z pacjentką.
- Mogę prosić Panią o rękę ?
- Ledwo się znamy, a Pani prosi mnie o rękę ? Inaczej wyobrażałam sobie tę chwilę. Nawet się nie uczesałam.
- Jak się kogoś kocha to wygląd nie ma znaczenia. Ale dobrze, że humor Pani dopisuje. Dostanie Pani antybiotyk i środki przeciwbólowe.
Elizabeth spoglądała na kroplówkę i czuła jak zaczyna kręcić jej się w głowie.
- Mam pytanie, co się dzieję z moją nogą ?
- Dlaczego Pani o to pyta ?
- Może dlatego, że mnie boli.
- Był u Pani lekarz ?
- Tak, ale..
- Więc wróci i wszystko Pani powie.
- Mogłaby Pani prosić dziewczynę, która stoi przed salą by weszła, gdy Pani wyjdzie ?
- Oczywiście.
- Dziękuję.
Stażysta postawił wózek koło łóżka, na którym leżała Elizabeth i po chwili zniknął za drzwiami.
- Jestem Holly.
- Kate.
- Co z nią ?
- Powiedzieli tylko tyle, że zagrożenie minęło i teraz może być już tylko lepiej.
- Elizabeth wspominała, że ma się z Tobą spotkać.
- To był przypadek, znalazłyśmy się w tym samym miejscu całkiem niespodziewanie.
- Ostatniego dnia jak się widziałyśmy mówiła mi, że chodziłyście razem do szkoły.
- Też..
- Jak to też ?
- Studiowałyśmy w Anglii, ona po studiach chciała poszerzyć swoje horyzonty.
- A jak to się ma do wszystkiego ?
- Byłyśmy bardzo blisko ze sobą.
Kate ścisnęło w gardle. Poczuła narastające zagrożenie, pojawiła się konkurencja i pewne było, że nie wróży to nic dobrego.
- Więc co się stało ?
- Coś w nas pękło, pojawił się Michaił, a ja nie zdecydowałam się wyjechać z nią.
- Dałaś jej odejść ?
- Tak..
- Miałaś przy sobie taki Skarb.
- Teraz to wiem.
- Nie sądzisz, że ułożyła sobie życie bez Ciebie ?
- A ułożyła ?
- Jej będziesz musiała zapytać.
- Będę miała dużo okazji.
- A to ciekawe.
- Będziemy razem pracować.
- Wspominała, że jestem jej uczniem ?
- A jakie to ma znaczenie ?
Holly czuła, że wchodzi na ścieżkę wojenną.
- Nie muszę Ci się z tego tłumaczyć.
Kate poczuła jak ręka Elizabeth się zaciska, a jej oczy powoli otwierają.
Raziło ją światło i mimo, że chciała zacisnąć powieki to ktoś usilnie starał jej się je otworzyć.
- To niezbyt przyjemne - wyszeptała, niepewnie otwierając spierzchnięte usta.
- Witamy ponownie, jestem Pani lekarzem.
Elizabeth przekonywała się po chwili do światła i po chwili całkowicie otworzyła oczy i rozejrzała się po sali.
Czuła, że Kate trzyma jej rękę, ale jej wzrok powędrował w całkiem innym kierunku.
- Jak się Pani czuję ?
- Całkiem dobrze, mogę się napić wody ?
- Naturalnie, ale dopiero za jakiś czas. Wrócę do Pani za pół godziny i przebadam. Póki co rytm serca nie jest zaburzony, więc nie ma czym się martwić. - odwiesiła kartę pacjenta na obręczy łóżka i z uśmiechem wyszła z sali.
Elizabeth zwróciła głowę w stronę Kate i spojrzała na nią błagalnym wzrokiem.
- Kate..
- Tak ?
- Mogłabyś nas na moment zostawić same ?
- Oczywiście.
Holly przysunęła się bliżej łóżka Elizabeth i odprowadziła Kate wzrokiem prosto do drzwi.
- Wszystko w porządku ?
- Dziękuję...
- Nie masz za co. Jak się czujesz ?
- Jak ja się czuję ? Jakie to ma znaczenie. Ważniejsze jest to jak Ty się czujesz.
- Strasznie chce mi się pić. Pomożesz mi ?
- Nie wiem czy mogę podnieść Ci oparcie.
- Gorzej być nie może.
- Przepraszam, to była moja wina.
- Przestań, pomożesz ?
Holly chwyciła pilota zwisającego tuż obok podparcia. Wcisnęła guzik i powoli zaczęło się podnosić.
- Wystarczy, dziękuję.
- Więc jak się czujesz ?
- Trochę boli mnie noga i klatka piersiowa, ale to nie ma znaczenia.
- Może naleję do kubeczka i wypijesz ze słomki?
Elizabeth nie odpowiedziała, czuła, że traci kontrole nad swoim życiem. Nie była zdolna nawet podnieść głowy i napić się wody jak dawniej.
Przybliżyła kubek z wodą do jej twarzy, a słomka obiła się lekko o jej usta, którymi starała się ją złapać.
Każdy łyk był dla niej jak czerpanie wody z mistycznych źródeł.
Do sali weszła młoda, wysoka, niebieskooka pielęgniarka. Jej włosy niesfornie obijały jej się o twarz.
- Przeproszę Panią na chwilę.
Holly wstała i lekko zakręciło jej się w głowie.
- Holly, wszystko dobrze ?
- Tak. Trochę tylko zakręciło mi się w głowie.
- Idź do siebie i wrócisz jutro, jeśli poczujesz się lepiej.
- Dobrze, uważaj na siebie.
Pielęgniarka chwyciła Holly pod rękę i posadziła na wózku. Po chwili do sali weszła kolejna, nieco starsza kobieta ubrana pielęgniarski mundurek.
Wymieniły między sobą parę słów i brunetka przejęła kontrolę nad wózkiem z pacjentką.
- Mogę prosić Panią o rękę ?
- Ledwo się znamy, a Pani prosi mnie o rękę ? Inaczej wyobrażałam sobie tę chwilę. Nawet się nie uczesałam.
- Jak się kogoś kocha to wygląd nie ma znaczenia. Ale dobrze, że humor Pani dopisuje. Dostanie Pani antybiotyk i środki przeciwbólowe.
Elizabeth spoglądała na kroplówkę i czuła jak zaczyna kręcić jej się w głowie.
- Mam pytanie, co się dzieję z moją nogą ?
- Dlaczego Pani o to pyta ?
- Może dlatego, że mnie boli.
- Był u Pani lekarz ?
- Tak, ale..
- Więc wróci i wszystko Pani powie.
- Mogłaby Pani prosić dziewczynę, która stoi przed salą by weszła, gdy Pani wyjdzie ?
- Oczywiście.
piątek, 7 września 2012
How to save a life...
Nad ciałem Elizabeth zapanował przeszywający chłód. Przed jej oczami ukazał się obraz zamarzającego jeziora. Czuła jak jej ręce zaczynają sztywnieć. Rozejrzała się dookoła, wszystko było pokryte śniegiem.
Upadła na ziemię i zaczęła się trzęść. Wokół rozszalała burza, a ona znów nie miała kontroli nad swoim umysłem. Poczuła wstrząs i ujrzała rażące światło. Wydawało jej się, że to blask błyskawicy z nad jeziora, ale ten obraz wykreowany w jej głowie stawał się coraz mniej realny.
Coś rozrywało jej klatkę piersiową, a w głowie dźwięczały jej słowa najbliższych. Jej serce dało o sobie znać i biło jak dzwon. Zaznała spokoju, uciekając w krainę snu, rozbudzonej wyobraźni małego dziecka.
Gdzieś w oddali słyszała jakieś głosy, ale liczyło się dla niej miejsce, które odebrał jej czas.
***
Holly obudziła się w szpitalnej sali, a przy jej łóżku stał młody stażysta. Spoglądał na kartę wiszącą przy jej łóżku i gdy zauważył, że się obudziła, rzucił jej pełen ciepła uśmiech.
- Długo Pani spała.
- Gdzie jest Elizabeth ?
- Niech się Pani nie denerwuje, wszystko Pani powiem, ale najpierw sprawdzę czy wszystko jest w porządku.
- Czuję się dobrze. - Holly usiadła na krawędzi łóżka i wsunęła kapcie na nogi. - Zaprowadzi mnie Pan czy mam sama jej szukać ?
- A mogę Panią zbadać ?
Holly kiwnęła głową i wykonywała każde polecenie mężczyzny.
- Wygląda na to, że wszystko wraca do normy.
- Możemy iść ?
- Obawiam się, że o własnych siłach jeszcze nie, bo byłoby to zbyt duże obciążenie dla organizmu, zważając na to jak długo Pani spała.
Wyszedł z sali i po chwili wróćił z wózkiem, uprowadzonym z oddziału ortopedycznego.
- Co się z nią działo ?
- Jest Pani jej rodziną ?
- Nie, ale...
- Niestety w takim wypadku nie mogę udzielić Pani żadnych informacji.
- Ale..
- Nie ma żadnego " ale ".
- Posłuchaj, ona mnie uratowała. To ja powinnam tam leżeć, a nie ona. Wszystko było moją winą, więc wyświadcz mi przysługę i powiedz jak ona się czuje.
- Jeżeli dojdzie to do ordynatora to wylecę ze stażu.
- Zostanie to między nami, obiecuję.
- Ekipa ratunkowa dobrze się spisała, jej stan był stabilny, ale po kilku godzinach temperatura ciała zaczęła stopniowo się obniżać, a praca serca nagle ustała. Musieliśmy reanimować, ale na szczęście udało nam się ją uratować. Cały czas ktoś przy niej jest, ale jej stan się ustabilizował. Jest jednak coś co nas martwi.
- Co takiego ?
- Podczas wypadku doszło do rozległego uszkodzenia stawu kolanowego. Miała jakieś zainteresowania jeśli chodzi o sport ?
- Z tego co wiem, trenowała kiedyś sztuki wali. Uwielbiała życie w ruchu.
- Obawiamy się, że długa droga przed nią jeśli będzia chciała odzyskać swoje dawne życie.
Holly nie potrafiła poukładać sobie tego wszystkiego w głowie, nie znała odpowiedzi na nurtujące ją pytanie, jak to się stało ? Wiedziała tylko, że była to jej wina. Zabiła duszę sportowca. Oddałaby wszystko by cofnąć czas.
Wjechała na salę i przy łóżku Elizabeth ujrzała młodą kobietę. Miała blond włosy i jak przyjrzeć jej się dokładniej, niebieskie oczy.
Trzymała dłoń Elizabeth, a po jej policzku spływały łzy.
Upadła na ziemię i zaczęła się trzęść. Wokół rozszalała burza, a ona znów nie miała kontroli nad swoim umysłem. Poczuła wstrząs i ujrzała rażące światło. Wydawało jej się, że to blask błyskawicy z nad jeziora, ale ten obraz wykreowany w jej głowie stawał się coraz mniej realny.
Coś rozrywało jej klatkę piersiową, a w głowie dźwięczały jej słowa najbliższych. Jej serce dało o sobie znać i biło jak dzwon. Zaznała spokoju, uciekając w krainę snu, rozbudzonej wyobraźni małego dziecka.
Gdzieś w oddali słyszała jakieś głosy, ale liczyło się dla niej miejsce, które odebrał jej czas.
***
Holly obudziła się w szpitalnej sali, a przy jej łóżku stał młody stażysta. Spoglądał na kartę wiszącą przy jej łóżku i gdy zauważył, że się obudziła, rzucił jej pełen ciepła uśmiech.
- Długo Pani spała.
- Gdzie jest Elizabeth ?
- Niech się Pani nie denerwuje, wszystko Pani powiem, ale najpierw sprawdzę czy wszystko jest w porządku.
- Czuję się dobrze. - Holly usiadła na krawędzi łóżka i wsunęła kapcie na nogi. - Zaprowadzi mnie Pan czy mam sama jej szukać ?
- A mogę Panią zbadać ?
Holly kiwnęła głową i wykonywała każde polecenie mężczyzny.
- Wygląda na to, że wszystko wraca do normy.
- Możemy iść ?
- Obawiam się, że o własnych siłach jeszcze nie, bo byłoby to zbyt duże obciążenie dla organizmu, zważając na to jak długo Pani spała.
Wyszedł z sali i po chwili wróćił z wózkiem, uprowadzonym z oddziału ortopedycznego.
- Co się z nią działo ?
- Jest Pani jej rodziną ?
- Nie, ale...
- Niestety w takim wypadku nie mogę udzielić Pani żadnych informacji.
- Ale..
- Nie ma żadnego " ale ".
- Posłuchaj, ona mnie uratowała. To ja powinnam tam leżeć, a nie ona. Wszystko było moją winą, więc wyświadcz mi przysługę i powiedz jak ona się czuje.
- Jeżeli dojdzie to do ordynatora to wylecę ze stażu.
- Zostanie to między nami, obiecuję.
- Ekipa ratunkowa dobrze się spisała, jej stan był stabilny, ale po kilku godzinach temperatura ciała zaczęła stopniowo się obniżać, a praca serca nagle ustała. Musieliśmy reanimować, ale na szczęście udało nam się ją uratować. Cały czas ktoś przy niej jest, ale jej stan się ustabilizował. Jest jednak coś co nas martwi.
- Co takiego ?
- Podczas wypadku doszło do rozległego uszkodzenia stawu kolanowego. Miała jakieś zainteresowania jeśli chodzi o sport ?
- Z tego co wiem, trenowała kiedyś sztuki wali. Uwielbiała życie w ruchu.
- Obawiamy się, że długa droga przed nią jeśli będzia chciała odzyskać swoje dawne życie.
Holly nie potrafiła poukładać sobie tego wszystkiego w głowie, nie znała odpowiedzi na nurtujące ją pytanie, jak to się stało ? Wiedziała tylko, że była to jej wina. Zabiła duszę sportowca. Oddałaby wszystko by cofnąć czas.
Wjechała na salę i przy łóżku Elizabeth ujrzała młodą kobietę. Miała blond włosy i jak przyjrzeć jej się dokładniej, niebieskie oczy.
Trzymała dłoń Elizabeth, a po jej policzku spływały łzy.
wtorek, 4 września 2012
So cold.
Miotała się w łóżku, tocząc wojnę z myślami.
Spojrzała na zegarek, 3.27...
- To nie ma sensu, Holly.
Miała tendencję do rozmawiania sama ze sobą. Czuła, że znajdzie odpowiedź myśląc na głos.
Starała się wyrzucić z głowy wszystko co było jej niepotrzebne.
Z każdą sekundą, minutą, godziną zdawała sobie sprawę, że to co było niepotrzebne, jest teraz niezbędne.
Wstała z łóżka i ruszyła w stronę drzwi od sypialni. Uchyliła je niepewnie i maleńkimi krokami przeszła do kuchni. Odkręciła butelkę wody i piła zachłannie jakby chciała ugasić największe pragnienie.
Spojrzała za okno, na niebie kolejną noc był malowniczy obraz rozgwieżdżonego nieba.
Weszła do salonu i usiadła na brzegu kanapy.
- Nie potrafię, Elizabeth. Tak wiele chciałabym Ci powiedzieć, pokazać, ale jeszcze nie czas na to. Wszystko się ułoży i będzie tak jak miało być kiedyś. Żałuję, że wtedy nie dałam Ci dojść do głosu.
Odgarnęła włosy z twarzy kobiety i musnęła ustami jej policzek.
- Nie popełnię tym razem tego samego błędu. Będę walczyć o twoje szczęście, być może ja będę bogactwem, którego tak pragniesz.
Wstała i wróciła do sypialni. Jej życie nagle stało się krótkometrażowym filmem, po czym usnęła.
To nie był chciany odgłos budzika, 7.20 ...
Stanowczo zbyt mało czasu na sen, ot co, człowiek musi jeszcze potem funkcjonować według wymagań pracodawcy.
Wstała energicznie z łóżka, by dłużej nie użalać się nad swoim losem. Za bardzo nie miała nad czym płakać, dobrze płatna praca, kilku oddanych przyjaciół, pasja, którą pielęgnuje.
Z kuchni dobiegł ją smakowity zapach. Czyżby omlety z dżemem ?
- Dzień Dobry, Holly.
Elizabeth była dziś w stosunkowo dobrym humorze. Nuciła pod nosem i przekładała omlety z jednej strony na drugą.
- Wyskoczyłam po świeże owoce do sklepu, więc dzisiaj zjesz normalne śniadanie.
- Omlety z owocami ?
- Polane czekoladą.
- Możesz u mnie sypiać codziennie.
- Skoro mamy pracować razem, to musisz się najeść, bo ze mną dzień bywa męczący i mało, który fotograf ze mną wytrzymywał.
- Jesteś aż tak okropną zołzą ?
- Ej, jestem miła, ale muszę wszędzie zajrzeć. Kiedyś kolega powiedział mi, że wysysam z ludzi energię.
- Mnie się tak szybko nie pozbędziesz.
Elizabeth przełożyła ostatniego omleta i ułożyła je na wielkim talerzu. Pokroiła truskawki, jabłka i położyła razem z borówkami na omletach, polewając je czekoladą.
- Dawno nie jadłam takiego śniadania.
- Rozumiem, że to znaczy : dziękuję ?
- Nie używam raczej takich słów, ale dziękuję.
- Dlaczego nie używasz ?
- Bo są oklepane.
- Ale świadczą o kulturze człowieka.
- Owszem, ale nadużywane tracą swoją moc. Jak na przykład słowo "kocham".
- To zupełnie co innego.
- Wydaje Ci się, Elizabeth.
- Podyskutujemy o tym później, smacznego.
Na niebie zaczęły gromadzić się chmury, dominując słońce, które przywitało Holly wkradając się przez otwarte okno w sypialni.
- Gdzieś na górze mam parasol.
- Myślisz, że będzie padać ?
- Mogę jedynie przypuszczać i się dobrze zabezpieczyć.
- Jeśli zaraz wyjdziemy to może zdążymy dojść do mojego auta.
- To też jest całkiem możliwe.
Elizabeth przetarła usta serwetką i wstała od stołu. Holly zastanawiała się ile czasu zajęło jej wyszykowanie się i zrobienie śniadania. Uśmiechnęła się i dokończyła ostatniego omleta.
- Szybko się ubiorę, zażyje porannej toalety i pobiegnę na górę po aparat.
- Dobrze, poczekam w salonie.
Holly wbiegła do łazienki. Przemyła twarz i spojrzała w lustro. Kim była kiedyś, a jakim człowiekiem stała się teraz ? Co się zmieniło w jej życiu, a co stało się rutyną ?
Napełniła dłonie wodą i kolejny raz obmyła twarz. Wyjęła ubranie z małej szafeczki.
Trzymanie części ubrań w łazience świadczyło o tym jak bardzo lubi mieć wszystko pod ręką.
Zsunęła z siebie koszule nocną i zaczęła się w biegu ubierać. Zawsze była niezdarna, ale tym razem trafienie w rękaw koszulki sprawiło jej dużo większą trudność.
Złośliwość przedmiotów martwych. Umyła zęby energicznymi ruchami i wyszła z łazienki.
Stanęła przed Elizabeth i szczęśliwa z czasu w jakim udało jej się to wszystko zrobić, uśmiechnęła się.
- Widać, że robiłaś wszystko najszybciej jak potrafisz.
Elizabeth podeszła bliżej i powstrzymując śmiech, przetarła jej czoło.
- Jak Ty to robisz, że pastę masz na czole ?
- Naprawdę ?
- Czy wyglądam jakbym żartowała ?
- Nie zważając na to, że powstrzymujesz się od śmiechu ?
- Powiedzmy...
- Dlatego zawsze z rana ludzie się na mnie dziwnie patrzą.
- Czyli to już weszło Ci w nawyk.
Holly wysunęła lekko język, a na jej twarzy pojawił się złośliwy grymas.
Wbiegła po schodach na górę i już po chwili zbiegała z różową parasolką.
- Żartujesz sobie ?
- Nie, dlaczego ?
- Nie masz czarnej ?
- Za bardzo się przejmujesz opinią innych.
- Chodźmy już, Holly.
Elizabeth założyła buty i wsunęła sznurówki do środka.
- Nie możesz ich zawiązać ?
- Nie bardzo.
- Dlaczego ?
- Bo po pierwsze tak mi wygodniej, a po drugie tak ładniej wyglądają.
Holly pokręciła głową i wyszły. Przekręciła kluczyk w drzwiach i dostarczyła płucom świeżego powietrza.
Elizabeth spojrzała na niebo i poczuła jak krople deszczu spływają po jej twarzy.
Po chwili mimo, że kolor jej nie pasował, pokochała ten parasol.
- Marcus pewnie już wszystko przygotował, więc od razu pojedziemy do Margaret.
Kobieta radośnie spojrzała na Elizabeth i pewnym krokiem weszła na ulicę.
- Holly !
Poczuła uderzenie w plecy i upadła na beton. Otworzyła oczy i nie wiedziała co się dzieje. Podbiegła do niej kobieta, pytając czy wszystko w porządku.
Czuła rozdzierający ból na dłoniach i wszystko wokół wydawało się niewyraźne.
Podniosła się, a z jej rąk kapała krew.
- Elizabeth, gdzie jesteś ?
Zobaczyła zbiegowisko ludzi i podeszła, ledwo trzymając się na nogach.
Leżała tuż przed czerwonym samochodem. Jak do tego doszło, że go nie zauważyła ?
Dlaczego to zrobiła ? To właśnie Holly mogła tam leżeć, gdyby nie ona...
Znów podeszła do niej kobieta, ta sama co przed chwilą i oznajmiła, że karetka jest już w drodze. Nie docierało do niej co się stało. Miała przed sobą obraz Elizabeth leżącej tam, zakrwawionej.
Nagle ruszyła ku niej, jakby wlano w nią siłę, by wziąć ją stamtąd i biec jak najszybciej po ratunek. Czuła jak łzy spływały jej po policzkach.
Opadła na kolana i gładziła twarz Elizabeth prosząc, by na nią spojrzała, by coś powiedziała.
Czuła, że ta chwila trwa wiecznie, że właśnie traci to co było dla niej tak ważne, a właściwie kogoś tak dla niej ważnego od wielu lat, ale ukrytego w platonicznych, cichych uczuciach.
Wszystko znów zawirowało i ujrzała małą dziewczynkę, która chwyciła ją za rękę.
Straciła kontrolę nad swoim ciałem...
Spojrzała na zegarek, 3.27...
- To nie ma sensu, Holly.
Miała tendencję do rozmawiania sama ze sobą. Czuła, że znajdzie odpowiedź myśląc na głos.
Starała się wyrzucić z głowy wszystko co było jej niepotrzebne.
Z każdą sekundą, minutą, godziną zdawała sobie sprawę, że to co było niepotrzebne, jest teraz niezbędne.
Wstała z łóżka i ruszyła w stronę drzwi od sypialni. Uchyliła je niepewnie i maleńkimi krokami przeszła do kuchni. Odkręciła butelkę wody i piła zachłannie jakby chciała ugasić największe pragnienie.
Spojrzała za okno, na niebie kolejną noc był malowniczy obraz rozgwieżdżonego nieba.
Weszła do salonu i usiadła na brzegu kanapy.
- Nie potrafię, Elizabeth. Tak wiele chciałabym Ci powiedzieć, pokazać, ale jeszcze nie czas na to. Wszystko się ułoży i będzie tak jak miało być kiedyś. Żałuję, że wtedy nie dałam Ci dojść do głosu.
Odgarnęła włosy z twarzy kobiety i musnęła ustami jej policzek.
- Nie popełnię tym razem tego samego błędu. Będę walczyć o twoje szczęście, być może ja będę bogactwem, którego tak pragniesz.
Wstała i wróciła do sypialni. Jej życie nagle stało się krótkometrażowym filmem, po czym usnęła.
To nie był chciany odgłos budzika, 7.20 ...
Stanowczo zbyt mało czasu na sen, ot co, człowiek musi jeszcze potem funkcjonować według wymagań pracodawcy.
Wstała energicznie z łóżka, by dłużej nie użalać się nad swoim losem. Za bardzo nie miała nad czym płakać, dobrze płatna praca, kilku oddanych przyjaciół, pasja, którą pielęgnuje.
Z kuchni dobiegł ją smakowity zapach. Czyżby omlety z dżemem ?
- Dzień Dobry, Holly.
Elizabeth była dziś w stosunkowo dobrym humorze. Nuciła pod nosem i przekładała omlety z jednej strony na drugą.
- Wyskoczyłam po świeże owoce do sklepu, więc dzisiaj zjesz normalne śniadanie.
- Omlety z owocami ?
- Polane czekoladą.
- Możesz u mnie sypiać codziennie.
- Skoro mamy pracować razem, to musisz się najeść, bo ze mną dzień bywa męczący i mało, który fotograf ze mną wytrzymywał.
- Jesteś aż tak okropną zołzą ?
- Ej, jestem miła, ale muszę wszędzie zajrzeć. Kiedyś kolega powiedział mi, że wysysam z ludzi energię.
- Mnie się tak szybko nie pozbędziesz.
Elizabeth przełożyła ostatniego omleta i ułożyła je na wielkim talerzu. Pokroiła truskawki, jabłka i położyła razem z borówkami na omletach, polewając je czekoladą.
- Dawno nie jadłam takiego śniadania.
- Rozumiem, że to znaczy : dziękuję ?
- Nie używam raczej takich słów, ale dziękuję.
- Dlaczego nie używasz ?
- Bo są oklepane.
- Ale świadczą o kulturze człowieka.
- Owszem, ale nadużywane tracą swoją moc. Jak na przykład słowo "kocham".
- To zupełnie co innego.
- Wydaje Ci się, Elizabeth.
- Podyskutujemy o tym później, smacznego.
Na niebie zaczęły gromadzić się chmury, dominując słońce, które przywitało Holly wkradając się przez otwarte okno w sypialni.
- Gdzieś na górze mam parasol.
- Myślisz, że będzie padać ?
- Mogę jedynie przypuszczać i się dobrze zabezpieczyć.
- Jeśli zaraz wyjdziemy to może zdążymy dojść do mojego auta.
- To też jest całkiem możliwe.
Elizabeth przetarła usta serwetką i wstała od stołu. Holly zastanawiała się ile czasu zajęło jej wyszykowanie się i zrobienie śniadania. Uśmiechnęła się i dokończyła ostatniego omleta.
- Szybko się ubiorę, zażyje porannej toalety i pobiegnę na górę po aparat.
- Dobrze, poczekam w salonie.
Holly wbiegła do łazienki. Przemyła twarz i spojrzała w lustro. Kim była kiedyś, a jakim człowiekiem stała się teraz ? Co się zmieniło w jej życiu, a co stało się rutyną ?
Napełniła dłonie wodą i kolejny raz obmyła twarz. Wyjęła ubranie z małej szafeczki.
Trzymanie części ubrań w łazience świadczyło o tym jak bardzo lubi mieć wszystko pod ręką.
Zsunęła z siebie koszule nocną i zaczęła się w biegu ubierać. Zawsze była niezdarna, ale tym razem trafienie w rękaw koszulki sprawiło jej dużo większą trudność.
Złośliwość przedmiotów martwych. Umyła zęby energicznymi ruchami i wyszła z łazienki.
Stanęła przed Elizabeth i szczęśliwa z czasu w jakim udało jej się to wszystko zrobić, uśmiechnęła się.
- Widać, że robiłaś wszystko najszybciej jak potrafisz.
Elizabeth podeszła bliżej i powstrzymując śmiech, przetarła jej czoło.
- Jak Ty to robisz, że pastę masz na czole ?
- Naprawdę ?
- Czy wyglądam jakbym żartowała ?
- Nie zważając na to, że powstrzymujesz się od śmiechu ?
- Powiedzmy...
- Dlatego zawsze z rana ludzie się na mnie dziwnie patrzą.
- Czyli to już weszło Ci w nawyk.
Holly wysunęła lekko język, a na jej twarzy pojawił się złośliwy grymas.
Wbiegła po schodach na górę i już po chwili zbiegała z różową parasolką.
- Żartujesz sobie ?
- Nie, dlaczego ?
- Nie masz czarnej ?
- Za bardzo się przejmujesz opinią innych.
- Chodźmy już, Holly.
Elizabeth założyła buty i wsunęła sznurówki do środka.
- Nie możesz ich zawiązać ?
- Nie bardzo.
- Dlaczego ?
- Bo po pierwsze tak mi wygodniej, a po drugie tak ładniej wyglądają.
Holly pokręciła głową i wyszły. Przekręciła kluczyk w drzwiach i dostarczyła płucom świeżego powietrza.
Elizabeth spojrzała na niebo i poczuła jak krople deszczu spływają po jej twarzy.
Po chwili mimo, że kolor jej nie pasował, pokochała ten parasol.
- Marcus pewnie już wszystko przygotował, więc od razu pojedziemy do Margaret.
Kobieta radośnie spojrzała na Elizabeth i pewnym krokiem weszła na ulicę.
- Holly !
Poczuła uderzenie w plecy i upadła na beton. Otworzyła oczy i nie wiedziała co się dzieje. Podbiegła do niej kobieta, pytając czy wszystko w porządku.
Czuła rozdzierający ból na dłoniach i wszystko wokół wydawało się niewyraźne.
Podniosła się, a z jej rąk kapała krew.
- Elizabeth, gdzie jesteś ?
Zobaczyła zbiegowisko ludzi i podeszła, ledwo trzymając się na nogach.
Leżała tuż przed czerwonym samochodem. Jak do tego doszło, że go nie zauważyła ?
Dlaczego to zrobiła ? To właśnie Holly mogła tam leżeć, gdyby nie ona...
Znów podeszła do niej kobieta, ta sama co przed chwilą i oznajmiła, że karetka jest już w drodze. Nie docierało do niej co się stało. Miała przed sobą obraz Elizabeth leżącej tam, zakrwawionej.
Nagle ruszyła ku niej, jakby wlano w nią siłę, by wziąć ją stamtąd i biec jak najszybciej po ratunek. Czuła jak łzy spływały jej po policzkach.
Opadła na kolana i gładziła twarz Elizabeth prosząc, by na nią spojrzała, by coś powiedziała.
Czuła, że ta chwila trwa wiecznie, że właśnie traci to co było dla niej tak ważne, a właściwie kogoś tak dla niej ważnego od wielu lat, ale ukrytego w platonicznych, cichych uczuciach.
Wszystko znów zawirowało i ujrzała małą dziewczynkę, która chwyciła ją za rękę.
Straciła kontrolę nad swoim ciałem...
środa, 22 sierpnia 2012
Someone like you.
Elizabeth wzięła głęboki oddech i ruszyła w jej stronę.
Biegła ile sił w nogach, czuła się tak jakby goniła najskrytsze marzenia.
Czuła jak wiatr ją rozbiera, a każde spojrzenie gości okrywa ją płaszczem.
Byli wszędzie, gdziekolwiek się ruszyła. Nie było pustego i cichego miejsca.
Przedzierała się między nimi. nie tracąc kobiety z oczu.
Była jej motywacją i nadzieją.
- Cóż za brednie. - pomyślała.
Wybiegły z budynku i zbiegały po schodach.
Kobieta ruszyła w kierunku stawu, na środku, którego stał niewielki pomost.
Elizabeth poczuła przyspieszone bicie serca. Tajemnicza kobieta była na wyciągnięcie jej dłoni.
Nagle skręciła w prawo i Elizabeth nie zdążyła wyhamować.
Zachwiała się na krawędzi stawu, ale ostatkiem sił wyciągnęła rękę.
Złapała nieznajomą za skrawek sukienki i pociągnęła ją za sobą.
Elizabeth wynurzyła się i przetarła twarz.
Nie widziała nigdzie zamaskowanej kobiety. Miała się już zanurzać, gdy zauważyła niesforną istotę wyłaniającą się z wody i machającą rękoma.
Elizabeth podpłynęła do niej, a ta rzuciła jej się na szyję.
Poczuła błogą lekkość i wszystko dookoła ucichło...
- Elizabeth ?
Tajemnicza kobieta zdjęła maskę i uśmiechnęła się do niej.
- Holly ?! Co Ty tu robisz ?
- Długa historia. A Ty ?
- Miałam napisać recenzję z balu.
- Z mojego punktu widzenia, twoja praca polega na czymś innym.
- Na czym ?
- Na uganianiu się za nieznajomymi.
- Lubię zagadki.
- Pamiętam. Teraz to chyba za długo tu nie zabawisz.
- Dzięki Tobie.
- Tak się składa, że dzięki mnie możesz mieć artykuł i zdjęcia.
- Nie bardzo wiem o czym mówisz ?
- Znam tu osobę, która jest niespełnionym dziennikarzem.
Elizabeth przeniosła Holly przez sadzawkę i posadziła ją na trawie, po czym sama wyskoczyła z wody.
Wszystkie oczy gapiów skierowane były w ich kierunku.
Podeszły do jednego z kelnerów, który wyszedł na papierosa.
- Marcus !
- Holly, co Ty tu robisz ?
- Dużo by opowiadać. Mam do Ciebie prośbę.
- Zrobię co tylko zechcesz.
- To moja bardzo dobra znajoma, przeze mnie nie może tu dłużej zostać, a miała napisać recenzję z balu.
- Nie ma sprawy, na jutro ?
- Tak, a cykniesz parę fotek ?
- Przecież to Twoja robota.
- A widzisz jak wyglądam ?
- Racja, zajmę się wszystkim.
- Dziękuję, do jutra.
Posłała mu dziecięce spojrzenie i pomachała na pożegnanie.
- Skąd się znacie ?
- Czuję się jak na przesłuchaniu.
- Czysta ciekawość.
- Znamy się od małego, mieszkaliśmy niedaleko siebie. Praktycznie wychowaliśmy się razem.
- Przyjaźnicie się ?
- To trochę pogmatwane, ale coś w tym rodzaju.
- Mamy czas.
- Dobrze, ale pójdziemy do mnie. To niedaleko, wysuszysz ubrania i będziesz mogła zostać jeśli będziesz chciała.
- Jeśli pozwolisz to chętnie skorzystam.
- Tak jak już wcześniej wspomniałam znamy się od małego i wychowywaliśmy się razem. Mieszka obok mnie, tuż za płotem. Jak byłam mała, wstawałam z łóżka, biegłam do okna i patrzyłam czy Marcus bawi się w ogrodzie. Miał huśtawkę przymocowaną do grubej gałęzi wysokiego drzewa. Wydawało nam się, że ma ponad tysiąc lat. Było ogromne i zdawało się kryć w sobie wiele tajemnic. Zbiegałam na dół, bosymi stopami wychodziłam na taras i krzyczałam do niego : Marcus ! Można do Ciebie ?
On się uśmiechał, machał mi i zapraszał, jakby to było oczywiste. Byliśmy nierozłączni, wspólne wakacje, wypady na miasto, poglądy. Zawsze był przy mnie i dzięki niemu poznałam swoją pierwszą miłość.
- Zaczyna się robić ciekawie.
- Opowiem Ci jak wejdziemy do środka i zaparzę herbatę lub napijemy się wina jeśli wolisz.
- Białego ?
- To również było oczywiste.
Elizabeth nie zauważyła nawet kiedy doszły do jej domu.
Stał na ulicy, która została nazwana na cześć jakiegoś generała, ale umknęło mi jego nazwisko.
Właściwie było to skrzyżowanie dwóch ulic, ale musicie mi wybaczyć, bo nie jestem w stanie sobie przypomnieć ich nazw.
Dookoła ogrodzenia od wewnętrznej strony stały wysokie tuje tworząc żywopłot.
Weszły przez drobną furtkę i przed jej oczami ukazał się piętrowy, skromny domek.
Holly otworzyła przed nią drzwi i miłym gestem zaprosiła do środka.
Obecnym jej położeniem był mały hol wejściowy, natomiast naprzeciwko wejścia, parę kroków dalej znajdowała się sypialnia. Po prawej stronię była łazienka, wyposażona w wielką wannę, w której Holly codziennie zażywała kąpieli.
Skręcając w lewo ukazywał się piękny salon, a na końcu po lewej stronie była kuchnia.
Uwagę Elizabeth przykuły jednak schody prowadzące na górę.
Nie musiała zadawać wielu pytań, ot co, nawet jednego.
- Tam jest moja pracownia i ciemnia, nie ma co tam wchodzić.
- Pokażesz mi swoje zdjęcia ?
- Naturalnie, któregoś dnia będę do tego zmuszona.
- Czemu tak uważasz ?
- Bo od przyszłego tygodnia zaczynamy pracę razem.
- Słucham ?
- Tak jakoś wyszło, też byłam zdziwiona.
- Gdzie Michaił ?
- Rozstaliśmy się.
- Przykro mi.
- Mi nie, to nie było to. Wrócił do Rosji i czasami piszemy do siebie w ramach zgody po związku.
- Wracając do Marcusa i twojej pierwszej miłości.
- Ach tak, usiądź proszę.
Holly wskazała Elizabeth miejsce na kanapie i ruszyła w stronę barku.
Wyjęła dwa kieliszki i postawiła je na stole, po chwili nalewając do nich białego wina.
- Marcus wyjechał na zjazd miłośników adrenaliny, nigdy nie mógł usiedzieć na miejscu. Zawsze robił coś szalonego. Znalazł w internecie forum, gdzie ludzie dzielili się swoimi pomysłami. Któregoś dnia przybiegł do mnie i oznajmił, że wyjeżdża na kilka dni. Kazałam mu uważać na siebie, oczywiście on to i tak zlekceważył, bo wrócił cały poobijany, nie wnikałam. Stanął w moich drzwiach krzycząc, że musi mi kogoś przedstawić. Zza niego wyłonił się wysoki, przystojny niebieskooki blondyn. Miał na imię Tobiasz i był rok starszy ode mnie. Poczułam, że nogi mam jak z waty i nie dałam rady nic z siebie wykrztusić. Zaprosiłam ich do środka. Wypiliśmy herbatę i rozmawialiśmy o ich wyjeździe do wieczora. Marcus ugościł go u siebie i widywałam go codziennie przez tydzień. Któregoś wieczoru zaprosił mnie na spacer. Poszliśmy nad jezioro i usiedliśmy na mostku. Opowiadał mi o ich przygłupich pomysłach. Ogarnął mnie strach, że coś może mu się stać. Zauważył, że posmutniałam i wtedy mnie objął. Spojrzałam na niego i widziałam ten blask w jego oczach. Położył swoją dłoń na moim policzku i pierwszy raz mnie pocałował. W końcu wyjechał, a my jedynie pisaliśmy do siebie i jeździłam na każdy ich zjazd by móc się z nim zobaczyć. Niestety niszczył mnie od środka. Marcus to zauważył, dużo czasu zajęło mu przemówienie mi do rozsądku. Mimo, że wyglądał na mężczyznę, dla którego nic nie jest straszne to miał niskie mniemanie o sobie i zatruwał tym moje życie. Poznałam Michaiła całkiem przypadkiem i dał mi coś czego Tobiasz nie potrafił mi podarować. Poczucie bezpieczeństwa. Był przy mnie i Marcus nie musiał mnie dłużej niańczyć. Coś się skończyło, a coś zaczęło.
Resztę historii już znasz.
- Podobno ta pierwsza miłość zawsze się kończy, aczkolwiek znam wyjątek.
- Zawsze coś się znajdzie.
- Wiesz, cieszę się, że będziemy razem pracować.
- Ja również, Elizabeth.
- Jak byłyśmy na balu to powiedziałaś, że być może czekasz na księżniczkę.
- Kiedyś wrócimy do tego tematu, ale na to potrzeba czasu.
- Dobrze, nie naciskam. Może połóżmy się, bo czeka nas sporo roboty jeśli chodzi o tę recenzję. Margaret nie jest taka miła jak się wydaje, a zwłaszcza jak nie dostarczy się jej artykułu na czas.
- Ty znasz ją lepiej, ale nie chce jej podpaść. Dasz sobie radę z łóżkiem ?
- Jasne.
- W takim razie idę wziąć prysznic i kładę się do siebie. Pościel masz wewnątrz kanapy.
- Dziękuję. Dobranoc, Holly.
- Miłej nocy, Elizabeth.
Biegła ile sił w nogach, czuła się tak jakby goniła najskrytsze marzenia.
Czuła jak wiatr ją rozbiera, a każde spojrzenie gości okrywa ją płaszczem.
Byli wszędzie, gdziekolwiek się ruszyła. Nie było pustego i cichego miejsca.
Przedzierała się między nimi. nie tracąc kobiety z oczu.
Była jej motywacją i nadzieją.
- Cóż za brednie. - pomyślała.
Wybiegły z budynku i zbiegały po schodach.
Kobieta ruszyła w kierunku stawu, na środku, którego stał niewielki pomost.
Elizabeth poczuła przyspieszone bicie serca. Tajemnicza kobieta była na wyciągnięcie jej dłoni.
Nagle skręciła w prawo i Elizabeth nie zdążyła wyhamować.
Zachwiała się na krawędzi stawu, ale ostatkiem sił wyciągnęła rękę.
Złapała nieznajomą za skrawek sukienki i pociągnęła ją za sobą.
Elizabeth wynurzyła się i przetarła twarz.
Nie widziała nigdzie zamaskowanej kobiety. Miała się już zanurzać, gdy zauważyła niesforną istotę wyłaniającą się z wody i machającą rękoma.
Elizabeth podpłynęła do niej, a ta rzuciła jej się na szyję.
Poczuła błogą lekkość i wszystko dookoła ucichło...
- Elizabeth ?
Tajemnicza kobieta zdjęła maskę i uśmiechnęła się do niej.
- Holly ?! Co Ty tu robisz ?
- Długa historia. A Ty ?
- Miałam napisać recenzję z balu.
- Z mojego punktu widzenia, twoja praca polega na czymś innym.
- Na czym ?
- Na uganianiu się za nieznajomymi.
- Lubię zagadki.
- Pamiętam. Teraz to chyba za długo tu nie zabawisz.
- Dzięki Tobie.
- Tak się składa, że dzięki mnie możesz mieć artykuł i zdjęcia.
- Nie bardzo wiem o czym mówisz ?
- Znam tu osobę, która jest niespełnionym dziennikarzem.
Elizabeth przeniosła Holly przez sadzawkę i posadziła ją na trawie, po czym sama wyskoczyła z wody.
Wszystkie oczy gapiów skierowane były w ich kierunku.
Podeszły do jednego z kelnerów, który wyszedł na papierosa.
- Marcus !
- Holly, co Ty tu robisz ?
- Dużo by opowiadać. Mam do Ciebie prośbę.
- Zrobię co tylko zechcesz.
- To moja bardzo dobra znajoma, przeze mnie nie może tu dłużej zostać, a miała napisać recenzję z balu.
- Nie ma sprawy, na jutro ?
- Tak, a cykniesz parę fotek ?
- Przecież to Twoja robota.
- A widzisz jak wyglądam ?
- Racja, zajmę się wszystkim.
- Dziękuję, do jutra.
Posłała mu dziecięce spojrzenie i pomachała na pożegnanie.
- Skąd się znacie ?
- Czuję się jak na przesłuchaniu.
- Czysta ciekawość.
- Znamy się od małego, mieszkaliśmy niedaleko siebie. Praktycznie wychowaliśmy się razem.
- Przyjaźnicie się ?
- To trochę pogmatwane, ale coś w tym rodzaju.
- Mamy czas.
- Dobrze, ale pójdziemy do mnie. To niedaleko, wysuszysz ubrania i będziesz mogła zostać jeśli będziesz chciała.
- Jeśli pozwolisz to chętnie skorzystam.
- Tak jak już wcześniej wspomniałam znamy się od małego i wychowywaliśmy się razem. Mieszka obok mnie, tuż za płotem. Jak byłam mała, wstawałam z łóżka, biegłam do okna i patrzyłam czy Marcus bawi się w ogrodzie. Miał huśtawkę przymocowaną do grubej gałęzi wysokiego drzewa. Wydawało nam się, że ma ponad tysiąc lat. Było ogromne i zdawało się kryć w sobie wiele tajemnic. Zbiegałam na dół, bosymi stopami wychodziłam na taras i krzyczałam do niego : Marcus ! Można do Ciebie ?
On się uśmiechał, machał mi i zapraszał, jakby to było oczywiste. Byliśmy nierozłączni, wspólne wakacje, wypady na miasto, poglądy. Zawsze był przy mnie i dzięki niemu poznałam swoją pierwszą miłość.
- Zaczyna się robić ciekawie.
- Opowiem Ci jak wejdziemy do środka i zaparzę herbatę lub napijemy się wina jeśli wolisz.
- Białego ?
- To również było oczywiste.
Elizabeth nie zauważyła nawet kiedy doszły do jej domu.
Stał na ulicy, która została nazwana na cześć jakiegoś generała, ale umknęło mi jego nazwisko.
Właściwie było to skrzyżowanie dwóch ulic, ale musicie mi wybaczyć, bo nie jestem w stanie sobie przypomnieć ich nazw.
Dookoła ogrodzenia od wewnętrznej strony stały wysokie tuje tworząc żywopłot.
Weszły przez drobną furtkę i przed jej oczami ukazał się piętrowy, skromny domek.
Holly otworzyła przed nią drzwi i miłym gestem zaprosiła do środka.
Obecnym jej położeniem był mały hol wejściowy, natomiast naprzeciwko wejścia, parę kroków dalej znajdowała się sypialnia. Po prawej stronię była łazienka, wyposażona w wielką wannę, w której Holly codziennie zażywała kąpieli.
Skręcając w lewo ukazywał się piękny salon, a na końcu po lewej stronie była kuchnia.
Uwagę Elizabeth przykuły jednak schody prowadzące na górę.
Nie musiała zadawać wielu pytań, ot co, nawet jednego.
- Tam jest moja pracownia i ciemnia, nie ma co tam wchodzić.
- Pokażesz mi swoje zdjęcia ?
- Naturalnie, któregoś dnia będę do tego zmuszona.
- Czemu tak uważasz ?
- Bo od przyszłego tygodnia zaczynamy pracę razem.
- Słucham ?
- Tak jakoś wyszło, też byłam zdziwiona.
- Gdzie Michaił ?
- Rozstaliśmy się.
- Przykro mi.
- Mi nie, to nie było to. Wrócił do Rosji i czasami piszemy do siebie w ramach zgody po związku.
- Wracając do Marcusa i twojej pierwszej miłości.
- Ach tak, usiądź proszę.
Holly wskazała Elizabeth miejsce na kanapie i ruszyła w stronę barku.
Wyjęła dwa kieliszki i postawiła je na stole, po chwili nalewając do nich białego wina.
- Marcus wyjechał na zjazd miłośników adrenaliny, nigdy nie mógł usiedzieć na miejscu. Zawsze robił coś szalonego. Znalazł w internecie forum, gdzie ludzie dzielili się swoimi pomysłami. Któregoś dnia przybiegł do mnie i oznajmił, że wyjeżdża na kilka dni. Kazałam mu uważać na siebie, oczywiście on to i tak zlekceważył, bo wrócił cały poobijany, nie wnikałam. Stanął w moich drzwiach krzycząc, że musi mi kogoś przedstawić. Zza niego wyłonił się wysoki, przystojny niebieskooki blondyn. Miał na imię Tobiasz i był rok starszy ode mnie. Poczułam, że nogi mam jak z waty i nie dałam rady nic z siebie wykrztusić. Zaprosiłam ich do środka. Wypiliśmy herbatę i rozmawialiśmy o ich wyjeździe do wieczora. Marcus ugościł go u siebie i widywałam go codziennie przez tydzień. Któregoś wieczoru zaprosił mnie na spacer. Poszliśmy nad jezioro i usiedliśmy na mostku. Opowiadał mi o ich przygłupich pomysłach. Ogarnął mnie strach, że coś może mu się stać. Zauważył, że posmutniałam i wtedy mnie objął. Spojrzałam na niego i widziałam ten blask w jego oczach. Położył swoją dłoń na moim policzku i pierwszy raz mnie pocałował. W końcu wyjechał, a my jedynie pisaliśmy do siebie i jeździłam na każdy ich zjazd by móc się z nim zobaczyć. Niestety niszczył mnie od środka. Marcus to zauważył, dużo czasu zajęło mu przemówienie mi do rozsądku. Mimo, że wyglądał na mężczyznę, dla którego nic nie jest straszne to miał niskie mniemanie o sobie i zatruwał tym moje życie. Poznałam Michaiła całkiem przypadkiem i dał mi coś czego Tobiasz nie potrafił mi podarować. Poczucie bezpieczeństwa. Był przy mnie i Marcus nie musiał mnie dłużej niańczyć. Coś się skończyło, a coś zaczęło.
Resztę historii już znasz.
- Podobno ta pierwsza miłość zawsze się kończy, aczkolwiek znam wyjątek.
- Zawsze coś się znajdzie.
- Wiesz, cieszę się, że będziemy razem pracować.
- Ja również, Elizabeth.
- Jak byłyśmy na balu to powiedziałaś, że być może czekasz na księżniczkę.
- Kiedyś wrócimy do tego tematu, ale na to potrzeba czasu.
- Dobrze, nie naciskam. Może połóżmy się, bo czeka nas sporo roboty jeśli chodzi o tę recenzję. Margaret nie jest taka miła jak się wydaje, a zwłaszcza jak nie dostarczy się jej artykułu na czas.
- Ty znasz ją lepiej, ale nie chce jej podpaść. Dasz sobie radę z łóżkiem ?
- Jasne.
- W takim razie idę wziąć prysznic i kładę się do siebie. Pościel masz wewnątrz kanapy.
- Dziękuję. Dobranoc, Holly.
- Miłej nocy, Elizabeth.
środa, 8 sierpnia 2012
Nieodporny rozum.
Kate zasnęła z uśmiechem na twarzy i pełna spokoju.
Rozległ się dzwonek telefonu.
- Halo.
- Elizabeth ?
- Tak, o co chodzi.
- Wracasz już, prawda ?
- Tak, ale dopiero jutro miałam wrócić do redakcji.
- Do redakcji tak, ale wypadło coś ważnego.
- Nie dam rady.
- Owszem, dasz.
- Co się stało ?
- Pójdziesz dziś na przyjęcie.
- W jakim klimacie ?
- Bal maskowy.
- Jestem umówiona.
- To przełożysz to.
- Ale...
- Sprawozdanie chce mieć na jutrzejszy wieczór.
Nagle sygnał się urwał.
Elizabeth miała ochotę cisnąć telefonem za okno samochodu, ale starała się zachować spokój.
Wybrała inny numer i przyłożyła słuchawkę do ucha.
- Holly ?
- Tak ?
- Zabijesz mnie...
- Co się stało, Elizabeth ?
- Wypadło mi coś dzisiaj wieczorem.
- Nie ma sprawy. Miałam Ci powiedzieć, że nie będę mogła dzisiaj poświęcić Ci dużo czasu.
- W takim razie może przełożymy to na jutro ?
- Jasne, o tej samej porze ?
- Tak, odezwę się jeszcze.
- W takim razie będę czekać.
- Do usłyszenia.
Elizabeth rozłączyła się i zauważyła tabliczkę z napisem " Galway ".
- Kate, dziobaczku, wstawaj. Jesteśmy już prawie w domu.
Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na zegarek. Elizabeth miała niewiele czasu do spotkania.
- Zdążysz wrócić do domu przed kolacją ?
- Nie idę na kolację z Holly. Muszę iść na przyjęcie, służbowo oczywiście.
- Jakie przyjęcie ?
- Bal maskowy.
- Zawieźć Cię do domu, czy podjedziesz ze mną jeszcze do sklepu kupić jakieś ubranie ?
- Pojadę.
Elizabeth zatrzymała się przy małym sklepiku z ubraniami. Znała właścicielkę i odkąd pamięta kupowała u niej ubrania na wypady służbowe.
- Witam, Pani Victorio.
- O, miło Cię znów widzieć, Elizabeth. Co tym razem ?
- Bal maskowy.
- Suknia czy spodnie ?
- Może tradycyjnie.
- Więc proponuję białą koszulę, czarne spodnie, czarny frak i biały kapelusz.
- Ma Pani może jakieś maski ?
- Biało-czarna ?
- Idealnie.
- Na firmę ?
- Jak dotychczas.
- Spakować ?
- Niekoniecznie. Jeśli nie będzie problemu to od razu założę.
- Ależ oczywiście.
Kate usiadła na pufie i czekała aż Elizabeth wyjdzie z przymierzalni.
Kobieta nie pozwoliła by upłynęło wiele czasu.
Wyszła przebrana z założoną już maską.
- I jak ?
Kate nie mogła wydusić z siebie ani słowa.
- Fenomenalnie.
- Dziękuję.
Elizabeth zwróciła się ku właścicielce.
- W takim razie miłego wieczoru i do zobaczenia.
- Miłej zabawy, Elizabeth.
Kobieta chwyciła ucznia za rękę i wyszły szybkim krokiem ze sklepu. Wsiadły do samochodu i Elizabeth odwiozła dziewczynę do domu.
- Odezwę się do Ciebie jak będę miała chwilę czasu.
- Kiedy mam się spodziewać telefonu ?
- Pojutrze najwcześniej.
- A co robisz jutro ?
- Kate, nie mam teraz czasu.
- Dobrze, miłej zabawy.
Pocałowała kobietę na pożegnanie i wysiadła z samochodu.
Elizabeth czym prędzej ruszyła i zawróciła by znów opuścić miasto.
Była to dość duża posesja. Wjechała przez dwumetrową bramę na podwórze i od razu podbiegł do niej młody blondyn.
- Zaparkować ?
- Nie trzeba, poradzę sobie. - rzuciła do chłopaka, który zaraz podbiegł do kolejnego samochodu.
Bal już się rozpoczął. Weszła do wielkiej sali i od razu zauważyła, że ludzie już zdążyli podzielić się na grupy.
W jednej stali miłośnicy muzyki klasycznej, a w innej zaś zagorzali kibice piłki nożnej.
Nie rozpoznała nikogo, ale jej uwagę przykuła dziewczyna ubrana w czarną sukienkę i białą maskę.
W prawym ręku trzymała kieliszek, a w lewym czarno-biały wachlarz.
Poczuła na sobie wzrok Elizabeth.
Spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko, po czym zniknęła gdzieś w tłumie.
Na scenie przy orkiestrze pojawił się gospodarz imprezy i zachęcił wszystkich do tańca.
Elizabeth ruszyła w pogoni za nieznajomą.
Przedzierała się między tańczącymi parami, aż w końcu poczuła jak ktoś ją odwraca, łapie za rękę i energicznym ruchem obraca w tańcu.
- Miałam nadzieję, że to Ty.
- Widziałam jak na mnie patrzysz.
- Co tak piękna kobieta robi tu sama ?
- Skąd wiesz, że jestem sama ?
- Będąc z kimś nie byłabyś tu ze mną.
- Błyskotliwe.
- Odpowiesz mi ?
- Tańczę z Tobą.
- Potem też poświęcisz mi swój czas ?
- To zależy.
- Od czego ?
- Od tego czy dobrze tańczysz.
- To ma coś do rzeczy ?
- Tak. Nie słyszałaś, że życie jest jak taniec ?
- Coś mi się obiło o uszy. Szukasz w ten sposób swojego księcia ?
- Być może księżniczki.
- Nasza znajomość zaczyna się na tym tańcu czy kończy ?
- Może trwać do końca wieczora, ale pod jednym warunkiem.
- Dopiero się poznałyśmy, a Ty już stawiasz warunki.
- Pod żadnym pozorem nie zdejmiesz swojej maski.
- Tylko tyle ?
- Aż tyle, ale jeśli chcesz ze mną go spędzić to musisz mnie złapać.
Nim Elizabeth zdążyła cokolwiek powiedzieć, dziewczyna wyrwała jej się z rąk i wybiegła z sali.
Rozległ się dzwonek telefonu.
- Halo.
- Elizabeth ?
- Tak, o co chodzi.
- Wracasz już, prawda ?
- Tak, ale dopiero jutro miałam wrócić do redakcji.
- Do redakcji tak, ale wypadło coś ważnego.
- Nie dam rady.
- Owszem, dasz.
- Co się stało ?
- Pójdziesz dziś na przyjęcie.
- W jakim klimacie ?
- Bal maskowy.
- Jestem umówiona.
- To przełożysz to.
- Ale...
- Sprawozdanie chce mieć na jutrzejszy wieczór.
Nagle sygnał się urwał.
Elizabeth miała ochotę cisnąć telefonem za okno samochodu, ale starała się zachować spokój.
Wybrała inny numer i przyłożyła słuchawkę do ucha.
- Holly ?
- Tak ?
- Zabijesz mnie...
- Co się stało, Elizabeth ?
- Wypadło mi coś dzisiaj wieczorem.
- Nie ma sprawy. Miałam Ci powiedzieć, że nie będę mogła dzisiaj poświęcić Ci dużo czasu.
- W takim razie może przełożymy to na jutro ?
- Jasne, o tej samej porze ?
- Tak, odezwę się jeszcze.
- W takim razie będę czekać.
- Do usłyszenia.
Elizabeth rozłączyła się i zauważyła tabliczkę z napisem " Galway ".
- Kate, dziobaczku, wstawaj. Jesteśmy już prawie w domu.
Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na zegarek. Elizabeth miała niewiele czasu do spotkania.
- Zdążysz wrócić do domu przed kolacją ?
- Nie idę na kolację z Holly. Muszę iść na przyjęcie, służbowo oczywiście.
- Jakie przyjęcie ?
- Bal maskowy.
- Zawieźć Cię do domu, czy podjedziesz ze mną jeszcze do sklepu kupić jakieś ubranie ?
- Pojadę.
Elizabeth zatrzymała się przy małym sklepiku z ubraniami. Znała właścicielkę i odkąd pamięta kupowała u niej ubrania na wypady służbowe.
- Witam, Pani Victorio.
- O, miło Cię znów widzieć, Elizabeth. Co tym razem ?
- Bal maskowy.
- Suknia czy spodnie ?
- Może tradycyjnie.
- Więc proponuję białą koszulę, czarne spodnie, czarny frak i biały kapelusz.
- Ma Pani może jakieś maski ?
- Biało-czarna ?
- Idealnie.
- Na firmę ?
- Jak dotychczas.
- Spakować ?
- Niekoniecznie. Jeśli nie będzie problemu to od razu założę.
- Ależ oczywiście.
Kate usiadła na pufie i czekała aż Elizabeth wyjdzie z przymierzalni.
Kobieta nie pozwoliła by upłynęło wiele czasu.
Wyszła przebrana z założoną już maską.
- I jak ?
Kate nie mogła wydusić z siebie ani słowa.
- Fenomenalnie.
- Dziękuję.
Elizabeth zwróciła się ku właścicielce.
- W takim razie miłego wieczoru i do zobaczenia.
- Miłej zabawy, Elizabeth.
Kobieta chwyciła ucznia za rękę i wyszły szybkim krokiem ze sklepu. Wsiadły do samochodu i Elizabeth odwiozła dziewczynę do domu.
- Odezwę się do Ciebie jak będę miała chwilę czasu.
- Kiedy mam się spodziewać telefonu ?
- Pojutrze najwcześniej.
- A co robisz jutro ?
- Kate, nie mam teraz czasu.
- Dobrze, miłej zabawy.
Pocałowała kobietę na pożegnanie i wysiadła z samochodu.
Elizabeth czym prędzej ruszyła i zawróciła by znów opuścić miasto.
Była to dość duża posesja. Wjechała przez dwumetrową bramę na podwórze i od razu podbiegł do niej młody blondyn.
- Zaparkować ?
- Nie trzeba, poradzę sobie. - rzuciła do chłopaka, który zaraz podbiegł do kolejnego samochodu.
Bal już się rozpoczął. Weszła do wielkiej sali i od razu zauważyła, że ludzie już zdążyli podzielić się na grupy.
W jednej stali miłośnicy muzyki klasycznej, a w innej zaś zagorzali kibice piłki nożnej.
Nie rozpoznała nikogo, ale jej uwagę przykuła dziewczyna ubrana w czarną sukienkę i białą maskę.
W prawym ręku trzymała kieliszek, a w lewym czarno-biały wachlarz.
Poczuła na sobie wzrok Elizabeth.
Spojrzała na nią i uśmiechnęła się lekko, po czym zniknęła gdzieś w tłumie.
Na scenie przy orkiestrze pojawił się gospodarz imprezy i zachęcił wszystkich do tańca.
Elizabeth ruszyła w pogoni za nieznajomą.
Przedzierała się między tańczącymi parami, aż w końcu poczuła jak ktoś ją odwraca, łapie za rękę i energicznym ruchem obraca w tańcu.
- Miałam nadzieję, że to Ty.
- Widziałam jak na mnie patrzysz.
- Co tak piękna kobieta robi tu sama ?
- Skąd wiesz, że jestem sama ?
- Będąc z kimś nie byłabyś tu ze mną.
- Błyskotliwe.
- Odpowiesz mi ?
- Tańczę z Tobą.
- Potem też poświęcisz mi swój czas ?
- To zależy.
- Od czego ?
- Od tego czy dobrze tańczysz.
- To ma coś do rzeczy ?
- Tak. Nie słyszałaś, że życie jest jak taniec ?
- Coś mi się obiło o uszy. Szukasz w ten sposób swojego księcia ?
- Być może księżniczki.
- Nasza znajomość zaczyna się na tym tańcu czy kończy ?
- Może trwać do końca wieczora, ale pod jednym warunkiem.
- Dopiero się poznałyśmy, a Ty już stawiasz warunki.
- Pod żadnym pozorem nie zdejmiesz swojej maski.
- Tylko tyle ?
- Aż tyle, ale jeśli chcesz ze mną go spędzić to musisz mnie złapać.
Nim Elizabeth zdążyła cokolwiek powiedzieć, dziewczyna wyrwała jej się z rąk i wybiegła z sali.
wtorek, 31 lipca 2012
You make my life complete.
Elizabeth poczuła jak jej twarz gładzą promienie słońca, otworzyła oczy i oślepiła ją jasna poświata nieba.
Zdecydowała się przewrócić na brzuch i spojrzeć w stronę drzew. Powoli otwierała oczy, nie ufając do końca dziennemu światłu.
Przeciągnęła się uciekając na chwilę w świat błogiego uniesienia.
Spojrzała na zegarek, była 8.43.
Przysunęła się w stronę Kate i objęła ją. Nie potrafiła już zasnąć, oparła się na łokciu i obserwowała jak Kate uśmiecha się przez sen.
Myślała o wszystkim i o niczym.
O momencie ich poznania.
O pierwszym spotkaniu.
O pierwszym wykreowanym śnie.
O pierwszej poważnej rozmowie i o pierwszym pocałunku.
Kate odwróciła się w jej stronę i mocno w nią wtuliła. Elizabeth gładziła ją po włosach i delikatnie musnęła wargami jej czoła.
Dziewczyna otworzyła oczy i uśmiechnęła się do kobiety.
Jej perełki lśniły za każdym razem gdy tylko na jej twarzy pojawiał się uśmiech.
- Dzień dobry, Dziobaczku.
- Dzień dobry, Mistrzu.
- Musimy się powoli zbierać.
Kate słysząc to wtuliła się jeszcze bardziej w Elizabeth.
- Zostańmy tu, na zawsze.
- Mam dziś wieczorem spotkanie, mówiłam Ci.
- To je odwołaj, proszę.
- Wrócimy tu kiedyś, obiecuje.
- No dobrze, a która jest godzina ?
Elizabeth wyciągnęła rękę i spojrzała na zegarek.
- 9.06
- To wstajemy, jeśli zaraz wyruszymy to może zdążysz jeszcze zajść do domu.
- Mam taką nadzieję.
- A o której ta kolacja ?
- 19.
Kate niechętnie wstała. Podeszła do rzeki i obmyła twarz.
- Możemy iść.
- Zjemy śniadanie, weźmiemy prysznic i ruszymy.
- Razem ?
- Co razem ?
- Prysznic.
- Nie.
- Dlaczego ?
- Bo potrzebuję chwili wyciszenia.
Wracając do pensjonatu Elizabeth podśpiewywała sobie pod nosem różne piosenki.
Zmieniała tonację i mimikę twarzy, by tylko rozbawić Kate.
Pierwszy raz widziała, że Elizabeth jest pełna radości i energii.
- Idź zjeść, ja się pójdę umyć, a potem na odwrót.
- Dobrze.
Elizabeth pobiegła schodami ku górze i weszła do pokoju. Włączyła muzykę jak najgłośniej się dało.
Mimo, że Gerry informował ją o skargach, nie zwracała na to uwagi.
Zależało jej na czasie, więc zdjęła ubrania w pokoju, chwyciła ręcznik i weszła do łazienki.
Wskoczyła pod prysznic i poczuła jak lekki strumień wody otula jej ciało.
Oparła głowę o ścianę i czuła jak krople spływają jej po karku, gładząc piersi.
Po chwili poczuła na swojej skórze czyjś dotyk. Odwróciła się i nie zdążyła nic powiedzieć, bo Kate przyparła ją do ściany i zaczęła całować.
Bała się swoich słabości, a wiedziała, że ta dziewczyna jest jej największą słabością.
Kate zaczęła całować delikatnie Elizabeth po szyi i czuła jak jej mokre włosy przylegają do klatki piersiowej kobiety.
Serce zaczęło mocniej bić i przejęło kontrolę nad rozumem.
Zdecydowała się przewrócić na brzuch i spojrzeć w stronę drzew. Powoli otwierała oczy, nie ufając do końca dziennemu światłu.
Przeciągnęła się uciekając na chwilę w świat błogiego uniesienia.
Spojrzała na zegarek, była 8.43.
Przysunęła się w stronę Kate i objęła ją. Nie potrafiła już zasnąć, oparła się na łokciu i obserwowała jak Kate uśmiecha się przez sen.
Myślała o wszystkim i o niczym.
O momencie ich poznania.
O pierwszym spotkaniu.
O pierwszym wykreowanym śnie.
O pierwszej poważnej rozmowie i o pierwszym pocałunku.
Kate odwróciła się w jej stronę i mocno w nią wtuliła. Elizabeth gładziła ją po włosach i delikatnie musnęła wargami jej czoła.
Dziewczyna otworzyła oczy i uśmiechnęła się do kobiety.
Jej perełki lśniły za każdym razem gdy tylko na jej twarzy pojawiał się uśmiech.
- Dzień dobry, Dziobaczku.
- Dzień dobry, Mistrzu.
- Musimy się powoli zbierać.
Kate słysząc to wtuliła się jeszcze bardziej w Elizabeth.
- Zostańmy tu, na zawsze.
- Mam dziś wieczorem spotkanie, mówiłam Ci.
- To je odwołaj, proszę.
- Wrócimy tu kiedyś, obiecuje.
- No dobrze, a która jest godzina ?
Elizabeth wyciągnęła rękę i spojrzała na zegarek.
- 9.06
- To wstajemy, jeśli zaraz wyruszymy to może zdążysz jeszcze zajść do domu.
- Mam taką nadzieję.
- A o której ta kolacja ?
- 19.
Kate niechętnie wstała. Podeszła do rzeki i obmyła twarz.
- Możemy iść.
- Zjemy śniadanie, weźmiemy prysznic i ruszymy.
- Razem ?
- Co razem ?
- Prysznic.
- Nie.
- Dlaczego ?
- Bo potrzebuję chwili wyciszenia.
Wracając do pensjonatu Elizabeth podśpiewywała sobie pod nosem różne piosenki.
Zmieniała tonację i mimikę twarzy, by tylko rozbawić Kate.
Pierwszy raz widziała, że Elizabeth jest pełna radości i energii.
- Idź zjeść, ja się pójdę umyć, a potem na odwrót.
- Dobrze.
Elizabeth pobiegła schodami ku górze i weszła do pokoju. Włączyła muzykę jak najgłośniej się dało.
Mimo, że Gerry informował ją o skargach, nie zwracała na to uwagi.
Zależało jej na czasie, więc zdjęła ubrania w pokoju, chwyciła ręcznik i weszła do łazienki.
Wskoczyła pod prysznic i poczuła jak lekki strumień wody otula jej ciało.
Oparła głowę o ścianę i czuła jak krople spływają jej po karku, gładząc piersi.
Po chwili poczuła na swojej skórze czyjś dotyk. Odwróciła się i nie zdążyła nic powiedzieć, bo Kate przyparła ją do ściany i zaczęła całować.
Bała się swoich słabości, a wiedziała, że ta dziewczyna jest jej największą słabością.
Kate zaczęła całować delikatnie Elizabeth po szyi i czuła jak jej mokre włosy przylegają do klatki piersiowej kobiety.
Serce zaczęło mocniej bić i przejęło kontrolę nad rozumem.
Jej ręce wędrowały coraz niżej i błądziły po ciele Kate dosyć długo, aż w końcu odnalazły to czego szukały.
Elizabeth zaczęła pieścić jej łono, a dziewczyna cicho pojękiwała.
Kate złapała ją za włosy i lekko za nie ciągnęła.
- Kocham Cię, Elizabeth.
Kobieta znieruchomiała i zaprzestała.
- Słucham ?
- Kocham Cię. Nie powiesz mi, że nic do mnie nie czujesz, bo obie wiemy, że jest inaczej.
- Zależy mi na Tobie, ale nie chcę Cie skrzywdzić. Powinnyśmy już wyjść, zaraz musimy ruszać.
- I będziesz tak uciekać od tego ?
- Czego konkretnie ?
- Od rozmowy.
- Porozmawiamy o tym, ale nie teraz.
- Będę o Ciebie walczyć.
- Ale nie musisz.
- Jeśli będę musiała. Chcę z Tobą być i nie wstydzę się tego. Będę codziennie przypominać Ci jaki masz piękny uśmiech, który Bóg sam malował na twojej twarzy. Będę Ci przypominać o tym ile dla mnie znaczysz i jak ważna dla mnie jesteś. Jesteś jedynym co mam.
Elizabeth pocałowała Kate i złapała za rękę.
- Jesteś kochana, ale naprawdę musimy jechać. Ubierz się , a ja poproszę o coś do jedzenia na podróż.
Kate wyszła z łazienki i zaczęła się powoli szykować.
Ubrała się, spakowała wszystkie rzeczy jakie miały przy sobie i czekała na Elizabeth.
Usłyszała stukanie na schodach i po chwili ujrzała swojego Mistrza.
- Gotowa ? To jedziemy.
Kate wstała, rozejrzała się po pokoju, jakby zostawiała tu najwspanialsze wspomnienia.
Zeszła po schodach na dół, gdzie stał Gerry. Przytulał właśnie Elizabeth i coś szeptał jej do ucha.
Uśmiechnęła się do niego i podziękowała za gościnę.
Elizabeth pobiegła po samochód i podjechała pod pensjonat.
Dziewczyna wrzuciła wszystkie rzeczy i pomachała mężczyźnie na pożegnanie.
Wsiadła i pocałowała Elizabeth w policzek.
- Dziękuję.
- Za co ?
- Za wspomnienia. Nieważne co się stanie, one zawsze zostaną.
Elizabeth zaczęła pieścić jej łono, a dziewczyna cicho pojękiwała.
Kate złapała ją za włosy i lekko za nie ciągnęła.
- Kocham Cię, Elizabeth.
Kobieta znieruchomiała i zaprzestała.
- Słucham ?
- Kocham Cię. Nie powiesz mi, że nic do mnie nie czujesz, bo obie wiemy, że jest inaczej.
- Zależy mi na Tobie, ale nie chcę Cie skrzywdzić. Powinnyśmy już wyjść, zaraz musimy ruszać.
- I będziesz tak uciekać od tego ?
- Czego konkretnie ?
- Od rozmowy.
- Porozmawiamy o tym, ale nie teraz.
- Będę o Ciebie walczyć.
- Ale nie musisz.
- Jeśli będę musiała. Chcę z Tobą być i nie wstydzę się tego. Będę codziennie przypominać Ci jaki masz piękny uśmiech, który Bóg sam malował na twojej twarzy. Będę Ci przypominać o tym ile dla mnie znaczysz i jak ważna dla mnie jesteś. Jesteś jedynym co mam.
Elizabeth pocałowała Kate i złapała za rękę.
- Jesteś kochana, ale naprawdę musimy jechać. Ubierz się , a ja poproszę o coś do jedzenia na podróż.
Kate wyszła z łazienki i zaczęła się powoli szykować.
Ubrała się, spakowała wszystkie rzeczy jakie miały przy sobie i czekała na Elizabeth.
Usłyszała stukanie na schodach i po chwili ujrzała swojego Mistrza.
- Gotowa ? To jedziemy.
Kate wstała, rozejrzała się po pokoju, jakby zostawiała tu najwspanialsze wspomnienia.
Zeszła po schodach na dół, gdzie stał Gerry. Przytulał właśnie Elizabeth i coś szeptał jej do ucha.
Uśmiechnęła się do niego i podziękowała za gościnę.
Elizabeth pobiegła po samochód i podjechała pod pensjonat.
Dziewczyna wrzuciła wszystkie rzeczy i pomachała mężczyźnie na pożegnanie.
Wsiadła i pocałowała Elizabeth w policzek.
- Dziękuję.
- Za co ?
- Za wspomnienia. Nieważne co się stanie, one zawsze zostaną.
niedziela, 29 lipca 2012
Will you stay with me, will you be my love ?
Kate spojrzała na jezioro i zaciągnęła się górskim powietrzem.
Jej błękitne oczy przyćmiewały piękno rozgwieżdżonego nieba.
- Zatańczymy ?
- Gdzie ?
- W wodzie.
- Ale nie ma muzyki.
- Jest, w twoim sercu, a także w otaczającej Cię przyrodzie.
- Nic nie słyszę.
- Musisz się wsłuchać, a ona Cię poprowadzi.
Elizabeth wyciągnęła rękę w kierunku Kate.
Każdy z nas ma chwilę zwątpienia we własne umiejętności, teraz właśnie ta chwila towarzyszyła dziewczynie.
Podała dłoń Mistrzowi i ruszyła z nim ku nowej przygodzie.
Woda była zimna, a dno kamieniste.
Trzymała kurczowo dłoń Elizabeth, strachem paraliżując własne instynkty.
Potknęła się o kamień i czuła już na sobie zimną wodę, ale Elizabeth złapała ją w swoje objęcia.
- Dobrze, że jesteś.
Kate uśmiechnęła się i zebrała na odwagę.
- Długo o tym wszystkim myślałam i zdałam sobie z czegoś sprawę...
- Mianowicie ?
- Jesteś przy mnie zawsze. Gdy podupadam Ty mnie łapiesz, gdy płaczę Ty ocierasz mi łzy i mogłabym wymieniać tak w nieskończoność, nie mówiąc już o tym jak bardzo Ci ufam. Jak byłam mała bałam się wielu rzeczy, ciemności, pająków, ale mama mówiła mi, że czuwa przy mnie Anioł Stróż. Dość długo wierzyłam, że on przy mnie jest i chroni mnie przed złem, aż do pewnego momentu.
- Jakiego ?
- Do momentu, gdy osobiście go poznałam. Stanął przede mną jak gdyby nigdy nic, mówiąc mi, że miłość jest najwyższym prawem i najważniejszą lekcją. Mój Anioł Stróż nosi Twoje imię, Elizabeth.
Nie jestem w stanie chociażby przybliżyć jak poczuła się Elizabeth, ogarnęła ją duma i błogość.
Być może przeżyła już połowę swojego życia, a może dopiero 1/3, ale to nie miało znaczenia. Dla tej chwili warto było tyle czekać.
- Chodź ze mną.
- Dokąd ?
- Musimy wejść głębiej.
Nurt był słabszy niż za dnia, ale mimo wszystko ten żywioł wywoływał w Kate swego rodzaju niepokój.
Stawiała niepewne kroki, prosząc w duchu, by jej Anioł był przy niej zawsze.
Elizabeth spojrzała na księżyc, potem na wodę w rzece.
Stanęła przodem do Kate i przyciągnęła ją do siebie. Jedyne co je dzieliło to lekki strumyk wody otaczający ich ciała.
- Chwyć moją rękę, a drugą połóż na moim ramieniu.
Elizabeth niepewnie wędrowała ręką po ciele swojego ucznia. Ostatecznie jej ręka spoczęła na biodrze Kate.
- Wsłuchaj się w melodię jaką tworzy dla nas natura. Szum wody, świst wiatru i szelest liści.
Kate zamknęła oczy i dała się porwać emocjom. Zaczęły tańczyć, nie zwracając uwagi na czas, chłód.
Zasmakowały odrobiny szaleństwa, zwiększając wartość swojej osobowości.
Tylko człowiek nienormalny jest coś wart.
Kate zbliżyła się jeszcze bardziej i położyła głowę na klatce piersiowej Elizabeth.
To co usłyszała, było najpiękniejszą melodią jaką kiedykolwiek zdążyła poznać.
Przez jej ciało przeszedł impuls dźwięków, które usłyszała w ciele kobiety.
Nie musiała więcej słuchać, wystarczało jej, że to poczuła.
- Dziękuję.
- Za co ?
- Wypełniłaś moje życie, do tej pory było puste. Zanim się pojawiłaś nie umiałam oceniać ludzi miarą serca, a wyglądu. Zmieniłaś nie tylko mój światopogląd i zwyczaje, ale całą mnie.
- Muszę wrócić do miasta.
- Coś nie tak ?
- Czemu tak uważasz ?
- Bo nagle chcesz wrócić do miasta.
- Nie, wszystko w porządku. Mam do załatwienia pewną sprawę i spotkanie.
- Z kim ?
- Uważasz, że to pytanie było na miejscu ?
- Chciałabym tylko wiedzieć.
- Nie za gorąco Ci ?
- Nie, dlaczego pytasz ?
- Bo przez swoją ciekawość jesteś coraz bliżej piekła.
- Nawet jeśli to warto było.
- Idę jutro na kolację z Holly.
- Kto to ?
- Czuję się jak na przesłuchaniu. Może chociaż wyjdźmy z wody ?
Zdumiewająco szybko Kate znalazła się na brzegu. Zastanawia mnie czy to przez ciekawość, a może fakt, że to droga na brzeg, a nie głąb rzeki.
Odpowiedź przyszła bardzo szybko.
- Więc kto to ?
- Koleżanka ze szkoły.
- Tylko ?
- Jak na razie.
- Rozumiem...
Kate odwróciła głowę,a w jej oczach można było dostrzec coś, co w dziwności swej nieopisane.
Elizabeth zbliżyła się i pocałowała ją w czoło.
- Żartowałam, to coś w stylu przyjaźni.
- Skoro tak mówisz.
- Uśmiechnij się, to nic nie boli.
- Nie bawi mnie to.
- Posłuchaj, dla mnie liczysz się Ty. Tobie poświęcam całą uwagę. Wrócimy tu kiedyś, ale rano musimy wyjechać.
- Moje rano czy twoje rano ?
- A jakie to ma znaczenie ?
- To, że Ty wstajesz o 11 i mówisz, że to rano.
Elizabeth zaczęła się śmiać i złapała Kate w objęcia.
Położyła ją na piasku i pocałowała.
Niebo błyszczało jak nigdy przedtem.
Powietrze delikatnie gładziło ich twarze, a szelest liści ukołysał je do snu.
Jej błękitne oczy przyćmiewały piękno rozgwieżdżonego nieba.
- Zatańczymy ?
- Gdzie ?
- W wodzie.
- Ale nie ma muzyki.
- Jest, w twoim sercu, a także w otaczającej Cię przyrodzie.
- Nic nie słyszę.
- Musisz się wsłuchać, a ona Cię poprowadzi.
Elizabeth wyciągnęła rękę w kierunku Kate.
Każdy z nas ma chwilę zwątpienia we własne umiejętności, teraz właśnie ta chwila towarzyszyła dziewczynie.
Podała dłoń Mistrzowi i ruszyła z nim ku nowej przygodzie.
Woda była zimna, a dno kamieniste.
Trzymała kurczowo dłoń Elizabeth, strachem paraliżując własne instynkty.
Potknęła się o kamień i czuła już na sobie zimną wodę, ale Elizabeth złapała ją w swoje objęcia.
- Dobrze, że jesteś.
Kate uśmiechnęła się i zebrała na odwagę.
- Długo o tym wszystkim myślałam i zdałam sobie z czegoś sprawę...
- Mianowicie ?
- Jesteś przy mnie zawsze. Gdy podupadam Ty mnie łapiesz, gdy płaczę Ty ocierasz mi łzy i mogłabym wymieniać tak w nieskończoność, nie mówiąc już o tym jak bardzo Ci ufam. Jak byłam mała bałam się wielu rzeczy, ciemności, pająków, ale mama mówiła mi, że czuwa przy mnie Anioł Stróż. Dość długo wierzyłam, że on przy mnie jest i chroni mnie przed złem, aż do pewnego momentu.
- Jakiego ?
- Do momentu, gdy osobiście go poznałam. Stanął przede mną jak gdyby nigdy nic, mówiąc mi, że miłość jest najwyższym prawem i najważniejszą lekcją. Mój Anioł Stróż nosi Twoje imię, Elizabeth.
Nie jestem w stanie chociażby przybliżyć jak poczuła się Elizabeth, ogarnęła ją duma i błogość.
Być może przeżyła już połowę swojego życia, a może dopiero 1/3, ale to nie miało znaczenia. Dla tej chwili warto było tyle czekać.
- Chodź ze mną.
- Dokąd ?
- Musimy wejść głębiej.
Nurt był słabszy niż za dnia, ale mimo wszystko ten żywioł wywoływał w Kate swego rodzaju niepokój.
Stawiała niepewne kroki, prosząc w duchu, by jej Anioł był przy niej zawsze.
Elizabeth spojrzała na księżyc, potem na wodę w rzece.
Stanęła przodem do Kate i przyciągnęła ją do siebie. Jedyne co je dzieliło to lekki strumyk wody otaczający ich ciała.
- Chwyć moją rękę, a drugą połóż na moim ramieniu.
Elizabeth niepewnie wędrowała ręką po ciele swojego ucznia. Ostatecznie jej ręka spoczęła na biodrze Kate.
- Wsłuchaj się w melodię jaką tworzy dla nas natura. Szum wody, świst wiatru i szelest liści.
Kate zamknęła oczy i dała się porwać emocjom. Zaczęły tańczyć, nie zwracając uwagi na czas, chłód.
Zasmakowały odrobiny szaleństwa, zwiększając wartość swojej osobowości.
Tylko człowiek nienormalny jest coś wart.
Kate zbliżyła się jeszcze bardziej i położyła głowę na klatce piersiowej Elizabeth.
To co usłyszała, było najpiękniejszą melodią jaką kiedykolwiek zdążyła poznać.
Przez jej ciało przeszedł impuls dźwięków, które usłyszała w ciele kobiety.
Nie musiała więcej słuchać, wystarczało jej, że to poczuła.
- Dziękuję.
- Za co ?
- Wypełniłaś moje życie, do tej pory było puste. Zanim się pojawiłaś nie umiałam oceniać ludzi miarą serca, a wyglądu. Zmieniłaś nie tylko mój światopogląd i zwyczaje, ale całą mnie.
- Muszę wrócić do miasta.
- Coś nie tak ?
- Czemu tak uważasz ?
- Bo nagle chcesz wrócić do miasta.
- Nie, wszystko w porządku. Mam do załatwienia pewną sprawę i spotkanie.
- Z kim ?
- Uważasz, że to pytanie było na miejscu ?
- Chciałabym tylko wiedzieć.
- Nie za gorąco Ci ?
- Nie, dlaczego pytasz ?
- Bo przez swoją ciekawość jesteś coraz bliżej piekła.
- Nawet jeśli to warto było.
- Idę jutro na kolację z Holly.
- Kto to ?
- Czuję się jak na przesłuchaniu. Może chociaż wyjdźmy z wody ?
Zdumiewająco szybko Kate znalazła się na brzegu. Zastanawia mnie czy to przez ciekawość, a może fakt, że to droga na brzeg, a nie głąb rzeki.
Odpowiedź przyszła bardzo szybko.
- Więc kto to ?
- Koleżanka ze szkoły.
- Tylko ?
- Jak na razie.
- Rozumiem...
Kate odwróciła głowę,a w jej oczach można było dostrzec coś, co w dziwności swej nieopisane.
Elizabeth zbliżyła się i pocałowała ją w czoło.
- Żartowałam, to coś w stylu przyjaźni.
- Skoro tak mówisz.
- Uśmiechnij się, to nic nie boli.
- Nie bawi mnie to.
- Posłuchaj, dla mnie liczysz się Ty. Tobie poświęcam całą uwagę. Wrócimy tu kiedyś, ale rano musimy wyjechać.
- Moje rano czy twoje rano ?
- A jakie to ma znaczenie ?
- To, że Ty wstajesz o 11 i mówisz, że to rano.
Elizabeth zaczęła się śmiać i złapała Kate w objęcia.
Położyła ją na piasku i pocałowała.
Niebo błyszczało jak nigdy przedtem.
Powietrze delikatnie gładziło ich twarze, a szelest liści ukołysał je do snu.
sobota, 21 lipca 2012
Do you think I'm special? Do you think I'm nice?
- Ładna historia.
- Zna dużo takich, zawsze mówi, że Bóg szepce mu je do ucha przed snem.
- To niedorzeczne !
- Wcale nie. To co Tobie wydaje się bez sensu dla innych stanowi jego źródło.
Kate nie chciała ciągnąć dalej tego tematu, uwierał ją jak niewygodny but. Istnienie Boga było dla niej absurdalne, ale wolała pozostawić resztę swoich myśli tylko dla siebie.
Weszły do pokoju i Elizabeth od razu podeszła do barku.
- Chcesz coś mocniejszego ?
- Po co pijesz ?
- Jak na razie po to, żeby rozgrzać organizm.
- Może troszkę.
- A dlaczego pytasz ?
- Gerry mówił, że kiedyś lubiłaś się zabawić.
Elizabeth spojrzała na swojego ucznia i uśmiechnęła się prowokująco.
- Tak, to prawda.
- Po co Ci to było ?
- Antoine de saint-exupéry w Małym Księciu napisał " piję, bo chcę zapomnieć, że się wstydzę ", a wstydził się tego, że pił.
- Ale Ty chyba miałaś jakiś konkretny powód ?
- Było ich wiele, ale to zamknięty rozdział.
- Nie boisz się, że to może wrócić ?
- Trzeba znać umiar.
Elizabeth podała Kate wino i po chwili usiadła na łóżku ze szklanką whisky w dłoni.
Wiedziała, że jeśli napije się chociaż kroplę to jej wyobraźnia zostanie pobudzona do maksimum.
Złapała swego ucznia za rękę i spojrzała z uczuciem jakby miała powiedzieć coś bardzo ważnego.
- Zanim napijemy się za Twoje zdrowie musisz mi coś obiecać.
- Co takiego ?
- Jeśli będę chciała posunąć się za daleko, odepchniesz mnie.
- Dlaczego mam Ci to obiecać ?
- Bo nie chcę Cie skrzywdzić.
- A jeśli ja też będę chciała tego co Ty ?
- Obiecaj mi to, proszę.
- Dobrze, masz moje słowo.
- Dziękuję.
Elizabeth uśmiechnęła się i wzniosła obiecany toast.
Kate zaczęła żałować tego co przed chwilą zrobiła. Wstała z łóżka i dolała sobie wina.
Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co działo się w jej psychice.
Wszystkie wspólnie spędzone chwile z Mistrzem przeleciały jej przed oczami niczym krótkometrażowy film.
Czasami szczęście ukochanej osoby jest ważniejsze od naszego.
Nie rozumiała dlaczego Elizabeth ją o to poprosiła, przecież pragnęły tego obydwie tak samo.
Może to miał być przełom tej złej passy, pozbycie się odwiecznego fatum ciążącego nad Mistrzem i jego podopiecznym.
Ta myśl w jej głowie była jak niepasujący do układanki puzzel.
Mimo to zaufała Mistrzowi.
Spojrzała na nią i mimo, że siedziała przed nią dorosła kobieta to ona nadal widziała w niej dziecko.
Jej oczy były pełne nadziei, a każde słowo przepełnione było dziecięcym optymizmem.
Nie oczekiwała dużo od życia, wierzyła, że jeśli się czegoś pragnie to wszystko da się osiągnąć.
- Ubierz się ciepło, pójdziemy na ławkę.
- Było Ci zimno.
- Nie martw się, założę polar.
- Kobiety jednak bywają bardzo zmienne.
Przy kominku nie było już nikogo, a drzwi do pokoju Gerry'ego były lekko uchylone.
Gdy otworzyły drzwi wejściowe, Kate poczuła na swojej twarzy zimny powiew wiatru.
- Na pewno nie będzie Ci zimno ?
- Nie przejmuj się tym.
Była to zwykła, niczym nie różniąca się od innych, drewniana ławka.
Postawiona była kilkanaście lat temu przez byłego właściciela pensjonatu.
Trzy metry od ławki znajdował się staw o niezbyt wielkiej powierzchni.
Elizabeth usiadła i oparła głowę o górną część ławki.
- Alkohol bywa zdradliwy.
- Dlaczego tak sądzisz ?
- Bo teraz powiem Ci wszystko o co mnie zapytasz.
- Myślisz, że będzie to działało w dwie strony ?
- Tak.
- A jakieś uzasadnienie tej tezy ?
- Jesteśmy podobne, dlatego przy każdej możliwej kłótni to ja będę musiała ustąpić, bo Ty jesteś bardziej uparta ze względu na to, iż jesteś młodsza.
- Skąd to możesz wiedzieć ?
- Po prostu wiem, taka moja rola.
- Może masz rację, ale wolę się kłócić z Tobą niż całować kogoś innego.
- Wiedziałaś, że istnieje życie wśród roślin ?
- Raczej o tym nie słyszałam, aczkolwiek mówią, że to też istoty żywe.
Elizabeth podniosła głowę i zwróciła wzrok ku niewielkiemu drzewu za jej plecami.
- To jest Leon.
- Skąd wiesz ?
- Powiedział mi.
- Chyba za dużo wypiłaś.
- Twierdzisz, że kłamie ?
- Ty to powiedziałaś.
- Ale Ty pomyślałaś.
- Nie siedzisz w mojej głowie.
- Ja nie, ale Leon mówi, że zapowiadała się kwitnąca znajomość.
- Tak ?
- Ale i tak mi nie uwierzysz.
- Ile ma lat ?
Elizabeth wstała i podeszła do drzewa. Jeśli ktoś wtedy na nie patrzył to z pewnością uznał by, że jest niespełna rozumu. To był niecodzienny widok, 23 letnia kobieta przytulająca się do drzewa.
- 111 lat.
- Powiedział Ci , tak ?
- No tak.
- Zatem, Leon 111 ?
- Owszem.
- Za stary dla mnie.
- Wiek nie gra roli.
- Postaw się w mojej sytuacji, mężczyzna starszy o 90 lat ?
- Jemu to nie przeszkadza.
- Dlaczego nie porozmawia więc ze mną ?
- Bo się wstydzi.
- Mnie ? Przecież chce mnie poznać.
- A co Ty myślałaś, że w ramiona Ci się rzuci ? Kochana, mężczyźni już tacy są.
- Wracaj tu, Głuptasie.
Kate nie rozumiała tego w jaki sposób całkiem z dnia na dzień Elizabeth zdobyła jej serce. Może to przez to niewinne spojrzenie dziecka. Albo przez stanowczy ton dorosłej kobiety.
Nie znalazła konkretnego powodu do miłości, bo taki nie istnieje.
Nie mogła oderwać od niej wzroku. Była wyjątkowa, subtelna i taka bezbronna.
- Kate ...
- Tak ?
- To jest jedyna taka noc, możesz mi powiedzieć o wszystkim co czujesz.
- Nie rozumiem o czym mówisz.
- Widzę jak bijesz się z myślami. Wszystko o czym myślisz możesz powiedzieć na głos.
- Boję się.
- Czego ?
- Że któregoś dnia Cie stracę, że odejdziesz, a Ja nie będę potrafiła Cię zatrzymać.
- Jeśli coś pójdzie nie tak, nie będę potrafiła sobie tego wybaczyć, ale zawsze będę przy Tobie.
- Nie myślałam, że wszystko tak się potoczy, że nie będę mogła przestać o Tobie myśleć, że będziesz pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed pójściem spać.
- Gdy pierwszy raz Cie zobaczyłam, wiedziałam, że jesteś tą osobą, której szukam. Wiedziałam jak wszystko się zacznie i jak się skończy, ale czasami lepiej jest nie wiedzieć. Proszę Cię tylko, żebyś potrafiła mi wybaczyć jeśli przyjdzie na to czas. Ale nie rozmawiajmy o tym. Chcę byś nauczyła się słuchać.
Jeśli będziesz mnie potrzebować, zamkniesz oczy i wsłuchasz się w to co Cię otacza.
- A Ty wtedy gdzie będziesz ?
- Będę między tym dźwiękiem, który lubisz i tym, który słyszysz.
- Zna dużo takich, zawsze mówi, że Bóg szepce mu je do ucha przed snem.
- To niedorzeczne !
- Wcale nie. To co Tobie wydaje się bez sensu dla innych stanowi jego źródło.
Kate nie chciała ciągnąć dalej tego tematu, uwierał ją jak niewygodny but. Istnienie Boga było dla niej absurdalne, ale wolała pozostawić resztę swoich myśli tylko dla siebie.
Weszły do pokoju i Elizabeth od razu podeszła do barku.
- Chcesz coś mocniejszego ?
- Po co pijesz ?
- Jak na razie po to, żeby rozgrzać organizm.
- Może troszkę.
- A dlaczego pytasz ?
- Gerry mówił, że kiedyś lubiłaś się zabawić.
Elizabeth spojrzała na swojego ucznia i uśmiechnęła się prowokująco.
- Tak, to prawda.
- Po co Ci to było ?
- Antoine de saint-exupéry w Małym Księciu napisał " piję, bo chcę zapomnieć, że się wstydzę ", a wstydził się tego, że pił.
- Ale Ty chyba miałaś jakiś konkretny powód ?
- Było ich wiele, ale to zamknięty rozdział.
- Nie boisz się, że to może wrócić ?
- Trzeba znać umiar.
Elizabeth podała Kate wino i po chwili usiadła na łóżku ze szklanką whisky w dłoni.
Wiedziała, że jeśli napije się chociaż kroplę to jej wyobraźnia zostanie pobudzona do maksimum.
Złapała swego ucznia za rękę i spojrzała z uczuciem jakby miała powiedzieć coś bardzo ważnego.
- Zanim napijemy się za Twoje zdrowie musisz mi coś obiecać.
- Co takiego ?
- Jeśli będę chciała posunąć się za daleko, odepchniesz mnie.
- Dlaczego mam Ci to obiecać ?
- Bo nie chcę Cie skrzywdzić.
- A jeśli ja też będę chciała tego co Ty ?
- Obiecaj mi to, proszę.
- Dobrze, masz moje słowo.
- Dziękuję.
Elizabeth uśmiechnęła się i wzniosła obiecany toast.
Kate zaczęła żałować tego co przed chwilą zrobiła. Wstała z łóżka i dolała sobie wina.
Nie jestem w stanie wyobrazić sobie co działo się w jej psychice.
Wszystkie wspólnie spędzone chwile z Mistrzem przeleciały jej przed oczami niczym krótkometrażowy film.
Czasami szczęście ukochanej osoby jest ważniejsze od naszego.
Nie rozumiała dlaczego Elizabeth ją o to poprosiła, przecież pragnęły tego obydwie tak samo.
Może to miał być przełom tej złej passy, pozbycie się odwiecznego fatum ciążącego nad Mistrzem i jego podopiecznym.
Ta myśl w jej głowie była jak niepasujący do układanki puzzel.
Mimo to zaufała Mistrzowi.
Spojrzała na nią i mimo, że siedziała przed nią dorosła kobieta to ona nadal widziała w niej dziecko.
Jej oczy były pełne nadziei, a każde słowo przepełnione było dziecięcym optymizmem.
Nie oczekiwała dużo od życia, wierzyła, że jeśli się czegoś pragnie to wszystko da się osiągnąć.
- Ubierz się ciepło, pójdziemy na ławkę.
- Było Ci zimno.
- Nie martw się, założę polar.
- Kobiety jednak bywają bardzo zmienne.
Przy kominku nie było już nikogo, a drzwi do pokoju Gerry'ego były lekko uchylone.
Gdy otworzyły drzwi wejściowe, Kate poczuła na swojej twarzy zimny powiew wiatru.
- Na pewno nie będzie Ci zimno ?
- Nie przejmuj się tym.
Była to zwykła, niczym nie różniąca się od innych, drewniana ławka.
Postawiona była kilkanaście lat temu przez byłego właściciela pensjonatu.
Trzy metry od ławki znajdował się staw o niezbyt wielkiej powierzchni.
Elizabeth usiadła i oparła głowę o górną część ławki.
- Alkohol bywa zdradliwy.
- Dlaczego tak sądzisz ?
- Bo teraz powiem Ci wszystko o co mnie zapytasz.
- Myślisz, że będzie to działało w dwie strony ?
- Tak.
- A jakieś uzasadnienie tej tezy ?
- Jesteśmy podobne, dlatego przy każdej możliwej kłótni to ja będę musiała ustąpić, bo Ty jesteś bardziej uparta ze względu na to, iż jesteś młodsza.
- Skąd to możesz wiedzieć ?
- Po prostu wiem, taka moja rola.
- Może masz rację, ale wolę się kłócić z Tobą niż całować kogoś innego.
- Wiedziałaś, że istnieje życie wśród roślin ?
- Raczej o tym nie słyszałam, aczkolwiek mówią, że to też istoty żywe.
Elizabeth podniosła głowę i zwróciła wzrok ku niewielkiemu drzewu za jej plecami.
- To jest Leon.
- Skąd wiesz ?
- Powiedział mi.
- Chyba za dużo wypiłaś.
- Twierdzisz, że kłamie ?
- Ty to powiedziałaś.
- Ale Ty pomyślałaś.
- Nie siedzisz w mojej głowie.
- Ja nie, ale Leon mówi, że zapowiadała się kwitnąca znajomość.
- Tak ?
- Ale i tak mi nie uwierzysz.
- Ile ma lat ?
Elizabeth wstała i podeszła do drzewa. Jeśli ktoś wtedy na nie patrzył to z pewnością uznał by, że jest niespełna rozumu. To był niecodzienny widok, 23 letnia kobieta przytulająca się do drzewa.
- 111 lat.
- Powiedział Ci , tak ?
- No tak.
- Zatem, Leon 111 ?
- Owszem.
- Za stary dla mnie.
- Wiek nie gra roli.
- Postaw się w mojej sytuacji, mężczyzna starszy o 90 lat ?
- Jemu to nie przeszkadza.
- Dlaczego nie porozmawia więc ze mną ?
- Bo się wstydzi.
- Mnie ? Przecież chce mnie poznać.
- A co Ty myślałaś, że w ramiona Ci się rzuci ? Kochana, mężczyźni już tacy są.
- Wracaj tu, Głuptasie.
Kate nie rozumiała tego w jaki sposób całkiem z dnia na dzień Elizabeth zdobyła jej serce. Może to przez to niewinne spojrzenie dziecka. Albo przez stanowczy ton dorosłej kobiety.
Nie znalazła konkretnego powodu do miłości, bo taki nie istnieje.
Nie mogła oderwać od niej wzroku. Była wyjątkowa, subtelna i taka bezbronna.
- Kate ...
- Tak ?
- To jest jedyna taka noc, możesz mi powiedzieć o wszystkim co czujesz.
- Nie rozumiem o czym mówisz.
- Widzę jak bijesz się z myślami. Wszystko o czym myślisz możesz powiedzieć na głos.
- Boję się.
- Czego ?
- Że któregoś dnia Cie stracę, że odejdziesz, a Ja nie będę potrafiła Cię zatrzymać.
- Jeśli coś pójdzie nie tak, nie będę potrafiła sobie tego wybaczyć, ale zawsze będę przy Tobie.
- Nie myślałam, że wszystko tak się potoczy, że nie będę mogła przestać o Tobie myśleć, że będziesz pierwszą myślą po przebudzeniu i ostatnią przed pójściem spać.
- Gdy pierwszy raz Cie zobaczyłam, wiedziałam, że jesteś tą osobą, której szukam. Wiedziałam jak wszystko się zacznie i jak się skończy, ale czasami lepiej jest nie wiedzieć. Proszę Cię tylko, żebyś potrafiła mi wybaczyć jeśli przyjdzie na to czas. Ale nie rozmawiajmy o tym. Chcę byś nauczyła się słuchać.
Jeśli będziesz mnie potrzebować, zamkniesz oczy i wsłuchasz się w to co Cię otacza.
- A Ty wtedy gdzie będziesz ?
- Będę między tym dźwiękiem, który lubisz i tym, który słyszysz.
czwartek, 19 lipca 2012
I'll spread my wings and I'll learn how to fly.
Gerry rozpalał ogień w kominku, a wokół niego zgromadziło się wielu gości pensjonatu.
Od zawsze lubił opowiadać baśnie i legendy.
Tym razem była to nietypowa opowieść o miłości.
- Biegł ile sił w nogach, przeskakiwał nad kamieniami i omijał każde drzewo, byle szybciej. Dobiegł nad jezioro i nie miał dokąd uciec. Słyszał wycie wilka i wiedział, że jest już tuż, tuż.
Musiał zaryzykować, wbiegł do jeziora i zanurkował. W wiosce mówili, że jeśli ktoś zanurzy się cały w jeziorze, nie wyjdzie z niego jako człowiek. W tym momencie nie miało to największego znaczenia, myślał tylko o tym by przeżyć. Wynurzył się lekko i zobaczył jak wilk biegnie na drugą stronę jeziora.
Był przezorny, więc odczekał jeszcze chwile, czując jak ubrania stają się coraz luźniejsze.
Zaczął tracić grunt pod nogami i przestraszony wybiegł z wody. Odczuł, że jego wzrost się zmniejszył, a jego wzrok stał się wyraźniejszy. Zbliżył się do jeziora i spojrzał na swe odbicie.
Serce podeszło mu do gardła. Miał ciemny dziób, a gdy chciał unieść rękę to zamiast niej zobaczył ciemnobrunatne skrzydło. Spojrzał na swoje dawne stopy i ujrzał żółte szpony. Starał się zrozumieć co się stało, ale nie bardzo wiedział od czego ma zacząć. Zawsze w dzieciństwie marzył by latać więc tak jakby jego życzenie zostało spełnione. Rozłożył skrzydła i uczył się latać.
" To dość zabawne" pomyślał. Będąc dzieckiem, uczył się chodzić, a teraz jako dorosły człowiek uczy się latać. Wrócił myślami do tego zdania i coś mu nie pasowało, nie był już człowiekiem. Zaryzykował i wzbił się ku niebu. Zachwiało nim i spadł na ziemie. To był jego pierwszy wzlot i upadek. Czuł się jak bezradne dziecko. Wziął głęboki oddech, rozłożył skrzydła i wzbił się w powietrze. Ruchy jego skrzydeł były zsynchronizowane. Przedarł się przez barierę, która go ograniczała. Z każdym dniem bardziej doceniał piękno życia. Podróżował nad górami, podziwiał zachody i wschody słońca. Dotarło do niego, że nigdy nie znał życia mimo swojego wieku. Przypomniał sobie o ważnej rzeczy, rodzinie. Nie wiedzieli przecież co się z nim stało. Postanowił polecieć do wioski i chociaż przez chwilę ich obserwować. Jego matka pogrążona była w rozpaczy, a ojciec płakał po kątach, by nie okazywać słabości przy żonie. Jednak obydwoje mieli nadzieję, że ich syn się odnajdzie. Między ludźmi krążyły różne opowieści, m.in. że rozszarpał go wilk, albo niedźwiedź, zależało od człowieka. Nie mógł dłużej patrzeć na cierpienie swojej matki, rozprostował skrzydła i wzleciał wysoko, chciał dotknąć nieba, poczuć lekkość chmur i poczuć dotyk słońca. Mimo milczenia, jego serce krzyczało i chciało wrócić do rzeczywistości. Mijał dzień za dniem, a on nadal nie wiedział jak to zrobić. Wrócił nad jezioro, gdzie wszystko się zaczęło. Wylądował na kamieniu niedaleko wody. Słońce zachodziło powoli i dzień zamieniał się w noc. Każdy ma odmienne zdanie na ten temat, a on chciał zawsze znaleźć określającą to zjawisko definicję. Czy noc i dzień stanowiło parę odwiecznych przyjaciół czy może niespełnionych kochanków. Trwali razem, ale jednak osobno, jedno następowało po drugim, ale nigdy razem. W miejscu słońca na niebie zaczął pojawiać się księżyc. Wokół Paula zaczął szaleć powiew powietrza, wiatr zaczął tańczyć między jego piórami. Nagle jego skrzydła przemieniły się w ręce, a tułów w ciało człowieka. Był nagi, ale szczęśliwy. Pobiegł do wioski i zbudził rodziców, by wszystko im opowiedzieć. Oświadczył, że z rana wyrusza w podróż, by poznać życie na nowo. Wrócił nad jezioro i dostrzegł piękną kobietę, siedziała w jeziorze do pasa i była całkowicie naga. Zwrócona ku księżycowi szeptała coś pod nosem. Podszedł do niej i kazał jej jak najszybciej wyjść. Wystraszona jego obecnością zakryła się i kazała mu natychmiast odejść. Niewiele myśląc skrył się za drzewami i obserwował ją. Była śliczna, miała ciemne włosy i niebieskie oczy, a jej nos ozdabiały drobne piegi. Gdy księżyc żegnał się z Ziemią i na jego miejscu zaczęło pojawiać się Słońce, wokół nich znów zaczął szaleć wiatr, a ich ciała okryły się piórami. Nie spodziewał się takiego przebiegu zdarzeń. Spojrzał na nią, a ona jakby nic się nie stało rozłożyła skrzydła i odleciała. Przylatywał każdego następnego wieczoru by ją zobaczyć, ale ona zawsze kazała mu odejść. Z dnia na dzień żył z nadzieją, że kiedyś będzie go potrzebować i powie "zostań", ale tego wieczoru zastał ją łkającą na kamieniu. Wtuliła się w niego, a jej dłoń nieustannie krwawiła. Pilnował jej za dnia i zmieniał opatrunek co noc. Nieszczęście jakie się jej przytrafiło, zbliżyło ich do siebie. Gdy Julia wyzdrowiała, Paulo poszedł do wioski i wytłumaczył się rodzicom. Nikt poza nimi nie mógł wiedzieć co się z nim stało. Kazał przestrzegać ludzi przed źródłem zguby. Wrócił nad ranem i zanim zdążył coś powiedzieć, znów stał się ptakiem. Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem i poleciał za nią. Od tamtej pory stali się nierozłączni. Połączyła ich inność i radość z życia. Być może nie słodkiego jak miód, ale gorzkiego, bez wyboru. Zawsze wracali w miejsce gdzie wszystko się zaczęło i może kiedyś tam też się skończy, ale to życie pisze scenariusz, a my tylko odgrywamy taką rolę jaką nam przydzieli. Idąc nad jezioro o świcie nadal możemy zauważyć jak dwa orły cesarskie rozkładają swe skrzydła i razem odlatują w nieznane.
Od zawsze lubił opowiadać baśnie i legendy.
Tym razem była to nietypowa opowieść o miłości.
- Biegł ile sił w nogach, przeskakiwał nad kamieniami i omijał każde drzewo, byle szybciej. Dobiegł nad jezioro i nie miał dokąd uciec. Słyszał wycie wilka i wiedział, że jest już tuż, tuż.
Musiał zaryzykować, wbiegł do jeziora i zanurkował. W wiosce mówili, że jeśli ktoś zanurzy się cały w jeziorze, nie wyjdzie z niego jako człowiek. W tym momencie nie miało to największego znaczenia, myślał tylko o tym by przeżyć. Wynurzył się lekko i zobaczył jak wilk biegnie na drugą stronę jeziora.
Był przezorny, więc odczekał jeszcze chwile, czując jak ubrania stają się coraz luźniejsze.
Zaczął tracić grunt pod nogami i przestraszony wybiegł z wody. Odczuł, że jego wzrost się zmniejszył, a jego wzrok stał się wyraźniejszy. Zbliżył się do jeziora i spojrzał na swe odbicie.
Serce podeszło mu do gardła. Miał ciemny dziób, a gdy chciał unieść rękę to zamiast niej zobaczył ciemnobrunatne skrzydło. Spojrzał na swoje dawne stopy i ujrzał żółte szpony. Starał się zrozumieć co się stało, ale nie bardzo wiedział od czego ma zacząć. Zawsze w dzieciństwie marzył by latać więc tak jakby jego życzenie zostało spełnione. Rozłożył skrzydła i uczył się latać.
" To dość zabawne" pomyślał. Będąc dzieckiem, uczył się chodzić, a teraz jako dorosły człowiek uczy się latać. Wrócił myślami do tego zdania i coś mu nie pasowało, nie był już człowiekiem. Zaryzykował i wzbił się ku niebu. Zachwiało nim i spadł na ziemie. To był jego pierwszy wzlot i upadek. Czuł się jak bezradne dziecko. Wziął głęboki oddech, rozłożył skrzydła i wzbił się w powietrze. Ruchy jego skrzydeł były zsynchronizowane. Przedarł się przez barierę, która go ograniczała. Z każdym dniem bardziej doceniał piękno życia. Podróżował nad górami, podziwiał zachody i wschody słońca. Dotarło do niego, że nigdy nie znał życia mimo swojego wieku. Przypomniał sobie o ważnej rzeczy, rodzinie. Nie wiedzieli przecież co się z nim stało. Postanowił polecieć do wioski i chociaż przez chwilę ich obserwować. Jego matka pogrążona była w rozpaczy, a ojciec płakał po kątach, by nie okazywać słabości przy żonie. Jednak obydwoje mieli nadzieję, że ich syn się odnajdzie. Między ludźmi krążyły różne opowieści, m.in. że rozszarpał go wilk, albo niedźwiedź, zależało od człowieka. Nie mógł dłużej patrzeć na cierpienie swojej matki, rozprostował skrzydła i wzleciał wysoko, chciał dotknąć nieba, poczuć lekkość chmur i poczuć dotyk słońca. Mimo milczenia, jego serce krzyczało i chciało wrócić do rzeczywistości. Mijał dzień za dniem, a on nadal nie wiedział jak to zrobić. Wrócił nad jezioro, gdzie wszystko się zaczęło. Wylądował na kamieniu niedaleko wody. Słońce zachodziło powoli i dzień zamieniał się w noc. Każdy ma odmienne zdanie na ten temat, a on chciał zawsze znaleźć określającą to zjawisko definicję. Czy noc i dzień stanowiło parę odwiecznych przyjaciół czy może niespełnionych kochanków. Trwali razem, ale jednak osobno, jedno następowało po drugim, ale nigdy razem. W miejscu słońca na niebie zaczął pojawiać się księżyc. Wokół Paula zaczął szaleć powiew powietrza, wiatr zaczął tańczyć między jego piórami. Nagle jego skrzydła przemieniły się w ręce, a tułów w ciało człowieka. Był nagi, ale szczęśliwy. Pobiegł do wioski i zbudził rodziców, by wszystko im opowiedzieć. Oświadczył, że z rana wyrusza w podróż, by poznać życie na nowo. Wrócił nad jezioro i dostrzegł piękną kobietę, siedziała w jeziorze do pasa i była całkowicie naga. Zwrócona ku księżycowi szeptała coś pod nosem. Podszedł do niej i kazał jej jak najszybciej wyjść. Wystraszona jego obecnością zakryła się i kazała mu natychmiast odejść. Niewiele myśląc skrył się za drzewami i obserwował ją. Była śliczna, miała ciemne włosy i niebieskie oczy, a jej nos ozdabiały drobne piegi. Gdy księżyc żegnał się z Ziemią i na jego miejscu zaczęło pojawiać się Słońce, wokół nich znów zaczął szaleć wiatr, a ich ciała okryły się piórami. Nie spodziewał się takiego przebiegu zdarzeń. Spojrzał na nią, a ona jakby nic się nie stało rozłożyła skrzydła i odleciała. Przylatywał każdego następnego wieczoru by ją zobaczyć, ale ona zawsze kazała mu odejść. Z dnia na dzień żył z nadzieją, że kiedyś będzie go potrzebować i powie "zostań", ale tego wieczoru zastał ją łkającą na kamieniu. Wtuliła się w niego, a jej dłoń nieustannie krwawiła. Pilnował jej za dnia i zmieniał opatrunek co noc. Nieszczęście jakie się jej przytrafiło, zbliżyło ich do siebie. Gdy Julia wyzdrowiała, Paulo poszedł do wioski i wytłumaczył się rodzicom. Nikt poza nimi nie mógł wiedzieć co się z nim stało. Kazał przestrzegać ludzi przed źródłem zguby. Wrócił nad ranem i zanim zdążył coś powiedzieć, znów stał się ptakiem. Spojrzała na niego błagalnym wzrokiem i poleciał za nią. Od tamtej pory stali się nierozłączni. Połączyła ich inność i radość z życia. Być może nie słodkiego jak miód, ale gorzkiego, bez wyboru. Zawsze wracali w miejsce gdzie wszystko się zaczęło i może kiedyś tam też się skończy, ale to życie pisze scenariusz, a my tylko odgrywamy taką rolę jaką nam przydzieli. Idąc nad jezioro o świcie nadal możemy zauważyć jak dwa orły cesarskie rozkładają swe skrzydła i razem odlatują w nieznane.
poniedziałek, 16 lipca 2012
You stole my star.
Zgubiły poczucie czasu. W swoim towarzystwie czuły się bezpiecznie, a przede wszystkim niczego nie brakowało im do szczęścia.
Kate wstała i wyciągnęła rękę ku Elizabeth.
- Chodźmy, pójdziemy nad rzekę i spędzimy tam noc.
- Jesteś pewna ?
- Tak.
- Ale nic dziś nie jadłaś.
- Czuje przesyt emocji i euforię przez to wszystko co się dzieje wokół, natura szaleje, jeśli nie pójdziemy możemy tego żałować.
- Tak sądzisz ?
- Tak, żałujesz czegoś co Ci się przytrafiło ?
- Niczego w życiu nie żałuję, niektórzy są świadomi tego co zamyślają dla nas, by zapewnić nam przyszłość jakiej jesteśmy godni.
- Więc chodźmy.
Kate podniosła Elizabeth i ruszyły w stronę rzeki.
Przez chmury zaczął przebijać się blask księżyca i jak za sprawą magicznej siły obłoki ustąpiły mu miejsca na niebie.
Zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy na niebie i świeciły tak jasno jak szalejący ogień w sercach tej nietypowej pary.
Aczkolwiek nie wiem czy można by to tak nazwać, to dość skomplikowane co je łączyło.
Elizabeth położyła się na piasku, a Kate wtuliła się w jej ramiona.
- Piękne niebo. Wygląda tak jakbyś układała dla mnie gwiazdy, Mistrzu.
- Będę układać dla Ciebie gwiazdy co noc, zmienię bieg rzeki jeśli będzie trzeba i będę kreować twoje sny, a każdy koszmar rozwieję jak wiatr te chmury na niebie.
- Elizabeth...
- Tak ?
- Czy to też nie jest skazane na niepowodzenie ?
- Kiedy wchodziłyśmy na szczyt góry to myślałaś o tym jak wysiadałaś z samochodu ?
- Nie.
- A myślałaś o tym co jest na szczycie ?
- Nie, podziwiałam piękno otaczającej nas natury.
- Mam mówić dalej ?
- Nie, nie musisz. Mam pytanie.
- Zamieniam się w słuch.
- Po co ludzie są ze sobą jeśli się nie kochają ?
- Różnie bywa. Łączy ich np. dziecko, albo strach przed samotnością.
- Tak chyba nie powinno być.
- Tak zdecydowanie nie powinno być.
Elizabeth wzięła głęboki oddech i pocałowała Kate w czoło.
Zwróciła się ku niej, jej oczy błyszczały.
Można było w nich dostrzec wszystko co najpiękniejsze.
Dla Elizabeth był to kolejny cud świata.
Widziała w nich lazurowe morze, tonęła w jej spojrzeniu i czuła ogarniające ją ciepło.
- A jak jest z Tobą ?
- Nie byłabym z kimś, kogo nie kocham.
- Uważam, że to uszczęśliwianie się na siłę, a przecież to serce powinno nas kierować w życiu, a rozum powinien je jedynie asekurować.
- Byłabyś z kimś, kogo nie kochasz ?
- Nie, nie potrafiłabym.
- Miłość jest jak kwiat. Zasadzisz ziarno uczucia, pielęgnujesz je, aż w końcu wyrasta piękny kwiat i możesz podziwiać jego piękno.
- Ale nie da się w tak krótkim czasie kogoś pokochać.
- Przestać kochać ot tak też się nie da. Trzeba poznać drugiego człowieka, nieważne czy będzie to mężczyzna czy kobieta. Ludzie zbyt zachłannie chcą być szczęśliwi, ale to nie o to chodzi. Musimy uporządkować nasze serce, by można było wpuścić kogoś do środka. No chyba, że wchodzi bez pukania i niczym się nie przejmuje.
- Co wtedy ?
- Nic. Pojawia się w naszym życiu znienacka i wywraca je do góry nogami. To nie jest zła zmiana, trzeba mieć wiarę na lepsze jutro.
- Kazałaś mi cieszyć się obecną chwilą.
- Nie kazałam, radziłam.
- To prawie to samo.
- Często jedno słowo robi wielką różnicę.
Kate uniosła głowę i skrzywiła usta w akcie rozkojarzenia.
Elizabeth wybuchnęła śmiechem.
- Co Cię tak rozbawiło ?
- Zrobiłaś cudny dzióbek.
- Wcale nie !
- Ależ oczywiście ! Cudnie wyglądałaś.
- Już się bałam, że zawsze bywasz poważna.
- Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, ale mamy czas. Cały czas drzemie we mnie dziecko.
- Czyli teraz nie dasz mi spokoju ?
- Nie ma nawet takiej opcji, Dziobaku.
- Jesteś niemożliwa !
Elizabeth uniosła wzrok na bezchmurne niebo.
- Spójrz ! Samolot.
- To dość normalne, że samoloty latają.
- Nie rozumiesz. Są pewne ludzkie nawyki i dziwoty.
- A co ma do tego samolot ?
- Możemy udawać, że samoloty na niebie to spadające gwiazdy i mocno wierzyć, że nasze marzenia się spełnią.
- No dobrze, w takim razie.... już.
Elizabeth nie wiedziała czego może sobie życzyć, może tego, by ta historia nie skończyła się tak jak z jej Mistrzem.
Nie, to by było zbyt egoistyczne.
" Chciałabym by była szczęśliwa, niezależnie od tego czy ze mną, czy z kimś innym. "
- Już. - wykrztusiła z siebie i uśmiechnęła.
- Zrobiło się zimno, może jednak wróćmy do pensjonatu ?
- Dobry pomysł.
Od tej pory ich małe szaleństwo stało się rutyną, a życzenie Elizabeth zawsze było to samo.
Kate wstała i wyciągnęła rękę ku Elizabeth.
- Chodźmy, pójdziemy nad rzekę i spędzimy tam noc.
- Jesteś pewna ?
- Tak.
- Ale nic dziś nie jadłaś.
- Czuje przesyt emocji i euforię przez to wszystko co się dzieje wokół, natura szaleje, jeśli nie pójdziemy możemy tego żałować.
- Tak sądzisz ?
- Tak, żałujesz czegoś co Ci się przytrafiło ?
- Niczego w życiu nie żałuję, niektórzy są świadomi tego co zamyślają dla nas, by zapewnić nam przyszłość jakiej jesteśmy godni.
- Więc chodźmy.
Kate podniosła Elizabeth i ruszyły w stronę rzeki.
Przez chmury zaczął przebijać się blask księżyca i jak za sprawą magicznej siły obłoki ustąpiły mu miejsca na niebie.
Zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy na niebie i świeciły tak jasno jak szalejący ogień w sercach tej nietypowej pary.
Aczkolwiek nie wiem czy można by to tak nazwać, to dość skomplikowane co je łączyło.
Elizabeth położyła się na piasku, a Kate wtuliła się w jej ramiona.
- Piękne niebo. Wygląda tak jakbyś układała dla mnie gwiazdy, Mistrzu.
- Będę układać dla Ciebie gwiazdy co noc, zmienię bieg rzeki jeśli będzie trzeba i będę kreować twoje sny, a każdy koszmar rozwieję jak wiatr te chmury na niebie.
- Elizabeth...
- Tak ?
- Czy to też nie jest skazane na niepowodzenie ?
- Kiedy wchodziłyśmy na szczyt góry to myślałaś o tym jak wysiadałaś z samochodu ?
- Nie.
- A myślałaś o tym co jest na szczycie ?
- Nie, podziwiałam piękno otaczającej nas natury.
- Mam mówić dalej ?
- Nie, nie musisz. Mam pytanie.
- Zamieniam się w słuch.
- Po co ludzie są ze sobą jeśli się nie kochają ?
- Różnie bywa. Łączy ich np. dziecko, albo strach przed samotnością.
- Tak chyba nie powinno być.
- Tak zdecydowanie nie powinno być.
Elizabeth wzięła głęboki oddech i pocałowała Kate w czoło.
Zwróciła się ku niej, jej oczy błyszczały.
Można było w nich dostrzec wszystko co najpiękniejsze.
Dla Elizabeth był to kolejny cud świata.
Widziała w nich lazurowe morze, tonęła w jej spojrzeniu i czuła ogarniające ją ciepło.
- A jak jest z Tobą ?
- Nie byłabym z kimś, kogo nie kocham.
- Uważam, że to uszczęśliwianie się na siłę, a przecież to serce powinno nas kierować w życiu, a rozum powinien je jedynie asekurować.
- Byłabyś z kimś, kogo nie kochasz ?
- Nie, nie potrafiłabym.
- Miłość jest jak kwiat. Zasadzisz ziarno uczucia, pielęgnujesz je, aż w końcu wyrasta piękny kwiat i możesz podziwiać jego piękno.
- Ale nie da się w tak krótkim czasie kogoś pokochać.
- Przestać kochać ot tak też się nie da. Trzeba poznać drugiego człowieka, nieważne czy będzie to mężczyzna czy kobieta. Ludzie zbyt zachłannie chcą być szczęśliwi, ale to nie o to chodzi. Musimy uporządkować nasze serce, by można było wpuścić kogoś do środka. No chyba, że wchodzi bez pukania i niczym się nie przejmuje.
- Co wtedy ?
- Nic. Pojawia się w naszym życiu znienacka i wywraca je do góry nogami. To nie jest zła zmiana, trzeba mieć wiarę na lepsze jutro.
- Kazałaś mi cieszyć się obecną chwilą.
- Nie kazałam, radziłam.
- To prawie to samo.
- Często jedno słowo robi wielką różnicę.
Kate uniosła głowę i skrzywiła usta w akcie rozkojarzenia.
Elizabeth wybuchnęła śmiechem.
- Co Cię tak rozbawiło ?
- Zrobiłaś cudny dzióbek.
- Wcale nie !
- Ależ oczywiście ! Cudnie wyglądałaś.
- Już się bałam, że zawsze bywasz poważna.
- Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, ale mamy czas. Cały czas drzemie we mnie dziecko.
- Czyli teraz nie dasz mi spokoju ?
- Nie ma nawet takiej opcji, Dziobaku.
- Jesteś niemożliwa !
Elizabeth uniosła wzrok na bezchmurne niebo.
- Spójrz ! Samolot.
- To dość normalne, że samoloty latają.
- Nie rozumiesz. Są pewne ludzkie nawyki i dziwoty.
- A co ma do tego samolot ?
- Możemy udawać, że samoloty na niebie to spadające gwiazdy i mocno wierzyć, że nasze marzenia się spełnią.
- No dobrze, w takim razie.... już.
Elizabeth nie wiedziała czego może sobie życzyć, może tego, by ta historia nie skończyła się tak jak z jej Mistrzem.
Nie, to by było zbyt egoistyczne.
" Chciałabym by była szczęśliwa, niezależnie od tego czy ze mną, czy z kimś innym. "
- Już. - wykrztusiła z siebie i uśmiechnęła.
- Zrobiło się zimno, może jednak wróćmy do pensjonatu ?
- Dobry pomysł.
Od tej pory ich małe szaleństwo stało się rutyną, a życzenie Elizabeth zawsze było to samo.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
